Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Ogień w kliszy

Dawid Kain

Idealna aktorka to kobieta pusta w środku, pozbawiona osobowości, stanowiąca jakby pojemnik na grane przez siebie postaci. Od dziecka wiedziałam, że jeśli chcę stać się kimś takim, muszę jak najwcześniej wyzbyć się wszystkiego, co uważałam za własne: przyjaciół, rodziny, zainteresowań. Mając szesnaście lat uciekłam z domu i opuściłam rodzinne miasteczko – zabitą dechami kloakę o nazwie Mszyca Dolna. Za skradzione starszym pieniądze dotarłam do stolicy. Tu już po paru dniach udało mi się wkręcić na niewielkie branżowe party i poderwać pogrążonego w alkoholowym półśnie starszego pana. Gdy wyznawał mi, że jest producentem jednego z popularnych seriali, w mojej głowie zapaliła się lampka. Zdałam sobie sprawę, że to życiowa szansa. Przespałam się z nim za obietnicę obsadzenia w trzecioplanowej roli. Byłam wystarczająco ładna i znałam się na rzeczy. Zdobyłam pracę i pierwsze kontakty, gdyż producent polecił mnie swoim znajomym. Karierę – jak widzicie – rozpoczęłam błyskotliwie.
- Pięć minut!!! – krzyknął ktoś w korytarzu, gdy charakteryzatorka łaskotała mnie pędzlem po policzkach, by się zanadto nie błyszczały.
- Lubisz to? – spytałam siedzącego niedaleko Huberta, któremu spedalony stylista układał właśnie włosy, strojąc przy tym miny godne przedszkolaka.
- Ale co konkretnie?
- To… wszystko.
- Pracę?
- Pewnie. Zawsze przecież o nią chodzi. O robotę i miłość. Czy nie o te rzeczy pytamy się wróżek i napotkanych ludzi?
- Wiesz, ja nie narzekam. Takie programy są żałosne, sama widzisz, ale zawsze pozostaje catering – odparł, sięgając po leżącego na stoliku obok wczorajszego pączka.
Taa, catering – pomyślałam. – Jedzenie i pieprzenie. W bambus.
- A ty?
- Mnie to denerwuje, powiem ci szczerze. OK., jest film. Kręciliśmy to prawie pół roku. Ktoś wyłożył kasę, ktoś zbierze zyski. Ale czemu musimy na ten temat jeszcze gadać z dziennikarzami. Nie mogliby dostać jakichś materiałów, gotowców czy czegoś, zamiast wypytywać o każdą pierdołę? Cholerna machina promocyjna. To mnie właśnie wkurza. Reszta jakoś ujdzie. Byleby Marek się tak nie wpieniał przy każdej okazji.
Marek to reżyser naszego nowego filmu, mówiłam wam już? Straszny skurczybyk, na dodatek kiepski w łóżku. Skąd wiem? A niby jak dostałam rolę?
- Minuta!!!
Ten nowy obraz ma ponoć być przebojem. Kasowym - rzecz jasna, gdyż aspiracje artystyczne cała ekipa jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć zostawiła za drzwiami. Pierwszy polski horror nowego tysiąclecia to nie żaden Kieślowski ani Wajda. Chodzi głównie o dobrą zabawę. Zresztą już tytuł - „Gwałt na dziewicy” - powinien zdradzić głębię naszych zamiarów. Druga wskazówka dla was, kochani – dziewicę gram ja. Niespodzianka?!
- Jedziemy z tym koksem, panie i panowie!!!

* * *

- To twoja pierwsza główna rola i jednocześnie pierwszy kontakt z kinem grozy. Jak zdołałaś się w tym wszystkim odnaleźć? – pytała prowadząca, blondyna przypominająca krzyżówkę Dody i Yorkshire Teriera. Buty od Prady, reszta z lumpeksu. Oj, chyba nie tylko ja znalazłam się tutaj z niewielką pomocą seksu oralnego.
- Widzisz, Ewo… Czy mogę tak do ciebie mówić?
- Pewnie, tu wszyscy jesteśmy przyjaciółmi – zaśmiała się.
Wiedziałam, że w tym samym momencie nazwała mnie w myślach babilońską kurwą.
- Więc, Ewo, gdy Marek przysłał mi scenariusz, doszłam do wniosku, że to jest to. Może powinnam być zdenerwowana i tak dalej, jednak w głębi siebie czułam, że to dla mnie wielka okazja, by pokazać nowe możliwości. A jeśli chodzi o horrory… cóż, każdy z nas oglądał kiedyś „Egzorcystę”, czy „Dziecko Rosemary”, no nie? Każdy z nas jako szkrab bał się potworów w szafach i ciemności. Nie trzeba wcale tak wiele wysiłku, by zagrać kogoś przerażonego. Każdy lęka się czegoś innego, lecz między innymi właśnie na tym polega sztuka filmowa, by obudzić w widzu to, co w nim drzemie.
- Ale czy nie uważasz, że twój udział w „Gwałcie na dziewicy” będzie jednak dla twoich sympatyków sporym zaskoczeniem? Wcześniej z reguły odtwarzałaś role grzecznych dziewczynek, których największym zmartwieniem jest złamane serce…
Boże, że też nie wzięłam Prozacu, jak radził mi Hubert. Teraz już wiedziałam, co znaczy na trzeźwo udzielać wywiadu, którego nie chce się udzielać.

* * *

Na premierze czułam się fatalnie. Miałam mdłości, a w chwili, gdy na ekranie seryjny morderca o szczurzej twarzy gwałcił graną przeze mnie postać, z nosa pociekła mi krew.
Odwróciłam się, by ujrzeć smutne facjaty skonsternowanych krytyków. Na sali – oprócz naszej ekipy – było może z dziesięć osób.
- …Chusteczkę? – spytałam siedzącego w pobliżu Huberta.
Popatrzył na mnie z przerażeniem.
- Co?
- Masz chusteczkę.?
- Matko… pewnie – Podał mi paczkę. – Nie powinnaś tego robić przed pokazem.
- Czego? Czego robić? – otarłam krew z twarzy i z obrzydzeniem spostrzegłam, że kilka kropel skapnęło mi między nogi, barwiąc śliczną białą suknię na rdzawy kolor.
Krzyczałam w filmie i miałam ochotę krzyczeć tu, teraz.
- Wciągać proszków. To robi niefajną atmosferę. Mogłaś poczekać te dwie godziny, najdroższa.
- Czy ty uważasz, że jestem jakąś kompletną idiotką?! – odparłam, trochę zbyt głośno, bo siedzący za mną staruch aż chrząknął, chcąc mnie uciszyć.
- Nie o to chodzi. Ale profesjonalizm… wiesz, zabrania nam…
- Niczego nie wzięłam, do diabła – szepnęłam, nie mogąc uwierzyć, że w ogóle prowadzę tę rozmowę. Jedną dłonią przyciskałam do nosa chusteczkę, a drugą zasłaniałam zaplamione krocze. Taka wtopa na premierowym pokazie, taka wtopa!
- Więc skąd ta krew? Czemu wyglądasz na ciężko chorą osobę?
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, toteż tylko wzruszyłam ramionami. Prawdę miałam poznać dopiero kilka tygodni później.
Jakimś cudem zniosłam tę premierę, zniosłam nawet miny krytyków, gdy wychodzili z kina bredząc coś o „największym gniocie dekady”. Czułam się tak źle, że ich narzekania były tamtego wieczoru najmniejszym z moich problemów.

* * *

- W ciąży?! Ja nie mogę być w ciąży!
- Wiesz, te testy nie zawsze się sprawdzają – pocieszała mnie Ulka.
Byłyśmy w moim mieszkaniu, na Żoliborzu: niewielkiej kawalerce z widokiem na Powązki, oblepionej plakatami pustych panien – aktorek, modelek i piosenkarek – dziewczyn, które nienawidziłam, ale do których musiałam się codzień upodabniać, by rozdmuchać swoją karierę do granic możliwości.
Kolejne dni wymiotów i nagłych wahnięć nastroju wymogły na mnie przeprowadzenie testu ciążowego. Ręce trzęsły mi się tak, że nie byłam w stanie sama odczytać wyniku. Ula – koleżanka z planu „Gwałtu…” – zrobiła to za mnie.
- Tabletki, które, moja droga, biorę od więcej niż roku, zapewniają że na 99,99 % nie zajdzie się po nich w ciąże. Słyszysz? Nie zajdzie! Mam ci to przeliterować?!
- Uspokój się, Madziu, to pewno jakaś pomyłka.
- Tak właśnie myślę. Pieprzony chochlik drukarski.
- Zmieńmy już temat, okay?
- Co jest gorszego niż dodatni wynik testu ciążowego, może mi powiesz, może mnie łaskawie oświecisz? – Nie sądziłam, że znajdzie jakąkolwiek odpowiedź na tak postawione pytanie. Niestety, byłam w błędzie.
- Słyszałaś o Staszku? – spytała, robiąc minę z kategorii „na, na, na, wiem coś ważnego, a ty nie”.
- Jakim znowu Staszku? – udałam zainteresowaną. W myślach widziałam, jak mój brzuch pęcznieje i w końcu pęka, a ze środka wycieka błotnista maź.
- No tym całym… Nowaku.
- Hmm? – Chyba nigdy wcześniej nie słyszałam o kimś takim.
- Jezu… Grał twojego zwariowanego kuzyna w naszym filmie.
- Tego, co go rozjechał traktor?
- No właśnie!
- Ale pierwsze słyszę, że nazywał się Nowak.
- Boże, przecież nie o to chodzi. Czy na nazwisko miał srak czy owak. Czasem czepiasz się takich szczegółów, że i mi robi się słabo.
Mogłam odpowiedzieć, że może to nie przeze mnie, tylko przez te zabawy sado-maso, które urządza sobie co weekend ze scenarzystami serialu fantasy „Brama”, do którego tak pragnie się załapać, ale ugryzłam się w język. Ulka to Ulka, żadne docinki tego nie zmienią. Moja najbliższa psiapsiuła tu, w Warszawie.
- Powiesz wreszcie, co się z nim stało?
- No więc słuchaj. Pojechał teraz ostatnio z jakimiś laskami do swojego domku letniskowego, na wieś. Tak tylko, na parę dni, zaszaleć po tym całym bajzlu, jaki mieliśmy z promocją „Gwałtu…”.
- Aha.
- I wiesz co się stało? Wczoraj się dowiedziałam, że miał tam wypadek. A jaki?... Ta-dam!... Przejechał mu po głowie traktor – Ula mówiła o tym, jakby deklamowała tekst najnowszej reklamy szamponu.
- Nie żartuj.
- No serio mówię. Zero ściemy, kochana. Jak te panny, co z nim były, zobaczyły, że mózg wypłynął mu z czaszki, to się zejszczały… Dwie. Dwie się zejszczały. Trzecia zemdlała. Dasz wiarę?
- O Matko Boska – zdołałam wyszeptać.
- Ja bym to raczej nazwała: zabójcza ironia losu – Ulka zachichotała tak, że aż przeszły mnie ciarki.

* * *

Gdy lekarz potwierdził moją ciążę i podał przybliżony okres zapłodnienia, zastanawiałam się, czyj bachor to może być. Ogarnęła mnie nie tyle wściekłość, co raczej zakłopotanie. Przez cały czas kręcenia „Gwałtu…” nie spałam z nikim prócz Marka, Wielkiego Pana Reżysera. Od siedmiu boleści. Który był podobno bezpłodny – potwierdził to zarówno on, jak i znajomi z planu. Albo więc było to jedno wielkie kłamstwo, poroniony pomysł, który nie wiem co miał na celu, albo zaszło coś jeszcze innego. Nawet gorszego. A mianowicie poczęcie, które nastąpiło pomiędzy jednym klapsem a drugim. W pracy. Na przykład podczas sceny, gdy jestem boleśnie rozdziewiczana przez mordercę. I jednocześnie gwałciciela. Której to sceny nie pamiętam zbyt dobrze, gdyż byłam w trupa pijana i nawet bym się nie zorientowała, gdyby grający psychola aktorzyna faktycznie mi wsadził. O czym pewnie marzył, odkąd mnie zobaczył na castingu, który miałam wygrany, nim na niego poszłam. Lecz formalnościom musiałam uczynić zadość.
Postanowiłam zadzwonić do Marka, żeby wyjaśnić parę spraw.
- I co z tego, że będziesz miała dziecko? Szczęść Boże! Ja obecnie mam bardziej gównianą sytuację, niż mogłabyś sobie wyśnić w najgorszych koszmarach.
- Mnie twoje położenie niewiele obchodzi, misiaczku. Chciałam ci tylko powiedzieć, że za to skurwysyństwo, któreś mi uczynił, będziesz miał takie alimenty, że cię rodzona matka będzie musiała utrzymywać. Z renty swojej, dwustuzłotowej.
- Skąd wiesz, że to będzie syn?
- Niby że co?!
- Powiedziałaś „skurwysyństwo”. Czyli że syna będziesz miała? Gratulacje! Tudzież kondolencje, w zależności od zapatrywań.
- Słuchaj…
- Bo jakbyś powiedziała „skurwycórstwo”, to ja bym ci mógł fajne takie różne sukienki i fatałaszki załatwić. Od siostry, której mała już z tych szmatek wyrosła.
- Słuchaj mnie uważnie, ty chamie skończony, ty artystyczny bankrucie. Mnie gówno interesuje, że krytycy nazwali twój filmik „jedynym polskojęzycznym dziełem na miarę Uwe Bolla”, ani że w pierwszych tygodniach poszło na niego dwadzieścia tysięcy osób, zamiast planowanych stu pięćdziesięciu tysięcy. Mi to lata - kolokwialnie mówiąc – koło dupy. Ale żeś mi zrobił gówniarza, to ci tak łatwo z tym nie odpuszczę, misiaczku, oj nie.
- Co zrobił? Kto? Ja niby zrobił? To przecież wszyscy, włącznie z moherową koalicją, wiedzą, że sobie kiedyś, na zagranicznym wypadzie, po pijaku zresztą, kazałem podwiązać nasieniowody. Więc przykro mi, Madziu kochana, ale następnym razem jak będziesz organizowała szantaż, to się bardziej postaraj.
- Podwiązałeś? Nasieniowody, zboku jeden?
- Owszem. Więc w tym twoim zajściu nie ma ani kropli mojej winy.
Muszę przyznać, że taki obrót sprawy był mi absolutnie nie po myśli i sama już nie wiedziałam, co teraz zrobię. Chyba strzelę sobie w łeb, by dołączyć w zaświatach do samego Kurta Cobaina.
- No dobrze… No to… No to mi w takim razie daj… ten… nazwisko i numer domowy tego kolesia, który grał… yyy… psychopatę w „Gwałcie na dziewicy”.
- A na chuj ci teraz psychopata? Ty się swoim brzuchem lepiej zajmij, mała! Albo cycki se usmaż. Ha, ha, ha! Sorki, dżołk taki, mały!
- Nie pieprz, tylko dawaj. Bo jak nie, to wyślę do „Faktu” twoje zdjęcia z pewnej pamiętnej imprezy. Które zrobiłam własną komórką, a na których zdradzasz swój erotyczny pociąg do chłopców przed piętnastym rokiem życia. I nikomu nie wmówisz, że tamten dzieciak był starszy, bo on wyglądał góra na czternaście. Perwersie skończony.
- O ty szma… Dobra. Jak wolisz. Tadeusz Niedźwiedzki, numer…

* * *

Tadeusz Niedźwiedzki, w filmie odtwarzający seryjnego zabójcę o pseudonimie Teddy Bear, lisia twarz z plakatów reklamowych, mógł być ojcem mojego nienarodzonego ustrojstwa, lecz nawet gdyby był nim rzeczywiście, na wiele z jego strony nie mogłam już liczyć:
- Tadek… Zmarł… On… - tłumaczyła jakaś kobieta, pewnie matka, bo trochę skrzeczała, a trochę kwiliła, tak jak to u nas emeryci mają w zwyczaju. Chyba że akurat są na procesji antyaborcyjnej – wtedy mówią głupio i wyraźnie.
- Jezus. No jak to zmarł? Chory był na coś? Co mu było? – dopytywałam się, będąc w strachu, czy aby mnie czymś nie zaraził. Sepsą bądź innym Hifem.
- On… Proszę pani, on… się powiesił – Tamta odłożyła słuchawkę.
Po raz pierwszy od niepamiętnego czasu przestałam myśleć o brzuchu.
Przecież psychopata z naszego filmu zginął w identyczny sposób. Zawisł, gdy policja otoczyła kamienicę, w której się ukrywał. Wcześniej przekląwszy mnie i wszystkie „suki” mi podobne.
Z wrażenia aż usiadłam na podłodze.
Najpierw Staszek, teraz Tadek.
Zbiegi okoliczności przypominają pioruny – nie trafiają dwa razy w ten sam punkt. Tu nie mogło być mowy o zwykłym przypadku, nieszczęściu, które nagle spotyka aż dwie poznane na planie osoby.
Gdy uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie wpadłam na trop czegoś przerażającego, czegoś jakby rodem z serii „Oszukać przeznaczenie”, naszła mnie niepohamowana chęć, by podzielić się z kimś tą informacją.
Wsiadłam więc w taksówkę i pojechałam do Ulki.

* * *

Wieczór był deszczowy i niespokojny, stolica jak tort błotny z dodatkiem zgniłych liści. Ula nie odbierała komórki, a domofon nie dawał znaku życia. W górze kopulowały chmury i błyskawice. Grzmoty wprawiały okolicę w negatywne wibracje.
- Ulkaaaaaaaa!!! – rozdarłam się płaczliwie pod jej balkonem. Mieszkała na pierwszym piętrze, istniała więc spora szansa, że jeśli jest u siebie, to usłyszy.
W jej mieszkaniu było jednak ciemno jak mrokiem zasiał.
- Ulkaaaa!!! Otwórz, do nędzy!!! Ziiimno mi!!!
Musiałam wyglądać żałośnie. Wielka gwiazda – mokra niczym krocze gwiazdy porno, przestraszona, wrzeszcząca w niebogłosy. Na dodatek ciężarna. Jak nisko upadłam w przeciągu ostatnich tygodni! Kiedyś byłam młoda i atrakcyjna, kiedyś grałam pierwsze skrzypce w gniotach klasy Be. A teraz z brzuchem… Przytyję, piersi mi spuchną jak purchawki… Mogę sobie co najwyżej pograć w węża na telefonie, a nie w żadnych filmach!
Nagle usłyszałam zgrzytnięcie.
Odwróciłam się, w wyobraźni widząc już zboczeńca z kosą, który zaczaił się na mnie w krzakach.
Nie ujrzałam jednak napastnika.
Nie ujrzałam nawet krzaków.
- Ciszej – szepnęła Ula, z balkonu – Ludzie śpią.
A więc była w domu.
- Dzwoniłam, ale…
- Domofon się zepsuł. Na dokładkę zgubiłam gdzieś komórkę. Zaczekaj na dole, zaraz zejdę ci otworzyć.

* * *

- Czemu siedzisz tak po ciemku, pogięło cię? – spytałam, zapalając wszystkie światła, jakich włączniki zdołałam dostrzec.
- Zaraz ci powiem. Zaraz ci wszystko wytłumaczę, Madziu – odparła. Głos jej się łamał.
- Co, nie wzięli cię do „Bramy”? Mówiłam, żebyś z tymi fagasami…
- Gorzej, kochana, gorzej – załkała, podając mi dzisiejszy Super Ekspres.
Na pierwszej stronie gazety widniał gigantyczny na główek: „Klątwa nad polskim horrorem”.
- O czym piszą?
- Sama zobacz – powiedziała, kręcąc z niedowierzaniem głową.
Mimo że w ciągu ostatniego roku przeczytałam zaledwie pół złamanej książki („Odnajdź sukces w sobie – autobiografia Magdy Mołek”) i ze słowem pisanym, z tymi wszystkimi literkami nie byłam zbytnio zaznajomiona, zaczęłam lekturę artykułu:

Już trójka aktorów grających w filmie „Gwałt na dziewicy” zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach!
Stanisław Nowak, Tadeusz Niedźwiedzki oraz Natalia Bajejro stracili życie w tak dziwny sposób, że wiele osób zaczyna coraz głośniej mówić o prześladującej ekipę tego obrazu klątwie.
- Przecież ich spotkało dokładnie to, co spotkało postaci grane przez nich w „Gwałcie…” – przyznaje z niepokojem nasze anonimowe źródło. – Nikt mi nie powie, że poćwiartowanie Natalii przy pomocy kosiarki to rzecz zupełnie normalna…”

- Mój Boże, Natalia też… - wyjąkałam, odkładając Super Ekspres na kuchenny blat.
- Klątwa – odparła Ulka, kryjąc twarz w dłoniach. Jeszcze nigdy nie widziałam jej aż tak przerażonej. Nawet na planie, gdy ganiał za nami facet z piłą mechaniczną i strażackim toporem, ona starała się zachować resztki spokoju.
- Ale przecież… Takie rzeczy nie dzieją się naprawdę, no nie? Nie ma żadnego diabła. Nie ma czarów. Przecież…
- Możesz dziś spać u mnie? – spytała Ula, ocierając łzy.
Zgodziłam się.
To była moja pierwsza noc w cudzym łóżku, z której nie miałam czerpać żadnych korzyści.

* * *

Obudził mnie telewizor:

...wskazuje na to, że film „Gwałt na dziewicy” będzie jednak przebojem kasowym. Podczas wczorajszych pokazów specjalnych, które miały miejsce w pięciu miastach Polski, sale kinowe wypełnione były po brzegi. Obraz wraca na ekrany, mimo że od premiery minęły już ponad dwa miesiące i z początku horror ten nie cieszył się zbyt dużym zainteresowaniem, został też dosłownie zmiażdżony przez krytykę.
- Gdy teraz obejrzałem go sobie drugi raz, pomyślałem „to nie jest aż tak koszmarne, jak mi się wcześniej wydawało” – przyznaje recenzent współpracujący z Przekrojem. Dodaje, że mimo iż poprzednio przyznał „Gwałtowi…” ocenę 1/6, teraz byłby gotowy wystawić nawet cztery z sześciu gwiazdek – Można powiedzieć, że z opóźnieniem zrozumiałem zamysł reżysera…

Ulka zauważyła, że już wstałam i ściszyła dźwięk.
- Ci ludzie są chorzy – stwierdziła, patrząc mi głęboko w oczy.
- Jacy ludzie?
- Ci, którzy idą teraz na nasz film. Robią to tylko dlatego, bo wyszły na jaw te wszystkie straszne zbrodnie. Gonią za sensacją, chcą się napawać czyjąś tragedią. A może po prostu oni, no, tak jakby uwierzyli w tę klątwę. Ty w nią wierzysz?
Zanim zdążyłam jej odpowiedzieć, czy też w jakikolwiek sposób ją pocieszyć, usłyszałyśmy mrożące oddech w płucach mlaśnięcie, dobiegające z łazienki. Odgłos był tak niesamowicie odrażający, że skuliłam się na łóżku niczym dziecko, zasłaniając usta dłonią, by nie puścić pawia.
- Może to tylko… coś w rurach – szepnęła Ula, rozglądając się nerwowo po pokoju, jakby miała tu lada moment wparować horda żądnych naszych ciał maniaków.
- Sprawdzisz, co to? – spytałam, drżąc i chowając się pod kocem.
- Ja? A czemu nie ty? – oburzyła się Ulka.
- Bo ja… jestem w ciąży. Stres mógłby zaszkodzić dziecku. Gdybym – dajmy na to – zobaczyła coś, czego nie powinnam widzieć. Nie chce mieć później z byle powodu Superniańki na chacie.
Moja przyjaciółka przewróciła oczami i uśmiechnęła się kwaśno, widać jednak było, że takiego stracha jeszcze nie miała. Wręcz bałam się, czy nie padnie tu zaraz trupem na zawał.
Idąc wolno i ostrożnie, jak po porcelanie, ruszyła do łazienki.
Nasłuchując każdego jej kroku, czułam, że poziom adrenaliny w moich żyłach niebezpiecznie się zwiększa i jeszcze trochę, a urodzę już teraz, wypluję z łona czteromiesięcznego dzieciaka prosto na podłogę, łącznie z tym całym majdanem w postaci wód płodowych, łożyska i reszty flaków. Co byłoby niefajne i zdecydowanie niehigieniczne.
Usłyszałam skrzypnięcie drzwi.
Modliłam się, by padły teraz słowa: „To tylko kran, Madziu, kran się zepsuł”.
Bóg jednak nie wysłuchał mych próśb…
Krzyk, jaki poraził mnie sekundę później, był tak zatrważający, że chyba nawet Mandaryna w szczytowym punkcie kariery nie byłaby w stanie wydrzeć takiego odgłosu ze swego gardła.
- Matko Chrystusowa, Matko Boska Licheńska – powtarzałam histerycznie, zrywając się na równe nogi i biegnąc w stronę łazienki. Gdyż tak to niestety jest, że ludzie w ekstremalnych warunkach nie myślą racjonalnie, toteż zamiast spieprzać jak najdalej ich nogi poniosą, lezą tam, gdzie czai się największe zagrożenie.
Ulka kucała w korytarzu, zapatrzona w coś, co było w łazience. Kołysząc się jak encyklopedyczny przykład choroby sierocej. Łkała.
Głos rozsądku w myślach radził mi, bym zabrała się stąd w troki, z tej całej przeklętej Warszawy, gdzie roztacza się nienazwane Piekło, wróciła do rodzinnej miejscowości, pogodziła się ze starymi i zbratała z ludem prostym, któremu obce są intrygi tutejszej śmietanki towarzyskiej, jej knowania i ploty rodem z „Życia na gorąco”. Lecz że głos ten nie wiedzieć czemu był męski i na dodatek brzmiał jak popularny DJ radiowy - Dawid Kain, znany wszem i wobec z brania większych niż homeopatyczne dawek koki oraz romansu z Marilynem Mansonem, toteż nie posłuchałam go. Co jak co, ale żaden mężczyzna nie będzie mi mówił, co powinnam robić.
Trzymając się framug niczym szpitalnych kul, wstąpiłam w progi łazienki.
Ujrzałam
ogromną kałużę zakrzepłej brunatnej krwi na podłodze i
zmasakrowaną głowę mojego
przyjaciela Huberta leżącą w wannie z
kawałkiem kręgosłupa sterczącym z poszarpanego mięsa szyi niczym
spasionym do granic przyzwoitości tasiemcem
uzbrojonym a może i nie oraz
wykonany krwią napis na lustrze:
„Ty jesteś następna, Madziu”.
Poczułam, że spadam.

* * *

Przytomność odzyskałam w szpitalu, gdzie zastałam siebie samą leżącą w łóżku, w jakichś sztywnych piżamach, śmierdzących niemarkowymi wybielaczami na bazie chloru, otoczoną wieńcem dziennikarzy i reporterów przeróżnego rodzaju.
- „Gwałt na dziewicy” trafił na pierwsze miejsce polskiego box-office’u, dobrze się pani z tym czuje? – spytał ktoś, potykając mi pod usta mikrofon.
- Długo spałam? – szepnęłam, powłócząc wzrokiem po sali niczym kulawą kończyną.
- Dwieście tysięcy widzów w tym tygodniu, czy to panią zaskoczyło, pani Magdo?
Mikrofony, kamery i zupełnie obce gęby mnożyły mi się w oczach niczym osobliwe robactwo, pazerne na jakikolwiek strzęp gorącego newsa.
- Ludzie, dajcie mi, kurwa, spokój! – krzyknęłam nagle, ostatkiem sił witalnych. – Połowa ekipy aktorskiej nie żyje! Jarzycie?! Ktoś ich zabił, zaszlachtował! Jak zwierzęta, jak ostatnie bydło! Właśnie tak się zachowujecie, zamiast uszanować pamięć zmarłych, zamiast im zmówić „Wieczne odpoczywanie”. Gówno mnie teraz obchodzi, że tyle i tyle palantów poszło sobie do kina. Mam większe problemy. Ktoś czyha na moje życie, a na dodatek jestem w ciąży. O! I wyszło szydło! Wszystko przez tę przeklętą klątwę!
Poprzez salę przemknął szmer zainteresowania.
- Czy była pani w ciąży zanim rozpoczęto zdjęcia do „Gwałtu…”?! – krzyknął ktoś z Polsatu, a reszta przyklasnęła temu pytaniu.
Nagle zdałam sobie sprawę, że w moim życiu zaczął się zupełnie nowy etap, etap sławy, której tak naprawdę już wcale nie chciałam. Weźcie ją sobie, panie i panowie, weźcie ją i się nią wypchajcie. Gdyż nie takie były moje wyobrażenie w tym temacie.
Zatęskniłam za Mszycą Dolną i jej mieszkańcami. Zatęskniłam za normalnością, której w najbliższym czasie nie będzie mi dane zaznać.

* * *

- …dziękuję, jeszcze raz dziękuję, panie doktorze. Pańska działka powinna być już na koncie... Tak, ja również. To była prawdziwa przyjemność współpracować z panem. Dobranoc!
Marek sięgnął po leżącą na szklanym stoliku paczkę fajek i odpalił sobie jedną.
- Sto dwadzieścia tysięcy widzów w ten weekend, nasz drugi tydzień na szczycie, kochanie – szepnęła mu do ucha Ulka, zachodząc go od tyłu i obejmując czule.
- To w dużej mierze twoja zasługa, kotku – odparł, całując delikatnie jej szyję.
- No, nie przesadzaj…
- Nie przesadzam. Gdybyś nie odegrała swojej roli aż tak przekonująco, Madzia nigdy nie uwierzyłaby w naszą małą „klątwę”. Leki, które potajemnie dawałaś swojej przyjaciółce, pomogły nam, ale tylko trochę.
- Och, kochanie, już widzę jej minę, gdy zauważy, że coś jej się brzuszek nie chce zaokrąglać. Hi, hi, hi.
- Taa. Nie ma to jak urojona ciąża – zaśmiał się Marek, wypuszczając nosem kłęby sinego dymu.
- Muszę przyznać, że na początku nie byłam aż taka pewna, że twój projekt chwyci. Wprawdzie oryginalna forma promocji zadziałała przy „Blair Witch Project”, ale to jednak Polska, zupełnie inne realia.
- Nie potrzebnie tak się przejmowałaś. Gdy twój chłopak przychodzi do ciebie i z błyskiem w oku mówi, że ma pewien plan, lepiej zamknąć buźkę na zasuwkę. Skoro powiedziałem, że „Gwałt na dziewicy” odniesie sukces, bynajmniej nie rzucałem słów na wiatr. Najzdolniejszy polski reżyser młodego pokolenia tak nie postępuje, kochanie.



Horror Online 2003-2013 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -