Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:Everybody’s Gone to the Rapture

EVERYBODY’S GONE TO THE RAPTURE

Everybody’s Gone to the Rapture

ocena:10
Producent:The Chinese Room/SCE Santa Monica Studio
Wydawca:Sony Computer Entertainment
Gatunek:Przygodowa/Art Game
Tryb gry:Single
Autor recenzji:Justyna Metzger
Ocena autora:10
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć. (...)
Czesław Miłosz, „Piosenka o końcu świata”

Anglia, lata osiemdziesiąte. Fikcyjna wieś Yaughton w hrabstwie Shropshire pozornie nie różni się od innych malowniczych zakątków na wyspach. Mijamy zadbane domy i ogrody, sklepy, typowy angielski pub, piękne sady. Zewsząd rozlega się śpiew ptaków, a letni wietrzyk niesie ze sobą pyłki traw. Jednak w ten sielankowy krajobraz wkrótce wkrada się poczucie, że coś tu nie gra. Yaughton jest kompletnie opustoszałe. O niedawnej obecności mieszkańców świadczą wciąż tlące się niedopałki papierosów, kubki niedokończonej herbaty i zmięte, zakrwawione chusteczki…

Studio The Chinese Room zdobyło rozgłos eksperymentalną przygodówką „Dear Esther”. Specyficzna, epistolarna narracja i praktyczny brak interakcji sprawił, że część osób nazywała tę grę pogardliwie „symulatorem chodzenia”, ale to nie zmieniło pozytywnego odbioru krytyków. Twórcy „Dear Esther” postanowili wprowadzić więcej interaktywnych elementów do swojej kolejnej produkcji. Przy pracy nad scenariuszem do nowej gry inspirowali się brytyjską fantastyką postapokaliptyczną z lat 60. i 70. (m.in „Dzień Tryffidów” Wyndhama czy „Śmierć trawy” Youda). I tak narodziła się „Everybody’s Gone to the Rapture”.

Przemierzamy Yaughton jako milczący, bezimienny (a być może też bezcielesny) obserwator. Interakcje sprowadzono do otwierania drzwi i bramek, odbierania telefonów, odsłuchiwania taśm magnetofonowych. Mimo braku mapki i jakiegokolwiek menu w rozległym, otwartym świecie gry ciężko się pogubić. Niezależnie od obranych ścieżek i kolejności, w jakiej odwiedzamy miejsca, zawsze dotrzemy do tego samego zakończenia.

Nagrania, komunikaty radiowe i ulotki powoli odsłaniają przed nami, co wydarzyło się w wiosce. Od czasu do czasu spotykamy na swojej drodze świetliste obiekty, które przybierają kształt sylwetek nieobecnych mieszkańców i odtwarzają dialogi z przeszłości. Historia podzielona jest na sześć segmentów, w których poznajemy losy pierwszoplanowych bohaterów (przez grę przewija się oczywiście dużo więcej osób).

Najważniejszą postacią jest Kate Collins. Amerykanka nie jest akceptowana przez prowincjonalną społeczność ze względu na swoje pochodzenie, intelekt i status naukowca. Sytuacji nie poprawia fakt, że Kate ma teorię dotyczącą przerażających i niewyjaśnionych zjawisk, która zupełnie nie zgadza się z wyobrażeniami reszty mieszkańców. A dzieje się rzeczy faktycznie przerażające: na niebie pojawiają się dziwne świetlne wzory, w ciągu jednego dnia giną wszystkie okoliczne ptaki, część mieszkańców zaczyna dostawać krwotoków lub znikać w niewyjaśnionych okolicznościach.

Oprawa wizualna gry zapiera dech w piersiach. Ogromny, otwarty świat stworzono z dbałością o najmniejsze detale. Nie ma większego sensu odpalać „Everybody’s...” na laptopie czy pececie, który spełnia jedynie minimalne wymagania. Kolejnym mocnym punktem są efekty dźwiękowe i muzyka skomponowana przez Jessicę Curry – bezsprzecznie jeden z najpiękniejszych soundtracków do gier, jakie słyszałam. Rozgrywkę, a może raczej podróż po Yaughton przewidziano na około 4–5 godzin, w trakcie których powinniście totalnie wsiąknąć w intrygującą historię.

Gra nie jest straszna w potocznym tego słowa rozumieniu. Nie ma tu jumpscare’ów, jeśli jednak zaszyjecie się w ciemnym pokoju sam na sam z grą, to możecie się poczuć co najmniej nieswojo. „Everybody’s Gone to the Rapture” zdecydowanie nie jest produkcją dla wszystkich, jest jednak świetną propozycją dla tych graczy, którzy bardziej koncentrują się na fabule niż samej rozgrywce. Jeśli kojarzycie takie tytuły jak „Dear Esther”, „Zaginięcie Ethana Cartera” lub „Gone Home” i nie należą one do waszych ulubionych, to i tutaj nie znajdziecie prawdopodobnie nic dla siebie. W przeciwnym wypadku zapraszam do przeżycia najpiękniejszej apokalipsy.

Screeny

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na grę.
Plusy:

+ ciekawa, przejmująca historia
+ atmosfera melancholii i nieuchronnego końca
+ piękna oprawa wizualna
+ rewelacyjny soundtrack

Minusy:

- dla niektórych graczy może okazać się za mało lub zupełnie nie straszna

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -