Zaloguj się (dla użytkowników forum)
Nie trzymaj swoich prac w szufladzie! Chętnie nawiążemy współpracę z autorami opowiadań grozy (nieważne, czy jesteś debiutantem w tej dziedzinie, czy też doświadczonym pisarzem). Wszystkie oryginalne i ciekawe prace opublikujemy na stronie. Opowiadania proszę wysyłać na adres: m_ario@poczta.onet.pl
Publikowane tutaj teksty zamieszczamy w formie, w jakiej otrzymujemy je od autorów.
Nie prowadzimy korekty tych tekstów - wszelkie zastrzeżenia, co do ewentualnych błędów, prosimy kierować do ich twórców.
Najnowsze opowiadania:
Arkadiusz Nowakowski
10-05-2012
Stracony dzień Był wczesny ranek kiedy obudził mnie ktoś pukający do drzwi. Wstałem chociaż wcale nie miałem na to ochoty,w nocy znów dręczyły mnie koszmary, podeszłam do drzwi pukanie nie ustało, otworzyłem w drzwiach znajdował się mężczyzna w czarnym płaszczu z twarzy wywnioskowałem że po 40 zaś w prawej ręce trzymał jakaś księgę - słucham- zapytałem zaspanym głosem - John Delaroche? - tak - chciałbym coś zaproponować coś co panu może się spodobać - a o co chodzi? - chcę byś coś odnalazł, zapłacę bardzo dużą kwotę za odnalezienie przedmiotu na którym mi zależy - proszę wejść, ale chyba wie pan, panie? - Gary Johnson - Panie Gary, chyba ...
czytaj całe opowiadanie30-04-2012
Zima zawitała do miasta o świcie. Szybko i agresywnie. Słońce wycofało się, jakby oddając pole jej prawowitemu właścicielowi. Chociaż jasne promienie skąpały miasto ostrym światłem, był to już tylko łabędzi śpiew. Zwodzący blaskiem, ale niedający ciepła. Pierwszy wkroczył do miasta mroźny wiatr. Hulał ulicami, rozrzucając zeschnięte liście. Wirował w podwórzach, ocierał się o wiekowe kamienice i wyginał ogołocone gałęzie drzew. Słupki rtęci w termometrach przymocowanych zwyczajowo przy kuchennych oknach, natychmiast spadły poniżej zera. Miasto wydawało się przygotowane na nadejście zimy. Pozostawało tylko czekać na śnieg. Tomek wszedł do kuchni drapiąc się nieelegancko w pośladek. Włosy miał w nieładzie, twarz zmęczoną a ...
czytaj całe opowiadanieAngelika Stec
20-04-2012
- Jeny wiedziałem, że tak będzie. – jęknął Rafi. Był najmłodszy z nich wszystkich, ale nie, do niczego go nie zmuszali, on sam chciał im towarzyszyć. - Cśś, przymknij się. – szepnął Bary – Patrz, tam coś jest ! Rzeczywiście, z krzaków, w których byli ukryci chłopcy widać było bramę cmentarną. Teraz coś się poruszyło w jej granicach. - Ej, boję się. Po co my tu przyszliśmy… - Rafi momentalnie zmienił zdanie. Z łowcy zombie stał się znowu przestraszonym, dziesięcioletnim chłopcem. Spojrzał błagalnie na brata, lecz ten nawet nie drgnął. Podobnie jak Bary wpatrywał się w bramę. Ernest był o pięć lat ...
czytaj całe opowiadanieKordian Zadrożny
10-04-2012
Piszę to w nadziei, że ktoś, kiedyś jakimś cudem natrafi na ten list. Mija w tej chwili 3. rok podróży do Wegi w gwiazdozbiorze Lutni. Jest 25 Lipca 2267 roku. Do celu zostało nam jeszcze 2 lata podróży, ale tam nie dotrzemy. Muszę zniszczyć ten statek i to, co się na nim narodziło. Jestem prawdo podobnie jedynym z załogi pozostałym jeszcze przy życiu. Nie działa łączność, nie mogę wysłać, żadnego sygnału. Jedynym środkiem komunikacji, jaki mam to ta kartka papieru, którą właśnie czytasz, długopis, butelka po dwustuletnim winie i korek do niej. Za dwadzieścia minut reaktor osiągnie wartość krytyczną, roztopią się magnesy ...
czytaj całe opowiadanieDariusz Kick
30-03-2012
Eustachy wygrzebał się spod pierzyny i podszedł do okna. Miał na sobie stary wysłużony dres, jeszcze z czasów zasadniczej służby wojskowej, którą spędził w Nysie. Czasów tak odległych jak księżyc, na który zerkał przez pożółkłą firankę. Noc była dość spokojna. Było niemal bezwietrznie i padał śnieg. Spojrzał podejrzliwie w niebo. Odnosił wrażenie, że z roku na rok zimy są słabsze. A dobiegał już sześćdziesiątki. Podszedł do pieca szurając kapciami po drewnianej podłodze i dorzucił węgla. Ogień wesoło zamruczał liżąc czarne bryły. W izbie zrobiło się przyjemniej i cieplej. Tylko Eustachy nie mógł pozbyć się uczucia niepokoju, które wkradało się w ...
czytaj całe opowiadanieAnita Wiśniewska
20-03-2012
Sala badawcza była oświetlona wielkimi jarzeniówkami, które topiły pomieszczenie w śnieżnobiałym blasku. Mimo, iż na zewnątrz był środek nocy, światło w pomieszczeniu mogło oślepić człowieka. Było ich dwoje. Oboje w sterylnych, białych fartuchach i lateksowych rękawiczkach, ale bez masek – byli już pewni, że wirus nie roznosi się drogą kropelkową. Jednym z naukowców była kobieta. Nie należała do najstarszych, jedynie w kącikach jej oczu pojawiły się już pierwsze zmarszczki. Była to jednak w tych czasach codzienność, prawdopodobnie kobieta nie przekroczyła jeszcze dwudziestu ośmiu lat. Jej twarz przypominała maskę, nie wyrażała żadnych uczuć. Szarozielone oczy patrzyły nieruchomo zza okularów w surowych, ...
czytaj całe opowiadanie.:Horror Online poleca:.
Śmiertelne Zmęczenie
Obudziłem się o poranku, kolejnego pustego dnia. W zasadzie nawet dobrze nie wiem, po co. Będę miał kilkanaście godzin, aby odkryć to jeszcze przed zmierzchem. Położę się spać wiedząc, jaki był cel mojej dzisiejszej egzystencji… albo nadal będę po prostu rozproszony i sfrustrowany. Stawiam na tę drugą opcję. Moje imię… tak naprawdę, nie ma ono najmniejszego znaczenia. Ludzie nadają imiona swym dzieciom, aby uchronić je przed losem tysięcy powielonych kurczaków, tłoczących się w ciasnocie kurzej fermy. Później jednak posuwają się o kilka kroków za daleko, usiłując wmówić sobie i innym znaczenie cech charakteru czy temperamentu, przypisane do danego imienia. Imię to tylko imię. Artefakt kodu cyfrowego. Nazwy handlowej produktu. Ale nie genom, w którym znajdują się ludzkie emocje. Piję kawę. Nie spieszę się nigdzie. Mogę do woli delektować się jej ciepłem, aromatem, czernią koloru… A raczej: mógłbym, gdybym potrafił.Jakub Zieliński
Jawor
- Babciu? – rozpoczął rozmowę Korfanty. – Jesteśmy już na miejscu. Zaraz wychodzimy w góry... Nie, nie, na Bazaltową... acha... nie, nie babciu, wszystko już zaplanowaliśmy... trzeciego sierpnia będziemy w Jaworze... tak, tak mamy śpiwory... wiem, że pogoda bywa tu zmienna... w czwartek... tak, pamiętam, umówiliśmy się ze zespołem na 18-tą... Szenek… znaczy Radek, na pewno będzie... babciu, przecież to jego praca magisterska – zirytowany westchnął i wymownie spojrzał na stojącego obok Szenka. – Nie, nie mam komórki... skąd? Z budki, przy spożywczym... babciu, przepraszam, zaraz mi się skończą impulsy – skłamał. - Tak, w czwartek, na obiedzie... całuję, do zobaczenia - odłożył słuchawkę. - Przypomnij mi proszę, dlaczego się w to wplątałem? – zapytał, udając rozgniewanego. - Bo dobry z ciebie skurwenson? – zaśmiał się Szenek. – I pomagasz przyjacielowi w potrzebie? - Swoją drogą... – wtrącił się Młody - trzeci uczestnik wyprawy. – To chyba tylko tobie tuż przed końcem czwartego roku mógł umrzeć promotor. Było takiego dziadka brać? - Ech, weź ty mnie nie wkurzaj – westchnął Szenek. - Dostałem zastępczego promotora z łapanki. Nikt nie chciał u niego pisać, stary paradygmat – wąskie horyzonty, wiesz jak jest. Jak na złość, facet zajmuje się folklorem muzycznym i kazał mi napisać monografię zespołu ludowego. Dobrze, że przypomniałem sobie o babci Korfantego. - Monografia etnograficzna zespołu... hehehe... Jaworzanki – rechotał Korfanty. – Stary, ty nawet nie wiesz jak się podjarała moja babka. Przecież ona już ma zamówienia... hahaha... od całego zespołu i ...hehehe... róży różańcowej na tę książkę o Jaworzankach – zanosił się śmiechem. - Na pewno nie będę wydawał swojej magisterki – obruszył się Szenek. - Pluję na takich, co sami sobie za druk płacą.Dariusz Łowczynowski
Horror Online 2007 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody
twórców strony ZABRONIONE!!!
