Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LAST WAVE, THE

LAST WAVE, THE

Ostatnia Fala

ocena:7
Rok prod.:1977
Reżyser:Peter Weir
Kraj prod.:Australia
Obsada:Richard Chamberlain, Annie Burton, David Gulpilil, Frederick Parslow, Vivian Gray
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:8
Głosów:11
Inne oceny redakcji:

Człowiek przesypia jedną trzecią swojego życia, a mimo to sen skrywa przed nami wiele zdumiewających tajemnic, których dokładne poznanie wciąż pozostaje dla nas wyzwaniem. Jedną z wciąż niewyjaśnionych zagadek jest wzajemne przenikanie się jawy i snu. Zastanawiamy się niekiedy, która z tych dwóch rzeczywistości nas zwodzi. Obrazowo ujął to chiński filozof Czuang Tse: "Jeżeli przyśniło mi się, że jestem motylem, to skąd mam mieć pewność po obudzeniu, czy jestem Czuang Tse, któremu śniło się, że jest motylem, a nie na odwrót - że jestem motylem, który śni teraz, że jest Czuang Tse?" Paradoks, który sprowadza się nie tylko do logicznego kalamburu, ale do pytania o istotę naszego bytu. W filmie Petera Weira, "Ostania fala" (The Last Wave), owo pytanie nie zostaje zadane wprost, ale wokół próby odpowiedzi na nie, toczy się przedstawiona w dziele australijskiego twórcy pełna tajemniczości i niezwykłości filmowa opowieść.

Już w prologu filmu jesteśmy rzuceni na głęboką wodę Niepojętego. Nad pustynią w środku australijskiego outbacku z bezchmurnego nieba z impetem uderza o ziemie burza gradowa. Zagadkowe zjawiska atmosferyczne są obecne także w dalszej części obrazu Weira. Sydney nawiedzają obfite "czarne deszcze". Z nieba spadają na ziemie tysiące żab. Na tle tych niezrozumiałych i niepokojących wydarzeń rozgrywa się historia Davida Burtona, adwokata i zaangażowanego działacza na rzecz obrony praw autochtonów. To właśnie obrony czterech z nich, oskarżonych o spowodowanie śmierci współziomka, podejmie się Burton. Zadanie nie jest jednak proste. Komplikuje go nie tylko fakt, że prawnik jest specjalistą od podatków, a nie od prawa karnego, lecz nade wszystko sami oskarżeni. Wszelkie próby nawiązania z nimi porozumienia rozbijają się o mur upartego milczenia Aborygenów. Jednocześnie bohatera, który już w dzieciństwie niepokojony był sennymi koszmarami, ponownie nawiedzają przedziwne sny, w których widzi osoby i zdarzenia z przyszłości. Związek między niezwykłymi snami Burtona, osobliwym zachowaniem natury a prowadzoną przez niego sprawą karną wydaje się być zastanawiająco zbieżny. Bohater chcąc zrozumieć motywy zabójstwa i rolę, która on sam odgrywa w zdarzeniach, których jest uczestnikiem, musi zmierzyć się z nieodgadnionym złowrogim światem pradawnych wierzeń i rytuałów tubylców przekonanych o bliskim nadejściu apokaliptycznej, "ostatniej fali".

Pobieżne streszczenie fabuły nasuwa myśl, że opowieść ta mogłaby by być równie dobrze tematem filmu grozy wywodzącego się z "nowej fali" japońskiego horroru, której najsłynniejszym przedstawicielem jest "Ringu" Hideo Nakaty. Podobieństwo jest o tyle uprawnione, że twórcę "Truman Show" interesuje konfrontacja dwóch obcych kultur odzwierciedlających dwa różne pojęcia rzeczywistości. Rzeczywistość materialna, dotykalna, podająca się logicznemu osądowi i charakterystyczna dla świata zachodniej kultury zderzona zostaje z rzeczywistością tajemną, nieuchwytną dla ludzkiego umysłu, przepełnioną pierwiastkiem irracjonalnym i metafizycznym. Analogiczne przeciwstawienie dwóch porządków istnienia odnajdziemy w twórczości Nakaty, Kurosawy, Higuchinsky'ego i innych współczesnych twórców japońskiego kina grozy. Na tym jednak doszukiwanie się analogii przestaje być oczywiste. "Ostania fala" bowiem to thriller z oniryczną atmosferą, skąpany w mrocznych barwach, pełen cieni pełzających po ścianach, wszechobecnego nastroju tajemnicy i niedopowiedzenia, której podporządkowuje się impresjonistyczna narracja. Mimo to miłośnicy klasycznej grozy powinni dobrze czuć się w zaprezentowanym świecie filmowej fikcji, choć świat ów nie jest zamieszkany przez komputerowo generowane zjawy.

W obrazie reżysera z Antypodów pojawia się też typowy dla wielu jego dzieł (np.’Galipoli" , "Świadek") schemat: główny bohater, reprezentant kultury zachodniej, wyznający system wartości powszechnie obowiązujący w "naszym świecie" odkrywa, ze jest pośrednikiem między obcą kulturą, do której sceptycznie się odnosi. W "Ostatniej fali" David Burton , starając się dociec sensu, osaczających go niesamowitych wydarzeń, dociera do swojego drugiego ja, okazuje się, iż jest mulkrutem, tajemną figurą z wierzeń Aborygenów wyposażoną w dar przewidywania przyszłości. Zawieszony między dwiema rzeczywistościami, miedzy jawą a snem, traci wszelka pewność egzystencji, którą zaszczepiło mu kulturowe dziedzictwo. Nie odróżnia już realnego od śnionego, jest zagubiony i osamotniony, gdyż mistyczny świat australijskich autochtonów, mimo jego wysiłków, pozostaje poza jego intelektualnym doświadczeniem. Finał jest więc gorzki: dwa porządki bytu nie mogą ze sobą współistnieć. Mało tego - obca kultura staje się zwierciadłem, w którym przegląda się znajoma i oczywista rzeczywistość bohatera, ukazując w nim swoją słabość, pozorność i kruchość. Weir nie ukrywa, że jest niepoprawnym romantykiem, dlatego cywilizacja w jego utworach ma charakter represjonujący, wtłaczający ludzi w utarte schematy, odbierająca im duchową wolność.

Jednak i jemu samemu nie udaje się uniknąć uproszczeń w opisie skonfliktowanych kultur. Aborygeni są niedouczeni i biedni, ale przewyższają Białych głębią mistycznego rozumienia Natury, Czasu i Przeznaczenia. Biali natomiast nie sięgają wzrokiem dalej aniżeli poza czubek bogatego sytego nosa. Co ciekawe, autor "Bez lęku" traktuje film jako porażkę, ponieważ - jak stwierdził w jednym z wywiadów – "są tam zaledwie dwa, trzy procenty, z ego, co wiedziałem ( o Aborygenach)". Trudno, niestety, nie przyznać Weirowi racji. Formuła dreszczowca nie do końca pomieściła tak intrygującą i bogatą problematykę. Co nie przeszkodziło jury Festiwalu Filmowego w Teheranie przyznać mu Grand Prix.

Na koniec warto wspomnieć o odtwórcach ról Aborygenów, bo są nimi autentyczni przedstawiciele tej niemal doszczętnie wyniszczonej nacji. Chrisa Lee, młodego Aborygena, pełniącego w filmie funkcję przewodnika głównego bohatera po labiryncie sennego koszmaru, którym staje się życie adwokata, zagrał David Gulpilili. Jak mówi o nim australijski reżyser: "interesujący przypadek aktora, podróżującego między dwoma światami". Na co dzień gra w dużych miastach, korzysta z agenta, otrzymuje gażę i czyta scenariusze, jednocześnie potrafi na pół roku zaszyć się na ziemiach swojego plemienia i poddać prawom egzystencji pierwotnych mieszkańców kontynentu. Z kolei Nanjiwarra Amagula, ekranowy Charlie, tajemniczy aborygeński czarownik, szczyci się szlacheckim tytułem nadanym przesz królowę Elżbietę II za zasługi w ochronie i rozwoju kultury Aborygenów. Ich występ i pozostałych pierwotnych mieszkańców Australii wydatnie przyczynił się do uwiarygodnienia intrygi i wzmocnienia nastroju niezwykłości.

Screeny

HO, LAST WAVE, THE HO, LAST WAVE, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ nastrój tajemnic;
+ poetycka groza;
+ oniryczna fabuła;
+ autentyczni Aborygeni

Minusy:

- uproszczony wizerunek Aborygenów i Białych;
- niewyczerpanie problematyki;
- momentami dłużyzny

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -