Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Dziewiczy Lot "Dantego" (Stamtąd nie ma powrotu)

Michał Galczak

"Żyjemy w tempie nieprawdopodobnego przyspieszenia"
S. Lem

1.
Głos operatora w niewielkim głośniczku komunikatora pokładowego zanikł, zagłuszony ostrym szumem. Jedynie urywanym fragmentom pojedynczych wyrazów udawało się przebić przez chaotyczny zgiełk pisków i trzasków. Boerst syknął z bólem i przekręcił gałkę potencjometru.
- Jasna cholera! - Zaklął, ściszając sygnał.
Szum w głośniczku nie ustawał. Pilot przełączył się na kanał nadawczy i wysłała komunikat do operatora.
- Pilot Boerst do lotniskowca "Corcoran", odbiór - przełączył się na odsłuch i odczekał chwilę, a nie słysząc żadnej odpowiedzi powtórzył:
- Pilot Boerst zgłasza się do bazy. Odbiór. Statek "Dante" ma kłopot z komunikatorem. Odbiór...
Ciągły szum został nagle przerwany przez ostry trzask i głośnik umilkł.
Boerst spojrzał zdziwiony na komunikator. W kabinie zapanowała kompletna cisza.
- Co jest, do licha... - wymamrotał pod nosem.
Dwukrotnie puknął w celulozową membranę.
- No ładnie, kłopoty już na samym początku lotu...
Statek "Dante" odbywał właśnie swój dziewiczy lot. Był pierwszą jednostką we flocie Ziemi wyposażoną w nowy rodzaj napędu, a pilot Al Boerst został wytypowany spośród kilku tysięcy innych pilotów jako ten, który miał przetestować nowy statek.
Ciszę przerwał nagle wyraźny i uradowany głos operatora:
- "Dante", tu "Corcoran" - dźwięk z małego głośniczka zabrzmiał wręcz idealnie. - Przepraszamy za kłopoty, wszystko jest już w porządku, usunęliśmy usterkę. Odbiór.
Boerst odetchnął z ulgą.
- Cieszę się bardzo, "Corcoran" i dziękuję za interwencję. - Pilot usiadł wygodnie w fotelu i odczytał wskazania zegarów. Rząd mlecznobiałych lampek migał własnym rytmem. Na szczęście żadna z nich nie zmieniła koloru na pomarańczowy ani na czerwony, który sygnalizowałby poważne kłopoty.
Boerst zerknął do planu lotu i prześledził wzrokiem rząd wytycznych. Właśnie powinien rozpocząć przygotowania do próby nowego silnika. Nachylił się nad komunikatorem i ponownie skontaktował się z bazą.
- Pilot Boerst do lotniskowca "Corcoran". Proszę o podanie współrzędnych wyjściowych do startu. Odbiór.
Po chwili nawigator podał mu ciąg liczb, które pilot natychmiast wprowadził do pokładowego komputera. Przed zatwierdzeniem pilot powtórzył współrzędne, a po ich potwierdzeniu wcisnął klawisz "koordynaty". Zielona lampka zasygnalizowała przyjęcie danych.
- "Corcoran", jaki jest punkt docelowy lotu? - Zaciekawił się Boerst.
- Kierujemy cię na mgławicę Divina, w okolice gwiazdy Vergilius. To dobrze znana trasa. Zależy nam przede wszystkim na sprawdzeniu nowego napędu, prosimy więc o notowanie wszystkich uwag dotyczących jego pracy.
- Naturalnie - odparł pilot.
- Pamiętaj jednak, że pomimo, iż to kurs testowy, obowiązują cię wszystkie zasady postępowania określone w regulaminie lotów - upomniał go operator z "Corcorana".
- Tak jest. Pamiętam - przytaknął Boerst, po czym przesunął fotel w stronę pulpitu sterowniczego - OK, jestem gotowy do manewru. Odbiór.
- Zaczynaj. Życzymy powodzenia! Bez odbioru. - Głos operatora zamilkł.
Pilot przesunął jedną z dźwigni, wprowadzając silniki w stan gotowości. Przygotował urządzenia do manewru ustawienia statku w odpowiedniej orientacji. Zerknął w koordynaty i przedyktował sobie na głos kolejne czynności:
- Główny statecznik na trzynaście i pół stopnia... Hamulce w gotowości... Silnik numer siedem na cztery sekundy na pół ciągu za trzy... dwie... jedną sekundę...
Boerst nacisnął klawisz z cyfrą "7" i zawiesił nad nim dłoń, odliczając wstecz od czterech do zera, po czym nacisnął go powtórnie. "Dante" powoli, z gracją zaczął obracać się w prawą stronę, by po kilkunastu sekundach zatrzymać się w obliczonej wcześniej pozycji. Spojrzał na wskazania zegarów i z zadowoleniem odczytał z nich poprawne współrzędne. Statek był w zasadzie gotowy do próby z nowym napędem. Boerst przeciągnął dłonią po panelu, na którym znajdowały się przyrządy sterujące silnikami hybrydowymi. Zaczerpnął powietrza i wypuścił je, starając się opanować mimowolne zdenerwowanie i podniecenie.
- "Corcoran", tu pilot Boerst, statek "Dante". Odbiór - wywołał operatora przez komunikator.
- Słucham cię, "Dante".
- Jestem gotowy do uruchomienia napędu, proszę o ostatnie wskazówki. Odbiór.
- Podejdź do konsoli nawigacyjnej i ustaw główny biegun rdzenia napędu w pozycji zero-zero-jeden. Powtórz - poinstruował głos operatora.
Boerst postąpił zgodnie z poleceniami i od razu zauważył poruszenie wskazówek na zegarach umiejscowionych na konsoli.
Z tyłu pokładu "Dantego" rozległo się ciche buczenie, przypominające odgłos transformatora. Co chwilę słychać było trzaski wywołane wyładowaniami elektrycznymi, które rozbijały się o wnętrze kadłuba statku i trafiały do komór kondensacyjnych. Mężczyzna odwrócił się odruchowo, by spojrzeć w stronę, z której dobiegały hałasy. Pomieszczenie, w którym znajdował się rdzeń napędu oddzielone było grubą warstwą pancerza. Jedynie w górnej części tej zasłony znajdowała się niewielkich rozmiarów szybka, przez którą przeświecały teraz jaskrawe błyski. Pilot otarł pot z czoła i powrócił do konsoli.
- Gotowe... - stwierdził podenerwowanym głosem.
- W porządku, "Dante". Napęd zostanie uruchomiony dwadzieścia sekund po naciśnięciu przez ciebie klawisza "start". Wysyłamy cię na niedaleki dystans, więc powinniśmy mieć z tobą kontakt. Zwykle bez większych problemów porozumiewamy się z naszymi jednostkami w okolicach Vergiliusa. Możliwe jednak, że podczas tak dużego przyspieszenia, z jakim za chwilę polecisz, nadajniki pokładowe mogą na kilka chwil odmówić współpracy. Nie przejmuj się tym. Wszystko powinno po pewnym czasie zadziałać. W międzyczasie możesz dokonać kilku pomiarów okolic Vergiliusa. Masz zainstalowany na pokładzie nowy system aparatów pomiarowych, które umożliwiają zebranie dokładniejszych danych.
- Zrozumiałem - mężczyzna przytaknął i poprawił skafander. - Czy jest jeszcze coś, co powinienem wiedzieć?
- Tak, jest... - Operator jakby czekał na to pytanie. - Pamiętaj o tych dwudziestu sekundach od zatwierdzenia startu do uruchomienia napędu. Przez piętnaście sekund masz jeszcze możliwość zatrzymania automatu i odwołanie polecenia bądź skorygowanie danych lotu. Później nie będziesz już mógł nic zrobić. Co jeszcze... Aha! Przygotuj się na duże przeciążenie w początkowej fazie lotu. Po kilkunastu sekundach powinno jednak ustąpić, a cała twoja podróż nie potrwa dłużej niż kilka minut. To chyba wszystko. Chciałbyś może o coś zapytać?
- Tak - Boerst odparł bez wahania. - W jaki sposób wrócę z powrotem?
- Tak samo jak teraz. Wystarczy, że ustawisz biegun dźwigni rdzenia napędu w przeciwnym położeniu – odpowiedział mężczyzna z "Corcorana". - Zresztą poinstruujemy cię w odpowiednim czasie. To wszystko?
- Chyba tak... Zobaczymy się po powrocie. Trzymajcie za mnie kciuki!
Operator ponownie życzył mu powodzenia, po czym głos w komunikatorze ucichł, pozostawiając jedynie cichy szum.
Boerst po raz ostatni sprawdził ustawienia na panelu napędu i dodając sobie w myślach otuchy, nacisnął przycisk startu.

2.
Boerst pamiętał upływające sekundy, wyświetlane na czerwonym ekranie nad panelem napędu. Cyfry migały w równym tempie. Każda kolejna wypierała swoją wyższą poprzedniczkę. Kiedy siódemka została zastąpiona szóstką, a ta następnie piątką, przez umysł pilota przemknęła myśl: "To jest granica, za którą nie mam już odwrotu..."
Na ekranie zabłysło "0" i z tylniej części pokładu rozległ się donośny szum, zagłuszający prace wszystkich innych przyrządów w kabinie statku. Boerst ścisnął mocno oparcia fotela i mimowolnie zamknął oczy, szykując się na potężne szarpnięcie. Po chwili kadłub statku stęknął i mężczyzna poczuł, jak niesamowita siła wciska go w siedzenie. Przylgnął plecami do oparcia. Silny nacisk na klatkę piersiową wydusił z niego powietrze, pozostawiając go bez sił na zaczerpnięcie kolejnej porcji. Wystraszył się, że jeśli taka sytuacja się przeciągnie, najpewniej udusi się i znajdą go po jakimś czasie dryfującego w okolicach mgławicy Divina , wciśniętego w fotel, z wywieszonym językiem i wytrzeszczonymi oczami. Po chwili jednak nacisk na pierś mężczyzny zelżał i Boerst łapczywie zaczerpnął powietrza. Otworzył oczy i wyjrzał przez iluminator. "Dante" pędził z prędkością, jakiej Boerst jeszcze nigdy nie doświadczył. Wszystkie obiekty w przestrzeni świecące własnym, bądź odbitym światłem, zlały się w pasma nieprzerwanych wstęg.
Głośny szum od strony napędu przycichł, przechodząc w umiarkowany szelest.
Pilot z trudem nachylił się nad konsolą i przyjrzał wskazaniom zegarów. Jego uwagę przykuła wskazówka prędkościomierza, na którym zabrakło skali. Przemierzyła cały zakres i zniknęła gdzieś daleko poza polem widzenia.
Mężczyzna pokręcił głową ze zdziwieniem.
No proszę, nawet konstruktorzy nie spodziewali się takich prędkości, pomyślał. Przeniósł wzrok na pozostałe okienka. Poza lekko podwyższonymi wskazaniami temperatury powłoki statku, wszystkie inne wskazówki znajdowały się w bezpiecznych zakresach. Zegar lotu wskazywał czwartą minutę działania testowanego napędu i Boerst spodziewał się, że lada moment silniki zatrzymają się, a on będzie mógł odetchnąć z ulgą. Dźwięk od strony silników nagle ucichł, jakby w odpowiedzi na myśli pilota.
Mężczyzna przyjrzał się lampkom na pulpicie.
- Już po wszystkim? - Mruknął do siebie.
Po chwili ciszy w kabinie rozległ się trzask wyładowań elektrycznych. Hałas wzmógł się do tego stopnia, że zmusił Boersta do zatkania uszu. Przez iluminatory wdarło się do wnętrza statku jaskrawe, rażące światło. Do trzasków dołączył pisk na wysokich częstotliwościach, wirujący w głowie pilota pomimo dłoni mocno przyciśniętych do uszu. Boerst odruchowo otworzył usta. Natężenie światła i hałasu stawało się nie do zniesienia i mężczyzna nie podejrzewał, żeby mógł długo to wszystko wytrzymać. Osunął się na podłogę, a jego oczy powędrowały ku górze, powoli pogrążając go w nieświadomości.
Nagle wszystko ustało. Dźwięki świdrujące nerwy pilota ucichły jakby ucięte niewidzialną ręką. Zostało tylko jasne światło, choć i ono zbladło i nie wydawało się już tak straszne dla ludzkich oczu. Boerst powoli podniósł się z podłogi i pocierając obolałe uszy, podszedł do kokpitu. Wszystkie urządzenia zdawały się działać prawidłowo. Wszystkie wskazania mieściły się w normie.
Wyjrzał na zewnątrz, lecz nie dojrzał nic poza gęstymi obłokami, wyglądającymi jak zwykłe, acz niewiarygodnie białe chmury.
- Co u licha? - Wymamrotał pod nosem. - Gdzie ja jestem?
Podbiegł do drugiego okienka, a później jeszcze do kolejnych, w każdym obserwując ten sam widok.
- Czyżbym znalazł się w atmosferze jakiejś planety? Może jestem na Ziemi? To by dopiero było!
Dopadł do pulpitu sterowniczego i odczytał współrzędne położenia statku.
- Niemożliwe... - Na czole pilota pojawiły się krople potu.
Z wyliczeń Boersta wynikało, że musiałby przelecieć kilkaset, a nawet kilka tysięcy galaktyk, żeby odczyty położenia "Dantego" choć odrobinę zbliżyły się do tych, które widniały na monitorze!
- To niemożliwe... - powtarzał bez przerwy. - We wskazaniach komputera musi być jakiś błąd!
Podbiegł do komunikatora i przestawił pokrętło na "odbiór". Z głośnika nie wydobył się nawet najmniejszy trzask ani szelest.
Boerst zmienił pasmo odbioru, lecz na nowym także nie było absolutnie żadnych dźwięków. Wędrował po kolejnych częstotliwościach, na każdej znajdując jedynie głuchą ciszę. Zdziwiło go to bardzo i zaniepokoiło. Nigdy bowiem nie było jeszcze takiej sytuacji, by aparatura komunikacyjna nie odbierała żadnego sygnału. W przestrzeni kosmicznej było mnóstwo źródeł sygnałów i na którymś z kanałów powinien pojawić się choćby zwykły szum. Boerst wytężył umysł i zaczął analizować sytuację. Brak sygnału w komunikatorze mógł być co prawda wynikiem kolejnej awarii, lecz odczyty lokalizacji dawały wiele do myślenia. Poza tym krajobraz za szybami iluminatorów w niczym nie przypominał przestrzeni kosmicznej.
- Być może... - Zaczął myśleć na głos - Być może doleciałem trochę dalej niż spodziewali się tego na "Corcoranie"... To pierwsza próba z tym napędem i tak naprawdę żaden z nich nie wiedział na sto procent, z jaką siłą to zadziała. Nawet prędkościomierz został źle wyskalowany! Tak, to z pewnością musi być wina napędu!
Boerst zagłębił się w fotelu, przekonany o słuszności swych wniosków.
Obowiązywały go procedury z regulaminu lotów. Postanowił się im podporządkować. Nie zwlekając włączył aparaturę pomiarową, która natychmiast rozpoczęła skanowanie przestrzeni wokół statku.
Komputery od razu odezwały się swoim własnym językiem, analizując setki informacji przekazywanych przez skanery. Ciche piski i bulgoty elektronicznych maszyn wypełniły kabinę "Dantego". Boerst poczuł lekkie mrowienie na karku i odgiął głowę do tyłu. Przeciągnął się i rozmasował szyję. Komputery popadły w monotonny szum, a pilot zajął się obserwacją otoczenia. Próbował dostrzec cokolwiek przez gęstą zasłonę śnieżnobiałych chmur, lecz skutecznie przesłaniały sobą wszystko. Nawet z pomocą silnej lunety nie był w stanie zobaczyć żadnego szczegółu.
- Co to za planeta? - Zadręczał się w myślach.
Odczyty współrzędnych wciąż pokazywały niedorzeczne dane, trudne do zaakceptowania przez umysł pilota. Czy to możliwe, żeby zaleciał aż tak daleko? Nie słyszał nigdy, by którykolwiek ze statków, nawet tych dalekosiężnych, ogromnych jednostek eksplorujących nieznane połacie kosmosu, dotarł w tak dalekie rejony. Dystans który musiałby pokonać wydawał się wręcz nieosiągalny dla ziemskich statków. Czyżby więc ten napęd miał zatem otworzyć nową erę podboju kosmosu i umożliwić podróże w tak dalekie rejony? Jeśli rzeczywiście w niespełna pięć minut statek potrafił pokonać tak ogromne odległości - było to zaiste imponujące odkrycie ziemskich konstruktorów!
Szum komputerów trwał bezustannie, lecz w pewnym momencie mężczyźnie zdało się, że między popiskiwaniami i bzyczeniem elektronicznych układów, usłyszał coś przypominającego szepty. Rozejrzał się uważnie po całej kabinie, ale nie zauważył niczego podejrzanego.
- Może to efekt tego przyspieszenia... - wzruszył ramionami.
Zaraz też poczuł kolejną falę mrowienia na karku. Tym razem było intensywniejsze i bardziej uporczywe. Wnikało głęboko w mięśnie i drażniło kości. Nieprzyjemne uczucie wstrząsnęło ciałem Boersta. Szepty za jego plecami zaczęły się nasilać.
Mężczyzna poczuł się nagle, jakby był przez kogoś obserwowany. Chciał odwrócić się w fotelu i zobaczyć, co tak hałasowało za jego plecami, lecz niewidzialna siła rzuciła go na pulpit sterowniczy. Pilot szarpnął się z całej siły, potrącając przy tym kolejne przełączniki na konsoli. Z trwogą zorientował się, że odbezpieczył rękawem skafandra spust rakiet bojowych. Mrowienie rozeszło się z jego karku na pozostałe części ciała. Zdenerwowany, szarpnął się po raz kolejny, próbując oswobodzić się z odrętwienia i odsunąć od pulpitu. Zachwiał się i upadł wprost na spust rakiet. Pokładem "Dantego" szarpnęło i Boerst dojrzał przez iluminatory dwie smugi szarego dymu, ciągnące się za odpalonymi ładunkami.
Odrętwienie ustąpiło i pilot natychmiast dopadł ekranów na pulpicie. Komputer odliczał czas i dystans pokonywany przez wystrzelone rakiety. Zadziwiające, że do tej pory – pomimo drogi, jaką przebyły - ładunki nie trafiły jeszcze w żaden cel. Licznik zbliżał się do czterdziestej sekundy. "Przy pięćdziesięciu automat zdetonuje ładunki w powietrzu" pomyślał szybko Boerst. Rzeczywiście, za chwilę komputer zasygnalizował detonację rakiet i lampki, pokazujące dotychczas trajektorię ich lotu, zgasły. Mężczyzna bezgłośnie otworzył i zamknął usta.
- Ładne rzeczy... - szepnął zdumiony.
Kątem oka zerknął za szyby iluminatora. Przestrzeń wokół "Dantego" zaczęła nagle gęstnieć. Białe chmury pociemniały i otoczyły szczelnie kadłub statku. Odczyty aparatury skanującej zwariowały i wskazówki liczników obracały się jak szalone.
"Dante" zatrząsł się, jakby jego pokładem poruszyła silna czkawka. Gęste chmury przed kabiną statku rozstąpiły się, tworząc szeroki tunel. Boerst z niepokojem, ale też i z zaciekawieniem przyglądał się temu zjawisku. Na drugim końcu tego powietrznego olbrzyma dostrzegł światełko, które zbliżało się w jego stronę z zatrważającą prędkością. Maleńka iskierka przybrała nagle rozmiary ogromnej kuli, która nieuchronnie kierowała się na "Dantego". Oślepiający snop światła wdarł się przez szyby iluminatora do wnętrza statku. Pokładem szarpnął potężny wstrząs, który rzucił Boersta na fotel. Zaskoczony mężczyzna opadł bezwładnie na siedzisko. Światło wypełniło wnętrze kabiny, a niewidzialna siła unieruchomiła pilota w fotelu. Momentalnie sekundzie kabinę statku wypełniła cisza. Powietrze nagle znikło, pozostawiając po sobie tylko cichy pisk w uszach mężczyzny. Otoczenie zatrzymało się w miejscu. Zdezorientowany Boerst rozejrzał się nerwowo dookoła.
- Co się tutaj dzieje... - Był pewien, że wypowiedział te słowa, ale ich nie usłyszał. Coś dziwnego stało się z powietrzem w kabinie "Dantego". Jakby jakaś siła sprawiła nagle, że znikły w niej jakiekolwiek dźwięki.
Mężczyzna krzyknął, na ile tylko starczyło mu sił w płucach, lecz jedynym tego efektem był ból zdartego gardła. Zdezorientowanym wzrokiem obrzucił wnętrze kabiny. Wszystko znieruchomiało. Wskazówki zegarów znieruchomiały. Nawet diody sygnalizacyjne świeciły bezustannie zamiast migać.
Z całkowitej ciszy powoli zaczęło wyłaniać się buczenie, podobne do niskiego pomruku. Boerst słyszał już kiedyś coś podobnego. Jeszcze w akademii słuchał razem z kolegami różnych nagrań ze starych płyt. Wśród nich była muzyka grana na jakichś etnicznych trąbach. Dźwięk zapętlał się i trwał, podobno potrafił nawet wprawić grającego i słuchacza w trans.
Odgłosy w kabinie "Dantego" były niemal identyczne. Wzbierały na sile i po chwili mężczyzna poczuł się, jakby był we wnętrzu olbrzymiego transformatora. W brzęczeniu zaczęły pojawiać się pojedyncze trzaski. Jedne krótkie, inne dłuższe, jeszcze inne brzmiały zupełnie jak... wypowiadane słowa.

3.
- Kim jesteś? - Głos zabrzmiał jak szept, lecz miał moc tysiąca szeptów. Wypełniał głowę Boersta i dudnił w niej, wprawiając w drżenie obie półkule mózgowe. Mężczyzna poczuł się, jakby miał za moment stracić przytomność.
- Kim jesteś? - Pytanie ponownie pojawiło się w głowie Boersta.
To było jak sen albo to, co dzieje się tuż przed nim, na granicy świadomości. Dźwięk falował, pulsował w głowie pilota.
- Zadałem ci pytanie... - Siła głosu zwiększyła się, sprawiając mężczyźnie ból. Zmrużył powieki i syknął przez zęby.
- Boli... - jęknął, odruchowo zasłaniając uszy. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że dźwięk nie pochodzi z zewnątrz. Opuścił ręce i potrząsnął głową.
- Kim jesteś? - Usłyszał ponownie.
- Pilot Al Boerst, statek "Dante"…
- Dlaczego spuściłeś na nas płomienie? - Przerwał mu głos.
Mężczyzna zmieszał się i przez chwilę szukał jakiejś dobrej odpowiedzi. Nie znalazł jednak żadnej, która przedstawiłaby go w korzystnym świetle.
Postanowił powiedzieć prawdę.
- To był wypadek - przyznał skruszony. - Wystrzeliłem te rakiety niechcący...
- Niechcący? - Oburzył się głos w głowie Boersta.
Pilot przytaknął, lecz zaraz zdał sobie sprawę z tego, że rozmówca najpewniej go nie widział.
- Zupełnie niechcący - potwierdził. - To musiał być skutek przeciążenia podczas lotu. Nie spodziewałem się takiej siły i chyba przez przypadek odpaliłem pociski...
- Jakiego lotu? - Ponownie przerwał mu głos. - Przez przypadek próbowałeś nas zniszczyć?
Boerst odruchowo zaprzeczył ruchem głowy.
- Nie, nie. Absolutnie nie chciałem nikogo niszczyć! - Zawołał, starając się, by jego słowa zabrzmiały wyraźnie i przekonująco.
- Masz szczęście, że w porę się zorientowaliśmy... - Głos nieco złagodniał. - Zdążyliśmy się przenieść, zanim twoje, jak to je nazwałeś "rakiety" uderzyły w miejsce, w którym żyjemy!
- Przepraszam...
Wnętrze kabiny "Dantego" uspokoiło się i przyrządy wróciły do normalnego trybu pracy. Kontrolki zaczęły migać, a do uszu mężczyzny dotarł cichy pomruk silników. Pilot odetchnął z ulgą i poprawił kołnierz skafandra. Światło bijące dotąd z niebywałą siłą przez szyby iluminatorów, nieco przygasło, pozwalając odpocząć jego oczom.
- Wspomniałeś coś o locie... - kontynuował głos.
Boerst zaczerpnął powietrza.
- Zgadza się - potwierdził. - Odbywam właśnie lot. To pierwszy rejs tego statku. Coś musiało pójść nie tak i w wyniku splotu różnych wydarzeń stało się to nieszczęście z wystrzelonymi pociskami...
- O jakim locie mówisz?
Mężczyzna zdziwił się.
- No... To jest lot testowy, na nowym typie silnika. - Próbował wyjaśnić wszystko po kolei. - Miałem dotrzeć do gwiazdy Vergilius...
- Nie znamy takiej... gwiazdy...
Pilot zamyślił się, zaskoczony stwierdzeniem, jakie rozbrzmiało w jego głowie.
- Zanim wystartowałem, zapewniono mnie z Ziemi, że tam właśnie polecę... - wypowiadał słowa pod nosem, mówiąc bardziej do siebie, niż rozmawiając z tajemniczym głosem.
- Z Ziemi? - Głos w umyśle mężczyzny wydawał się być zaszokowany nową wiadomością.
- No... tak. Stamtąd przyleciałem... - potwierdził Boerst.
- To niemożliwe!
- Jak niemożliwe? Przecież... Kiedy ja właśnie... - pilot zamotał się w odpowiedzi.
W kabinie ponownie pojaśniało i zabrakło powietrza. Buczenie stało się tak silne, że mężczyzna poczuł silny ból w uszach. Przeraził się, że jeśli siła dźwięku wzmocni się lub choćby utrzyma na obecnym poziomie, jego bębenki nie wytrzymają i popękają niczym balon, w który wpompowano zbyt dużo powietrza.
- Nie wolno ci tu być! - Obwieścił głos. - Swoją obecnością łamiesz prawa, jakie rządzą światem od wieków!
- Nic nie rozumiem... - odparł Boerst, krzywiąc się wciąż od nieustającego brzęczenia panującego w kabinie "Dantego".
Potężne uderzenie wstrząsnęło statkiem.
- Uciekaj stąd, zanim będzie za późno! - Rozkazał głos.
Kolejny wstrząs wyrzucił Boersta z siedzenia. Mężczyzna poszybował wprost na stalową ścianę i uderzył w nią z impetem.
- Uciekaj! Wynoś się! - Głos w jego głowie warknął i ulotnił się nagle, tak nagle, jak wcześniej się w niej pojawił. Wnętrze kabiny statku wróciło w jednej sekundzie do normy. Wystraszony mężczyzna podbiegł do pulpitu. Krótkim spojrzeniem omiótł wskazania przyrządów pomiarowych, po czym wyjrzał przez iluminatory. To, co zobaczył na zewnątrz statku, wprawiło go w takie osłupienie, że aż przysiadł na brzegu fotela.

4.
Spomiędzy śnieżnobiałych, gęstych chmur wyłaniały się świetliste postacie. Dziesiątki, a nawet setki olbrzymich stworzeń, jakich Boerst nigdy jeszcze do tej pory nie widział. Nie były podobne do niczego, co zdołał opisać człowiek.
"Do niczego z wyjątkiem..."
Mężczyzna potrząsnął głową.
- Nie, to całkowicie niemożliwe! - Wyszeptał.
W ogólnych zarysach przypominały sylwetką ludzi.
Były jednak kilkukrotnie większe od przeciętnego człowieka. Co więcej, unosiły się w powietrzu z pomocą olbrzymich skrzydeł, przytwierdzonych na plecach. Ciało każdej z nich pokrywała łuska, miejscami przypominająca starodawny, średniowieczny pancerz. Postacie zbliżyły się do "Dantego" na tyle blisko, że Boerst był w stanie dojrzeć ich twarze.
Były niemal identyczne! Każda tak samo biała, tak samo gładka. Wszystkie spoglądały na jego statek z wrogością, gotowe w każdej chwili do ataku.
- Co to jest, do ciężkiej cholery? - Zdziwił się pilot.
Wbił się w fotel i mocno przypiął solidnymi, parcianymi pasami. Zablokował siedzisko przy pulpicie tak, by się nie przesuwało i umożliwiło mu obsługę przyrządów na konsoli.
Istoty na zewnątrz "Dantego" zaczęły coraz szybciej poruszać skrzydłami. Wyglądały jak wściekłe, białe ptaszyska, próbujące w ten sposób odstraszyć intruza. Szum powodowany trzepotem olbrzymich skrzydeł wzmagał się i przybierał na sile. Po chwili przedostał się przez poszycie statku i dotarł do uszu Boersta. Zaraz dołączył do niego inny dźwięk, który wydał się mężczyźnie dziwnie znajomy.
Brzmiał jak trąby, cała orkiestra instrumentów, jakie widział i słyszał na starych filmach. Takimi trąbami w dawnych czasach.. dawano sygnał przed bitwą!
- To aniołowie! - Zawołał pilot, zapominając, że jest na statku zupełnie sam.
Nim zdążył przetrawić własne słowa, ze strony skrzydlatych istot poszybował w kierunku "Dantego" snop jasnych iskier.
Silne uderzenie zakołysało pokładem statku. Pas przydusił na moment mężczyznę. Następną rzeczą, jaką zobaczył, był zastęp serafinów nacierających na "Dantego". Z uniesionymi rękoma, w których błyszczały dziwaczne, podłużne przedmioty, anioły mknęły wprost na kabinę, w której siedział Boerst. Oblicza istot wykrzywiało oburzenie i wściekłość.
"Zaburzyłeś spokój nieba!" - W głowie mężczyzny rozległ się nagle chór anielskich głosów.
Niemal odruchowo chwycił drążek sterowniczy i z całej siły pociągnął go do siebie. "Dante" błyskawicznie ruszył się do tyłu, a nagła siła tego manewru wypchnęła Boersta do przodu, wpijając w jego ciało system pasów bezpieczeństwa, którymi przypiął się chwilę wcześniej. Statek nie umknął jednak przed gradem iskier nadlatujących od strony uskrzydlonych napastników.
Kadłub "Dantego" zatrzeszczał pod naporem wymierzonych w niego ciosów.
"Jeśli szybko czegoś nie zrobię, przyjdzie mi tu zginąć!" - Przez umysł pilota przemknęła błyskawiczna myśl. Spojrzał na sekcję przycisków, które sterowały bronią, a później na to, co działo się za szybami iluminatorów. Użycie broni wydało mu się jedynym rozwiązaniem, które dawało jakiekolwiek szanse na wyjście z opresji. Nerwowo przełknął ślinę i położył dłoń na odpowiednich przyciskach. W drugiej ręce trzymał drążek sterujący ustawieniem statku. Obrócił "Dantego" najpierw wolno w lewą, a następnie w prawą stronę, szacując liczbę napastników. Naliczył przeszło stu serafinów, a nie był jeszcze w połowie liczenia! Ze wszystkich stron mknęły ku niemu świetliste pociski. Co chwilę któryś z nich uderzał w poszycie "Dantego", powodując silne wstrząsy pokładu i coraz bardziej złowrogie trzaski i skrzypienie pancerza statku.
- Raz kozie śmierć... - wyszeptał Boerst i nacisnął pierwszy przycisk.
Statkiem szarpnęło i dwa pociski wystrzeliły spod kadłuba i pomknęły równolegle do siebie, oddalając się od "Dantego". Obydwa trafiły celu. W chwili uderzenia nastąpił głośny huk.
Rozbłysły dwa niewielkie, czerwono-żółte słońca, które po chwili zamieniły się w szarzejący obłok dymu. Fala uderzeniowa odepchnęła anioły, które były najbliżej wybuchu i odrzuciła do tyłu. Po chwili zakołysała także pokładem statku Boersta. Kilka piór unosiło się w powietrzu, zapewne szczątki tych serafinów, które zostały trafione pociskami z "Dantego". Mężczyzna był zaskoczony ogromem zniszczeń, jakie poczyniła użyta przez niego broń. Co najmniej trzydziestu aniołów zginęło w okrutnym ogniu rakiet. Podobne zdziwienie zapanowało na twarzach atakujących. Na moment zaprzestali ofensywy, ze zdumieniem spoglądając po sobie, przypatrując się "Dantemu" oraz temu, co zostało z ich towarzyszy. Wyraz ich twarzy od razu zdradzał, że pierwszy raz mieli do czynienia z czymś podobnym.
Po chwili kanonada złocistych iskier rozpoczęła się na nowo. Na kadłub "Dantego" posypały się kolejne ciosy.
Boerst naciskał przycisk raz za razem, kierując kolejne rakiety w tłum zawziętych serafinów. Następujące po sobie wybuchy szerzyły prawdziwe spustoszenie w szeregach aniołów, lecz na miejsce zabitych wciąż napływały nowe. Było ich z każdą chwilą coraz więcej.
- Boże... - szepnął mężczyzna, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, że chyba jednak zwraca się do nieodpowiedniej osoby. W końcu to właśnie Jego emisariusze starali się zetrzeć Boersta z...
- Z powierzchni Nieba? - Ironicznie spytał sam siebie.
Odgłosy kadłuba "Dantego" nie wróżyły niczego dobrego. Pilot był pewien, że statek nie wytrzyma zbyt długo pod naporem ataku.
Zwolnił blokadę siedziska i przesunął się w stronę panelu napędu.
- Jak to było? - Ponaglał się na głos. Starał się przypomnieć sobie ustawienia napędu w momencie startu. Przez chwilę poczuł w głowie zupełną pustkę, potem zaświtały mu trzy cyfry:
- Zero-zero-jeden! To było to! - Zawołał w uniesieniu. - Teraz muszę tylko przestawić dźwignię w przeciwne położenie!
Boerst chwycił stalową rączkę dźwigni i gładko przesunął ją w położenie jeden-zero-zero. Klawisz "start" rozbłysnął czerwonym światłem. Pilot zerknął w iluminatory statku. Za nimi kłębiło się od wciąż napływających serafinów. Wypuścił głośno powietrze, nacisnął przycisk i powrócił do panelu obronnego. Ponownie zaczął razić napastników rakietami.
Kątem oka zerknął w stronę czerwonego wyświetlacza na pulpicie napędu. W obliczu zagrożenia cyfry zmieniały się o wiele wolniej, niż by tego sobie życzył. Wyświetlacz leniwie pokazał piętnastkę, a po sekundzie trwającej w umyśle Boersta milion lat - czternastkę.
- Szybciej, do cholery! - Zaklął pod nosem i wystrzelił kolejne pociski.
Tłum aniołów chyba wyczuł, że zaczęło dziać się coś dziwnego. Wszystkie zatrzymały się w miejscu, a niektóre nawet zaczęły oddalać się od "Dantego".
Mężczyzna zobaczył na wyświetlaczu napędu dwie jedynki. Myśli w jego głowie nabrały nagle prędkości nadświetlnej.
"Zapomniałem ustawić "Dantego" w pozycji startowej..."
Na wyświetlaczu drugą jedynkę zastąpiło zero.
"W ten sposób nie wrócę przecież na Ziemię. Rzuci mnie w jeszcze inne miejsce..."
Na czerwonym tle rozbłysła dziewiątka, a po niej, zdecydowanie zbyt szybko - ósemka.
"Zajmie mi to całe miesiące, zanim policzę koordynaty powrotu do domu!"
Kolejna zmiana przywołała przed oczy Boersta siódemkę.
"Zaraz! Jeśli w poprzednim ustawieniu dźwigni napędu "Dante" zawędrował do nieba, to przy przeciwnym ustawieniu zawędruje do..."
Z przerażeniem zobaczył, jak siódemka zamieniła się w szóstkę. Mężczyzna rzucił się w stronę konsoli napędu. Gdy dopadł do przełączników, piątka zamieniła się w czwórkę. Granica, przed którą mógł jeszcze zmienić koordynaty i odwołać start silników, została przekroczona. Z całą siłą uderzył w przycisk "stop", wiedząc że i tak nic to nie da. Rozgoryczony patrzył, jak miejsce trójki zajmuje dwójka, a po niej jedynka. Rzucił ostatnie spojrzenie za okna iluminatorów. Dostrzegł za nimi smutne twarze aniołów, które najwidoczniej znały przyszłość, jaka go czekała.
Na wyświetlaczu zapaliło się "zero". Al Boerst mocno złapał oparcia fotela. Po chwili znana mu już, olbrzymia siła ponownie wcisnęła go w oparcie i poniosła ku przeznaczeniu.
Zamknął oczy i postanowił ich nie otwierać bez względu na to, co miało się wydarzyć...



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -