Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GHOST HOUSE a.k.a Gwishini sanda

GHOST HOUSE a.k.a Gwishini sanda

Dom Ducha

ocena:7
Rok prod.:2004
Reżyser:Kim Sang-Jin
Kraj prod.:Korea Południowa
Obsada:Seung-won Cha, Seo-hee Jang , Hang-Seon Jang, Tae-yeong Son, Yu-yeong Jin
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Filmowy postmodernizm płata widzom różne figle. Na przykład łączy dwa, zdawałoby się niemożliwe do pogodzenia gatunki, w jednym filmie. Tak jak w przypadku "Ghost House", który jest horrorem i komedią, zarazem. Niewątpliwie karkołomny to wyczyn, łatwo pomylić proporcję śmiechu i grozy, ale Kim Sang-jin, reżyser filmu, całkiem umiejętnie omija pułapki filmowego pomieszania i widz otrzymuje nie tylko zabawną opowieść o nawiedzonym domu, ale również nieoczekiwanie coś znacznie więcej.

Pil-Gi przez całe dotychczasowe życie szukał wymarzonego domu. Gdy był dzieckiem wędrował z ojcem z miejsca na miejsce, nigdzie nie zostając na dłużej. Na łożu śmierci jego rodziciel przykazał mu, aby znalazł dom, w którym mógłby osiąść na stałe. Pil-gi w końcu ma szansę zrealizować wolę ojca. Dom jest duży, nowoczesny, z jego tarasu rozciągają się piękne widoki na morze, a przede wszystkim jest tani. Nie zastanawia się więc zbyt długo i kupuje luksusowy apartamentowiec. Szczęście nie trwa długo, bo już pierwszej nocy dom objawia swoją mroczną tajemnicę. Pil-Gi nie jest jego jedynym właścicielem. To dom ducha.

"Ghost Huose" był w roku 2004 jednym z kasowych przebojów w Korei Południowej. Zebrał prawie 3 milionową widownię, liczniejszą nawet od amerykańskiego hitu, "Harry Potter i więzień Azbakanu" ( 2,5 mln widzów). Jakież więc atrakcje zaprezentował Kim Sang-jin, że udało mu się zapełnić kinowe sale i wygrać prestiżową rywalizację z hollywoodzkim przebojem? Odpowiedź brzmi: humor, wzruszenie i inteligencja. Brak w tym zestawieniu grozy nie jest przeoczeniem recenzenta. Film Koreańczyka pomyślany był jako produkcja familijna, próżno by więc szukać w nim krwawych efektów czy "mocnych scen". Ale ponieważ fabuła wpisana jest w schemat opowieści o nawiedzonym domu (a przy okazji japońskiej ghost story, subtelnie i z taktem wyszydzonej) spierać się o jego gatunkową przynależność nie ma powodu. Z humorem, jak wiemy, bywa podobnie jak z seksem - każdy ma indywidualne preferencje. Początek z komputerowymi efektami w roli głównej i mało pomysłowym straszeniem nie wróży niczego dobrego. Na szczęście, tym razem wróżby się nie spełniają, choć do niemrawego wstępu należy dodać grę aktorów. Irytacja, jaką wywołują teatralnością, przesadą i nadmiarem gestykulacji, nie jest zarzutem, wynika bowiem z kulturowych odmienności, niemniej dla niecierpliwych widzów będzie to ciężka przeprawa. Ale tym co wynosi ten obraz ponad przeciętną azjatycką komedyjkę o duchach jest inteligencja dowcipu i jego podwójny sens. Oto, przykład: zrozpaczony Pil-gi ucieka się do coraz bardziej dramatycznych sposobów pozbycia się niechcianego lokatora. Jednym z nich jest sprowadzenie przedstawicieli różnych religii, by wypędzili złe moce...równocześnie. Katolicki ksiądz, buddyjski mnich i bliżej nie rozpoznani szamani stają się łatwą ofiarą złośliwego ducha, który nareszcie popisuje się inwencją. Ksiądz dławi się więc wężem (symbol grzechu i diabła), a mnich ulega powabom seksownej, lecz nierealnej, dziewoj (mnisi buddyjscy słyną z czystości, duchowej i cielesnej). Niby tylko żart, a jaki głęboki!

Ale natrafimy także na dowcipy nie wymagające wiedzy religioznawczej: w zupełności wystarczy ta, którą każdy kinoman z pewnością posiada. Znakomitym przykładem jest sekwencja... z kurczakami. Przedstawiciel domowego drobiu najpierw pojawia się jako senny koszmar, który przyśnił się bohaterowi. Po przebudzeniu zły sen wcale się jednak nie kończy. A namnażające się w tempie ptasiej grypy, kurczaki opanowują cały domy i podwórze. Mamy więc sceny, które każdemu, kto widział "Ptaki" Hitchcocka wydadzą się znajome, choć ironicznie zreinterpretowane. Ale nie na tym koniec filmowych aluzji. Udręczony domowym ptactwem, Pil-gi znajduje schronienie na dachu. Jak się okazuje - schronienie tymczasowe, bo chmara kurczaków, niczym matrixsowi bohaterowie, wzbija się w powietrze i ląduje przy kompletnie załamanym bohaterze.

To tylko próbka humoru przywodzącego na myśl ten znany ze "Soku z żuka" Tima Burtona czy "Rodziny Adamsów" Barry`ego Sonnenfelda. Kogo tego rodzaju żarty nie bawią, może się pobawić się w grę intertekstualną, czyli w odgadywanie aluzji, cytatów czy innych kulturowych odniesień.

Na szczęście reżyser zdaje sobie sprawę, ze "humor intelektualistów" dość szybko może zmęczyć widza, który pragnie rozrywki, a nie umysłowego wysiłku. Wprowadza zatem do fabuły wydarzenie, dzięki któremu Pil-gi zyskuję zdolność widzenia i słyszenia istot niematerialnych. W ten sposób poznaje pierwszego właściciela, a raczej jego ducha, którym okazuje się młoda kobieta Yeon-hwa (z pewnością najbardziej urodziwy duch, jaki kiedykolwiek straszył w nawiedzonych domach). Od chwili poznania dziewczyny historia zmierza w stronę melodramatu. Ale dawka sentymentu jest podana z umiarem, sprawnie i przewrotnie. Bo czy tak naprawdę reżyser nie drwi sobie w ten sposób z miłosnych historii, które obowiązkowo pojawiają się w horrorach o długowłosych zjawach?

Obok wątku melodramatycznego rozwija się inny, który nadaje z pozoru błahej historyjce głębszy wymiar. Pil-gi prowadzi bowiem wojnę z nieuczciwym przedsiębiorcą budowlanym pragnącym zburzyć jego dom ( i Yeon-hwa), a teren przeznaczyć pod rozbudowę centrum handlowego. Bohater razem z dziewczyną-duchem z poświęceniem broni domu przed buldożerami, ale gdy złamanie ich oporu wydaje się być kwestia minut, z pomocą przybywają dusze zmarłych i przeganiają przedsiębiorcą budowlanego i jego pomagierów. Wątek ten nasuwa jednoznaczne znaczenie symboliczne. Jeśli przyjmiemy taką interpretację, to dom Pil-gi odgrywałby rolę Korei, opór jego domowników - obronę ojczyzny przed obcymi wpływami, konflikt z przedsiębiorcą - konflikt z rodakami z Północy, a przebywający na odsiecz zmarli byliby rodzajem wskazówki, że nie należy zapominać o tradycji i kulturze przodków, bo to dzięki niej dom-Korea może przetrwać wszystkie dziejowe zawieruchy.

Jakkolwiek naiwnie brzmi ta interpretacja i jak bardzo byłby zdumiony nią koreański reżyser, dowodzi ona, że "Ghost House" skrywa w sobie jeszcze nie jedną niespodziankę.

PS. Zapomniałem o scenie z pomieszanymi kończynami, gdy bohater przypala papierosa...stopą! To trzeba zobaczyć! (ale nie na zdjęciu!)

Screeny

HO, GHOST HOUSE</br> a.k.a Gwishini sanda HO, GHOST HOUSE</br> a.k.a Gwishini sanda HO, GHOST HOUSE</br> a.k.a Gwishini sanda HO, GHOST HOUSE</br> a.k.a Gwishini sanda HO, GHOST HOUSE</br> a.k.a Gwishini sanda HO, GHOST HOUSE</br> a.k.a Gwishini sanda HO, GHOST HOUSE</br> a.k.a Gwishini sanda HO, GHOST HOUSE</br> a.k.a Gwishini sanda HO, GHOST HOUSE</br> a.k.a Gwishini sanda HO, GHOST HOUSE</br> a.k.a Gwishini sanda

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ dowcip zwariowany, ale z podwójnym dnem
+ pomysłowe metody straszenia
+ najbardziej urodziwy duch, jaki kiedykolwiek straszył w nawiedzonych domach
+ inteligentny, choć po azjatycku nieskrępowany, pastisz filmów o nawiedzonych domach i japońskich ghost story, a może nawet...
+ ...patriotyczna alegoria?

Minusy:

- nie straszy
- specyficzny rodzaj humoru
- wątek melodramatyczny, który nie każdemu się spodoba
- "azjatycka" gra aktorów

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -