Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



OkoLica Strachu 4 - opinia
22:36, 28.11.2016 | Shadock
Sebastian Sokołowski to jeden z niewielu w Polsce piewców grozy i horroru, który mimo wielkiego sentymentu do lat 80-tych i 90-tych, a przede wszystkim ery Phantom Press i Amber Horror potrafi spojrzeć na owo zjawisko z dystansu i wyciągnąć daleko idące wnioski na przyszłość. To wreszcie jedna z ostatnich osób, która po prostu promuje horror jako swój ukochany gatunek, nie licząc przy tym w żaden sposób, że przy okazji ugra coś dla siebie, że dzięki temu uda mu się gdzieś wcisnąć ze swoimi opowiadankami i innymi historyjkami. Wreszcie to facet, który o grozie literackiej pisze, nie mówi w przegadanych i nudnych podcastach. Kwintesencją tych wszystkich cech jest zaś „OkoLica Strachu”, której Sebastian jest naczelnym.

Właśnie doczekaliśmy się numeru specjalnego, co może dziwić, biorąc pod uwagę, że nie minął jeszcze rok odkąd pismo pojawiło się na rynku. Jeśli jednak patrzeć na poziom poprzednich odsłon periodyku, oraz reakcję konkurencji (jakiej konkurencji?), a przede wszystkim okres przedświąteczny, takie zagranie okazuje się jak najbardziej zasadne. A jeśli wziąć pod uwagę zawartość, to możemy mówić tylko o prezencie dla fanów grozy. Bo o ile OLS jest kwintesencją Sokołowskiego, co podkreślałem w poprzednim akapicie, to najnowszy numer jest po prostu kumulacją idei tego pisma.

Jak zwykle uwagę przykuwa okładka, tym razem autorstwa Mariano Villalba, człowieka, który ma na koncie współpracę m.in. z Robem Zombie. To coś mówi o poziomie i aspiracjach pisma, prawda? Jeśli zaś wziąć pod uwagę, że na wspomnianej okładce piętrzą się nazwiska Thomasa Ligottiego, Guya N. Smitha, Morta Castle, Edwarda Lee, Ramsey Campbella to widać, że nie ma tu czczych przechwałek. To poziom światowy i tyle. Kropką nad „i” jest opowiadanie „Do diabła z tym wszystkim” pochodzące z nagrodzonego prestiżową World Fantasy Award zbioru „Tiny Deaths” Roberta Shearmana. Nie myślcie jednak, że pismo stawia tylko na zagranicznych pisarzy. Mamy tu solidną reprezentację poczynając od znakomitego jak zawsze Piotra Kulpy, przez niestrudzonego Mariusza „Orła” Wojteczka, na młodej krwi polskiej grozy (Jacek Piekiełko, Marcelina Lewandowska i Artur Jastrzębowski) kończąc. Poziom jest oczywiście różny, choć wyrównany, a pewne jest to, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Szczególnie, że w tym numerze pisma postawiono na ilość prozy, przedkładając ją (dla mnie niestety) nad publicystykę.

Bardzo cieszy mnie fakt zaistnienia w OLS-ie komiksu, bardzo ważnej i niebanalnej dziedziny sztuki, w której horror odniósł jedne z najbardziej spektakularnych sukcesów (wspomnijmy tylko „Sandmana” i „The Walking Dead”). W numerze prezentuje się natomiast zaskakująco Joanna Łańcucka z podlaną czarnym humorem opowieścią „Supergruba”.

W części publicystycznej też jest grubo. Najpierw krótkie, ale treściwe wywiady z Ramseyem Campbellem i Edwardem Lee, a później już prawdziwe naukowe mięcho – podane tak rzeczowo i konkretnie, że tym razem zamykający całość Kazimierz Kyrcz Jr ze swoimi „Strachami małymi i dużymi” wypada niemal frywolnie i trochę nie na miejscu, ale widać już taka specyfika OLSa by na koniec zawsze nieco spuścić z tonu. A trzeba przyznać, że tym razem potrzebne to było jak rzadko kiedy. Jak zwykle bowiem świetny Piotr Borowiec oprowadza nas po Londynie (już po raz ostatni), niezłomna Magdalena Kamińska serwuje polityczną analizę kina grozy, Olga Kowalska w specyficzny sposób opisuje wciąż kwestie kanibalizmu, a Krzysztof Grudnik zastanawia się, gdzie są granice literatury niesamowitej. Wszyscy jednak bledną przy tekście Filipa Szyszko, który tradycyjnie zabiera nas do kostnicy, ale tekstu tego nie powinni czytać rodzice, zwłaszcza oczekujący dziecka. To właśnie dzięki niemu na okładce znajduje się oznaczenie +18 i wierzcie mi, to on zostaje w pamięci przytłaczając genialną całość.

OLS w wydaniu specjalnym to znów dawka opowiadań i publicystyki na tak wyśrubowabym poziomie, że zaczynam się zastanawiać nad pewnym niepokojącym faktem. Sebastianowi Sokołowskiemu udało się zebrać wokół siebie niezwykle profesjonalną ekipę zakochaną po uszy w horrorze i grozie, świadomą ich wad, ale i ogromnego potencjału, który czyni go tak wyjątkowym. Boję się jednak, czy światowy poziom (bo z takim właśnie się tu spotykamy) nie okaże się dla polskich odbiorców za wysoki, czy nie jest to rzucanie pereł przed wieprze. Chciałbym się mylić, byłby to bowiem dowód nie tylko na faktyczny renesans literatury grozy w Polsce, ale pełne narodziny prawdziwej sceny, która wokół OLSu się skupiła.



komentarze[0]   [Wróć do spisu news'ów]

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -