Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LIVING HELL a.k.a. Iki-Jigoku

LIVING HELL a.k.a. Iki-Jigoku

Living Hell

ocena:8
Rok prod.:2000
Reżyser:Shugo Fujii
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Hirohito Honda, Yoshiko Shiraishi, Kazuo Yashiro, Naoko Mori
Autor recenzji:Lohikaarme
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:7.8
Głosów:5
Inne oceny redakcji:
TSR - 9

Genetyka jest nauką, która pomimo wielu wspaniałych odkryć wciąż jeszcze kryje przed człowiekiem swe największe sekrety. Do jednego z takich nie zbadanych do końca zjawisk należy fenomen bliźniąt syjamskich. Również ludzki umysł i związana z nim psychika nie odkryły jeszcze przed nauką swych wszystkich sekretów. Między innymi o takie zagadnienia zahacza fabuła tego mało znanego, aczkolwiek bardzo dobrego japońskiego horroru.

Film rozpoczyna się dziwną i niepokojącą sekwencją ukazującą morderstwo dokonane przez dwie kobiety na pewnym małżeństwie. Jednak nie jest nam dane bardziej zagłębić się w tą sprawę, gdyż po chwili akcja przenosi się do zupełnie innego miejsca tak w czasie, jak i w przestrzeni. Poznajemy pewną przeciętną rodzinę, która mieszka w okazałym domu na przedmieściu bliżej nieokreślonej japońskiej metropolii. Ojciec opiekuje się trojgiem dzieci: córką Mami i dwoma synami Ken oraz Yasu, który jest niepełnosprawny i porusza się tylko na wózku inwalidzkim. Nie bardzo wiadomo, co dokładnie stało się z matką dzieci, ale nie ma jej wśród domowników. Któregoś dnia głowa rodziny komunikuje swoim pociechom, że na jakiś czas wprowadzą się do nich dalecy krewni, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji i nie mają się gdzie podziać. Jest to stara kobieta oraz jej wnuczka Yuki. Jednak już od pierwszej chwili, gdy pojawiają się na ekranie wyraźnie widać, że coś jest z nimi nie tak. Obie wyglądają trochę jakby pochodziły nie z tego świata a ich zachowanie tylko dopełnia tego niezwykłego wrażenia. Nie należą do osób zbyt rozmownych, są blade jak ściana, nie rozstają się ani na krok i mają dziwny zwyczaj pojawiać się za plecami domowników, a w szczególności kalekiego Yasu. Zresztą już od samego początku relacje między nim a nowymi mieszkankami domu nie układają się najlepiej. Z czasem jednak sprawy zaczynają przyjmować nieprzewidywalny obrót. Podczas gdy pozostali domownicy wychodzą do pracy, Yasu jest chcąc nie chcąc niejako skazanym na dotrzymywanie towarzystwa dwóm paniom. Te z kolei urozmaicają sobie czas wymyślnymi torturami, jakim poddają nieszczęsnego młodzieńca Nie mogąc ani uciec ani wezwać pomocy zmuszony jest on znosić coraz to bardziej okrutne pomysły nowych lokatorek. Na zrozumienie innych członków rodziny niestety też za bardzo liczyć nie może. Gdy stara się powiedzieć o wszystkim siostrze, ta zbywa go półsłówkami i wychodzi do pracy, a dla nieszczęśnika zaczyna się kolejny dzień gehenny. Czy aby jednak na pewno wszystko jest tym, czym się na pierwszy rzut oka wydaje? I jak się do tego wszystkiego mają syjamskie bliźnięta?.

Same sekwencje wspomnianych tortur, sposób ich ukazania i ogólny wydźwięk przywodzą na myśl nieco inny film, który powstał w sercu Europy. Mowa rzecz jasna o wspaniałym austriackim dziele "Funny Games". Podczas oglądania "Iki-Jigoku" skojarzenia z tamtym filmem momentami nasuwają się niemal same. Tutaj bowiem też mamy bezbronną osobę poddaną okrutnym i wyrachowanym torturom. To co bardzo uderza w całym tym spektaklu okrucieństwa to fakt, że obie kobiety zachowują przy tym niemal ten sam obojętny, niewzruszony i jakby nieobecny wyraz twarzy. Żadnego wrażenia nie robią na nich ani prośby ani groźby, ani w końcu rozpaczliwe błagania Yasu o litość. Swoją chorą "grę" prowadzą bez najmniejszego mrugnięcia okiem, czy cienia refleksji. I ta właśnie dehumanizacja tych swoistych anty-bohaterek dodaje całemu obrazowi siły i tworzy naprawdę ciężki i dołujący nastrój.
Zaznaczam jednak, że w tym miejscu podobieństwa między tymi filmami się kończą. O ile bowiem "Funny Games" był bardzo naturalistycznym i zahaczającym niekiedy o nihilizm jednym wielkim spektaklem tortur - tak psychicznych jak i fizycznych - o tyle "Iki-Jigoku" posiada jeszcze dość zakręconą i zagadkową fabułę. Co wcale nie znaczy, że jest filmem lepszym, bo lepszy nie jest.

Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że "Iki-Jigoku" to tylko i wyłącznie półtoragodzinny spektakl sadyzmu oblany obficie krwią. O nie, ten film jest czymś więcej. Równocześnie bowiem gdy główny bohater cierpi męki, my poznajemy powoli kolejne informacji na temat tajemniczej historii rodziny. Jak się również okazuje początkowa scena morderstwa nie jest tylko wyrwanym z kontekstu i nic nie znaczącym wstępem. Wraz z rozwojem wydarzeń kolejne strzępy faktów powoli zaczynają do siebie pasować i układać we w miarę spójną całość. Zanim jednak poznamy odpowiedzi na wszystkie związane z fabułą nurtujące pytania, przyjdzie nam jeszcze nie raz bardzo się zdziwić w obliczu prawdy o naszych bohaterach. Bowiem scenarzysta przygotował dla widzów nie jedną jeszcze niespodziankę. Na uwagę zasługuje również bardzo dobra, momentami nieco symfoniczna muzyka. Wraz z obrazem tworzy ona doskonałe połączenie i buduje specyficzny nastrój.

To były zalety. A co na minus? Na minus przede wszystkim zaliczyłbym końcówkę filmu, a dokładniej zachowanie niektórych postaci w tej końcówce. Bo do samego rozwiązania fabularnego, jakie zostało zaproponowane, większych zastrzeżeń nie wnoszę. Wracając jednak do zachowania postaci, to niby ma ono związek z fabułą filmu i w zasadzie może być brane za logiczną konsekwencję tego, czego się o członkach rodziny dowiadujemy, tym nie mniej i tak uważam, że można było to ukazać, jeśli nawet nie lepiej, to po prostu inaczej. Zaznaczam jednak, że rzecz tyczy się tylko paru osób i na szczęście nie trwa zbyt długo. Można by się też przyczepić tego, że reżyser koncentruje się niemal tylko na postaci Yasu i torturujących go kobietach spychając inne osoby na drugi albo i trzeci plan. Chociaż w przypadku takich produkcji liczenie tego jako minus byłoby trochę na wyrost, aczkolwiek zgodnie ze stanem faktycznym.

Ach, ci Japończycy - chciałoby się powiedzieć oglądając tego typu filmy. "Iki-Jigoku" jest na pewno pozycją wyróżniająca się wśród azjatyckich filmów grozy. I to wyróżniającą się na plus. Nie uświadczymy tu nieco już oklepanych motywów czarnowłosej dziewczyny nawiedzającej Bogu ducha winnych obywateli. Wszystko jest bardzo realistyczne i nie ucieka w parapsychologię. Mnie się ten film spodobał, ale z obowiązku dodaję, że jest to on dziwny, żeby nie powiedzieć, że bardzo dziwny. Jednak ogólnie rzecz ujmując naprawdę warto się zapoznać z tą produkcją.

Screeny

HO, LIVING HELL</br> a.k.a. Iki-Jigoku HO, LIVING HELL</br> a.k.a. Iki-Jigoku HO, LIVING HELL</br> a.k.a. Iki-Jigoku HO, LIVING HELL</br> a.k.a. Iki-Jigoku HO, LIVING HELL</br> a.k.a. Iki-Jigoku HO, LIVING HELL</br> a.k.a. Iki-Jigoku HO, LIVING HELL</br> a.k.a. Iki-Jigoku HO, LIVING HELL</br> a.k.a. Iki-Jigoku HO, LIVING HELL</br> a.k.a. Iki-Jigoku HO, LIVING HELL</br> a.k.a. Iki-Jigoku HO, LIVING HELL</br> a.k.a. Iki-Jigoku

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ciekawa fabuła
+ sugestywny nastrój osaczenia
+ muzyka
+ nieźle zrobiony

Minusy:

- momentami działa na nerwy ;)
- wyjątkowo głupie zachowanie niektórych postaci w końcówce filmu

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -