Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:Metro: Redux (2014)

Metro: Redux (2014)

Metro: Redux (2014)

ocena:9
Producent:4A Games
Wydawca:Deep Silver / Cenega PL
Gatunek:FPS/Survival Horror
Tryb gry:Single
Autor recenzji:gościnnie: Grzegorz Lenartowicz
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W 2005 roku wydano powieść „Metro 2033” autorstwa Dmitrija Głukhovskiego, która odniosła międzynarodowy sukces i dała początek całemu uniwersum, w ramach którego tworzą inni autorzy (chociażby „Dzielnica Obiecana” autorstwa Pawła Majki). Oryginalna książka miała tak gęsty klimat, że niemal namacalnie mogliśmy przenieść się w podziemny, postapokaliptyczny świat metra. Dzieło Rosjanina aż prosiło się o to, by na jego podstawie nakręcić film, bądź też stworzyć grę. Wybrano to drugie rozwiązanie i w 2010 roku mogliśmy zagrać w produkcję o tym samym tytule, która tylko podzieliła losy powieści. Trzy lata później ukazała się kontynuacja gry, zatytułowana „Metro: Last Light”, a rok później „Metro: Redux”, czyli pakiet obydwóch tytułów w zremasterowanej wersji na potrzeby PlayStation 4 i Xbox One. Edycja ta trafiła również na pecety.

Rok 2033, dwadzieścia lat po wojnie atomowej. Niedobitki ludzkości, kilkadziesiąt tysięcy istnień, schroniły się w metrze w Moskwie, które zbudowano tak, by w razie nagłego ataku mogło służyć jako schron przeciwjądrowy. Ocalała społeczność metra, choć na samym początku jednolita, zaczęła dzielić się na coś w rodzaju miast-państw, zrzeszonych wokół danych stacji. Każda z nich rządzi się swoimi prawami. Jedne łączą się ze sobą na zasadzie wspólnoty interesów (np. Hanza), inne ze sobą walczą (np. komuniści z linii Czerwonej i neonaziści z Rzeszy). Jedne stacje są opuszczone, inne przejęte przez bandytów, na jeszcze innych występują zjawiska paranormalne. Promieniowanie na powierzchni wywołało powstanie mutantów, które od czasu do czasu przenikają do ostatniego siedliska ludzkości. Na zewnątrz z kolei wychodzą jedynie stalkerzy – śmiałkowie, którzy poszukują wartościowych rzeczy i znoszą je do metra. W takim świecie nie ma miejsca na sentymenty. Złoto i kosztowności są nic nie warte, a jedyną walutą, która się liczy, jest amunicja wytworzona jeszcze przed wojną jądrową.

W takich realiach przyszło żyć Artemowi – dwudziestoletniemu chłopakowi, mieszkańcowi stacji WOGN, która znalazła się w nie lada tarapatach. Jest bowiem atakowana przez nowy rodzaj stworów – Czarnych (w grze nazywanych Cieniami), wywołujących u ludzi obłęd. W obliczu tej patowej sytuacji na stację przybywa stalker o imieniu Hunter, którego celem jest całkowita eliminacja nowego zagrożenia. Daje on Artemowi swój nieśmiertelnik oraz zleca misję. Ma on przekazać raport z sytuacji na stacji Polis – sercu całego metra. Tak oto zaczyna się jego wędrówka...

Artemem kierujemy w obydwóch tytułach. Żeby jednak gracze nie mieli uczucia, że „grają w książkę”, historia nieco inaczej układa się w grze, choć zachowuje jej ramy. Zacznijmy od kilku szczegółów technicznych: na potrzeby edycji „Redux”, „Metro 2033” przeniesiono na nową wersję silnika graficznego, dostosowanego pod możliwości DirectX 11, dzięki czemu oprawa wizualna w porównaniu z wersją z 2010 roku wygląda prześlicznie. Połączono także niektóre poziomy w jedną całość (np. Biblioteka) i dodano tryby rozgrywki oraz arsenał znany z „Metra Last Light”. Wspomniane tryby, to oczywiście tryb spartański nastawiony na akcję, z dużą ilością zapasów filtrów do masek gazowych i tym podobne oraz tryb przetrwania, w którym oba tytuły pokazują niesamowity pazur. Potwory są tu o wiele bardziej zajadłe, apteczek oraz amunicji jest o wiele mniej, walki na powierzchni z większą ilością wrogów, to prawie zawsze pewna śmierć (choć i w podziemnych poziomach też łatwo nie będzie) a HUD wyświetla mniej informacji. Dlatego częściej będziemy kryć się w mroku i omijać potworki oraz niebezpiecznych ludzi, a potrzebny do walki inwentarz częściej będziemy zdobywać na trupach lub znajdywać w skrytkach stalkerów. Co ważne, na powierzchni z racji występowania promieniowania, maska przeciwgazowa wraz z filtrem to konieczność. Bez nich Artem zaczyna się dusić i umiera. Co więcej: czas działania filtra maski sygnalizować będzie nam zegarek głównego bohatera i w razie co będziemy musieli szybko go zmienić.

Choć wspominałem o tym, że starać się będziemy ukrywać, walki z otwartą wymianą ognia do rzadkości wcale należeć nie będą, choć trzeba być przy nich ostrożnymi. Warto wspomnieć, że możemy eliminować wrogów z ukrycia skradając się za ich plecami, by w odpowiednim momencie wbić im nóż w gardło, albo ich ogłuszyć.
Starcia z ludźmi są łatwiejsze, ale nie oznacza to, że jest prosto. Sztuczna inteligencja jest całkiem dobrze zaprogramowana, i żołnierze po wykryciu nas nawołując meldują o naszej obecności, celnie ostrzeliwują Artema i niekiedy też widząc przewagę po swojej stronie, szturmują jego pozycję. Potwory z kolei biegną na nas we frontalnym ataku, ale ich atutami jest szybkość, niekiedy zaskoczenie ale przede wszystkim ich liczba. Do tego trzeba doliczyć występowanie bossów.

Liniowy charakter gry zupełnie nie przeszkadza w rozgrywce. Poziomy na stacjach stanowią całkiem miłe urozmaicenie. Tutaj możemy zakupić lub zmodyfikować posiadaną broń czy też wziąć udział w minigrach. Arsenału, którym możemy się posłużyć, jest całkiem sporo, począwszy od noży, poprzez kilka rodzajów granatów, karabinów, strzelb, na bombach skończywszy. Artem może maksymalnie nosić trzy bronie, do tego dochodzą też wspomniane możliwości ich modyfikacji. Mnie najbardziej do gustu przypadło połączenie kałasznikowa z celownikiem laserowym, sześciostrzałowy shotgun zwany ubojnikiem (z celownikiem optycznym) i tradycyjny rewolwer. Zestaw ten znakomicie sprawdził się w większości starć w obu tytułach.

Zremasterowane „Metro 2033” prezentuje się zatem bardzo okazale i naprawdę sporo jego fragmentów zapamiętacie na długo. Z kolei trochę inaczej postąpiono z „Metro Last Light: Redux”. Ta wersja została również przeniesiona na nową wersję silnika graficznego, jednak w porównaniu do edycji z 2013 roku, niezbyt się zmieniła. Udostępniono wszystkie DLC'ki, jakie pojawiły się do zwykłej wersji. W nich przyjdzie nam pokierować innymi postaciami, także tymi, które pojawiają się w głównym wątku. Gra nawet w trybie survivalowym ma bardziej akcyjny ton niż „Metro 2033”, niemniej nie oznacza to, że jej przejście będzie dość łatwe.

„Metro Redux” to pakiet, do którego właściwie ciężko się przyczepić. Obie gry oferują tryby rozgrywki zależne od gustu graczy, są świetnie opowiedziane i posiadają niesamowity klimat horroru science fiction, dzięki któremu potrafią przykuć na długie godziny. Do tego wizualnie prezentują się prześlicznie. Jest niestety problem z linuksowym portem „Last Light Redux”, bowiem w niektórych fragmentach komputer po prostu nie wyrabiał pomimo tego, że spełniał wymagania tego tytułu. Z „2033 Redux” takich kłopotów nie było.

Na koniec drobna uwaga – gra oferuje kilka wersji językowych, jeśli chodzi o dubbing postaci. Do tego dołączono także napisy (jest i polska lokalizacja). Co prawda angielskie głosy wypadają dobrze, ale zdecydowanie dodatkowego klimatu rozgrywce dodaje włączenie rosyjskiej wersji dialogowej.

Podsumowując – jeśli graliście w zwykłe „Metro 2033” (do tego czytaliście powieść) i „Last Light”, pakiet „Metro: Redux” może dla Was stanowić miłe odświeżenie obu tytułów. Jeśli nie graliście, to byłoby warto zaopatrzyć się w oba tytuły. Fanów postapokaliptycznych klimatów chyba nie muszę przekonywać.

Screeny

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na grę.
Plusy:

+ świetnie odtworzony powieściowy klimat horroru sci-fi w obydwóch grach
+ przepięknie zremasterowane „Metro 2033”
+ realistycznie przedstawione postaci
+ zakończenia obydwóch tytułów

Minusy:

- dla niektórych: liniowość
- optymalizacja linuksowego portu „Metra: Last Light Redux”

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -