Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Nie trzymaj swoich prac w szufladzie! Chętnie nawiążemy współpracę z autorami opowiadań grozy (nieważne, czy jesteś debiutantem w tej dziedzinie, czy też doświadczonym pisarzem). Wszystkie oryginalne i ciekawe prace opublikujemy na stronie. Opowiadania proszę wysyłać na adres: m_ario@poczta.onet.pl
Publikowane tutaj teksty zamieszczamy w formie, w jakiej otrzymujemy je od autorów.
Nie prowadzimy korekty tych tekstów - wszelkie zastrzeżenia, co do ewentualnych błędów, prosimy kierować do ich twórców.

Najnowsze opowiadania:

To dla Ciebie Jimmy!
Ernest Fałkowski
27-08-2010

„Lubiłem ten widok i w końcu zasmakowałem w cieplej krwi. Piłem krew z cielęcia i wieprza. Dawali mi rzeźnicy, ile chciałem. Wiedziałem, ze ich to bawiło, i dziwili się mi, a ja z tego korzystałem. Zabijałem potem żaby, kury, gawrony, krety i cielęta. Matka o tym nic nie wiedziała, a dla niepoznaki odmawiałem jej zabicia ryby czy drobiu na obiad, choć to powstrzymywanie się dużo mnie kosztowało, bo przecież tak lubiłem wydłubywać oczy ptakom, pruć ich flaki i lizać krew.” - Karol Kot Jimmy udawał wampira. Był w tym ma tyle dobry, że od lat mieszał w głowach nastoletnim fankom. Prawdziwie ...

czytaj całe opowiadanie
HIENY
Jacek Barczyński
13-08-2010

Świat nieuchronnie pogrążał się w zapadającym zmroku. Nachodził czas, w którym noc zachłannie zagarniała dla siebie, tak wyczekiwaną i należną jej władzę. Myli się jednak ten, kto sądzi, że mrok zazdrośnie ukrywa świat przed ludzkimi oczami. Nocą znacznie wyraźniej można dostrzec to, co jest niewidocznym za dnia. Ulicę Saint – Antoine, ciągnącą się wzdłuż kamiennego, wysokiego przeszło na dwa metry muru, ogradzającego cmentarz, spowijał blady półmrok, mizernie rozświetlany dwiema gazowymi lampami. Nazwa tej cichej ulicy, wywodziła się właśnie od imienia świętego, nadanego założonej tutaj nekropolii. Cmentarz miał kształt prostokąta, szerokiego prawie na pół wiorsty i rozciągającego się na dwóch niewielkich wzgórzach. ...

czytaj całe opowiadanie
ŚWIT
Marcin Kamiński
02-08-2010

Księżyc wyłonił się dostojnie zza chmur. Noc była jasna, ciepła, w powietrzu rozchodziła się słodka woń sierpnia i skoszonego zboża. Ciszę przerywało tylko ciche granie świerszczy. Chciwie kąpała swoją twarz w blasku gwiazd, czuła jak przenika ją ich moc. Była rozpalona jak sierpniowa noc. Była szczęśliwa. Czekała. Każdy najmniejszy szmer wydawał się jego krokami. Wyczuła go intuicyjnie, odwróciła się. Stał tuż za nią. Był blady, bledszy niż nikły blask księżyca. Spoglądał na nią wzrokiem pełnym chciwości i pożądania. Czuła od niego zimno, moc i mrok. Przerażał ją i jednocześnie pociągał. Zrobiła krok naprzód, znalazła się w jego ramionach. - Kocham ...

czytaj całe opowiadanie
MAŁA MISS
Anita Weremczuk
19-07-2010

„Przepraszamy za utrudnienia. Usterka wkrótce zostanie naprawiona.” Szczupłe palce bębnią ze zdenerwowania w okienko bankomatu. „Enter” nie działa. Klawisze wciskane na oślep skrzypią na mrozie drażniącym dźwiękiem. – Psia krew! – mówi do siebie kobieta, poczym wyciąga z włosów metalową spinkę. – Nie daruję ci tego… – zaczyna dłubać nią w otworze na kartę, ale po chwili zaprzestaje czynności; wsuwka wykrzywia się w podkowę i grzęźnie w dziurce. – Jedziemy do klubu, już! – kobieta chwyta za rękę stojącą obok dziewczynkę. Prawie że w powietrzu ciągnie ją do samochodu. Szosa ...

czytaj całe opowiadanie
OFIARA
09-07-2010

- Grzesiu, Grzesiu ile razy mam ci powtarzać, że potwory nie istnieją?- Adam był wyraźnie podirytowany zachowaniem młodszego brata. - Ale ja to widziałem! Widziałem! Chodź, zobaczysz!- podekscytowany malec ciągnął starszego brata za rękaw w stronę stodoły- musisz to zobaczyć! - No dobra, ale jeżeli niczego tam nie będzie to nie zbliżysz się przez tydzień do mojego komputera. Zgoda? - Jaaaasne, tylko chodź już! Opór Adama zelżał, dwudziestoletni chłopak pozwolił dziewięcioletniemu braciszkowi chwycić się za dłoń i poprowadzić w stronę stodoły. Kilkanaście metrów przed budynkiem malec się zatrzymał. Starszy brat spojrzał na niego zdziwiony. - Nie idziesz dalej? Zmieniłeś zdanie? - Nie zmieniłem, ale ja ...

czytaj całe opowiadanie
DOG IN THE FOG
Wojciech Kudłacik
02-07-2010

Mgła była gęsta jak mleko. Biegł już długo, najszybciej jak potrafił. Czuł, że zaczyna tracić oddech, że dalej nie da rady, że zaraz położy się na ulicy i będzie czekał. Czekał na śmierć. Jednak strach dodawał mu siły. Biegł przed siebie, zagubiony, wiedział, że nikt mu nie pomoże. Słyszał za sobą jego oddech, wiedział, że jest coraz bliżej. Gardłowy warkot niósł się cichym, a zarazem, jakże przerażającym, echem po pustej ulicy. Był tuż za nim. Skręcił w bramę, która według niego wydawała się bezpieczna i dawała chociaż cień nadziei na ucieczkę. Wpadł sprintem na jakiś dziedziniec, który, jak zdążył szybko zauważyć, ...

czytaj całe opowiadanie

.:Horror Online poleca:.

Śmiertelne Zmęczenie

Obudziłem się o poranku, kolejnego pustego dnia. W zasadzie nawet dobrze nie wiem, po co. Będę miał kilkanaście godzin, aby odkryć to jeszcze przed zmierzchem. Położę się spać wiedząc, jaki był cel mojej dzisiejszej egzystencji… albo nadal będę po prostu rozproszony i sfrustrowany. Stawiam na tę drugą opcję. Moje imię… tak naprawdę, nie ma ono najmniejszego znaczenia. Ludzie nadają imiona swym dzieciom, aby uchronić je przed losem tysięcy powielonych kurczaków, tłoczących się w ciasnocie kurzej fermy. Później jednak posuwają się o kilka kroków za daleko, usiłując wmówić sobie i innym znaczenie cech charakteru czy temperamentu, przypisane do danego imienia. Imię to tylko imię. Artefakt kodu cyfrowego. Nazwy handlowej produktu. Ale nie genom, w którym znajdują się ludzkie emocje. Piję kawę. Nie spieszę się nigdzie. Mogę do woli delektować się jej ciepłem, aromatem, czernią koloru… A raczej: mógłbym, gdybym potrafił.

Jakub Zieliński

Jawor

- Babciu? – rozpoczął rozmowę Korfanty. – Jesteśmy już na miejscu. Zaraz wychodzimy w góry... Nie, nie, na Bazaltową... acha... nie, nie babciu, wszystko już zaplanowaliśmy... trzeciego sierpnia będziemy w Jaworze... tak, tak mamy śpiwory... wiem, że pogoda bywa tu zmienna... w czwartek... tak, pamiętam, umówiliśmy się ze zespołem na 18-tą... Szenek… znaczy Radek, na pewno będzie... babciu, przecież to jego praca magisterska – zirytowany westchnął i wymownie spojrzał na stojącego obok Szenka. – Nie, nie mam komórki... skąd? Z budki, przy spożywczym... babciu, przepraszam, zaraz mi się skończą impulsy – skłamał. - Tak, w czwartek, na obiedzie... całuję, do zobaczenia - odłożył słuchawkę. - Przypomnij mi proszę, dlaczego się w to wplątałem? – zapytał, udając rozgniewanego. - Bo dobry z ciebie skurwenson? – zaśmiał się Szenek. – I pomagasz przyjacielowi w potrzebie? - Swoją drogą... – wtrącił się Młody - trzeci uczestnik wyprawy. – To chyba tylko tobie tuż przed końcem czwartego roku mógł umrzeć promotor. Było takiego dziadka brać? - Ech, weź ty mnie nie wkurzaj – westchnął Szenek. - Dostałem zastępczego promotora z łapanki. Nikt nie chciał u niego pisać, stary paradygmat – wąskie horyzonty, wiesz jak jest. Jak na złość, facet zajmuje się folklorem muzycznym i kazał mi napisać monografię zespołu ludowego. Dobrze, że przypomniałem sobie o babci Korfantego. - Monografia etnograficzna zespołu... hehehe... Jaworzanki – rechotał Korfanty. – Stary, ty nawet nie wiesz jak się podjarała moja babka. Przecież ona już ma zamówienia... hahaha... od całego zespołu i ...hehehe... róży różańcowej na tę książkę o Jaworzankach – zanosił się śmiechem. - Na pewno nie będę wydawał swojej magisterki – obruszył się Szenek. - Pluję na takich, co sami sobie za druk płacą.

Dariusz Łowczynowski

Horror Online 2007 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

Second Life forum