Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CAT PEOPLE

CAT PEOPLE

Ludzie Koty

ocena:6
Rok prod.:1942
Reżyser:Jacques Tourneur
Kraj prod.:USA
Obsada:Simone Simon, Kent Smith, Tom Conway, Jane Randolph, Jack Holt
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:5.8
Głosów:5
Inne oceny redakcji:
bufik - 7

Czy filmowa groza jest nieśmiertelna? Czasem tak, czasem nie... Bywają bowiem filmy, o których kiedyś się mówiło, które budziły emocje i które przede wszystkim straszyły, a dziś sprowadzone do roli szacownych klasyków, budzą co najwyżej zainteresowanie kolekcjonerów i historyków filmu. Niestety, takim nieco zwietrzałym dziełem są "Ludzie-koty" Jacques Tourneur`a z 1942 r.

Irena jest przybyłą z Serbii dziewczyną. Mieszka samotnie w Nowym Jorku i dużo czasu spędza w ogrodzie zoologicznym, szczególnie upodobawszy sobie zamkniętą w klatce czarną panterę. Podczas jednej z takich wizyt poznaje przystojnego Oliviera. Młodzi dość szybko zakochują się w sobie, wkrótce pobierają się, lecz małżeństwo nie układa się pomyślnie. Irena dziwnie się zachowuje i opowiada dziwne historie o ciążącej na niej klątwie ludzi -kotów, wedle której kobiety z tej rasy w szczególnych okolicznościach przemieniają się w czarne pantery. Olivier, początkowo tolerancyjny, w końcu zniechęcony oziębłością seksualną małżonki i jej zachowaniem, coraz więcej czasu spędza z koleżanką z pracy, Alice. Dziewczyna nawet nie zdaje sobie sprawy, że grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Podobne, zagrożenie czyha na bezskutecznie próbującego pomóc Irenie, psychiatrę, dr Judda. Tymczasem w pobliskim zoo giną zwierzęta, a ślady wskazują na ...czarną panterę.

Choć reżyserem film jest Jacques Tourneur, to jego faktycznym twórcą jest Val Lewton, urodzony w Jałcie, amerykański producent i "ojciec chrzestny poetyckiego horroru". Warto wspomnieć, że ten tytuł przypadł mu dość przypadkowo. Charles Koerner, kierujący niewielką, ale prężną wytwórnią RKO, zwrócił się do Lewtona z propozycją utworzenia zespołu do produkcji horrorów. Produkowane w tym zespole filmy miały stanowić uzupełnienie podwójnych seansów o czasie projekcji nie przekraczającym 75 minut i budżecie nie większym niż 150 tysięcy dolarów. Lewton wyraził zgodę i przez sześć lat wyprodukował jedenaście horrorów, z pośród których "Ludzie-koty" są uważane za sztandardowe dzieło poetyckiego kina grozy.

Problem jednak z filmem Tourneur`a polega na tym, że jak na "horror poetycki" jakoś mało w nim...horroru. W filmie są tylko dwie sekwencje "psychologicznej grozy", zbudowane za pomocą prostych, ale skutecznych środków - ekspresyjnego oświetlenia i dźwięku. Pierwszą jest nocna wędrówka samotnej Alice pustą ulicą i towarzyszące jej kroki Ireny, które stopniowo zamierają. Dziewczyna (i widz) czuję mimo tego obecność czegoś lub kogoś. Nastrój grozy potęgują gęste krzaki poruszające się jakby, ktoś usiłował się przez nie przedrzeć. Nagły zgrzyt zatrzymującego się autobusu nadal jest niesamowitą puentą dla tych scen poetyckiej grozy. Druga sekwencja rozgrywa się na basenie: nieoczekiwany hałas zmusza Alice do ukrycia się w wodzie. Gaśnie światło a przerażona kobieta słyszy chrapliwy pomruk i widzi pełzające po ścianie cienie. "Coś" krąży wokół basenu...Lewton tak skomentował tę scenę: "Jeżeli ekran będzie dostatecznie mroczny, oczami duszy odczytamy wszystko, co trzeba. Większość widzów mogłaby przysiąc, że widziała panterę, ale to nieprawda Złudzenie optyczne, ciemne plamy..." Amerykański producent nie mylił się. Przez sekundę widać ciemny kształt przypominający... zwierzę. Atakująca czarna pantera pojawia się jeszcze w dwóch scenach: jako rzucający się na dr Judda cień oraz w dokręconej na polecenie szefów RKO scenie z żywą panterą w biurze Oliviera, które jednak nie wypadają na ekranie tak udanie, jak dwie omówione wcześniej sekwencje.

Nie sposób odmówić twórcom staranności w tego rodzaju straszeniu, a nawet swoistego uroku, zwłaszcza tym scenom, w których zagrożenie jest jedynie sugerowane. Ale czy kogoś dziś są w stanie przerazić kołyszące się na wietrze krzaki, czy pulsujące na ścianie cienie?

Na pierwszy plan wysuwa się więc, niestety, mało oryginalna historia miłosna. Owszem, nie brak jej erotycznych aluzji czy scen subtelnego, ale dręczącego niepokoju (np. scena w sklepie zoologicznym, którą, zresztą, niemal dosłownie zacytował w "Ptakach" Hitchcock, przyjaciel Lewtona i miłośnik jego twórczości). Nie brakuje też reżyserowi konsekwencji w umiejętnym eksponowaniu przez cały film "kociego motywu" wyrażanego przez różnego rodzaju przedmioty lub żywe osobniki tego gatunku: domowe koty, tygrysy w zoo, czy czarną panterę w klatce. Pod tym względem niezwykle trafnie dobrana została do roli Ireny, francuska aktorka Simone Simon (najbardziej ceniona za występ w "Bestii ludzkiej" Jeana Renoira z 1938 r.), która ma "coś" kociego w wyglądzie. Lecz to wszystko to zbyt mało by film mógł ostać się nietknięty zębem czasu. Bo przecież sztuka filmowa, być może, w sposób szczególny polega na emocjonalnym odbiorze, a horror wręcz uzależniania od przeżycia grozy swoje istnienie. Niegdyś, "Ludzie-koty" z pewnością odwoływały się do samej istoty tej emocji (film wyświetlano przez 13 tygodni w prestiżowym Hawi Theatre w Los Angeles), ale współcześnie bardziej angażują intelekt, pozostawiając nas obojętnych na losy bohaterów. Niestety.

Czy warto zatem poświęcić czas na dzieło Tourneur`a i Lewtona? Warto, ale trochę na zasadzie, na jakiej warto przeczytać "Pana Tadeusza" Mickiewicza, zwłaszcza gdy jest się Polakiem.

Screeny

HO, CAT PEOPLE HO, CAT PEOPLE HO, CAT PEOPLE HO, CAT PEOPLE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ staranność realizacji
+ dwie sekwencje, które wciąż robią wrażenie
+ Simone Simon

Minusy:

- niestety, groza trochę zwietrzała

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -