Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:RINGU

RINGU

Krąg

ocena:9
Rok prod.:1998
Reżyser:Hideo Nakata
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Nanako Matsushima , Miki Nakatani , Hiroyuki Sanada , Hitomi Sato , Rikiya Otaka , Yoichi Numata
Autor recenzji:Lohikaarme
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:7.3
Głosów:128
Inne oceny redakcji:
Kamiko - 8
Molly - 7
Piotr Sawicki - 3
Kinson - 7
Andy Blakk - 8
Carmilla - 9
Skaraś - 7

Wszystko zaczęło się w 1991 roku gdy Kôji Suzuki wydał książkę pod tytułem "Ringu". Od tego momentu twórcy filmowi wiele razy podejmowali zapoczątkowany przez pisarza temat. Do dziś nakręcono już 7 pełnometrażowych filmów, 2 seriale telewizyjne a niedługo na ekrany kin wejdzie druga część amerykańskiego "The Ring". Jak więc widać motyw kręgu jest bardzo nośny i upływ czasu zdaje się nie mieć wpływu na zainteresowanie widzów tym tematem. Był rok 1998 gdy światło dzienne ujrzał film, który przyniósł prawdziwy rozgłos japońskiemu kinu grozy. Tak naprawdę dopiero od tego filmu zaczął się fenomen. Bo tego słowa można tu śmiało użyć. Mowa oczywiście o "Ringu" (który co ciekawe był drugim filmem podejmującym temat przeklętej kasety). W kinach w Azji "Ringu" zarobił więcej niż "Matrix" a to już o czymś świadczy. Chociaż jest pewną ironią, że świat dowiedział się o nim dopiero za sprawą Amerykanów.

Główne założenie "Ringu" wiąże się ściśle z tak zwanymi miejskimi legendami. Strasznymi historiami, które każdy słyszał, a zazwyczaj przydarzyły się one znajomemu znajomego. Historię jednej z takich właśnie miejskich legend możemy zobaczyć w tym japońskim horrorze.
Film zaczyna się bardzo niewinnie, ot dwie zwyczajne nastolatki Tomoko i Masami siedzą wieczorem przed ekranem telewizora, a Masami z uśmiechem na ustach opowiada dziwną historię o chłopcu, który przez przypadek nagrał na kasetę dziwny "film". Obejrzał go a chwilę później zadzwonił telefon. Chłopak umarł 7 dni później. Wtedy Tomoko przyznaje się, że również widziała dziwny "film" dokładnie tydzień wcześniej i telefon też zadzwonił. Atmosfera powoli staje się coraz cięższa, a dziewczynom nie jest już tak wesoło jak jeszcze chwilę wcześniej. Niemal w tym samym momencie w kuchni rozlega się złowieszczy dźwięk telefonu. Chcąc, nie chcąc dziewczyny schodzą na dół a jedna z nich podnosi słuchawkę. I tu zaskoczenie. To tylko rodzice dzwonią sprawdzić, czy w domu wszystko w porządku. Wesołość bierze górę nad irracjonalnym strachem i dziewczyny w najlepsze śmieją się same z siebie. I wtedy zaczynają się dziać dziwne rzeczy... Po mocnym wejściu zostajemy przeniesieni do restauracji w której reporterka Reiko Asakawa prowadzi dziennikarskie śledztwo w sprawie tajemniczej kasety. Grupka nastolatków z którymi rozmawia na ten temat wspomina coś o półwyspie Izu, gdzie tajemnicze wydarzenia zdają się mieć swój początek. Kolejnych niepokojących szczegółów dowiaduje się na pogrzebie Tomoko od jej przyjaciółek. Z dnia na dzień liczba tajemniczych zgonów coraz bardziej wzrasta. A Reiko coraz bardziej angażuje się w tą sprawę aż wreszcie odnajduje okrytą złą sławą kasetę. Jednak to tak naprawdę dopiero początek właściwej akcji.

Jak więc widać fabuła oryginalnej wersji japońskiej nie rożni się zasadniczo od tego co możemy zobaczyć w remake'u. Amerykanie dodali nieco od siebie, nieco odjęli ale w zasadzie to w obu filmach chodzi dokładnie o to samo.

Podobnie jak większość horrorów japońskich tak i w przypadku "Ringu" najważniejszą sprawą jest klimat. I to jest właśnie największa siła tego filmu. To co najbardziej w nim uderza to fakt, że strach podczas jego oglądania nie wynika z tego co widzimy na ekranie, ale raczej z tego, czego nie widać. Reżyser prowadzi z widzem swoistą grę, umiejętnie dawkując napięcie a jednocześnie zawsze pozostawiając pewne niedopowiedzenia. Z początku akcja rozwija się dość niemrawo, aby w końcówce nabrać porządnego przyspieszenia. Zdarzają się momenty, gdy czujność widza jest niejako usypiana, tylko po to aby w najmniej spodziewanym momencie zostać zaatakowana porządną dawką strachu. Całość jest porządnie zrobiona, chociaż realizacja jest bardzo oszczędna w środki wyrazu i obywa się bez zbędnych fajerwerków, co moim zdaniem można zaliczyć na plus. Aktorzy również stanęli na wysokości zadania i stworzyli przekonujące postacie, chociaż widza wychowanego na kinie "made in USA" może nieco razić sposób gry Japończyków a także wolniejsze tempo i stateczne ujęcia.

Ciekawą rzeczą jest, że w krajach zachodnich film ten nabrał rozgłosu głównie dzięki temu, że amerykanie postanowili nieźle zarobić i nakręcić remake. Gdyby nie to, kto wie, czy "Ringu" byłby znany komukolwiek poza wąską grupą miłośników horrorów (zwłaszcza azjatyckich). W sumie więc dobrze się stało.

Wystawiam "Ringu" jedną z najwyższych ocen. Chociaż muszę szczerze przyznać, że mam pewien sentyment do tego filmu. Parę lat temu właśnie od tego obrazu zaczęła się moja przygoda z horrorem azjatyckim. I pomimo iż widziałem już niejeden Japoński film grozy, to w moim prywatnym rankingu "Ringu" zajmuje w śród nich jedno z najwyższych miejsc.

Trzygroszówki

Krzysztof Gonerski przyznał ocenę 10 i napisał:

Co moze powstać z precyzyjnego scenariusza, inteligentnej reżyserii, doskonałego aktorstwa i rewelacyjnej muzyki ?...Tak, zgadliście. Po prostu arcydzieło !

Screeny

HO, RINGU HO, RINGU HO, RINGU HO, RINGU HO, RINGU HO, RINGU HO, RINGU HO, RINGU HO, RINGU HO, RINGU

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ klimat przede wszystkim
+ ciekawa fabuła
+ muzyka

Minusy:

- dla mnie brak

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -