Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LAND OF THE DEAD

LAND OF THE DEAD

Ziemia Żywych Trupów

ocena:8
Rok prod.:2005
Reżyser:George A. Romero
Kraj prod.:USA / Kanada / Francja
Obsada:Simon Baker, John Leguizamo, Asia Argento, Dennis Hopper, Robert Joy, Eugene Clark
Autor recenzji:BartX
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:6.53
Głosów:78
Inne oceny redakcji:
Sabbath - 6
Skaraś - 7

Czekanie skończone! Każdy, kto po obejrzeniu "Dnia żywych trupów" marzył aby kiedyś mieć jeszcze szansę na spotkanie z nieumarłymi mistrza Romero – właśnie dostał czego chciał. A że nie wszyscy są zadowoleni z efektu? Cóż, "Ziemia żywych trupów" to film, jaki wymyślił sobie reżyser, a nie zlepek pomysłów podrzuconych mu przez fanów zamkniętej przed dwudziestu laty trylogii. Jeśli wierzyć słowom Romero "Ziemia" może być zresztą pierwszym rozdziałem trylogii numer dwa.

Żywe trupy opanowują cały świat: tak można wnioskować z czołówki filmu, kiedy to słyszymy stacje radiowe i telewizyjne informujące nas o "światowej katastrofie". Rzecz jednak w tym, że bohaterowie filmu nie są pewni czy poza skrawkiem ziemi, który odgrodzili od krwiożerczych zombie istnieje jeszcze jakieś inne bezpieczne miejsce, do którego mogliby się udać. Chęć ucieczki jest zaś motywowana nie lękiem przed powstałymi z grobu, ale wstrętem wobec praktyk prowadzonych przez Kaufmana (Dennis Hopper), który zagarnął dla siebie najwspanialszy budynek w okolicy i urządził w nim mekkę dla bogaczy, podczas gdy inni muszą godzić się na życie w slumsach. Dwóch pracowników Kaufmana buntuje się przeciw jego tyranii: uczciwy Riley (Simon Baker) postanawia wyjechać "na północ", gdzie można podobno znaleźć jeszcze miejsca niezamieszkane ani przez zombie ani przez ludzi, a z kolei nerwowy Cholo (John Leguizamo) stwierdza, że najlepszym sposobem będzie szantaż wobec szefa i wyciągnięcie od niego kilku milionów dolarów. Sytuacja Kaufmana jest tym trudniejsza, że okoliczne trupy pod przywództwem potężnego czarnoskórego zombie-spryciarza zaczynają coraz lepiej radzić sobie z przeszkodami, które dotąd trzymały ich z dala od wysepki; jeśli jeszcze zdołają pokonać ogrodzenie i przebrnąć przez wodę – z chroniącymi się tam ludźmi może być niewesoło.

Gdyby Romero dopuścił się stworzenia kalki któregoś ze swoich poprzednich filmów o zombie – dostałoby mu się porządnie. Skoro zaś postanowił nieco odświeżyć i rozszerzyć sprawdzoną przed laty formułę – też mu się dostało, choć pewnie mniej. Bo jest "niewierny swojemu własnemu mitowi", "nie myśli o fanach", "poszedł na komercję". Tymczasem Romero najwyraźniej nie miał ochoty walczyć ze swoją własną legendą i postanowił... wykreować nową. Zresztą zarzuty jakoby reżyser odwrócił się plecami do swojej oryginalnej trylogii są bezpodstawne: zombie ewoluowały już w poprzednich trzech filmach, więc to, że w "Ziemi" uczą się posługiwać narzędziami nie powinno być dla nikogo aż tak szokujące. Niezwykłe, że jesteśmy w stanie przyjąć, że umarli opuszczają groby, ale krzywimy się kiedy, na przykład, łapią za młot pneumatyczny: "Nie, nie! To już przecież niemożliwe". Kolejnym zarzutem wobec Romero jest słyszane niejednokrotnie: "Bohaterowie nie są nigdzie zamknięci! Gdzie to poczucie klaustrofobii?!" Zrozumiejmy jednak pana Romero: czy on naprawdę musiał robić kolejny film o ludziach ukrywających się przed zombie w jakimś budynku? Tym razem postanowił odwrócić sytuację: główni bohaterowie mają przecież zamiar uciec przed ludźmi, nie przed zombie! Bo to ludzie stają się nie do zniesienia kiedy zamiast myśleć o wspólnym dobru robią wszystko aby tylko ubić jak najtłustsze interesy. I na tym właśnie opiera się dramat "Ziemi", i za to właśnie należy być reżyserowi wdzięcznym: że nie starał się wcisnąć nam starego pomysłu w nowym opakowaniu, ale że postanowił pchnąć serię w nowym kierunku.

Tym, co chwalą tu niemal wszyscy jest makijaż i krwawe efekty: Greg Nicotero (pracował już z Romero przy "Dniu żywych trupów") nie musi już udowadniać, że jest w swoim fachu geniuszem, ale chcąc nie chcąc wciąż to robi. Tom Savini, choć tym razem nie zajmował się przygotowywaniem makijażu, pojawia się w filmie w drobnej roli, a choć jest aktorem o, powiedzmy, "ograniczonych umiejętnościach" to do odtwarzania ról wampirzych i trupich zupełnie mu one wystarczają. Nie można też mieć pretensji do głównych aktorów – bo zrobili co mogli – choć tutaj faktycznie Romero-scenarzysta nie ułatwił im zadania tworząc dość dziwnych bohaterów; po seansie ma się wrażenie, że każdy z nich odegrał w całej historii niewielką rolę, że wbrew pozorom nie było tu bohatera głównego. Myślę jednak, że także tę cechę można przy odrobinie dobrej woli uznać za zaletę a nie wadę filmu: bo czyni go jeszcze bardziej oryginalnym, jeszcze odważniejszym – i przyczynia się do wykreowania specyficznej chłodnej atmosfery świata, w którym nie ma superbohaterów.

Kolejną kontrowersyjną kwestią jest ścieżka dźwiękowa. Jeśli ktoś spodziewał się, że Romero za wszelką cenę będzie chciał zatrudnić kompozytora, który dobrze podrobi klasyczne dźwięki The Goblins znane ze "Świtu", ten pewnie dawno już śmiertelnie obraził się na reżysera. Muzyka skomponowana przez duet Reinhold Heil/ Johnny Klimek zdecydowanie odbiega od tej z przeszłości, ale – co przecież najważniejsze – wyśmienicie sprawdza się jako podkład do "Ziemi": tak jak i film jest chłodna, świetnie podkreśla apokaliptyczny nastrój, a choć faktycznie jest znacznie "bogatsza" brzmieniowo niż niewątpliwy klasyk The Goblins, to jednak trzyma się z dala od typowo hollywoodzkiego zadęcia.

Dlaczego więc nie jest "Ziemia" filmem idealnym? Otóż wydaje się, że Romero tak polubił swoje trupy, że trochę zbyt często idzie im na rękę. Bo dlaczego Big Daddy (wspomniany wcześniej "najbystrzejszy" zombie) jakoś nie może zostać trafiony w głowę mimo, że przy każdym ataku na uzbrojonych ludzi stoi w pierwszym rzędzie? Jak to możliwe, że dziury w murach mających chronić przed atakiem zombie nie zostały zabite potężnymi dechami tylko cienką sklejką? – i tak dalej. Choć więc jednak idealnie nie jest, to od pierwszych scen (rewelacyjna czołówka, natchnione pierwsze spotkanie z trupami) film robi naprawdę spore wrażenie, a pomimo nietypowej struktury i równie nietypowych bohaterów od razu wciąga i logicznie się rozwija. Tyle że trzeba pozwolić mu się wciągnąć a nie obrażać się, że nie taki film miał Romero zrobić.

Screeny

HO, LAND OF THE DEAD HO, LAND OF THE DEAD HO, LAND OF THE DEAD HO, LAND OF THE DEAD HO, LAND OF THE DEAD HO, LAND OF THE DEAD HO, LAND OF THE DEAD HO, LAND OF THE DEAD HO, LAND OF THE DEAD HO, LAND OF THE DEAD

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ nie ma słabych momentów
+ rozwija pomysły z trzech pierwszych filmów
+ bez zarzutu od strony technicznej (reżyseria, aktorstwo, makijaż, efekty specjalne, muzyka)
+ daje nadzieję na nową trylogię

Minusy:

- niektórym może przeszkadzać wszechobecny chłód i nietypowi bohaterowie
- scenarzysta najwyraźniej trzymał kciuki za żywe trupy

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -