Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Nie trzymaj swoich prac w szufladzie! Chętnie nawiążemy współpracę z autorami opowiadań grozy (nieważne, czy jesteś debiutantem w tej dziedzinie, czy też doświadczonym pisarzem). Wszystkie oryginalne i ciekawe prace opublikujemy na stronie. Opowiadania proszę wysyłać na adres: m_ario@poczta.onet.pl
Publikowane tutaj teksty zamieszczamy w formie, w jakiej otrzymujemy je od autorów.
Nie prowadzimy korekty tych tekstów - wszelkie zastrzeżenia, co do ewentualnych błędów, prosimy kierować do ich twórców.

Najnowsze opowiadania:

LEKCJA
Damian Cieślik
05-02-2010

III MIEJSCE W KONKURSIE "100 ZNAKÓW"
> Z przerażeniem patrzył jak kobieta zatrzaskuje drzwiczki. Smród gazu uderzył w jego nos. Starał się nie rozpłakać, wiedząc że tylko pogorszyłoby to sytuację, ale teraz było mu już wszystko jedno. Tym razem mama się naprawdę zdenerwowała. - Ostrzegałam cię. – Zwróciła się do niego spokojnym głosem. – Mówiłam setki razy; tabliczkę mnożenia musisz umieć jak pacierz. Umiesz pacierz, prawda? Chłopiec pośpiesznie pokiwał głową. - No właśnie. Tak samo jest z tabliczką. Wyrwany w środku nocy musisz natychmiast odpowiedzieć. Słyszysz w ciemnościach 6 razy 6 i w głowie zapala ci się lampka z liczbą 36. Zniekształcone słowa matki ...

czytaj całe opowiadanie
ODWILŻ
Arkadiusz Wszędybył
05-02-2010

II MIEJSCE W KONKURSIE "1000 ZNAKÓW"
Po żółtej przeciwdeszczowej pelerynce kobiety ściekały kroplami resztki lutowego śniegu, prosto na posadzkę w kuchni. W zlewie nie było brudnych naczyń. Drzwi do pokoju syna były zamknięte. Na pewno jeszcze nie przyszedł… Obok lodówki stał mężczyzna. Wtedy zrozumiała. Po pelerynce spływał marcowy śnieg. Pierwszy marca nie był jutro. Dziś minęły dwa lata. Byłaby gotowa, gdyby dziś był 29 lutego, którego zabrakło w kalendarzu. Rozszerzonymi z przerażenia źrenicami omiotła z obrzydzeniem twarz męża, by spojrzeć na zegarek stojący na lodówce. 13.17. Tylko spokojnie… środa, wtorek? Wtorek! Najpierw dwie lekcje polskiego. Na pewno… pisał wypracowanie. Później fizyka. Niemiecki… ...

czytaj całe opowiadanie
SZCZURY W ŚCIANACH
Bartek Czartoryski
05-02-2010

I MIEJSCE W KONKURSIE "1000 ZNAKÓW"
Cztery ściany jej głowy nieustannie sprawdzane pazurami. Skrob. I skrob. Czy to jeszcze mania, czy już szaleństwo? Mniejsza o nazwy, tynk rozsądku już dawno odpadł. Został centymetr, może dwa, beton wkrótce ustąpi. Wciąż widzi ich długie ogony, czarne futro na cielskach, świecące w ciemnościach ślepia. One tam są. Skrob. Skrob. Skrob. W uszach świdrujący dźwięk, niczym wiertarka przeżuwająca kolejne warstwy murów. A przecież przyszli ze spółdzielni, mówili, że nic tam nie ma. Wciąż je słyszy, te ich jazgotanie, to naigrywanie się. Zza ściany. Skrob. I skrob. Zbroja tapety dawno już zerwana. Pięści zakrwawione. Ona pierwsza je znajdzie, wykurzy z bezpiecznych legowisk. Metry tuneli, kilometry ...

czytaj całe opowiadanie
WOŹNY
Piotr Janik
05-02-2010

Do uszu mężczyzny w niebieskim uniformie dobiega szept. Zatrzymuje się w połowie schodów i kładzie na ziemię wiaderko wypełnione mętną wodą. Rozgląda się wokoło, czując jak ciśnienie powoli zaciska swe ręce na jego piersi. Znowu... - myśli strwożony, modląc się przy tym, by nie miał racji. Nasłuchuje, ale wokół panuje cisza. Zanurza w wiaderku starego, wysłużonego mopa, wyciąga i monotonnymi ruchami zaczyna myć kolejne stopnie schodów. Lubi wykonywać tą czynność. Jest ona łatwa, relaksująca i nie trzeba przy niej główkować. Dzięki niej może na jakiś czas przestać myśleć o swoich problemach. Nie jest ich wiele, ale są za to ogromne ...

czytaj całe opowiadanie
BIAŁE SZALEŃSTWO
Wojciech Grzelak
29-01-2010

Miała dosyć. Bolały ją łydki, kolana, prawy łokieć, może najdotkliwiej pośladki. No i brzuch – ale to już chyba ze zdenerwowania. O wiele jednak bardziej bolała ją zawiedziona ambicja. „Co ja tu robię? - zastanawiała się po raz któryś z rzędu, podczas gdy histeria zaczynała już na dobre zaciskać rozpalone palce na jej szyi. - Piąty dzień i nic. Ciągle nic! Jestem do niczego, zachciało mi się gruszek na wierzbie!” Niezgrabnie próbowała podnieść się po kolejnej wywrotce i patrzyła z zawiścią, jak po stoku śmiga, wyrzucając spod nart efektowne fontanny śniegu, rudowłosa Sylwia z Sandomierza, która rozpoczęła naukę ...

czytaj całe opowiadanie
MROK
Marcin Kamiński
22-01-2010

„Definitywnie i z całą pewnością życie jest do dupy” pomyślał McCoy i ponownie z całych sił naprężył mięśnie. Drzwi, które próbował sforsować ani drgnęły. Z resztą nie pierwszy już raz. Koleś odpuścił i osunął się na podłogę. Mętnym wzrokiem rozejrzał się po swoim więzieniu. Stare, brudne ściany, pokryte rdzą (przynajmniej McCoy miał nadzieję, że była to rdza) nadawały pomieszczeniu przerażającego wyglądu. W suficie ziała ogromna dziura, którą wpadł McCoy. Nigdy w życiu nie uwierzyłby, że jest na tyle ciężki, żeby załamać podłogę. Fredi, ten pieprzony Fredi, który wciągnął go w te cuchnące bagno od ponad dwudziestu minut nie wracał ...

czytaj całe opowiadanie

.:Horror Online poleca:.

Śmiertelne Zmęczenie

Obudziłem się o poranku, kolejnego pustego dnia. W zasadzie nawet dobrze nie wiem, po co. Będę miał kilkanaście godzin, aby odkryć to jeszcze przed zmierzchem. Położę się spać wiedząc, jaki był cel mojej dzisiejszej egzystencji… albo nadal będę po prostu rozproszony i sfrustrowany. Stawiam na tę drugą opcję. Moje imię… tak naprawdę, nie ma ono najmniejszego znaczenia. Ludzie nadają imiona swym dzieciom, aby uchronić je przed losem tysięcy powielonych kurczaków, tłoczących się w ciasnocie kurzej fermy. Później jednak posuwają się o kilka kroków za daleko, usiłując wmówić sobie i innym znaczenie cech charakteru czy temperamentu, przypisane do danego imienia. Imię to tylko imię. Artefakt kodu cyfrowego. Nazwy handlowej produktu. Ale nie genom, w którym znajdują się ludzkie emocje. Piję kawę. Nie spieszę się nigdzie. Mogę do woli delektować się jej ciepłem, aromatem, czernią koloru… A raczej: mógłbym, gdybym potrafił.

Jakub Zieliński

Jawor

- Babciu? – rozpoczął rozmowę Korfanty. – Jesteśmy już na miejscu. Zaraz wychodzimy w góry... Nie, nie, na Bazaltową... acha... nie, nie babciu, wszystko już zaplanowaliśmy... trzeciego sierpnia będziemy w Jaworze... tak, tak mamy śpiwory... wiem, że pogoda bywa tu zmienna... w czwartek... tak, pamiętam, umówiliśmy się ze zespołem na 18-tą... Szenek… znaczy Radek, na pewno będzie... babciu, przecież to jego praca magisterska – zirytowany westchnął i wymownie spojrzał na stojącego obok Szenka. – Nie, nie mam komórki... skąd? Z budki, przy spożywczym... babciu, przepraszam, zaraz mi się skończą impulsy – skłamał. - Tak, w czwartek, na obiedzie... całuję, do zobaczenia - odłożył słuchawkę. - Przypomnij mi proszę, dlaczego się w to wplątałem? – zapytał, udając rozgniewanego. - Bo dobry z ciebie skurwenson? – zaśmiał się Szenek. – I pomagasz przyjacielowi w potrzebie? - Swoją drogą... – wtrącił się Młody - trzeci uczestnik wyprawy. – To chyba tylko tobie tuż przed końcem czwartego roku mógł umrzeć promotor. Było takiego dziadka brać? - Ech, weź ty mnie nie wkurzaj – westchnął Szenek. - Dostałem zastępczego promotora z łapanki. Nikt nie chciał u niego pisać, stary paradygmat – wąskie horyzonty, wiesz jak jest. Jak na złość, facet zajmuje się folklorem muzycznym i kazał mi napisać monografię zespołu ludowego. Dobrze, że przypomniałem sobie o babci Korfantego. - Monografia etnograficzna zespołu... hehehe... Jaworzanki – rechotał Korfanty. – Stary, ty nawet nie wiesz jak się podjarała moja babka. Przecież ona już ma zamówienia... hahaha... od całego zespołu i ...hehehe... róży różańcowej na tę książkę o Jaworzankach – zanosił się śmiechem. - Na pewno nie będę wydawał swojej magisterki – obruszył się Szenek. - Pluję na takich, co sami sobie za druk płacą.

Dariusz Łowczynowski

Horror Online 2007 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

Second Life forum