Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



OkoLica Strachu 2 - opinia
01:33, 04.10.2016 | Shadock
Właśnie na rynek trafił trzeci numer OkoLicy Strachu, zanim jednak przyjrzymy się najnowszemu dziełu Sebastiana Sokołowskiego i ekipy z Okiem na Horror, czas przypomnieć numer poprzedni. A w zasadzie napisać o nim kilka słów, bo przeszedł u nas bez echa. Zupełnie niezasłużenie.

To co elektryzuje od samego początku, to nazwiska, które pojawiają się na okładce – wynaleziony w odmętach czasu Tadeusz Oszubski, jeden z pionierów gatunku na naszym rynku, Kazimierz Kyrcz i Stefan Darda, będący już synonimamy jakości i sukcesu w tej mrocznej stylistyce. Ale z całym szacunkiem dla nich wszystkich – OkoLica Strachu zrobiła wywiad z mistrzem klasy B-Z – Guyem N. Smithem, a na dokładkę zaserwowała nam opowiadanie Aleistera Crowleya w tłumaczeniu, a jakże – Krzysztofa Azarewicza. Jeśli więc ktoś jeszcze miał wątpliwości, że ma do czynienia z pismem profesjonalnym, to chyba w tym momencie już je stracił.

Nie ma w tym zresztą nic dziwnego. Pierwszy numer zebrał liczne pochwały i widać, że w zasadzie do każdego elementu twórcy przyłożyli się tak, by druga odsłona wypadła jeszcze korzystniej. Znakomita okładka Petera Stanimirova, świetna oprawa graficzna, żadnych zastrzeżeń co do łamania i korekty. Muszę przyznać, że momentami wygląda to bardziej profesjonalnie, niż wiele pism (i książek!), które trafiają w moje ręce. Widać tu serce włożone w każdą stronę i nie ma w tym ani odrobiny kokieterii.

„Ładna miska żreć ci nie da” - mawia stare porzekadło, nie ma więc co roztkliwiać się nad uroczą i klimatyczną oprawą, trzeba przejść do dania głównego – czyli zawartych między okładkami treści. Zwyczajowo pominę milczeniem opowiadania – tak jak poprzednio, jest to kwestia gustu, zróżnicowanie mamy spore, poziom wygórowany. W moim mniemaniu na szczyt wybija się pełen beznadziejności i smutku tekst Crowleya, ale niewątpliwie każdy znajdzie tu coś dla siebie. Ważniejsze jednak dla mnie są treści publicystyczne oddzielone wywiadami. Pierwszy, świetny ze Stefanem Dardą, a zaraz potem całkiem przyjemna fanowska rozmowa z Guy'em N. Smithem niewątpliwie zadowolą zarówno miłośników mainstreamu, jak i zwolenników nostalgicznych wycieczek do krainy kiczu. No i wreszcie danie główne, czyli teksty publicystyczne, czyli coś, co wyróżnia ten periodyk spośród wszystkich innych, czyni go ostatnim bastionem inteligentnych wypowiedzi w światku polskiego horroru, gdy wszystkim już się mądrze pisać odechciało, albo co gorsza, już tylko o tym mówią – i to najczęściej bez przygotowania.

Istotnym punktem jest fakt, że dział publicystyki zdominowały kobiety, i to nie tylko ilością prezentowanych treści, ale ich jakością. Autorki opowiedzą i o dybuku, i o feminizmie, o dramatach mistycznych i grozie w sztuce obecnej w przestrzeni miejskiej. W zasadzie jedynie tekst pani Doroty Wasiucionek zaledwie porusza czubek góry lodowej i kończy się w zasadzie zanim się zacznie. Tym samym jedynie Krzysztof Biliński ze swoim „Kształtem przeciw chaosowi” może stanąć w szranki z płcią przeciwną. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, o gustach się ponoć nie dyskutuje, ja jednak już wiem po tym numerze, czyich „felietonów” czytać już nigdy nie będę. Cenię humor, cenię dystans, ale szkolne wypracowania to na co dzień mam... w szkole.

Jest to jednak jedyny minus, który przychodzi mi do głowy, gdy po raz kolejny wertuję drugi numer OLS-a. Krótko mówiąc, periodyk spełnił wszystkie pokładane w nim nadzieje, co jeszcze lepiej obrazuje numer trzeci, o którym wkrótce napiszemy słów kilka.
Źródło:własne

komentarze[0]   [Wróć do spisu news'ów]

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -