Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:999: Nine Hours, Nine Persons, Nine Doors

999: NINE HOURS, NINE PERSONS, NINE DOORS,

999: Nine Hours, Nine Persons, Nine Doors

ocena:7
Producent:Chunsoft
Wydawca:Askys Games
Gatunek:Przygodowa
Tryb gry:Single
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Jak to mówili sprytni Anglosasi (a konkretnie Samuel Taylor Coleridge), czasem żeby móc w pełni docenić wartość fikcyjnej historii musimy „zawiesić niedowierzanie”. Jeśli przyjmiemy na wiarę, że na świecie istnieją zjawy, siły nadprzyrodzone oraz inne nadnaturalne zjawiska, z pewnością chętniej będziemy oglądać filmy o zombie lub słuchać historii od duchach. Współczesna fikcja nadaje jednak owemu wyrażeniu zupełnie nowego znaczenia – czasem żeby móc emocjonować się filmem, musimy przymknąć oko na detale. Twórcy Indiany Jonesa oczekują od widzów całkowitego zignorowania praw fizyki i zdrowego rozsądku, stawiając swego bohatera w sytuacjach niemożliwych i pozwalając mu wychodzić z nich bez szwanku. Podobne wymagania stawia przed odbiorcą japońska gra „999: Nine Hours, Nine Persons, Nine Doors”, wydana na konsolę Nintendo DS – by w pełni docenić jej zalety, musimy pogodzić się z masą absurdalnych, cudacznych, niemożliwych i idiotycznych założeń.

Dobrze to czy źle? Sam zadaję sobie podobne pytania w przypadku filmów, które każą mi wierzyć, że człowiek jest w stanie przeżyć eksplozję samolotu bądź też schronić się przed wybuchem jądrowym w lodówce. Z jednej strony wszystkie te uproszczenia mają na celu zapewnienie odbiorcy rozrywki, z drugiej czasami trudno nie odnieść wrażenia, że ktoś obraża naszą inteligencję. Tak samo jest z „999” – zaczynamy na tajemniczym statku jako niejaki Junpei (młody Japończyk w typie poczochranego studenciaka) i musimy wymyśleć sposób na wydostanie się z naszej kajuty zanim zaleje ją woda. Znaleźliśmy się tutaj w bardzo dziwnych okolicznościach: zamaskowany typ potraktował nas gazem usypiającym i najwyraźniej zadał sobie sporo trudu, żeby umieścić nas w odosobnieniu, na dodatek na pokładzie tonącego statku. Co więcej, dzielimy tę niedolę z ośmioma innymi osobami, które miały takiego samego pecha. Jakby tego było mało, winowajca już na samym początku odzywa się do swoich ofiar przez radiowęzeł, prosząc o jedno… żeby zagrali z nim w grę.

Nie żartuję. Zero, bo takim pseudonimem posługuje się nasz oponent, używa masy niedokładnych cytatów z serii „Piła”, a także czyni nieświadome nawiązania do „Cube” i kilku innych produktów popkultury. Na domiar wszystkiego nie znajdujemy się na byle jakim statku… jest to w istocie Gigantic, czyli bliźniak Titanica, który zaginął w tajemniczych okolicznościach wkrótce po sławetnej katastrofie swojego krewniaka. Pokład najeżony jest dziesiątkami skomplikowanych mechanizmów, pułapek i zagadek logicznych, nad którymi musiał pracować ogromny zespół wyszkolonych ludzi.

Gra, w którą Zero chce z nami zagrać (tak zwana „nonary game”) to problem matematyczny, który będzie przewijał się w znacznej większości zagadek, jakie napotkamy na swojej drodze. Jeśli już mowa o zagadkach – zadania przez większość czasu prezentują bardzo wyrozumiały poziom trudności. Utknąć można tylko w kilku miejscach, i to zazwyczaj tylko za sprawą przeoczenia istotnego elementu. Poziom trudności wzrasta dopiero przy kilku ostatnich zagwozdkach, ale wystarczy trochę czasu i prawie wszystko da się samodzielnie wywnioskować.

Matematyka to istotny element „999”. Ci, którzy widzieli „Cube”, przypominają sobie zapewne, jak łatwo zniszczyć znakomity koncept uzupełniając luki fabularne matematycznym bełkotem, który tak naprawdę nie ma sensu. W „999” taka sytuacja nigdy nie ma miejsca – wszystko można bez problemu policzyć (twórcy usłużnie wrzucili do gry wbudowany kalkulator) i przekonać się na własne oczy, że nikt nie robi sobie z nas żartów. Od tej strony gra poprowadzona jest niczym klasyczny kryminał, może z wyjątkiem paru bzdurnych machinacji pod koniec, które też mają sens – ale tylko z liczbowego punktu widzenia. I tu dochodzimy do najważniejszego problemu: „999” trzyma się kupy na poziomie matematycznym, ale jeśli już chodzi o psychologię, prawdopodobieństwo czy logikę, to nie jest tak różowo. Wszystkie te trzy aspekty zostały potraktowane po macoszemu, przez co czasami trudno powstrzymać się od śmiechu. Postaci robią i wygadują bzdury, ich zachowania wydają się mało wiarygodne, a rozwiązanie całej tajemnicy jest tak mętne i pokręcone, że nikt przy zdrowych zmysłach nie kupiłby go bez zastrzeżeń.

„999” nadrabia te wszystkie wady emocjonującymi momentami, których nie brakuje zwłaszcza pod koniec. Lub raczej jeden z końców, bo możliwych rozwiązań jest tu kilka. Tylko jedno z nich jest tym „właściwym”, ale żeby do niego dotrzeć będziemy musieli poważnie się natrudzić i przejść grę przynajmniej dwa razy. Polecam zaglądanie do solucji, żeby nie powtarzać całości w nieskończoność, wciąż trafiając na te same endingi. System ten mógłby działać lepiej, ale i tak jest jedną z większych atrakcji gry. Dzięki niemu dążenie do rozwikłania tajemnicy staje się trudniejsze i zarazem bardziej satysfakcjonujące.

Jeśli chodzi o rozgrywkę, „999” wyraźnie odstaje od tego, do czego przyzwyczaiły nas współczesne gry. Akcji nie ma tu za wiele, za to lwią część czasu spędzimy na przeklikiwaniu się przez ekrany pełne tekstu. Tak, czytanie i rozwiązywanie zagadek to dwie główne czynności, jakie nas czekają. Gra stanowi miks tekstówki, visual novel oraz klasycznej przygodówki, a zatem gatunków, które lata świetności mają dawno za sobą. Przyzwyczajenie się do monotonnej, powolnej rozgrywki może zająć trochę czasu – zwłaszcza, że od strony językowej i literackiej „999” nie prezentuje się rewelacyjnie. Niektóre opisy trącą grafomanią, dialogi są źle napisane, a poczucie humoru jest… japońskie, z całym szacunkiem dla Japończyków.

Na szczęście „999” to nie tylko góra błędów logicznych i dziurawy scenariusz. To przede wszystkim sporo intensywnych emocji i wciągająca intryga, która mimo konieczności „zawieszenia niedowierzania” skutecznie przykuwa uwagę i zmusza do przejścia gry w całości. Decydując się na zagranie trzeba pamiętać o czterech rzeczach: gra wyszła tylko na DS-a i tylko w Japonii i USA, więc zdobycie jej nie jest takie proste; fabuła, choć ciekawa, jest także dziurawa jak ser szwajcarski; by czerpać z rozgrywki jakąkolwiek przyjemność, trzeba posługiwać się angielskim na naprawdę bardzo dobrym poziomie; i wreszcie należy pamiętać o „zawieszeniu niedowierzania”. Jeśli mimo tych ostrzeżeń jesteście skłonni zagrać – raczej się nie zawiedziecie.

Screeny

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na grę.
Plusy:

+ wciągająca intryga
+ ciekawy klimat
+ sporo dobrze zaprojektowanych zagadek
+ sensowne użycie matematyki

Minusy:

- luki fabularne i masa pomniejszych absurdów logicznych
- monotonna rozgrywka

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -