Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:Alicja: Powrót Szaleństwa

ALICE: MADNESS RETURNS

Alicja: Powrót Szaleństwa

ocena:7
Producent:Spicy Horse
Wydawca:Electronic Arts
Gatunek:platformowa/TPP
Tryb gry:Single
Autor recenzji:Shadock
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Lata temu „American McGee Alice” wstrząsnęła lekko światem gier komputerowych. Jeszcze większy wstrząs wywołała u mnie, do dziś pozostając jedną z moich ulubionych produkcji tego typu. Oprawa graficzna, absolutnie genialna muzyka i przede wszystkim unikalny pomysł czynił z tego tytułu grę wyjątkową. Już wtedy, w 2001 roku przebąkiwano o kontynuacji, planowano też inne baśnie przenieść w bardziej krwawe realia. Z innymi baśniami bywało różnie, co tutaj oznacza źle lub gorzej, na sequel Alicji przyszło czekać lat prawie jedenaście. Czy było warto?

Tuż po zakończeniu akcji w pierwszej części Alicja opuściła zakład psychiatryczny Rutledge i, jak się okazuje, zamieszkała w jednym z sierocińców w Londynie. Wciąż jednak nie potrafi otrząsnąć się z poczucia winy i koszmarów dręczących ją w związku ze śmiercią jej rodziców i siostry. Tutaj zajmuje się nią doktor Bumby, który podczas kolejnych sesji terapeutycznych stara się pomóc młodej już kobiecie (w końcu minęło jedenaście lat), oraz innym zebranym w sierocińcu nieszczęsnym dzieciom. Choroba Alicji pogłębia się jednak coraz bardziej, coraz częściej pogrąża się w katatonii, gdzie w Krainie Cudów odreagowuje koszmary świata realnego. Jednak szybko okazuje się, że wyimaginowana kraina rozpada się wraz z psychiką Alicji. W tym momencie do akcji wkracza gracz, znów kierując postacią dziewczyny przedzierającej się przez pokręcone otchłanie szalonego umysłu bohaterki.

Pierwsza część nie odniosła wielkiego sukcesu komercyjnego, jednak zaskarbiła sobie serca wielu graczy niezwykłym, unikatowym klimatem. Podobnie część druga, w żaden sposób nie próbuje wbić się w standardy współczesnych gier. Jest to klasyczna platformówka, gdzie tak naprawdę trzeba jak najwięcej biegać i skakać, a mimo trójwymiaru i częstych scen walki, to właśnie skoki i proste zagadki logiczne stanowią oś gry. I pewnie dlatego w wielu momentach może się ona wydać trudna współczesnym graczom, przyzwyczajonym do rozgrywki, która prowadzi gracza za rączkę. Przyznaję, miałem momenty, gdy ogarniała mnie frustracja z powodu kolejnego źle oddanego skoku, albo gdy okazywało się, że nie zdążyłem dobiec do otwartych drzwi po wciśnięciu guzika otwierającego je dwa pokoje (i poziomy) dalej. A jednak przypomniało mi to czasy dawnych gier, szczególnie mordęgi na automatach i od razu frustracja zniknęła. Bo gra w istocie nie jest trudna, choć nieco wymagająca na pewno. Nie jest to też produkcja na kilka godzin. Mnie ukończenie jej zajęło 22, ale również dlatego, że uparcie starałem się odnaleźć wszelkie sekrety i „znajdźki”, a czasami po prostu zatrzymywałem się i podziwiałem widoki. A jest co podziwiać. Chociaż grafika nawet w dniu premiery nie porywała, to posiada ona klimat, który może się nie zestarzeć nigdy. Dowodem choćby część pierwsza, która postarzała się straszliwie, ale wciąż zachwyca. Przynajmniej mnie.

Uporządkujmy jednak fakty. „Madness Returns” to platformówka, w której przede wszystkim skaczemy, od czasu przełączamy jakieś guziki i wajchy, po to żeby otworzyła się kolejna zapadnia, lub podnośnik, na który musimy wskoczyć. Od czasu do czasu trzeba jeszcze gdzieś strzelić (żeby otworzyła się klapka, którą trzeba uruchomić i wtedy będzie można przełączyć jakieś guziki i wajchy), czasem trzeba użyć zaś mocy, żeby pokazały się nam „niewidzialne” platformy, na które musimy wskoczyć. A żeby nie było zbyt monotonnie, to co jakiś czas przychodzi do starcia z przeciwnikami, którzy najczęściej atakują nas grupkami (to ci słabsi), rzadziej pojedynczo (to ci najpotężniejsi). Nie będę ukrywał, że początek gry bardzo mnie zawiódł i rozczarował, a przede wszystkim znudził. Ja rozumiem, że Kraina Czarów dorosła wraz z Alicją, ale czy to powód dla którego tak bardzo trzeba było odejść od oryginału Carolla? Nawiązują do niego wspaniale przerywniki filmowe stylizowane na wycinanki ze starych książek, ale poza tym całość jest potraktowana dość umownie. Odnoszę wrażenie, że zachwycający się tematem i nawiązaniami jedynie słyszeli o oryginalnym utworze, ewentualnie widzieli jakąś tam adaptację filmową. Pewnie tę Burtona. Na szczęście twórcy starają się, żeby urozmaicić nieco fabułę, dlatego co jakiś czas przenosimy się do współczesnego Alicji Londynu i tam odkrywamy kolejne sekrety prowadzące nas do ponurego finału. Jednak i tu muszę ponarzekać, bowiem choć XIX-wieczny Londyn został przedstawiony ciekawie (pomijam kwestię grafiki), to jednak brak tu jakiejkolwiek interakcji z otoczeniem, a liniowość bijąca z każdego punktu rozgrywki tutaj jest wprost irytująca.

Jak już tak narzekam, to jeszcze przeciwnicy. Nawiązaniem do oryginału są oczywiście wojownicy karciani (tu w intrygującej formie zombie), agresywne czajniki oraz owady ze śrubek. Niestety, najczęstszymi są porcelanowe laleczki, które pojawiają się pod postacią glutowatych potworów, względnie dużych glutowatych potworów (z trzema porcelanowymi twarzami), a czasem nawet ogromnych glutowatych potworów (z wieloma porcelanowymi twarzami). Nuży to straszliwie i po raz kolejny irytuje. Mimo iż każdy rozdział (gra ma ich sześć) rozgrywa się w innej scenerii (nawet Alicja ma tam inny strój) i chociaż zawsze pojawi się tam jeden czy dwaj nowi przeciwnicy, potem i tak wyłazi to porcelanowe ustrojstwo. Oczywiście, można to tłumaczyć, że Alicja już dorosła, że teraz jej świat nie jest taki bajkowy jak poprzednio, a lalki pewnie są znaczącym symbolem pewnych traum. Nie są. A ja to tłumaczę lenistwem programistów.

I na koniec muzyka. Ta w pierwszej części po prostu porażała. Ta tutaj po prostu jest. Nijaka, ambientowa, nawet nie zawsze jakoś konkretnie nawiązująca do rozdziału. Nie jest zła, ale w żaden sposób nie przykuwa uwagi. Może i twórcom zależało, żeby to gra tworzyła klimat, a nie muzyka (w poprzedniej części tak czasami było), ale dla mnie to największa wada tytułu.

Wspominałem o rozdziałach. Pierwszy rozgrywa się w scenerii steam-punkowej i choć początkowo wydał się intrygujący (i zgrabnie nawiązał do poprzednika), to jego rozciągłość sprawiła, że czekałem z utęsknieniem, kiedy się skończy. Po nim przenosimy się do etapu podwodnego i tu już zacząłem tracić nadzieję. Część pierwsza na różne sposoby zmieniała lokacje i scenerie, tutaj odniosłem wrażenie, że wymyślono podstawowe sześć poziomów i starano się jak najdłużej zatrzymać w każdym gracza. A żeby nie narzekał, to dodano banalne minigierki. Etap trzeci przeniósł się do orientalnej krainy i choć wyglądał naprawdę imponująco i pięknie od strony graficznej, to już zwątpiłem całkiem, że gra chociaż zbliży się do poziomu przyzwoitej kontynuacji. I tu nastąpiła zaskakująca zmiana. Rozdział czwarty przenosi nas do pałacu królowej, w piątym lądujemy w krainie lalek, a szósty... to już niespodzianka. Niemniej, te trzy ostatnie rozdziały, wraz z fabularnymi przerywnikami sprowadzają wreszcie grę na tory, których po tym tytule oczekiwałem. Jest mrocznie i pięknie, drastycznie i zachwycająco, brutalnie i sugestywnie, sama fabuła zaś subtelnie rozjaśnia przebieg zdarzeń. I choć nie jest to jakieś szczególnie porażające odkrycie, to jednak brawa dla twórców, że zdecydowali się nie wykładać na ławę wszystkich kart, tylko pozwalają poskładać sobie wszystko z zebranych w trakcie gry „wspomnień” i „informacji”.

Koniec końców, Alicja i jej powracające szaleństwo odchodzi z tarczą, a czas z nią spędzony nie należy do zmarnowanych. Nie sądzę jednak, żeby zagościła w moim sercu i pamięci na tak długo, jak jej może i pikselowata, ale zdecydowanie bardziej klimatyczna starsza siostra. I nic nie pomoże to, że nowej można zmieniać sukienki, moce, broń. Nie szata zdobi Alicję.

Screeny

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na grę.
Plusy:

- nareszcie powrót Alicji
- oryginalność wbrew obowiązującym modom i trendom
- oprawa graficzna, choć nie imponuje, to jednak zachwyca urokiem zawiązanie fabuły
- ostatnie trzy rozdziały

Minusy:

- liniowość
- nudna i monotonna w pierwszych trzech etapach
- muzyka nieporównywalnie prostsza i banalniejsza od genialnej w części pierwszej
- mały wybór przeciwników

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -