Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:STORY OF RICKY

STORY OF RICKY

Story of Ricky

ocena:8
Rok prod.:1991
Reżyser:Ngai Kai Lam
Kraj prod.:Hong Kong / Japonia
Obsada:Siu-Wong Fan, Bin Shimada, Mui Sang Fan, Ka-Kui Ho, Yukari Ôshima
Autor recenzji:Kinson
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:8.36
Głosów:14
Inne oceny redakcji:
Candy - 8
Lohikaarme - 8

"Jednostka niczym, jednostka zerem" - pisał Władimir Majakowski. Niestety, nie dane mu było obejrzeć wyprodukowanego w Hong Kongu i Japonii filmu "Lai wong". Zrozumiałby wtedy jak bardzo się mylił.

Jest rok 2001. Z uwagi na nieopłacalność zarządzania przez państwo zakładami karnymi, zostają one sprzedane prywatnym korporacjom. Prowadzone jak zwykłe firmy więzienia szybko stają się oazami bezprawia gdzie władza jest skorumpowana, silniejsi skazani pełnią funkcje kapo, a tortury i śmierć są na porządku dziennym. Wszystko jednak zmieni jeden człowiek - Ricky. Przybywa do więzienia skazany za zamordowanie handlarza opium, który wcześniej doprowadził do samobójstwa jego dziewczynę. Już podczas kontroli wchodzących dowiadujemy się, że mamy do czynienia z więźniem wyjątkowym. Nosi on w klatce piersiowej pięć kul pochodzących z broni zabitego dealera i traktuje je jako pamiątki. Nasz bohater szybko staje się świadkiem brutalnego pobicia starszego więźnia. Interweniuje i robi to tak samo bezwzględnie jak oprawcy. Udowadnia, że potrafi walczyć. Używa do tego specyficznej, czyniącej go maszyną do zabijania odmiany kung-fu, której nauczył go wujek. Zostaje nakręcona spirala przemocy. Ricky musi walczyć z kolejnymi coraz silniejszymi przeciwnikami w obronie prześladowanych i mordowanych współwięźniów. Sam często w odwecie poddawany jest torturom i upokorzeniom. Odkrywa, że w więzieniu nielegalnie prowadzona jest plantacja opium. Wkrótce wielokrotnie okaleczony lecz wciąż gotowy walczyć staje samotnie przeciwko przywódcy reżimu - naczelnikowi zakładu, który okazuje się być nie tylko metaforycznie potworem. Tylko on i więzienny mur stoją jeszcze między skazanymi, a wolnością.

Z fabuły wynikałoby, że mamy tutaj do czynienia z kolejnym filmem wpisującym się w schemat kopanego kina więziennego. Ricky skazany jest za słuszną zemstę więc jego wszystkie cierpienia wydają się być niezasłużone. Odnajdziemy tak charakterystyczne dla tego typu filmów sceny jak bójka w łaźni, w warsztacie, na piaszczystym placu, czy przeniesienie do karceru. Nasz bohater stanie się też inspiracją dla współwięźniów w walce o poszanowanie ludzkiej godności. I byłoby to zwykłe kino kopane gdyby nie elementy gore i kompletny wywołujący śmiech surrealizm większości scen. Gore jest bardzo mocne i świetnie zaaranżowane, prawie tak dobrze jak w "Martwicy mózgu" i identycznie umowne. Tym bardziej zaskakuje, że większość nieprawdopodobnych wręcz obrażeń powstaje po ciosach zadanych gołymi rękami, lub bronią białą. Nawet takie dosyć brutalne serie kung fu jak "Street Fighter" z Sonny Chibą są bardzo grzeczne przy tym filmie. Widok jelit, urywanych kończyn, miażdżonych głów, czy krwawych tortur towarzyszą nam od pierwszego spotkania Ricky'ego z więźniami do samego - jednego z najbardziej krwawych - finału. Drugą sprawą jest realizm. Nie ma go tu w ogóle. Film powstał w oparciu o popularną mangę "Rikki-Oh" ("Power King"). A mangi raczej nim nie grzeszą. Bohaterowie mają moce nadprzyrodzone, przebijają ściany, skaczą w taki sposób jakby umieli latać, ulegają przeobrażeniom, walczą mimo otwartych złamań (!). Ich maksymalna wyrazistość (głównie muskulatury) zastępuje w udany sposób wiarygodność i głębie, zupełnie niepotrzebne w tak rozrywkowym filmie. Samo więzienie to miejsce nad wyraz dziwne. Więźniowie swobodnie przez większość czasu poruszają się na jego terenie. W niektórych celach zamontowano pułapki takie jak opadające sufity i podłączono je do prądu, do jednej zostaje wlany beton (!) przez przygotowane wcześniej kanały. W "Lai wong" nadużywane są też często symbole wolności czy cierpienia. Ricky co chwilę zrywa jakieś łańcuchy, rozgina kraty, czy przebija mury. Pojawia się także scena ukrzyżowania (!), co już kompletnie zaskakuje. Sam Ricky wyglądający na naprawdę miłego chłopaka cierpi za wszystkich więźniów niczym Chrystus. Jego historię poznajemy stopniowo w trakcie seansu, co nadaje mu atmosfery tajemniczości. Przybywa do zakładu karnego niczym bezimienny sprawiedliwy do miasta bezprawia i powoli, ale zdecydowanie wprowadza ład i porządek, poprzez eliminacje złych ludzi. Muzycznie nie wychodzi się tutaj poza powtarzanie wyrazistych motywów, zgrabnie jednak łączących się z obrazem zwłaszcza w początkowych i końcowych scenach.

Przez swoisty dystans, czerpanie garściami z wyrazistych symboli i poetykę przeniesioną żywcem z mangi film sprawdza się znakomicie. Jest prawdziwą perełką wśród kina klasy B. Nie próbuje nawet przez sekundę być poważny. Oferuje za to półtorej godziny niezapomnianej, okraszonej nonsensownym humorem i podlanej krwawym sosem rozrywki. Polecam każdemu fanowi kina gorszych kategorii.

Screeny

HO, STORY OF RICKY HO, STORY OF RICKY HO, STORY OF RICKY HO, STORY OF RICKY HO, STORY OF RICKY HO, STORY OF RICKY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ krawawe efekty
+ kompletny surrealizm
+ główny bohater
+ umiejętne używanie łatwo rozpoznawalnych symboli
+ poetyka mangi
+ gra na listku
+ świetne pojedynki

Minusy:

- standardowe grzechy kina klasy B
- śmieszny ale nieudany dubbing angielski (Zorro, Tarzan ...)

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -