Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BRIDE OF FRANKENSTEIN

BRIDE OF FRANKENSTEIN

Narzeczona Frankensteina

ocena:10
Rok prod.:1935
Reżyser:James Whale
Kraj prod.:USA
Obsada:Boris Karloff, Colin Clive, Ernest Thesiger, Mae Clake, Una O’Connor, Elsa Lanchaster, Gavin Gordon
Autor recenzji:Piotr Sawicki
Ocena autora:10
Ocena użytkowników:9.39
Głosów:23
Inne oceny redakcji:

"Narzeczona Frankensteina" Jamesa Whale’a to jeden z tych wyjątkowych horrorów, które nie tylko wytyczyły nowe drogi dla rozwoju gatunku, ale też, mimo upływu lat, nie przestają fascynować. Film, który pod każdym względem przerósł swój legendarny pierwowzór z 1931 roku, stawiany jest w jednym rzędzie z "Gabinetem doktora Caligariego" Wiene, "Psychozą" Hitchcocka i "Nocą żywych trupów" Romero. W rzeczy samej, niewiele innych filmów grozy wytrzymuje porównanie z "Narzeczoną Frankensteina", i to nie tylko pod względem skali nowatorstwa użytych środków.

Początek historii zastaje nas dokładnie w momencie, w którym skończył się "Frankenstein": młyn, w którym spłonęło monstrum dopala się na oczach tłumu; ciało doktora Frankensteina, zrzuconego ze skały przez potwora, zabierane jest na noszach do miasta; ludzie po trwożnej nocy rozchodzą się do domów. Jednak to dopiero początek nowych wydarzeń. Bestia, która bynajmniej nie zginęła w płomieniach, wydostaje się spod zgliszcz, morduje dwoje spotkanych przypadkowo ludzi, po czym rusza w siną dal. Również doktor Frankenstein, przyniesiony do domu, nieoczekiwanie dochodzi do siebie. Jeszcze tego samego wieczora odwiedza go demoniczny doktor Pretorius, opętany bluźnierczym pragnieniem tworzenia życia na swój pokrętny sposób, wbrew prawom natury i Boga; pragnący zaludnić świat sztucznie wykreowanymi monstrami i dziwadłami. Wznosi toast "za nowy świat bogów i potworów" i namawia Frankensteina do diabelskiej współpracy. "Stworzyłeś mężczyznę z ciał zmarłych – powiada. – Stwórzmy dlań zatem towarzyszkę życia, aby umożliwić zapoczątkowanie nowego gatunku". Frankenstein – uczony mający na względzie przede wszystkim dobro ludzkości – odmawia, pomny jak wiele szkody wyrządziło światu jego ostatnie dzieło. Na to Pretorius, z pomocą monstrum (które po obfitującej w przygody wędrówce zostało schwytane przez myśliwych), porywa świeżo poślubioną żonę barona, któremu odtąd nie pozostaje nic innego, jak dopomóc Pretoriusowi w spełnieniu jego rojeń. Z wykradzionego ciała 19-letniej dziewczyny tworzą nowego potwora. Nie powiodą się jednak próby wyswatania owej żeńskiej poczwary z potworem Frankensteina. "Narzeczona" nie zna bowiem uczucia dobroci i miłości, których monstrum nauczyło się dopiero za sprawą doświadczenia: na widok przeznaczonego jej "męża" wybucha, jak wszyscy inni, krzykiem przerażenia...

Opowieść o odmienności i lekcji współczucia, o pragnieniu wielkości i akceptacji, musiała być bliska Jamesowi Whale’owi – ekscentrykowi i homoseksualiście. Nic więc dziwnego, że potraktował on temat bardzo osobiście. Whale jawi się tutaj jako pierwszy prawdziwy autor amerykańskiego horroru. Swoją wyjątkowość "Narzeczona Frankensteina" zawdzięcza maniackiej walce reżysera o kształt każdej sceny, kompozycję każdego ujęcia, brzmienie każdego słowa. Whale tworzy obrazy niezapomniane, które na zawsze zapisały się w historii kina: sielankowy prolog, w którym Marry Sheley, w obecności lorda Byrona oraz swego męża zaczyna snuć ponurą opowieść; festiwal wyhodowanych z nasion liliputów, którymi Pretorius chwali się przed Frankensteinem; potwór przeglądający się w wodzie; sceny w chatce pustelnika, gdzie monstrum po raz pierwszy doświadcza przyjaźni i zrozumienia; ucieczka przed myśliwymi; ożywianie narzeczonej; finał... Właściwie nie ma tutaj dłużyzn czy momentów słabych. Oprawa wizualna, w odróżnieniu od "Frankensteina", nie naśladuje już tak ostentacyjnie ekspresjonizmu, lecz jest dużo bardziej samodzielna; nadal bajkowo malarska, nadal odzwierciedlająca stany emocjonalne bohaterów – ale bardziej zróżnicowana pod względem nastroju, od barokowego przepychu prologu, przez surrealizm sceny z małymi ludźmi zamkniętymi w słoikach i impresyjnie odmalowane harce potwora nad rzeką, aż po dramatyczną ekspresję przytłaczających monumentalizmem, końcowych sekwencji w laboratorium. Na taką rozpiętość wizji Whale nie mógł sobie pozwolić przy "Frankensteinie". Dopiero olbrzymi sukces pierwszego filmu, a także zrealizowanego przez Whale’a w 1933 roku "Niewidzialnego człowieka", pozwolił na realizację bez ekonomicznych ograniczeń, toteż za pokaźną wówczas sumę czterystu tysięcy dolarów reżyser mógł dać upust swojej niezwykłej wyobraźni. Przy czym równie wielkie wrażenie, co kształt plastyczny scen, wywiera płynność przejść między epizodami o skrajnie różnej temperaturze emocjonalnej, dynamiczny rytm, ekspansywna ilustracja muzyczna utkana, jak u Wagnera, z motywów przewodnich... Whale szczęśliwie nie powtórzył błędu niemrawej, teatralnej statyczności, która obciążała pierwszego "Frankensteina" – "Narzeczona..." to już stuprocentowe kino, nawiązujące wprawdzie do rozmaitych tradycji malarstwa i teatru przełomu wieków, ale jednak kino – tętniące życiem i poezją – a nie przedstawienie wtłoczone w ekran.

"Narzeczona Frankensteina" daleko wykracza poza przyjęte ówcześnie ramy swojego gatunku, wytyczone przez niemiecki ekspresjonizm. Po raz pierwszy w historii film grozy utrzymany jest w zmiennej, a nie od początku do końca trwożnej atmosferze; po raz pierwszy też jego ambicje wybiegają daleko poza zwykłą chęć budzenia dreszczy lęku. Whale z pełną konsekwencją – i bez błędu – wprowadza do horroru akcenty świadomie komiczne, tuż obok nich umieszcza wzruszające sceny przepełnione lirycznym ciepłem: elementy komedii i sielanki, których przedtem jak ognia unikano w horrorach, w obawie że mogą zepsuć efekt grozy.

Ale też Whale’owi nie chodziło tylko o grozę. "Narzeczona Frankensteina" jest filmem ponadczasowym właśnie dlatego, że nie bazuje wyłącznie na lęku, którego kryteria są zmienne, czego dowodzi los wielu starych horrorów, które dawniej straszyły, a dziś są już tylko zabytkami. Jest filmem ponadczasowym, bo stanowi, jedynie ujętą w formułę historii z dreszczykiem, metaforyczną przypowieść o dwóch obliczach nauki, przywołującą mit Fausta (Frankenstein) i Mefistofelesa (Pretorius); bo jest nasyconą humanizmem, jak żaden inny horror, baśnią o potworze, który poznał i docenił wartość ludzkich uczuć tylko po to, aby się przekonać, że nie są one przeznaczone dla niego. To właśnie w tym filmie Boris Karloff stworzył rolę swojego życia: jako potwór Frankensteina jest tak zdumiewająco kompletny psychologicznie, tak dziki i dziecięco niewinny zarazem, tak po ludzku wzruszający, jak żadne inne horrorowe monstrum w całej historii istnienia tego gatunku. To już nie jest jedynie bierna ofiara ludzkiej pomyłki z poprzedniego filmu, lecz istota, mimo swej monstrualności, ujmująca szlachetnością, poszukująca, i w finale w pełni uświadamiająca sobie własny tragizm. Zdania, które wypowiada (bo uczy się w końcu mówić) są wzruszająco proste i zarazem niezwykle adekwatne do sytuacji emocjonalnej. Artykułowane z nadzieją słowa "przyjaciel" i "żona". Utrata nadziei na akceptację w świecie żywych spuentowana słowami "I love dead, hate living". "We belong death", skierowane w finale do złowieszczego Pretoriusa, którego tymi właśnie słowy potwór powstrzymuje przed ucieczką z eksplodującego laboratorium... Nigdy wcześniej żadna bestia na ekranie nie była wyrocznią w sprawach dobra i zła.

Nie mniej fascynująca od dialektyki w potraktowaniu psychiki monstrum, jest dialektyka w potraktowaniu wyglądu jego "narzeczonej". Jest to kolejny wyczyn znakomitego Jacka Pierce’a, który doszedł tutaj (nie bez pomocy operatorskich trików) do szczególnego zatarcia granicy między brzydotą a pięknem. W jego charakteryzacji Narzeczona jest poczwarą, która zarazem ani na moment nie przestaje być piękną kobietą; trudność jednoznacznego uchwycenia jej urody jest tym większa, że kamera w każdym ujęciu ukazuje ją nieco inaczej. Dodatkowo, dzięki naciskom Whale’a, monstrum Narzeczonej zagrała ta sama Elza Lanchester, która w prologu wystąpiła jako Marry Shelley, co tylko potęguje wieloznaczność tej postaci i przypomina o subiektywnym trybie opowieści. Czyżby kobiece pragnienie adoracji kazało pani Shelley utożsamić się z wymyśloną przez siebie poczwarą, nieludzką wprawdzie, ale będącą przecież idealizowanym celem dążeń trójki męskich protagonistów – Pretoriusa, Frankensteina i monstrum?

Zresztą nie tylko Karloff i Lanchester stworzyli w "Narzeczonej Frankensteina" niezapomniane kreacje aktorskie. Dystyngowanie demoniczny Ernest Thesiger jako Pretorius posługuje się wachlarzem gestów, z których w późniejszych latach uczyni manierę Peter Cushing; Una O’Connor rolą postrzelonej wieśniaczki wnosi do filmu pokaźną dawkę humoru; grający Frankensteina Colin Clive przekonująco łączy chłopięcą pasję naukowca z kompleksem winy. Smutne oczy tego ostatniego nie są, niestety, jedynie efektem doskonałego zżycia się z rolą. Clive zmagał się już wówczas z depresją i alkoholizmem, które w końcu doprowadziły jego organizm do stanu wycieńczenia i gruźlicy; choroba ta zabiła go dwa lata po premierze "Narzeczonej Frankensteina", 25 czerwca 1937 roku, gdy miał 37 lat.

Dzięki roli w filmach Whale’a zdążył się jednak zapisać w historii kina. Mimo upływu kilkudziesięciu lat, "Narzeczona Frankensteina" nadal trafia do widzów w każdym wieku, sprawdzając się niezmiennie jako smutna bajka, przykład inteligentnego połączenia grozy, wzruszenia i przedniego humoru. Jest w końcu pierwszym na podobną skalę urzeczywistnieniem marzeń o filmie grozy przekraczającym swoje gatunkowe ograniczenia i osiągającym wymiar ogólnoludzki.

Screeny

HO, BRIDE OF FRANKENSTEIN HO, BRIDE OF FRANKENSTEIN HO, BRIDE OF FRANKENSTEIN HO, BRIDE OF FRANKENSTEIN HO, BRIDE OF FRANKENSTEIN HO, BRIDE OF FRANKENSTEIN HO, BRIDE OF FRANKENSTEIN HO, BRIDE OF FRANKENSTEIN HO, BRIDE OF FRANKENSTEIN HO, BRIDE OF FRANKENSTEIN HO, BRIDE OF FRANKENSTEIN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ arcydzieło gatunku;
+ humanistyczna wymowa;
+ życiowa rola Karloffa;
+ znakomite kreacje pozostałych wykonawców;
+ charakteryzacje Jacka Pierce’a;
+ fantastyczna scenografia;
+ zdjęcia;
+ muzyka.

Minusy:

- brak

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -