Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PHANTOM OF THE OPERA, THE

PHANTOM OF THE OPERA, THE

Upiór w Operze

ocena:2
Rok prod.:2004
Reżyser:Joel Schumacher
Kraj prod.:USA / Wielka Brytania
Obsada:Miranda Richardson, Emmy Rossum, Gerard Butler, Patrick Wilson
Autor recenzji:Alchemik
Ocena autora:2
Ocena użytkowników:4.5
Głosów:8
Inne oceny redakcji:

Najnowsza z ekranizacji słynnej powieści "Upiora w operze" powstała w roku 2004. Najstarsza z adaptacji tej książki została nakręcona w roku 1927. Autor "Upiora" - Gaston Leroux , niedługo przed śmiercią, zdołał obejrzeć pierwszą filmową wersję swego dzieła. Pisarz zmarł z powodu komplikacji, jakie wywiązały się po jego operacji. Jestem jednak pewna, że gdyby autor "Upiora" dożył adaptacji powieści wyreżyserowanej przez Schumachera, ta niewątpliwie wpędziłaby go do grobu.

Ogólne założenia fabuły są zgodne z książką: w pewnej paryskiej operze następuje zmiana kierownictwa. Nowi dyrektorzy - panowie Richard i Moncharmin – ze śmiechem przyjmują wiadomość, że gmach operowy jest nawiedzany przez ducha - tytułowego upiora. Z jeszcze większym zdumieniem przyjmują wiadomość, że operowa zmora napisała tzw "księgę żądań", która zawiera również wygórowane wymagania finansowe. Tymczasem młoda śpiewaczka, Christine Daae, zaskakuje wszystkich ogromnym talentem śpiewaczym. Okazuje się, że jej zdolności wokalne wzrosły, ponieważ wziął ją pod swoją opiekę tajemniczy "Anioł muzyki". Nie muszę chyba pisać, kim ten "Izrafael" tak naprawdę się okaże...

Niestety "im dalej w las tym więcej drzew". W miarę rozwoju akcji okazuje się bowiem, że fabuła filmu nie zgadza się kompletnie z książką. Co prawda niektóre sceny pokrywają się, jednak zostały one ukazane w zupełnie innym kontekście lub bardzo zniekształcone (szczególny żal wzbudziła we mnie scena z poruszającymi się lustrami, w książce była ona kapitalna, natomiast w filmie została spłycona i zbanalizowana do granic możliwości). Poza tym fabuła w wielu miejscach się "sypie" i miejscami jest nielogiczna. Najlepszym przykładem jest wędrówka Christine i upiora po podziemiach opery. W pewnym momencie, nagle ni stąd ni zowąd, śpiewaczka jedzie na koniu, prowadzonym przez upiora. Skąd w podziemiach opery, w których na dodatek było jezioro (właśnie, czemu operę zbudowano na jeziorze? Reżyser nie wyjaśnia dociekliwym odbiorcom także i tej tajemnicy) znalazł się koń? W książce, owszem, był wątek związany z tym zwierzęciem, jednak w filmie go kompletnie nie poruszono. Poza tym historię Eryka (upiora) spłycono tak, że autor książki w grobie wykonałby co najmniej salto. Scenarzysta wybrał najbardziej banalną możliwość przedstawienia genezy upiora, która na dodatek nie wyjaśniała kompletnie, jakim to cudem upiór był tak wielkim geniuszem (nie tylko muzykiem, ale również magikiem, architektem). Innymi słowy, filmowy Eryk posiada, jak książkowy upiór, wybitne cechy umysłu, ale wziął je sobie z powietrza.

Również w postaci upiora jest dużo innych niezgodności: Eryk powinien mieć paskudny wygląd, natomiast w filmie ma oszpecony tylko kawałek twarzy ( na którym nosi maskę). Gdy mu ją zdjęto, okazało się, że ta twarz nie jest przyjemna, jednak z pewnością nie byłaby przyczyną odrzucenia przez społeczeństwo, zaszycia się w operze. Strasznie chwieje to logiką zdarzeń. Uważnego obserwatora uderzy coś jeszcze. Upiór w filmie ma czarne włosy, zaczesane do tyłu. Tymczasem po scenie, w której Christine zdejmuje mu maskę, włosy upiora, nagle przestają być czarne, a stają się brązowe. Innym przykładem może być maska upiora, a właściwie jej połowa, gdyż upiór przez większą część filmu, ukrywał częśc swej twarzy.. Łatwo zauważyć, że "maska" nie była niczym podtrzymywana. W zwykłych okolicznościach, po prostu, spadłaby z twarzy. Jednak Eryk musiał ją chyba sobie przykleić, gdyż podobne zmartwienie go nie trapiło, nawet podczas scen, w których poruszał się gwałtownie. Przykładów można by przytaczać aż do znudzenia.

Teoretycznie muzyka powinna rzucać na kolana. Dużym plusem jest głos Emmy Rossum (o ile to nie dzieło komputera).Śpiewa naprawdę dobrze (miejscami może troszkę piszcząc, ale całość jej śpiewu wypada bardzo dobrze) Niestety, głos upiora... z początku zdawał się on nijaki, szczególnie przy partiach niższych. Eryk miał mieć głos przepiękny, fascynujący...Christine miała wpadać w swoisty trans z zachwytu. W filmie, rzeczywiście, wpadała, lecz wyglądało to co najmniej komicznie, gdy Emma Rossum idzie "zahipnotyzowana", przez głos, w gruncie rzeczy, przeciętny. Upiór brzmiał przyjemnie jedynie przy partiach wyższych i duetach z Christine. W scenie na cmentarzu śpiewali dobrze, lekko i wdzięcznie. Pod koniec filmu upiór śpiewał fatalnie, przy scenach wymagających delikatności, "rzęził" jak zepsuty silnik. Aż się chciało zapytać, czy reżyser ogłuchł pod koniec kręcenia filmu?

Aktorsko film również nie zachwyca. Aktorzy nie skupiają się na grze, wydają się niezmiernie sztuczni. Liczne sceny zostały odegrane niedbale, jakby ich jedynym zadaniem jako aktorów było odtwarzanie śpiewu z playbacku w odpowiednich momentach. Patrick Wilson jako Raoul gra tak bezbarwnie i wymoczkowato (mnie nieustannie kojarzył się z Orlando Bloomem), że czasem się zastanawiałam, co takiego widzi w nim Christine. Osobiście, podobała mi się postać Emmy Rossum: nie uniknęła ona, co prawda sztuczności (szczególnie w stanach "transu"), jednak miała to "coś", ten ujmujący rodzaj niewinnego wdzięku, który charakteryzował literacką Christine Daae.

Niestety, scenografia filmu to tragedia: dekoracje operowe są bardzo barokowe, bogate i strasznie tandetne. Jedyną sceną, gdzie scenografia nadawała klimatu filmowi, był cmentarz. Ujęcia w tym miejscu były wykonane naprawdę dobrze. Poza tym kostiumy artystów były zbyt bogate, zbliżając się do kiczu. Efekty specjalne zastosowane w filmie tylko pogłębiają wrażenie tandetności: w zrujnowanej operze, zaczęto wciągać na sufit żyrandol i wtedy rozległ się dźwięk organów, który był początkiem najsłynniejszej piosenki, kojarzącą się zawsze z upiorem (jej pierwowzorem jest "Toccata and Fugue in D Minor" Bacha). Nagle, po zrujnowanym gmachu, przechodzi wicher, który strąca wszechobecny kurz i pajęczyny, a stare obicia foteli odzyskują dawną wspaniałość. Cała ta scena nie dość, że nieoryginalna, to na dodatek patetyczna aż do bólu przez zastosowaną muzykę.

"The Phantom of The Opera" to ogromne rozczarowanie. Jednak słowa uznania należą się reżyserowi: aby zepsuć taką książkę, jaką jest "Upiór opery", należy się naprawdę postarać. Jeśli ktoś tego po filmie oczekiwał, nie zawiódł się z pewnością.

Screeny

HO, PHANTOM OF THE OPERA, THE HO, PHANTOM OF THE OPERA, THE HO, PHANTOM OF THE OPERA, THE HO, PHANTOM OF THE OPERA, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ śpiew i kreacja Christine
+ scena na cmentarzu (jakieś 10 minut)

Minusy:

- Zbanalizowana fabuła
- Ogromna niezgodność z książką
- Alogiczność
- Spłycenie postaci upiora
- Tandetne dekoracje oraz kostiumy
- Męczący patetyzm początku
- Fatalna gra aktosrka
- Kiepski głos upiora
- Liczne niedopatrzenia

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -