Zaloguj się (dla użytkowników forum)
Nie trzymaj swoich prac w szufladzie! Chętnie nawiążemy współpracę z autorami opowiadań grozy (nieważne, czy jesteś debiutantem w tej dziedzinie, czy też doświadczonym pisarzem). Wszystkie oryginalne i ciekawe prace opublikujemy na stronie. Opowiadania proszę wysyłać na adres: m_ario@poczta.onet.pl
Publikowane tutaj teksty zamieszczamy w formie, w jakiej otrzymujemy je od autorów.
Nie prowadzimy korekty tych tekstów - wszelkie zastrzeżenia, co do ewentualnych błędów, prosimy kierować do ich twórców.
Najnowsze opowiadania:
Anita Weremczuk
19-07-2010
„Przepraszamy za utrudnienia. Usterka wkrótce zostanie naprawiona.” Szczupłe palce bębnią ze zdenerwowania w okienko bankomatu. „Enter” nie działa. Klawisze wciskane na oślep skrzypią na mrozie drażniącym dźwiękiem. – Psia krew! – mówi do siebie kobieta, poczym wyciąga z włosów metalową spinkę. – Nie daruję ci tego… – zaczyna dłubać nią w otworze na kartę, ale po chwili zaprzestaje czynności; wsuwka wykrzywia się w podkowę i grzęźnie w dziurce. – Jedziemy do klubu, już! – kobieta chwyta za rękę stojącą obok dziewczynkę. Prawie że w powietrzu ciągnie ją do samochodu. Szosa ...
czytaj całe opowiadanie09-07-2010
- Grzesiu, Grzesiu ile razy mam ci powtarzać, że potwory nie istnieją?- Adam był wyraźnie podirytowany zachowaniem młodszego brata. - Ale ja to widziałem! Widziałem! Chodź, zobaczysz!- podekscytowany malec ciągnął starszego brata za rękaw w stronę stodoły- musisz to zobaczyć! - No dobra, ale jeżeli niczego tam nie będzie to nie zbliżysz się przez tydzień do mojego komputera. Zgoda? - Jaaaasne, tylko chodź już! Opór Adama zelżał, dwudziestoletni chłopak pozwolił dziewięcioletniemu braciszkowi chwycić się za dłoń i poprowadzić w stronę stodoły. Kilkanaście metrów przed budynkiem malec się zatrzymał. Starszy brat spojrzał na niego zdziwiony. - Nie idziesz dalej? Zmieniłeś zdanie? - Nie zmieniłem, ale ja ...
czytaj całe opowiadanieWojciech Kudłacik
02-07-2010
Mgła była gęsta jak mleko. Biegł już długo, najszybciej jak potrafił. Czuł, że zaczyna tracić oddech, że dalej nie da rady, że zaraz położy się na ulicy i będzie czekał. Czekał na śmierć. Jednak strach dodawał mu siły. Biegł przed siebie, zagubiony, wiedział, że nikt mu nie pomoże. Słyszał za sobą jego oddech, wiedział, że jest coraz bliżej. Gardłowy warkot niósł się cichym, a zarazem, jakże przerażającym, echem po pustej ulicy. Był tuż za nim. Skręcił w bramę, która według niego wydawała się bezpieczna i dawała chociaż cień nadziei na ucieczkę. Wpadł sprintem na jakiś dziedziniec, który, jak zdążył szybko zauważyć, ...
czytaj całe opowiadanieJarosław Klonowski
25-06-2010
Trudno mi pogrzebać tak po prostu w pamięci obraz tego, co zaobserwowałem jesienią 1926 roku na wybrzeżu Nowej Kaledonii. Oraz niebywałego zababonu, który zgubił moją siostrę, Clarissę. Przypadek Clarissy jest związany bezpośrednio z pewnym dzikim miejscem na wybrzeżu. Miejscowi Maorysi nazywają to miejsce Wzgórzem Kalmara i omijają szerokim łukiem, tak że stoi ono opustoszałe i złowrogie. Ale to tylko połowa prawdy. Otóż dwa wieki wcześniej znalazł się mężczyzna, który ośmielił się zakłócić ten porządek. Barney Rhodes, amerykański przemysłowiec wzniósł na wzgórzu okazały dom, gdzie mieszkał przez długie lata w zupełnej samotności. Budynek górował z jednej strony nad urwiskiem, z drugiej nad ...
czytaj całe opowiadanieWojciech Kulawski
18-06-2010
Izabela otworzyła oczy i spojrzała na zegar. Dochodziło południe. Wstała z łóżka, zrzuciła nocną koszulę i naga, udała się przed lustro. Widok w zwierciadle zmroził jej krew w żyłach. Każdego dnia było coraz gorzej. Wyobrażenie tego, co ujrzy za tydzień, miesiąc, rok, wywołało dreszcze na całym ciele. Przed oczami przeleciały obrazy, jak z najgorszych koszmarów. Walcząc z obrzydzeniem, postanowiła po raz kolejny, zmierzyć się z lustrem. Od głowy do stóp, dokładnie obejrzała swoje ciało. Długie, kręcone, kruczoczarne włosy przypominały obślizgłe węże, które spływając po szyi i ramionach, próbowały uwolnić się z więzów cebulek, trzymających je na skórze czaszki. ...
czytaj całe opowiadanieAnita Weremczuk
04-05-2010
Mama budzi Kamilkę o siódmej rano. Dziewczynka otwiera oczy pod przymusem; serduszko bije jej mocno i nieprzyjemnie. Przeciąga się nerwowo, bosymi nóżkami staje na miękkim dywanie i podchodzi do okna. Spogląda na ulicę – samochody jadą jeden za drugim niczym w korowodzie. Niebieskie, czerwone, czarne, zielone… Dziewczynka szepce dla uspokojenia oglądane kolory aut, ale i tak robi jej się niedobrze. Pierwszy dzień w przedszkolu jest stresujący: nowe koleżanki i nowi koledzy, nowa pani wychowawczyni, nowe lalki, klocki, plac zabaw, podwórko… Wszystko zdaje się być takie obce, nieznane i przerażające. Dla małej pięcioletniej Kamilki świat ograniczał się do tej pory ...
czytaj całe opowiadanie.:Horror Online poleca:.
Śmiertelne Zmęczenie
Obudziłem się o poranku, kolejnego pustego dnia. W zasadzie nawet dobrze nie wiem, po co. Będę miał kilkanaście godzin, aby odkryć to jeszcze przed zmierzchem. Położę się spać wiedząc, jaki był cel mojej dzisiejszej egzystencji… albo nadal będę po prostu rozproszony i sfrustrowany. Stawiam na tę drugą opcję. Moje imię… tak naprawdę, nie ma ono najmniejszego znaczenia. Ludzie nadają imiona swym dzieciom, aby uchronić je przed losem tysięcy powielonych kurczaków, tłoczących się w ciasnocie kurzej fermy. Później jednak posuwają się o kilka kroków za daleko, usiłując wmówić sobie i innym znaczenie cech charakteru czy temperamentu, przypisane do danego imienia. Imię to tylko imię. Artefakt kodu cyfrowego. Nazwy handlowej produktu. Ale nie genom, w którym znajdują się ludzkie emocje. Piję kawę. Nie spieszę się nigdzie. Mogę do woli delektować się jej ciepłem, aromatem, czernią koloru… A raczej: mógłbym, gdybym potrafił.Jakub Zieliński
Jawor
- Babciu? – rozpoczął rozmowę Korfanty. – Jesteśmy już na miejscu. Zaraz wychodzimy w góry... Nie, nie, na Bazaltową... acha... nie, nie babciu, wszystko już zaplanowaliśmy... trzeciego sierpnia będziemy w Jaworze... tak, tak mamy śpiwory... wiem, że pogoda bywa tu zmienna... w czwartek... tak, pamiętam, umówiliśmy się ze zespołem na 18-tą... Szenek… znaczy Radek, na pewno będzie... babciu, przecież to jego praca magisterska – zirytowany westchnął i wymownie spojrzał na stojącego obok Szenka. – Nie, nie mam komórki... skąd? Z budki, przy spożywczym... babciu, przepraszam, zaraz mi się skończą impulsy – skłamał. - Tak, w czwartek, na obiedzie... całuję, do zobaczenia - odłożył słuchawkę. - Przypomnij mi proszę, dlaczego się w to wplątałem? – zapytał, udając rozgniewanego. - Bo dobry z ciebie skurwenson? – zaśmiał się Szenek. – I pomagasz przyjacielowi w potrzebie? - Swoją drogą... – wtrącił się Młody - trzeci uczestnik wyprawy. – To chyba tylko tobie tuż przed końcem czwartego roku mógł umrzeć promotor. Było takiego dziadka brać? - Ech, weź ty mnie nie wkurzaj – westchnął Szenek. - Dostałem zastępczego promotora z łapanki. Nikt nie chciał u niego pisać, stary paradygmat – wąskie horyzonty, wiesz jak jest. Jak na złość, facet zajmuje się folklorem muzycznym i kazał mi napisać monografię zespołu ludowego. Dobrze, że przypomniałem sobie o babci Korfantego. - Monografia etnograficzna zespołu... hehehe... Jaworzanki – rechotał Korfanty. – Stary, ty nawet nie wiesz jak się podjarała moja babka. Przecież ona już ma zamówienia... hahaha... od całego zespołu i ...hehehe... róży różańcowej na tę książkę o Jaworzankach – zanosił się śmiechem. - Na pewno nie będę wydawał swojej magisterki – obruszył się Szenek. - Pluję na takich, co sami sobie za druk płacą.Dariusz Łowczynowski
Horror Online 2007 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody
twórców strony ZABRONIONE!!!
