Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BODY COUNT

BODY COUNT

Licznik Ciał

ocena:6
Rok prod.:1987
Reżyser:Ruggero Deodato
Kraj prod.:Włochy / USA
Obsada:Bruce Penhall, Mimsy Farmer, David Hess, Charles Napier, Luisi Maneri, Andrew Maneri,
Autor recenzji:Pig Killer
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:6
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

"Body count" to film pochodzący z roku 1987. Reżyserii tego obrazu podjął się włoski twórca Rurgero Deodato. "Body count" to tytuł, pod jakim dzieło ukazało się w USA, jednak znany jest także pod kilkoma innymi tytułami -"Camping della morte" czy "The Eleventh Commandment". Co ciekawe całość nakręcono właśnie w Stanach Zjednoczonych, a tylko reżyser pochodzi ze słonecznej Italii. Film ten to typowy slasher - a więc, mogło by się wydawać, kolejna oklepana historyjka i tajemniczy morderca zabijający wszystko, co się rusza. Po części to prawda, jednak jest kilka rzeczy, które wyróżniają "Body count" spośród wielu podobnych mu produkcji. Ale po kolei...

Akcja filmu toczy się w pewnym obozie letniskowym, położonym pośród bezkresnych gór i gęstych lasów stanu Colorado. Pewna para, która postanowiła w owym obozie spędzić noc wyrusza na mały spacerek. Wkrótce chłopak i dziewczyna giną z ręki tajemniczego mordercy. Jak dowiadujemy się z opowieści właściciela obozu , jego posiadłość została zbudowana na starym indiańskim cmentarzu. Duchy zmarłych nie mogą spoczywać w pokoju, więc mszczą się. Owym tajemniczym mordercą jest indiański szaman, który ma za zadanie dopełnić zemsty na ludziach, którzy zbeszcześcili jego świętą ziemię...

Mija piętnaście lat od chwili tajemniczego morderstwa. Grupka przyjaciół podróżuje wanem przez Stany w celach typowo rekreacyjnych. Po drodze zabierają autostopowicza - Scott właśnie wyszedł z wojska i wraca do rodzinnego domu. Okazuje się, że ojciec świeżo upieczonego oficera jest właścicielem owego obozu, w którym miały miejsce tajemnicze wydarzenia z poprzednich lat. Chłopak chcąc się odwdzięczyć za udzielenie pomocy, oferuje grupce przyjaciół możliwość pozostania w obozie na pewien czas. Mimo, iż ośrodek biwakowy jest zamknięty, a ojciec Scotta nie jest zbyt gościnny, przyjaciele postanawiają pozostać tam przez pewien czas. Wkrótce wokoło obozu zaczynają dziać się dziwne rzeczy - giną kolejne osoby. Szaman powrócił i zaczyna mścić się znowu za sprofanowanie grobów Indian, którzy są prawowitymi właścicielami tych ziem. Czy komukolwiek z naszych obozowiczów uda się wyjść cało z tej masakry musicie przekonać się sami...

Jak już wspomniałem "Body count" to typowy slasher. Nie wnosi on nic nowego do gatunku. Ot, po prostu kolejny film pochodzący z drugiej połowy lat osiemdziesiątych. Jednak obraz ma w sobie coś wciągającego i nietuzinkowego. Sam pomysł na umieszczenie akcji pośród dziczy nieprzebytych lasów i gór zasługuje na podziw. Widz może podziwiać piękne widoki i malownicze krajobrazy, śledząc jednocześnie historię tajemniczych morderstw. Kolejnym ciekawym zabiegiem jest wykreowanie mordercy jako indiańskiego szamana - pomysł z pewnością nietuzinkowy i dodający filmowi specyficznego klimatu. Jednak jak przystało na porządny slasher film nie jest pozbawiony wielu wad i niedociągnięć. Otóż, gdy znikają kolejni z naszych głównych bohaterów, ich przyjaciele nawet się tym nie przejmują. Mimo, iż jeden z nich pojechał poszaleć na swoim motorze i nie wracał przez dwa dni ( został zamordowany oczywiście) jego kompanów zupełnie to nie obchodziło. Zachowywali się zupełnie jakby nigdy nic - bawili się dalej nie zaprzątając sobie zniknięciem kumpla głowy. Nawet, gdy znaleziono jego ciało, a kolejni obozowicze znikają w tajemniczy sposób, reszty to nie obchodzi – wydają się żyć we własnym świecie. Kolejnym minusem jest sam sposób wykreowania postaci szamana. Przypomina mi on bardziej sasquatcha skrzyżowanego z Freddim Krugerem, niż indiańskiego czarownika. Jednak mimo tych drobnych niedociągnięć, które są częste w przypadku slasherów, filmowi nie można zarzucić nic złego. Jest to po prostu kolejny obraz o tajemniczym mordercy polującym na odosobnioną grupkę młodzieży. Nie można po tej produkcji spodziewać się niczego rewelacyjnego. Jednak film ma specyficzny klimat, który sprawia, że warto go obejrzeć.

Podsumowując "Body count" to kolejny przeciętny slasher, po którym nie można spodziewać się żadnych rewelacji. Posiada on jednak w sobie "to coś", dzięki czemu czas 82 minut jaki poświęcicie na oglądanie nie będzie stracony. Możecie śmiało zasiadać przez ekranami i umilić sobie czas seansem, który nie będzie wymagał od was jakiegoś specjalnego wysiłku umysłowego.

Screeny

HO, BODY COUNT HO, BODY COUNT HO, BODY COUNT HO, BODY COUNT HO, BODY COUNT HO, BODY COUNT

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ po prostu dobrze się go ogląda
+ potrafi zaciekawić
+ ciekawy pomysł

Minusy:

- jeśli ktoś nie lubi slasherów to odradzam
- przeciętniak

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -