Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:The Evil Within

THE EVIL WITHIN

The Evil Within

ocena:8
Producent:Tango Gameworks
Wydawca:Bethesda Softworks
Gatunek:Action Horror
Tryb gry:Single
Autor recenzji:Bartosz Trędewicz
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Ogarnęło mnie ogromne podniecenie i chęć wyczekiwania była wielka. Facet, który nazywany jest ojcem survival horrorów powrócił ze swoim nowym projektem. I zapowiedziany on został pod roboczą nazwą "Zwei". Dlaczego właśnie tak? Bo to przecież po niemiecku "Dwa", a wydany w 2014 roku tytuł, jest drugą marką Shinjiego Mikamiego w tym gatunku, po kultowym "Resident Evil".

Ostatecznie nie zostano przy nazwie "Zwei", a gra została nazwana "The Evil Within". W Europie, bo w Japonii, jak również w przypadku "Rezydencji Zła", tytuł jest inny. U nich, drugi horror Japończyka, to "Psycho Break" i przyznam, że o ile "nasza" wersja podoba mi się bardziej, to azjatycka pasuje do samej gry, jak ulał.

Od początku było jasne, że "The Evil Within" bliżej będzie do "Resident Evil 4", niż do pierwowzoru, więc nie było tutaj żadnego zaskoczenia. Zresztą porównanie do czwórki nie jest przypadkowe, bo od razu Mikami przyznawał, że właśnie w takim stylu będzie to tytuł. I chociaż osobiście aż takim wielkim fanem tamtej gry nie jestem (choć nie mówię, że nie jest to rzecz dobra, bo jest), miałem duże oczekiwania wobec projektu "Zwei".

Wcielimy się w postać Sebastiana Castellanosa. Detektywa, który zostanie wezwany do szpitala Beacon Mental Hospital, znajdującego się w Krimson City, aby zbadać zagadkę masowego morderstwa. Nasz protagonista nie udaje się na miejsce zbrodni sam, lecz ze swoimi towarzyszami – Josephem oraz Julie. Szybko jednak zostanie od nich odseparowany, bowiem przeglądając kamerę z monitoringu, na której zobaczy dość nietypowe rzeczy, zostanie zaatakowany. Gdy się obudzi, będzie wisiał z sufitu do góry nogami, a w pobliżu znajdowały się będą ludzkie ciała (bądź ich kawałki) oraz jakiś sadystyczny typ, który nie do końca wygląda jak człowiek. Naszym zadaniem będzie wydostanie się z tego obskurnego miejsca, jakim są podziemia Beacon, i opuszczenia szpitala. Na zewnątrz nie będzie jednak lepiej. Miasto wygląda na totalnie zgładzone, a my postaramy się dowiedzieć dlaczego.

Tak jak Residenty nigdy nie błyszczały niesamowitą fabułą, tak i "The Evil Within" również nie rzuci nas raczej swoją historią na kolana. Przez większą część gry raczej skupiałem się bardziej na samej rozgrywce niż na pytaniach próbujących rozwikłać tajemnicę, która i tak do końca wyjaśniona nam nie zostanie. Mimo wszystko końcówka wypada pod tym względem naprawdę nieźle.

Ale nie fabuła będzie tutaj najmocniejszym punktem programu. A co? Rozgrywka. W "The Evil Within" po prostu chce się grać. Przemierzanie kolejnych lokacji i walczenie z kolejnymi hordami przeciwników wypada bardzo satysfakcjonująco. Oręż, którą będziemy dzierżyli nie jest może bardzo szeroka, ale przydatna i praktycznie z każdej skorzystamy. Poznamy siłę rewolwera, shotguna, snajperki, magnuma, granatów czy kuszy zwanej Agonią, która ma różnego rodzaju bełty. Każdą z nich będziemy mogli w trakcie gry ulepszyć za punkty, które znajdziemy w postaci zielonego żelu. Ulepszymy także medykamenty, zdolności i trzeba przyznać, że jest tego całkiem sporo. Na pewno nie uda nam się rozwinąć wszystkiego podczas tej zabawy, mimo że do krótkich ona nie należy.

Ten tytuł nie jest skierowany do osób, które liczą na wielkie przeżycia związane z odczuwaniem dyskomfortu, zwanego strachem. Ta gra raczej tego nie robi. W sumie był tutaj tylko jeden motyw, kiedy się trochę bałem. Było to w pewnym dużym budynku, kiedy to główny antagonista - Ruvik - zamieniał na naszych oczach rzeczywistość i szedł za nami, a kiedy już był obok Sebastiana, kończyło się to śmiercią. Wystarczył jeden cios, a wobec naszego przeciwnika jesteśmy w tym momencie kompletnie bezsilni. Nie działa na niego żadna broń, więc można się poczuć troszkę jak w grach od Frictional Games, do których łaknących emocji związanych z przerażeniem, zdecydowanie odsyłam. Ale nie znaczy to, że "The Evil Within" wyprane jest z klimatu. Psychodeliczna zabawa twórców często serwuje nam tutaj niemały mindfuck, a mroczne lokacje witają nas (nie)przyjemną atmosferą. Oczywiście faktem jest, iż nie jest tak przez cały czas, ponieważ TEW posiada bardzo zróżnicowane miejsca akcji i porę, która nie zawsze jest nocą. Kiedy przywita nas blask słońca i jasne, dzienne niebo, nie poczujemy klimatu horroru, a wesołą sielankę. Nie jest to jednak wada. Wręcz przeciwnie. "Zwei" to rzecz na tyle długa, że zróżnicowanie lokacji oraz serwowanie innych klimatów jest dużym plusem i sprawia, że dzięki temu nie popadniemy tutaj w monotonię, co przy zabawie na około piętnaście godzin, łatwe na pewno nie jest.

I naprawdę duże brawa należą się za stworzenie gry, która tak bardzo stawia na akcję, jest długa, a mimo to ani przez chwilę nie nudzi. Nie można także pominąć jednej ważnej kwestii – trudności. Mikami zakpił sobie z dzisiejszych graczy, którzy lubią sobie "przebiec" przez grę rozwalając przeciwników bez najmniejszego problemu. Gra jest bardzo wymagająca, a poziom trudności w niektórych momentach wywoływał na mojej twarzy uśmiech bezradności, gdzie w głowie siedziała myśl: "To już jest przegięcie. Nie ma szans, żebym to przeszedł". Oczywiście było to tylko chwilowe, ale niektóre sekwencje z większą ilością przeciwników naprawdę sprawiły, że musiałem wypluć praktycznie całą amunicję, i tak po jednym rozdziale zostałem z dosłownie kilkoma nabojami do jednej broni – rewolweru.

Oczywiście poziom trudności idzie w parze z ilością amunicji, która jest tutaj na wagę złota. Nigdy nie będzie jej za dużo, ale z pomocą w jej oszczędzaniu przyjdzie nam jeszcze jeden przedmiot, który należy potraktować w TEW jako broń, i to naprawdę świetną – zapałki. Za pomocą zapałek możemy podpalać przeciwników, którzy automatycznie są wtedy skazani na śmierć. Dlatego niejednokrotnie strzelałem potworowi w nogi i kiedy się przewrócił, szybko go podpalałem. To nie tylko oszczędność amunicji, ale i szansa, że w ogień wpadnie następna kreatura biegnąca właśnie w naszym kierunku. Zabijać możemy również po cichu – od tyłu – ale przy większej ilości adwersarzy będzie to sporym kłopotem.

Leczyć możemy się za pomocą takich medykamentów, jak strzykawki oraz apteczki. Oczywiście ich ilość woła o pomstę do nieba. O ile od połowy gry strzykawek nagle zaczyna się pojawiać całkiem sporo, to apteczek podczas tych piętnastu rozdziałów znalazłem tyle, że policzyć je można na palcach jednej ręki.

Grafika może do najpiękniejszych nie należy, ale za to design lokacji wypada bardzo dobrze. Zróżnicowane, mroczne, często splamione krwią, psychodeliczne, a po chwili spokojne, słoneczne, bądź deszczowe. Udźwiękowienie standardowe, ale muzyka była raczej obok mnie. Nie zwróciłem na nią kompletnie uwagi. Ale, co w "The Evil Within" urzeka i absolutnie odróżnia od wcześniejszej twórczości Mikamiego? To surrealizm. Przemierzamy jakąś kopalnię, aby za chwilę ekran się rozmył, a my znajdujemy się w zupełnie innym miejscu. To tylko przykład, bo takich rzeczy jest mnóstwo. Koszmarów rodem z "Silent Hill", zabaw percepcją.

Gra zapisuje się co jakiś czas, ale znajdujemy również pewna miejsca z charakterystyczną wstawką muzyczną. Właśnie w takich miejscach na ścianie wisi lustro, które pomoże nam w teleportacji do naszego safe zone'u. Będzie to szpital, w którym możemy zapisać stan gry, upgrade'ować nasze zdolności, czy skorzystać ze znalezionego w trakcie rozgrywki kluczyka (znajdujemy je w kamiennych statuetkach), aby otworzyć sobie szafeczkę z jakąś niespodzianką (żel, amunicja, zapałki etc.).

Wspominałem o tym, że mamy tutaj mnóstwo akcji, a wciąż nie wspomniałem z czym nam przyjdzie walczyć. Standardowym przeciwnikiem są zombiepodobne kreatury, które zachowują się podobnie do Ganados z "Resident Evil 4". Wyglądają jednak lepiej od swoich vis-a-vis, bardziej upiornie. Oczywiście po pewnym czasie zaczną korzystać z broni palnej, dynamitów, czy kuszy. Czasem spotkamy jakiegoś większego przeciwnika, a na naszej drodze stanie także niejeden boss. Walki z nimi wypadają świetnie. To wymagające starcia z bardzo dobrze wyglądającymi stworzeniami. Najbardziej będę wspominał Laurę oraz Boxheada, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć aż po trzy razy, a także głównego antagonistę gry, czyli Ruvika. Ale nie tylko przeciwnicy odbiorą nam tutaj mnóstwo zdrowia. "Wewnętrzne zło" to gra, w której roi się od pułapek, dlatego należy grać bardzo ostrożnie, aby nie wpaść w sidła, nie nadziać się na jakieś kolce, czy nie wybuchnąć razem z bombą.

Mikami odświeżył nieco "Resident Evil 4", powrzucał ciekawych przeciwników i przyprawił Silentowym surrealizmem, dzięki czemu powstał bardzo udany tytuł, który mimo kilkunastu godzin zabawy, nie nudzi ani przez moment. To Survival horror. Przez małe "h", bo "The Evil Within" raczej straszne nie jest. Za to przez ogromne "S", bo to tytuł bardzo trudny i wymagający. No i oczywiście bardzo dobry, więc warto czekać na jego sequel.

Screeny

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na grę.
Plusy:

- satysfakcjonująca rozgrywka
- design i zróżnicowanie lokacji
- świetnie zaprojektowani antagoniści
- surrealistyczna atmosfera
- dość długa i przepełniona akcją, a mimo to nie nudzi
- stanowi spore wyzwanie…

Minusy:

- …przez, które nie każdy przebrnie
- drugoplanowa fabuła
- niezbyt straszna

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -