Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HENRY - PORTRAIT OF A SERIAL KILLER

HENRY - PORTRAIT OF A SERIAL KILLER

Henry: Portret Seryjnego Mordercy

ocena:7
Rok prod.:1986
Reżyser:John McNaughton
Kraj prod.:USA
Obsada:Michael Rooker, Tom Towles, Tracy Arnold
Autor recenzji:BartX
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:6
Głosów:7
Inne oceny redakcji:

W napisach początkowych twórcy filmu informują nas, że "Henry" nie jest wierną biografią mordercy Henry’ego Lee Lucasa - korzysta jednak z prawdziwych wydarzeń po to aby opowiedzieć nieco odmienną historię. Lucas był mordercą przechwalającym się ilością dokonanych zbrodni, ostatecznie złapanym i skazanym na śmierć... za morderstwo, którego nie popełnił. Z około 600 ofiar, do zabicia których się przyznał, wzbudzając niezwykłe poruszenie zarówno wśród policji jak i mediów, najprawdopodobniej trzy były mu przypisywane słusznie.

Filmowy Henry (Michael Rooker) ma konkretną zasadę: morduje tylko wtedy kiedy rzeczywiście trzeba. Problem w tym, że według Henry’ego dość łatwo zasłużyć sobie na śmierć. Niewłaściwa obsługa w lokalu? Proszę bardzo. Prostytutka zachowuje się trochę nie tak, jak powinna? Henry pokaże jej, że nie było warto. Sprzedawca telewizorów rzuca przekleństwem? Niech będzie to jego ostatnie słowo. Łatwo więc Henry’ego rozwścieczyć ale można też momentami odnieść wrażenie, że wrażliwa i nieśmiała z niego dusza. Uciekając przez kraj, aby nie dogoniły go własne przestępstwa, Henry spotyka swojego starego kumpla z więzienia, Ottisa (Tom Towles), i zatrzymuje się u niego na jakiś czas; serce mu mięknie kiedy spostrzega siostrę kumpla, Becky (Tracy Arnold), siedzącą niewinnie przy kuchennym stole. Po pewnym czasie okazuje się jednak, że wbrew wszelkim pozorom Becky to bratnia dusza Henry’ego: podczas ich pierwszej szczerej rozmowy on przyznaje się jej do zamordowania matki, ona natomiast wyjawia mu, że jako dziewczynka była regularnie gwałcona przez ojca. Henry świetnie rozumie jej ból i zrobi wszystko żeby żaden mężczyzna jej już nie skrzywdził – najszybciej przekonuje się o tym sam Ottis kiedy kolega siłą zmusza go do przeprosin za nieco zbyt natarczywą próbę "przytulenia" siostry.

Film rozgrywa się w chorym świecie, wśród bohaterów, którzy mają traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa i przestają panować nad tym, jak wykrzywiają im one psychikę. Henry, Becky czy Ottis nie są osobami, które chętnie zwróciłyby się do kogoś o pomoc – to ludzie zahartowani przez życie, nauczeni brać sprawy we własne ręce. Jeśli zastanawiają się nad swoimi czynami to tylko po to aby dorobić do nich jakąś lichą – ale ich samych satysfakcjonującą – filozofię. Henry dziwi się co prawda zdeprawowaniu swego kolegi, który non-stop ogląda kasety z popełnianych wspólnie zbrodni, ale nie widzi nic złego w tym aby zabić niewinnego człowieka - ot tak, dla relaksu. Zgodnie z filozofią Henry’ego zawsze znajdzie się dość dobry powód żeby pozbawić kogoś życia – on sam bez problemu tłumaczy sobie zawsze dlaczego "musiał" to zrobić. W jakiś sposób jest też Henry zauroczony wachlarzem możliwości, jaki otwiera się przed nim kiedy morduje. Choć reżyser stara się nie narzucać nam takiej interpretacji (sceny większości zabójstw zostają całkowicie pominięte – widzimy tylko ofiary pozostawione na miejscu zbrodni), to jednak jest to świetnie wyczuwalne w scenie rozmowy z Becky: kiedy dziewczyna mówi mu, że słyszała, że zabił swoją matkę kijem baseballowym Henry zaprzecza, twierdzi, że użył noża; po pewnym czasie sam wraca do tematu i z rozpędu mówi, że matkę zastrzelił. W tym momencie Henry nie panuje już nad rozróżnianiem tego, co sobie wymyślił od tego, co się zdarzyło naprawdę. Jego własne zbrodnie mieszają się z jego marzeniami o dokonywaniu zbrodni i można przypuszczać, że późniejsze przyznanie się do sześciuset zabójstw również jest tego efektem. Zabijając Henry czuje się jak artysta, czuje się całkowicie wolny i oddalony od przygnębiającej rzeczywistości, w której przyszło mu żyć. Zabija więc aby uciec, aby poczuć się kimś lepszym, bardziej interesującym niż jest w rzeczywistości. Trudno więc dziwić się, że film ten jest tak kontrowersyjny: nie chodzi tu tylko o brutalność pokazywanych zbrodni ale – myślę, że przede wszystkim – o pokazanie mordowania jako czynności, która głównego bohatera wyzwala i nadaje jego życiu sens.

Czy jednak rzeczywiście mamy tu gloryfikację przemocy? Bynajmniej. Reżyserowi chodzi tu raczej o skrytykowanie warunków, w jakich przyszło żyć tym trzem filmowym postaciom. Nikt tu nie zaprzecza, że to, co robią jest złe, nikt nie udaje, że zbrodnie Henry’ego to rzeczywiście dzieła sztuki – tak myśli tylko sam Henry, którego przerażające wydarzenia z przeszłości otępiły do tego stopnia, że przestała go interesować granica pomiędzy dobrem i złem. Znacząca jest scena, w której Henry i Ottis dokonują zbrodni i nagrywają wszystko używając świeżo skradzionej kamery wideo. Jeden z mężczyzn stara się utrzymać i rozebrać krzyczącą kobietę, drugi jednocześnie wszystko filmuje i pilnuje aby jej mąż – leżący bezsilnie na ziemi – w niczym nie przeszkodził. Mękę małżonków skraca nagłe pojawienie się ich syna – wtedy kamera zostaje odstawiona na ziemię a mordercy nie mają wyjścia i muszą szybko pozabijać swoje ofiary aby nikomu nie udało się uciec. Czy jakikolwiek zdrowy psychicznie widz potraktuje tę ciągnącą się niemiłosiernie scenę jako nawołanie do zabijania? Nie powinien. A sposób jej nakręcenia, podkreślający przede wszystkim bezgraniczne przerażenie ofiar, jest dowodem na to, że reżyser John McNaughton nie miał zamiaru nakręcenia peanu dla seryjnych morderców; widz, czując wyrzuty sumienia, że jest świadkiem takiego bestialstwa, podziela jednocześnie bezsilność pokazywanych ofiar i uświadamia sobie podobną bezsilność wobec porządku świata, w którym tego typu sytuacje mają przecież miejsce dość często. Bo czy jesteśmy w stanie zrobić coś żeby nie istnieli ludzie tacy jak Henry?

Przygnębiającą atmosferę tej opowieści współtworzy udana ścieżka dźwiękowa Roberta McNaughtona i zapewniająca odpowiedni poziom obskurności scenografia – wygląd mieszkania, w którym żyją bohaterowie może przyprawić wrażliwego widza o depresję. Zachwyca też aktorstwo: Michael Rooker odgrywa tu swoją życiową – a jednocześnie pierwszą – rolę, tworząc postać Henry’ego przez drobne gesty, bez przesadnego demonizowania; Tom Towles dodaje swojej postaci humorystycznych akcentów, co paradoksalnie czyni ją jeszcze bardziej odstręczającą (zwróćmy uwagę na scenę kiedy spotykamy Ottisa na stacji benzynowej: jego zachowanie wobec klientki, a później młodzieńca kupującego od niego działkę, sprawia, że choć się jeszcze uśmiechamy to zauważamy też już, że mamy do czynienia z prawdziwą kanalią); także Tracy Arnold wychodzi obronną ręką z niełatwej roli, w której musiała połączyć powierzchowną niewinność z niszczącą ją od środka goryczą.

Ciekawe, że "Henry" - choć jest filmem zrobionym za niewielkie pieniądze, w amatorskich warunkach - do dziś pozostaje najbardziej udanym dziełem McNaughtona. Kolejny dowód na to, że wielkość budżetu nie ma nic wspólnego z siłą oddziaływania filmu.

Screeny

HO, HENRY - PORTRAIT OF A SERIAL KILLER HO, HENRY - PORTRAIT OF A SERIAL KILLER HO, HENRY - PORTRAIT OF A SERIAL KILLER HO, HENRY - PORTRAIT OF A SERIAL KILLER HO, HENRY - PORTRAIT OF A SERIAL KILLER HO, HENRY - PORTRAIT OF A SERIAL KILLER HO, HENRY - PORTRAIT OF A SERIAL KILLER HO, HENRY - PORTRAIT OF A SERIAL KILLER HO, HENRY - PORTRAIT OF A SERIAL KILLER HO, HENRY - PORTRAIT OF A SERIAL KILLER

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ to jeden z najciekawszych filmów o potworze tkwiącym w człowieku,
+ pozostawia widza z kilkoma ważnymi pytaniami.

Minusy:

- nie jest to wierna biografia seryjnego mordercy
- film nie dla tych, którzy oczekują łatwych rozwiązań trudnych problemów

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -