Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MANITOU

MANITOU

Manitou

ocena:6
Rok prod.:1977
Reżyser:William Girdler
Kraj prod.:Kanada / USA
Obsada:Tony Curtis, Michael Ansara, Susan Strasberg, Stella Stevens
Autor recenzji:Krzysztof Kołacki
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:7
Głosów:8
Inne oceny redakcji:

W 1975 roku Graham Materton napisał powieść grozy "Manitou". Ten skromny objętościowo horror odniósł ogromny sukces finansowy i artystyczny. Już dwa lata później, w 1977, gotowa była ekranizacja tej głośnej powieści. Film spotkał się z ciepłym przyjęciem, chwalono efekty specjalne i zastosowany podobno po raz pierwszy w historii kina dźwięk Dolby. Czy po latach "Manitou" Williama Girdlera broni się nadal jako film grozy?

26-letnia Karen Tandy zgłasza się do szpitala z powodu dziwnego guza, który wyrósł na jej karku. Pacjentka twierdzi, że guz się porusza, jakby chciał się ułożyć. Po prześwietleniu okazuje się, że nie jest to żadne złośliwy nowotwór, lecz... coś w rodzaju płodu, rozwijającego się w dodatku tylko nocy. Próby operacyjnego usunięcia dziwnego i szybko rosnącego organizmu kończą się niepowodzeniem. Sprawą zaczyna się interesować okultysta - hochsztapler, Harry Erskine. Jedna z jego klientek ginie w tajemniczych okolicznościach, mamrocząc dziwne słowa, dziwnie powiązane z... Karen Tandy. Erskine postanawia skorzystać z pomocy przyjaciół, znających arkana okultyzmu. Bohaterowie kontaktują się z tajemniczymi, indiańskimi demonami. Harry Erskine poprzez znanego antropologa trafia do autentycznego indiańskiego szamana, nazwiskiem John Singing Rock. Ten, z trudem przekonany, postanawia pomóc. Okazuje się, że w ciele Karen rozwija się potężny indiański demon - Miskamakus. Nadchodzi czas nierównej walki...

Tytułowy Manitou to duch każdej rzeczy, którego – przy użyciu odpowiednich procedur magicznych – można przywołać, jednak trzeba mieć świadomość iż może być on użyty przeciwko nam. Pomysł fabularny zarówno książki, jak i filmu jest niezmiernie oryginalny i implikuje wiele dróg rozwoju tak literackiego, jak i filmowego horroru. Czy wykorzystano potencjał tkwiący w temacie? W przypadku książki Mastertona można w zasadzie przytaknąć, chociaż trudno mówić w tym przypadku o jakiejś rewolucji narracyjnej. Ot, przyzwoity literacki horror, świetnie napisany, intrygujący, może nawet "małe arcydzieło". Niestety, ekranizacja powieście Mastertona nie daje już takiej satysfakcji. Chwalony przed laty film ogromnie się zestarzał. Mimo, iż narrację, w stosunku do powieściowej, przyspieszono, odrzucono wiele wątków, a niektóre zmieniono, to i tak można odnieść wrażenie, ze oglądamy film ogromnie anachroniczny. Nie wiem czy dobrym rozwiązaniem była rezygnacja z efektów gore na rzecz efektów specjalnych rodem z "kina nowej przygody" (Spielberg, Zemeckis, Lucas). Wyrzucenie i skrócenie wielu wątków odbiło się na spójności fabuły, która stała się niekiedy nieczytelna. Reżyser, chcąc maksymalnie przyspieszyć bieg wypadków, zrezygnował z charakterystyk postaci czy precyzyjnej narracji, które to atuty wyróżniały książkę Matestertona. W tym filmie wszystko jest uproszczone i wielu relacji między postaciami trzeba się domyślać. Dlaczego Indianin chce współpracować z Erskinem, skoro chwilkę przedtem ostro przeciwko temu protestował? Jakie relacje łączą Erskina z Karen? Dlaczego wszyscy na wszystko tak po prostu się zgadzają? Oczywiście można powiedzieć że takie są prawa filmu rozrywkowego. Ale film rozrywkowy poza rozrywką winien dostarczać satysfakcji. Ten nie dostarcza. Cały czas odnosiłem wrażenie niedosytu, braku. Narzekano na niepotrzebne wątki w powieści Mastertona. Ale dzięki nim fabuła była spójna w wciągająca. Film Girdlera natomiast sprawia wrażenie jakby nakręcony był tylko dla efekciarskiego, finałowego pojedynku. Czemu wiec tak wysoka ocena? Ponieważ mimo wszystko nie jest do końca zły film. Susan Strasberg jako rodzicielka i ofiara indiańskiego demona jest znakomita, kilka scena autentycznie przeraża (np. wspaniałe zrealizowana sekwencja seansu spirytystycznego), moment w którym Miskamakus opuszcza ciało Karen zostanie w mojej pamięci na bardzo długo. To mógł być bardzo dobry film, gdyby tylko ktoś chciał go zrobić starannie i stylowo. Film zmarnowanej szansy, niestety.

Screeny

HO, MANITOU HO, MANITOU HO, MANITOU HO, MANITOU HO, MANITOU HO, MANITOU

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kilka autentycznie przerażających scen
+ świetna rola Susan Strasberg
+ scena seansu spirytystycznego
+ pomysł fabularny

Minusy:

- źle prowadzona narracja, przyspieszona i jednocześnie nużąca
- anachroniczne efekty specjalne i to w dużej dawce
-efekciarski finał
- pozostawia wrażenie niedosytu
- momentami można odnieść wrażenie, ze to taki kinowy Masterton dla ubogich

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -