Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MAREBITO

MAREBITO

Marebito

ocena:5
Rok prod.:2004
Reżyser:Takashi Shimizu
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Tomomi Miyashita, Shinya Tsukamoto , Kazuhiro Nakahara , Miho Ninagawa, Shun Sugat
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:6.58
Głosów:12
Inne oceny redakcji:

Gdy dwóch cenionych mistrzów kuchni przystępuje do przygotowanie potrawy, możemy oczekiwać dania niezwykłego. Lecz człowiek to istota niedoskonała. Nawet mistrz może więc zabłądzić i, na przykład, niefortunnie pomylić proporcje składników. Tak, niestety, stało się w przypadku twórców "Marebito" - wspólnego dzieła Takeshi Shimizu (reżysera m.in. serii "Ju-on"), Chiaki Konaka (autora powieści stanowiącej podstawę scenariusza i scenarzysty) oraz Shinyi Tsukamoty ( reżysera m.in. 'Tetsuo"), grającego w "Marebito" główną rolę. Wyszło im danie intrygujące, lecz jakby ciut przesolone...

Masuoka jest kamerzystą, który nigdy nie rozstaje się z kamerą i spędza czas albo na filmowaniu ludzi, albo na ich obserwowaniu na ekranach monitorów umieszczonych na ścianach swego małego mieszkanka. Ma też pewną obsesję: pragnie dotrzeć do źródła pierwotnego strachu. Do jego poznania skłania go zagadkowe samobójstwo starszego mężczyzny w tokijskim metrze, które udało mu się zarejestrować na taśmie video. Samobójca najwyraźniej czymś się śmiertelnie przeraził. Masuoko postanawia dowiedzieć się czym. W tym celu schodzi więc do podziemnego świata opuszczonych tuneli i korytarzy, rozciągających się pod najgłębiej położoną stacją metra. Natrafia tam na dziwnych ludzi, złowieszcze istoty zwane Deros oraz dziewczynę przykutą łańcuchem do skały. Zabiera ją ze sobą, ale żeby przeżyć na powierzchni zwykłego świata jego nowa towarzyszka musi być karmiona krwią. Dość szybko krew zwierzęca, a od czasu do czasu upuszczana też z samego Masuoko, przestaje wystarczać. Kamerzysta rusza więc na łowy. Pierwszą jego ofiarą jest kobieta, która podaje się za jego żonę (choć do końca nie wiemy, czy tak jest istotnie)...Lecz dzika sublokatorka Masuoko - wciąż jest spragniona ludzkiej krwi...

Już to niepełne streszczenie fabuły brzmi dość dziwnie. Wydawać by się mogło, że mamy do czynienia z historią seryjnego zabójcy "z konieczności - mordującego, żeby ratować swoją przyjaciółkę. Ale Masuoko poprzestaje na dwóch zbrodniach. Wątek dziewczyny karmionej krwią sugerowałby wariacje na temat motywu wampirycznego, ale i on nie wypełnia całego filmu. Z kolei podziemny świat Tokio, to nawiązanie do jednej z "urban legend" wedle, której w każdym wielkim mieście dysponującym siecią metra, znajduje się podziemne miasto zamieszkiwane przez tajemnicze złe istoty. Dziewczyna też jest niezwykła- nie potrafi mówić, chodzi na czworaka i nie chce ani jeść ani pić z wyjątkiem krwi. Bohater nazywa ją "F" i mówi o niej, że jest "jego Kasparem Hauserem", bohaterem jednego z najsłynniejszych filmów Wernera Herzoga o znajdzie przyswajającym sobie podstawowe ludzkie zachowania. Nie da się też ukryć, że między nią a Masuoko nawiązuje się uczucie... A co z nieustannie przewijającym się motywem filmowania i bycia filmowanym?

Trzeba przyznać, że to duża sztuka zmieścić w jednym skromny filmie tyle wątków i tematów. Pytanie tylko, czy było to konieczne? Próżno by jednak szukać w utworze japońskiego twórcy odpowiedzi na to i inne pytania. Reżyser nie szczególnie przejmuje się logiką opowiadanej historii, ciągłymi zmianami kierunku, w którym podąża filmowa intryga, niekonsekwencją i brakiem klarowności artystycznego wywodu. Być może nie byłoby o co kruszyć kopii, gdyby jeszcze niektóre wątki znajdywały mniej pretensjonalne rozwinięcie, a niektóre zostały pominięte. Czego bowiem dowiadujemy się z historii F? Krytycznej diagnozy sytuacji japońskich kobiet sprowadzanych do roli czworonogów? A może tego, że kobieta jest jak wampir, który wyssie (dosłownie) całą krew z mężczyzny? Można by spróbować na siłę dopatrywać się we wątku dziewczyny dramatu osoby wykorzenionej, wyrwanej z rzeczywistości podziemnego świata...można by nawet uznać go za próbę poszerzenia formuły "ghost story'', lecz to wszystko wypada na ekranie zupełnie nie przekonywująco. Słabość filmu polega na stwarzaniu pozorów łakomego kąska dla różnych interpretacji, gdy w istocie żadna z nich nie znajduje należytego oparcia w filmowej materii.

Można też postawić reżyserowi inne zarzuty. Na przykład dlaczego Shimizu tak mało daje odczuć widzowi prawdziwej grozy, chociaż bohater-narrator w komentarzu zza kadru tak wiele mówi o strachu? Albo dlaczego z taką marną inwencją wprowadza do akcji zjawy (tak można zrozumieć sens postaci żony czy samobójcy). Odwoływanie się do znanego schematu pojawiających się nagle znikąd postaci niczym w słynnym "The Eye" braci Pang (scena w windzie jest niemal identyczna) to zbyt za mało, jak na tak cenionego twórcę kina grozy jakim jest Shimizu.

Nie służy też "Marebito" widoczne we wątku filmowego autotematyzmu natrętne nawiązanie do słynnego "Podglądacza" Michaela Powella. Przypomnę, że w filmie tym bohater, fotograf Mark zabija kobiety filmując je w chwili agonii. Jego psychopatyczna osobowość to efekt eksperymentów przeprowadzanych na nim w dzieciństwie przez jego ojca -znanego psychiatrę, który chciał w ten sposób poznać naturę strachu. Inspirujące źródło, lecz gdy widz więcej uwagi poświęca jemu, a nie filmowej akcji, to znak że coś jest nie tak.

Ale "Marebito' ma jeden niezaprzeczalny walor - uwalnia azjatyckie kino od coraz częściej stawianych mu zarzutów monotematyczności. Co prawda w dwóch ujęciach rozpoznajemy jakby daleką krewną Sadako z "Ringu" Nakaty, lecz pojawia się ona na tak krotką chwilę, iż zaczynamy wątpić, że widzieliśmy ją naprawdę. Pod tym więc względem "Marebito" jest obrazem oryginalnym.

Mimo krytycznej oceny, należy też powiedzieć rzecz optymistyczną i ważną. Wydaje się, że utwór Shimizu ma szanse stać się obrazem kultowym. W każdym razie ma wszystkie potrzebne do tego składniki: skromny budżet (ok. 13 tys. dolarów), quasi-amatorski sposób filmowania, autentyczną scenerię Tokio, kultowego reżysera w roli głównej oraz odpowiednio "zakręconą" fabułę. Żeby więc nie przekreślać filmu, o którym może być jeszcze głośno i nie wystawiać się na zarzut ignorancji, danie mistrza kuchni japońskiej Takashi Shimizu, oceniam neutralnie. Na pięć "czaszek".

Screeny

HO, MAREBITO HO, MAREBITO HO, MAREBITO HO, MAREBITO

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ na swój sposób oryginalny
+ autentyczne scenerie tokijskich podziemi
+ Shinya Tsukamoto
+ murowany kandydat na kultowy film

Minusy:

- trudny w odbiorze
- porusza zbyt wiele wątków na raz
- zbyt natrętne skojarzenia z "Podglądaczem" Michaela Powella
- miejscami niezrozumiały
- więcej mówi się w nim o strachu, niż daje się go odczuć widzowi
- zauważalny pośpiech w jego realizacji

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -