Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ORCA

ORCA

Orka - Wieloryb Zabójca

ocena:7
Rok prod.:1977
Reżyser:Michael Anderson
Kraj prod.:USA
Obsada:Richard Harris, Charlotte Rampling, Will Sampson, Bo Derek
Autor recenzji:Piotr Sawicki
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:6.59
Głosów:17
Inne oceny redakcji:
Paranoid Android - 2

Kiedy w "Szczękach" rekin masakrował przypadkowych kąpielowiczów, widz nie pytał o intencje bestii: wiadomo było, że jej zbrodnicze postępki determinuje dziki instynkt. Gdy po oszałamiającym sukcesie dzieła Spielberga punktem honoru każdego producenta było zmajstrować rzecz w podobnym guście, jedynie Dino De Laurentis postanowił wykazać się nieco większą ambicją. "Orkę – wieloryba zabójcę" wymienia się często wśród rzeszy nieudolnych plagiatów "Szczęk". Opinia krzywdząca: "Orka" jest czymś więcej niż prostym plagiatem, i mimo że w ostatecznym rachunku niedoceniona, wyrobiła sobie przez lata grono fanów stawiających ją nawet ponad przebojowym horrorem o rekinie-ludojadzie.

Skąd zatem bierze się owa powszechna niechęć do "Orki"? Odpowiedź może być jedna: z wątpliwej jakości materiału fabularnego. Scenariusz jest tak naiwny i łopatologiczny, że może zniechęcić już na etapie streszczenia. Oto stary rybak, kapitan Nolan, natrafia na rodzinę nie wadzących nikomu orek. Ponieważ kapitan jest z charakteru szkodnikiem, materialistą i ekologicznym ignorantem, nie słucha ostrzeżeń młodej pani oceanograf ani jej zapewnień o przyjaznym usposobieniu orek, ich rodzinnych obyczajach, inteligencji przewyższającej ludzką itp. W sposób barbarzyński morduje i patroszy ciężarną samicę, wyrzuca za burtę płód. Raniony samiec ucieka, by po niedługim czasie wrócić z pieczołowicie obmyślanym planem zemsty. Zatapia kutry na przystani; swoją obecnością spędza sen z powiek kapitanowi, którego dręczy poczucie winy, radykalnie zmieniając jego nastawienie do świata. Zatruwany pro-ekologiczną gadaniną pani profesor, dającymi się we znaki harcami samca orki oraz własnymi wyrzutami sumienia, Nolan wyrusza w morze aby ostatecznie zmierzyć się z przeznaczeniem...

Historyjka sklecona została w zgodzie z modną w latach 70. tendencją ekologiczną, toteż dialogi pełne są arcyciekawych informacji o tym, dlaczego należy szanować orki. Bo czują, myślą i są takie jak my. W pewnym momencie Nolan utożsamia się ze swoim przeciwnikiem mówiąc: "to stworzenie jest takie ja, ja też straciłem rodzinę". Albo: "chciałbym się z nim spotkać, żeby go przeprosić". W gruncie rzeczy ekologia w wykonaniu "Orki – wieloryba zabójcy" jest fałszywa i antropocentryczna. Zamiast szacunek do innych gatunków oprzeć na tym, co u nich niepowtarzalne, buduje go na usilnym doszukiwaniu się u orek cech ludzkich. Przedstawiciele gatunków o innych obyczajach przystosowawczych mogliby się poczuć urażeni, ale na szczęście nie oglądają filmów.

Stale wygłaszana w filmie teoria o zdolności abstrakcyjnego myślenia u orek była zresztą potrzebna dla racjonalnego rozwinięcia motywu zemsty. Motywu, którego nie było w "Szczękach" (będzie się dopiero pojawiać w ich kolejnych sequelach) i który miał uczynić "Orkę" filmem możliwie najbardziej oryginalnym w przetworzeniu konwencji "monster-movie". Jeżeli jednak ów "Moby Dick" ery ekologicznej jest filmem udanym, to na pewno nie dzięki retorycznemu scenariuszowi, ale dzięki temu, że jego realizacja została powierzona w ręce wybitnych fachowców. Michael Anderson, wytrawny hollywoodzki weteran ("1984", "W 80 dni dookoła świata", "Ucieczka Logana") włożył w film dużo serca, co widać. Jeśli "Orka" nie dorównuje "Szczękom" pod względem napięcia, konstrukcji dramaturgicznej czy atmosfery grozy, to przecież oferuje w zamian coś innego. Piękne zdjęcia Teda Moore’a mają celność dokumentu przyrodniczego w rodzaju "National Geographic"; obrazy podwodnych harców orek, zmontowane pod urzekającą, śpiewną partyturę Ennio Morrcione, na długo pozostają w pamięci. Aktorstwo natomiast podbija wzwyż psychologiczne naiwności konstrukcji postaci w scenariuszu: Richard Harris jako Nolan, stary wielorybnik dręczony sumieniem, jest po ludzku przekonujący, i choć postać Rachel granej przez Charlotte Rampling sprowadza się jedynie do roli jego sumienia właśnie, to i tak wybija się ona wysoko ponad utarty schemat wygłaszającej morały pani profesor.

Na osobną uwagę zasługują momenty kluczowe, czyli sceny konfrontacji ludzi z orkami. Anderson przemieszał ujęcia z żywymi zwierzętami oraz makietami lepiej nawet niż Spielberg: są one nie do odróżnienia. A finałowe starcie Nolana z monstrum, wśród gór lodowych, na dryfujących krach, należy bez wątpienia do najlepszych kulminacji w całym kinie grozy.

"Orka" nie tyle jest plagiatem "Szczęk", co raczej próbą polemiki z nimi – widać to już w pierwszej scenie, gdy wieloryb-zabójca ratuje człowieka przed olbrzymim rekinem, którego masakruje jednym uderzeniem. Choć próba przeciągnięcia owej polemiki na poziom merytoryczny nie wypadła przekonująco, to na szczęście jest widoczna w warstwie formalnej, którą zamiast gęstości dramaturgicznej i szarpiącego nerwy suspensu cechuje refleksyjność i powolny rytm. Wytwórnia Universal dała odpowiedź już rok później: w "Szczękach 2" Jeannota Szwarca akcja rekina uzasadniana jest chęcią zemsty, a jedną z jego ofiar jest olbrzymia orka. Koło się zamknęło.

Screeny

HO, ORCA HO, ORCA HO, ORCA HO, ORCA

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ najoryginalniejszy film "post-szczękowy";
+ aktorstwo;
+ zdjęcia;
+ muzyka Morricone;
+ finał.

Minusy:

- naiwny scenariusz.

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -