Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ALAN WAKE

ALAN WAKE

ALAN WAKE

ocena:8
Producent:Remedy Entertainment
Wydawca:CD Projekt
Gatunek:survival horror/strzelanina
Tryb gry:Single
Autor recenzji:Shadock
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Gra zatytułowana enigmatycznie „Alan Wake” jakiś rok temu święciła swoje triumfy na konsolach, dziś wreszcie trafia na poczciwe, stare blaszaki. Nie będę roztrząsał czemu trwało to tyle czasu, ani dlaczego tytuł nie zdobył oczekiwanego uznania. Napiszę Wam po prostu kilka słów o bardzo dobrej grze.

Alan Wake to poczytny pisarz horrorów cierpiący na brak weny twórczej. Chcąc ją przezwyciężyć wraz z żoną wyjeżdża do niewielkiej mieściny Bright Falls. Tutaj, w otoczeniu uroczych krajobrazów i leśnej głuszy, na niewielkiej wysepce pośrodku pięknego jeziora liczy na odnalezienie spokoju i natchnienia. Cóż z tego, gdy po pierwszej wizycie w miasteczku odkrywa, że wyspa na której zostawił żonę nie istnieje. Mieszkańcy Bright Falls twierdzą natomiast, że pisarz przybył tutaj sam. Coraz więcej przesłanek wskazuje na to, że autor ma bardzo poważne zaburzenia psychiczne. Z nadejściem nocy pojawia się jednak prawdziwy koszmar. Opętani przez mrok ludzie czyhają na Wake w leśnych ostępach, atakują go nawiedzone sprzęty i maszyny. Sam pisarz zaś odkrywa, że wszystkie wydarzenia zostały opisane przez niego w powieści, której nie pamięta, a której fragmenty odnajduje na ulicach miasta...

Ta niezwykła gra w pierwszej chwili przypomina serię Silent Hill, szczególnie jej sławetną drugą odsłonę. Piękne górskie szczyty, leśne ostępy, podobnie ubrany bohater, wątek zaginionej żony i wielka tajemnica do rozwikłania. Tu jednak podobieństwa się kończą, bowiem gra bardzo szybko zmierza w stronę „Silent Hill... Homecoming”.

Po kolei więc. Grę obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby, w podobnej perspektywie prowadzimy także dostępne pojazdy. Chociaż do dyspozycji mamy cały arsenał broni, a więc rewolwery, strzelby i karabinki, to najważniejsze są race, flary, granaty błyskowe, a przede wszystkim latarki, bowiem głównym orężem jest tutaj światło. Jest to znakomity i oryginalny pomysł, niektórych przeciwników, na przykład ptaki czy maszyny, można osłabić i unicestwić odpowiednio silnym strumieniem światła, innych, jak całe hordy opętanych, najpierw trzeba stosownie naświetlić, a gdy „wypędzimy z nich mrok” możemy dokonać klasycznej eliminacji za pomocą ołowiu. Cała rozgrywka składa się na sześć umiarkowanie długich odsłon (każda do opanowania w około godzinę) wzorowanych na odcinki serialu. Tak więc każdy etap kończy się intrygującą animacją, pozostawiającą więcej pytań niż odpowiedzi, każdy kolejny rozpoczyna się od streszczenia wydarzeń z poprzedniego „odcinka”. Wersja PC otrzymała dodatkowo dwa DLC wydane na konsoli po premierze podstawki, co wydłuża nam historię o kolejne dwa „epizody.”

Potęgą gry jest bowiem fabuła. Nie będę ukrywał, że od czasów wspomnianego właśnie SH2 nie byłem równie zaintrygowany historią przedstawioną w grze komputerowej. Tym bardziej, że tu także mamy możliwość odnajdywania szczegółów poprzez wysłuchanie pewnych audycji radiowych lub obejrzenie pewnych programów telewizyjnych. Co ważne, historia rozwija się płynnie i logicznie, a wątki choć plączą się z czasem coraz bardziej, znajdują swe rozsądne ukoronowanie w finale. Ten zaś może nie jest „epicki” jak to głosi napis z pudełka, niemniej pozostawia znakomite wrażenie i na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci. Wspomniane dwa DLC kontynuują historię w świecie koszmaru i zaburzonej rzeczywistości, ale choć uzupełniają logicznie główny wątek, sprawiają wrażenie rozciągniętych na siłę, ponadto nachalnie zdążających do zapowiedzenia części drugiej. (Która ostatecznie nie wiadomo czy powstanie). Siłą fabuły jest jeszcze ukłon w stronę klasyki horroru. Sama fabuła każdemu skojarzy się pewnie ze znakomitym „W paszczy szaleństwa” Carpentera, ataki ptaków z Hitchockiem, a samo Bright Falls z „Miasteczkiem Twin Peaks”. Nad wszystkim unosi się zaś duch Stephena Kinga, a nawiązań do jego twórczości jest tu tak dużo, że nie będę psuł zabawy z ich odnajdywania.

Co więc jest nie tak z tą grą, że nie odniosła oszałamiającego sukcesu? Dla wielu może to być właśnie sprawa fabuły, momentami zbyt rozbudowanej jak na standardy survival horroru. Dla mnie jednak największym problemem i powodem ogromnej irytacji były fragmenty, które wywoływały skojarzenia z „SH: Homecoming”. Nie chodzi o to, że mam coś przeciwko walce w tego typu grach. Wiem, że o czasach, gdy jak w SH2 jedynie przemykało się obok wrogów mogę sobie pomarzyć. Problemem jest częstotliwość tych walk i ich natężenie. Oto bowiem schemat epizodu rozgrywa się w ten sposób, że przez dwie, trzy minuty przeżywamy przygody za dnia (musimy gdzieś dojść, dojechać e.t.c), później następuje noc i bieganie po lesie, a tam, co kilkanaście metrów wybiega kilku/kilkunastu opętanych, których trzeba wyeliminować. Dzięki temu na koniec gry okazuje się, że nasz dzielny pisarz wybił ludność nie małego miasteczka, ale całkiem sporego miasta okręgowego. Poza tym, przeciwnicy stają się problematyczni dopiero na najwyższym poziomie trudności. Wystarczy potraktować ich światłem, doprawić pistoletem i po sprawie. Przy rozsądnym oszczędzaniu baterii nie ma najmniejszego problemu. Jest za to nuda, bo schemat sprawia, że klimat i napięcie siada. Żaden z tak zwanych bossów nie stanowi żadnego wyzwania (znów stosowna ilość światła załatwia sprawę), a ostatni jest wręcz kuriozalny. I tak za każdym razem kiedy połykałem bakcyla przygody wiedziałem, że najpierw muszę przebiec kilometry mrocznego lasu, w którym co rusz stoczę wydłużającą akcję potyczkę. Dodając do tego brak swobody w poruszaniu otrzymujemy straszliwie old schoolową liniowość, która w tego typu rozgrywce nie jest niczym dobrym.

Dość jednak narzekania. „Alan Wake” urzeka fabułą na tyle by przymknąć oko na wspomnianą liniowość. Dla zwolenników nie tylko survival, ale horrorów w ogóle pozycja obowiązkowa.

Trzygroszówki

Paweł Waśkiewicz przyznał ocenę 6 i napisał:

Od entuzjazmu Shadocka jestem daleki, choć z pewnością nie mogę zaszufladkować Alana Wake’a jako kompletnej porażki. Uważam jednak, że mechanika rozgrywki przynosi rozczarowanie: przez większość czasu robimy dokładnie to samo, a o jakimkolwiek zróżnicowaniu można z góry zapomnieć. Monotonne strzelanie do cienistych postaci jest jednak okraszone więcej niż przyzwoitą grafiką, świetnymi widokami i rewelacyjnym wręcz klimatem małego miasteczka. Sama fabuła w moim odczuciu jest niestety bardzo słaba, a to poważna wada w przypadku produkcji, która miała się bronić kingowską, rozbudowaną historią. Opowieść w ogóle mnie nie zaangażowała, postaci nie zaciekawiły, a całość trzymała się w kupie głównie dzięki dobremu klimatowi i znakomitej oprawie audiowizualnej. Mimo wszystko Alan Wake to produkcja nader efektowna, być może warto więc poświęcić jej trochę czasu.

Screeny

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na grę.
Plusy:

+ nawiązania do Kinga i klasyki horroru
+ fabuła
+ wykonanie
+ grafika wciąż robi wrażenie (szczególnie widoki)
+ konstrukcja serialowa
+ finał historii
+ dwa DLC w pakiecie

Minusy:

- nudne i schematyczne walki osłabiają klimat
- liniowość

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -