Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




UPADEK

Radosław Zalewski

W pokoju na kanapie leżał on. Czuł na twarzy zimny powiew wiatru docierającego z niedomkniętego okna.
Starał sobie przypomnieć co działo się podczas zeszłego tygodnia. Z chwilą otwarcia oczu poczuł okropny, przeszywający ból głowy. Jego ciało było odrętwiałe i ciężkie.
Rozglądał się wokół, gdy jego wzrok przykuł widok tak dziwaczny ,ohydny a zarazem dający do myślenia. –Co się do cholery tutaj działo ? – zapytał ze zdziwieniem w głosie.
Na ścianie wisiało coś w kształcie prostokąta. Przypominało to ludzkie zwłoki, do których ktoś przymocował ładunek wybuchowy a następnie go zdetonował. W samym środku tej rzeczy tliło się światełko. Simon zwlekł się z kanapy i niepewny podszedł do ściany, ogarnęło go uczucie dzikiej radości.
-HAHAHA !! – śmiech wypełniał echem cały pokój. Po chwili przestał się śmiać, a jego głowę wypełniły niepokojące myśli. –Jezu. Ja nic nie pamiętam. Kompletnie nic co by mi mogło pomóc zrozumieć ,skąd się tu wziąłem. – Sytuacja była rzeczywiście beznadziejna.
Stał tu sam pośród czterech ścian, które były ochlapane czymś co przypominało ludzką krew.
Nagle usłyszał kroki a po chwili drzwi zostały otwarte. Spojrzał w tamtym kierunku ,ale nikogo nie było. –To jakiś koszmar. Co to za miejsce ? Być może miałem wypadek i jestem w jakimś szpitalu ? – Mimo to nie był całkiem pewien czy to co widzi jest realne. A może to tylko wymysł wyobraźni ? -Nie to niemożliwe żeby takie dziwne rzeczy przydarzały się mi.
Mimo to znajdował się nadal w tym pokoju. W pewnym momencie zdał sobie sprawę ,że kilka chwil temu otworzyły się drzwi. Tam nikogo jednak nie było oprócz pustego korytarza i ciszy wypełniającej całą wolną przestrzeń.
- Być może wszystkie moje myśli zostały ułożone w określony sposób ? Ewentualnie zamknięto mnie tutaj, w jakimś określonym celu ? – Simon nie był przekonany co przeznaczenia, które miało go dopaść jak drapieżnik dopada swoją ofiarę. Nagle i z zaskoczenia. Stał jeszcze chwilkę w miejscu poczym ruszył w stronę drzwi.
Korytarz był chłodny, długi panował półmrok, światła mrugały jak gdyby w przewodach występowała awaria. Simon przeszedł kilka kroków przed siebie, kiedy nagle pojawiły się postacie ze zniekształconymi twarzami.
- Hej wy ! Czy możecie mi powiedzieć gdzie jestem ? – Lecz postacie tylko spojrzały w jego stronę, a po chwili zniknęły tak szybko jak się pojawiły. Po kilku krokach Simon znalazł na podłodze klucz. Szedł dalej aż dotarł do następnych drzwi.
- Zapewnie te drzwi zaprowadzą mnie do wyjścia. – Nie wiedział jak bardzo jest w błędzie, skąd mógł o tym wiedzieć ? Wszedł do pomieszczenia, w którym panowała ciemność.
Chwila zawahania a następnie przejście dwóch ,może trzech kroków i znalezienie się wewnątrz pomieszczenia. Słabe światło wpadało z korytarza ale i tak nic nie można było dostrzec. Cisza. Wszędzie panowała grobowa cisza. Drzwi zatrzasnęły się z wielkim hukiem.
- I co teraz ? – nurtujące pytanie powtarzane raz za razem. Błysk. Oślepiający, gwałtowny, niespodziewany a jednocześnie tajemniczy dźwięk.
W okuł ciemność mimo gwałtownego zjawiska. Zewsząd dochodziły jęki tak ,że po całym ciele Simona przechodziły ciarki. Zaczął iść powoli w miarę nasłuchiwania coraz wyraźniejszych głosów. Po paru metrach ujrzał słabe światło, które zbliżało się z dużą prędkością. Pulsujący pomarańczowo – żółty kolor oraz ciepło wzrastające wraz ze zmniejszaniem się odległości. Chwila zastanowienia i nagła reakcja, szybkie bicie serca ,pot na czole.
-Co to było ? Wyglądało jak kula ognia. Jeżeli tak to w takim razie gdzie ja jestem ?
Pojawiła się jasna łuna a zaraz po niej wszystko było wiadomo. Światło odkryło tajemnicę jaką skrywała ciemność. W okuł znajdowały się ludzkie ciała wiszące na łańcuchach zakończonych hakami.
- Jezu Chryste gdzie ja jestem ?! Czyżbym trafił do piekła – Patrzył na ciała podszedł aby sprawdzić czy może ktoś żyje.
- Halo ! Czy ktoś z was jest przytomny ?! – nic tylko grobowa cisza była odpowiedzią na jego pytanie. Simon zrobił jeszcze kilka kroków w stronę ciał żeby obejrzeć je dokładniej.
Kiedy zwłoki zaczęły krwawić z ran, a konwulsje nimi wstrząsały.
- Chciałem tylko… - nie dokończył ponieważ przerwał mu krzyk ofiary. Po chwili nastąpiła eksplozja i szczątki zwłok rozlatują się na wszystkie strony. Krew spływała po koszuli i spodniach Simona. Kawałki mięsa ludzkiego leżały wszędzie ,gdzie tylko spojrzał.
Tuż przed nim wisiało chyba z tuzin ciał. W szoku, zdezorientowany, nie będący w stanie nic powiedzieć zaczął uciekać. Za każdym razem scena powtarzała się od nowa. Krzyk rozdzierał ciszę w około. Przebiegł kilkanaście metrów ,stanął i starał się ochłonąć.
- To jakaś paranoja ! Potworny koszmar nie mający końca. – Ratunku ! – rozległo się wołanie o pomoc. – Ktoś najwyraźniej tu żyje, ale ma kłopoty i potrzebuje mnie.
Pomyślał a następnie biegiem ruszył przed siebie. Nie będąc pewnym co go może jeszcze spotkać w czasie tej zadziwiającej, a zarazem przerażającej przygody.
- Proszę niech mi ktoś pomoże – błagalny głos docierał zza drzwi. – Już idę Ci pomóc. – odpowiedział Simon. Dotarł do starych, rzeźbionych, drewnianych wrót.
Próbował je otworzyć, ale wysiłek spełzł na niczym.
– Chwila przecież znalazłem klucz.-Wziął go do ręki, wsadził do zamka i przekręcił dwa razy.
Następnie pchnął wrota. Skrzypnięcie zawiasów i ten odrażający odór, który drażnił nozdrza Simona. Wnętrze pomieszczenia urządzone było w stylu barokowym. Cały przepych od razu rzucał się w oczy.
- Ktoś tu musiał mieszkać. Pewnie jakiś król albo hrabia. – faktycznie sala posiadała iście przepiękny wystrój. Mimo tego wszystkiego tylko jedna rzecz tu nie pasowała. To ten cuchnący odór, który po chwili zniknął. Simon wszedł w głąb sali ,a wtedy wrota zatrzasnęły się za nim. Na środku stał tron, siedziała na nim jakaś postać.
- Wejdź i rozgość się Simonie. – powiedział tajemniczy osobnik.
- Skąd wiesz jak mam na imię ? – zapytał. – Ja wiem o tobie wszystko, a także to co tu robisz.
Tron obrócił się w stronę Simona i wtedy dostrzec można było twarz postaci.
Było to młody mężczyzna wyglądający na około dziewiętnaście, dwadzieścia lat. Ubrany w czarny habit.
- Kim jesteś ? – spytał Simon.
- Możesz mnie nazywać Natan – odpowiedział mężczyzna.
- W takim razie Natanie powiedz mi co ja tu robię ?
- Chodź ze mną to dowiedz się wszystkiego, ale będziesz musiał zapłacić pewną cenę za poznanie prawdy. – Młodzieniec wstał i poszedł w stronę wielkiego lustra, które bardziej rozmiarami przypominało szybę od drzwi tarasowych niż lustro.
-Simonie podejdź do mnie – ale on stał za tronem i nie miał zamiaru nigdzie iść. A zwłaszcza w stronę gościa, który nie wzbudzał zaufania.
- A skąd mam mieć pewność, że mi czegoś nie zrobisz ? – Niepewność była uzasadniona, lecz jakieś wewnętrzne pragnienie nakazywało mu iść w stronę lustra.
W końcu poznanie prawdy jest kuszącą propozycją , ale jaką cenę trzeba będzie zapłacić.
- Przyjacielu nie masz się czego obawiać z mojej strony. Przecież chcesz wiedzieć wszystko czy nie tak ? – No tak jednak… - podszedł do Natana, mimo że serce podchodziło mu do gardła ze strachu. Postać dotknęła taflę szkła palcem, a ich odbicie zafalowało niczym w wodzie. Obydwoje przestąpili lustrzaną bramę. Znaleźli się w miejscu przypominającym jaskinię tylko olbrzymich rozmiarów.
- Co to za miejsce ? Czy ty aby na pewno wiesz gdzie jesteśmy ? – Simon rozejrzał się jednak kompana nie było.
- No ładnie, pierw mnie omamił obietnicą poznania prawdy, potem zniknął. A ja zostałem w jakiejś prehistorycznej jaskini. – Simon podążył przed siebie nie wiedząc co go czeka.
Czym dalej i głębiej szedł, tym cieplej było. W końcu gorączka była tak duża, że kropelki potu spływały mu z czoła. Mimo nieznośnego gorąca szedł dalej aż w końcu dotarł do miejsca, które jak się później okazało kryło w sobie mnóstwo niespodzianek.
- Przyjacielu mój przyjdź do mnie. – dobiegał głos z oddali. Kilka kroków zrobił on przed siebie i nagle spadał w dół z dużą prędkością. Uderzenie o ziemie, a po chwili ból przeszywający całe ciało.
- Witam Simonie w moim królestwie. – Odezwał się głos znajomej postaci.
Odwróciło coś Simona na plecy, wtem ujrzał olbrzymiego potwora jakiego wcześniej nie widział.
- Jezu jestem w piekle. – uświadomił to sobie w tej właśnie chwili.
- Co do tego pierwszego to nie jestem nim i nie wymawiaj jego imienia przy mnie. – odezwała się kreatura.
- A jeśli chodzi o piekło to masz rację. Jesteś w piekle.
-Ale za co ? Przecież ja nic złego nie zrobiłem, nikogo nie zabiłem. Poza tym jestem wierzącym katolikiem.
-Byłeś katolikiem Simonie do momentu kiedy twoja wiara została zachwiana. Zapewne nie pamiętasz co się stało ? Więc ci przypomnę. – Diabeł opowiedział całą historię i to w jaki sposób Simon jest tu na dole, a nie z ludźmi na ziemi.
-Więc przyjacielu czy pomożesz mi objąć władzę władze nad rasą ludzką ? Przyrzekam ci, że dostaniesz wszystko czego będziesz chciał. – Bez zastanowienia wyraził zgodę na współpracę.
- Oto sześć kamieni szlachetnych, które umieścisz w starożytnym kręgu Stonehenge. Następnie wypowiesz te zaklęcie a reszta dokona się sama. – Diabeł wręczył mu kamienie i w przeciągu chwili Simon powrócił na powierzchnię ziemi.
- Więc jestem z powrotem na ziemi ale gdzie dokładnie ? – Rozejrzał się w około, a jego oczom ukazany został widok Stonehenge. Wyglądało na to, że diabeł miał dosyć czekania i ciągłych porażek w zdobywaniu świata. Na jednym ze skalnych bloków leżały kamienie i zwój pergaminu. Simon rozwinął pergamin, ułożył klejnoty w odpowiedniej konfiguracji i zaczął wymawiać zaklęcie.
W czasie kiedy to robił tuż obok przejeżdżała wycieczka. Autokar zatrzymał się nieopodal magicznego kręgu.
- Oto widzimy starożytny krąg Stonehenge, w którym odprawiane były różne rytuały przez druidów. – tłumaczył zwiedzającym pilot wycieczki.
-Jak państwo widzicie nawet w dzisiejszych czasach ludzie wierzą w czary. – Pasażerowie roześmiali się na widok Simona stojącego po środku kręgu.
- O wielki ojcze ziemi przybywaj ! – Tak brzmiały ostatnie słowa formuły otwierające wrota między piekłem a ziemią.
Wzmógł się wiatr, niebo pokryły czarne gęste chmury, a z kamieni wystrzeliły promienie światła. Wycieczkowicze z wielkim zaciekawieniem obserwowali to co miało miejsce za oknami autobusu.
Simon wyszedł z kręgu , wtedy wszystkie promienie skierowane został na środkowy kamień. Błyskawice rozdzierały niebo raz za razem. Po chwili rozstąpiła się ziemia a ze szczeliny wyszedł potwór oznajmiając przybycie nowego władcy i pana ziemi.
- O wy którzy czekaliście tak długo na swego pana radujcie się, gdyż nadeszła ta chwila !! I przed wami powstanie cesarz we własnej osobie !! Niech żyje i nam panuje cesarz Belzebub !
Panika ogarnęła pasażerów autokaru. Zaczęli krzyczeć i co niektórzy płakać. Kierowca wcisnął pedał gazu do końca próbując odjechać jak najdalej. Ale to na nic się zdało, bo latający diabeł pochwycił autokar i uniósł go kilka metrów nad ziemię. Po chwili wypuścił ze szponów. Z wielkim hukiem runął na ziemię zmieniając się w stertę złomu. Nastąpił wielki wybuch i na powierzchnię wyszedł cesarz, a wraz z nim cała piekielna armia. Składała się ona z tysięcy zastępów rycerzy ciemności i rozmaitych kreatur. Zarówno latających jak oraz chodzących.
- Pokłońcie się swemu nowemu panu !! – Oznajmił Belzebub. Następnie skinął palcem a cała horda piekielna ruszyła z wielkim wrzaskiem na podbój ziemskiego padołu.
-Simonie oddaj mi pokłon a ja uczynię wszystko czego zapragniesz. – Posłuszny rozkazowi oddał pokłon i później wstał.
- Chcę żeby pozostali ludzie na ziemi. Przynajmniej garstka tych, którzy na to zasługują.
-Jeżeli taka jest twoja wola to niech tak będzie. Ty zostaniesz moim generałem i władcą miasta z którego pochodzisz.
W Londynie wybiła właśnie piąta po południu, czyli czas na tradycyjną herbatkę.
- Lordzie Simson dzisiejszy dzień minął nam zupełnie dobrze. Tylko ta pogoda jakaś dziwna.
-Racja Stevenie – Odrzekł lord unosząc filiżankę herbaty do ust.
Nagle okno rozpadło się na kawałki, a do środka wleciał diablik.
-Mój Boże co to jest ! Jakaś potworna kreatura fruwa mi po salonie ! – chwilę później przez pozostałe okna wleciały demony.
-Jezu…!!!! –dochodziły krzyki zza drzwi. Ochroniarze niestety nie byli w stanie pomóc, ponieważ ich zwłoki wisiały na jelitach owiniętych w okuł żyrandola.
W tym samym czasie odprawiana była msza w kościele.
-Moje dzieci Bóg was kocha. – Prawił morały proboszcz, kiedy drzwi kościoła zostały zatrzaśnięte, a figura Chrystusa zeszła z krzyża. Wszyscy wierni uklęknęli. Ksiądz przeżegnał się i upadł na kolana.
-Mój Panie w końcu odpowiedziałeś na moje modły.
-Tak moja wierna owieczko. Dam ci teraz odpowiedź. – Figura podeszła do klęczącego kapłana, wzięła kielich mszalny, upuściła do niego trochę wypływającej z niej krwi.
-Pij mój synu, pij. Ta krew oczyści cię z grzechu. – Posłusznie proboszcz wziął łyk z kielicha. W chwilę potem jego ciało zaczęło się rozpadać niczym próchno. Powietrze rozniosło smród zgnilizny po całym kościele.
-A teraz na was kolej moje naiwne barany. – Odrzekła figura.
Przenikliwy chłód ogarnął świątynię. Tłum dwustu osób wpadł w panikę i zaczął uciekać w stronę wyjścia. Na nic się to zdało, drzwi zostały zatrzaśnięte.
-Czas na spowiedź i rozgrzeszenie HAHAHA !!! – Z głowy figury Chrystusa rozwinął się drut kolczasty. Obwinął on gardło zakonnicy i podniósł ją do góry prawie wydzierając jej krtań. Z pięćdziesiąt osób wisiało pod sufitem, zawieszonych drutem kolczastym na oświetlających kościół lampach sześcioramiennych. Krew i wnętrzności leżały wszędzie, nie było ucieczki ani litości.
Reszta pozostała jeszcze przy życiu mimo to błagała o litość. Skamlając o łaskę niczym bite psy. Lecz żadna ich prośba nie docierała do demona szalejącego pod postacią figury Chrystusa.
-No to czas kończyć ! – Zakrzyknął demon. Zaraz potem zza zamkniętych drzwi dochodziły jeszcze chwilę krzyki. Przez szczelinę pomiędzy drzwiami a podłogą wypływała krew.
Cały Londyn płonął, a wraz z nim upadło królestwo Brytyjskie.
Żadna armia nie była w stanie powstrzymać najazdu piekielnych hord. Codziennie odchodziły do historii mocarstwa i potęgi militarne. Demony i diabły pozostawiały za sobą tylko śmierć i zniszczenie. W końcu armia z generałem na czele stanęła przed Watykanem.
Naczelną siedzibą papiestwa i ostatnią przystanią katolicyzmu.
-Ojcze święty stało się ! Sam diabeł stanął u wrót tego świętego miasta. – Papież wstał z krzesła, podszedł do okna spojrzał na szykującą się do walki ogromną hordę bestii.
-Stało się to co dawno było przesądzone. Ludzie zapłacili za swoją niewierność i grzechy.
-Do ataku !! – krzyknął generał, patrząc jak jego podwładni wkraczają i pustosza miasto.
Sam osobiście ruszył do siedziby papieża. Grupka kleryków nie świadomych niczego grała w piłkę, kiedy pomiędzy nich wskoczył diablik z toporem w dłoni. Bez mrugnięcia okiem odciął pierwszemu głowę i kopnął ją. Pozostali rzucili się do ucieczki, ale na nic ich trud. Topór rzucony w ich stronę niczym bumerang zawrócił i obciął im głowy. Martwe ciała księży, zakonników i zakonnic ścieliły się jak dywan na podłodze. Wnętrzności było tyle, że można by było otworzyć sklep mięsny. Ewentualnie centrum z organami do przeszczepów. Dwie zakonnice siedziały w piwnicy. W pewnym momencie dobiegł ich uszu płacz dziecka.
-Siostro Klaro tam płacze jakieś dziecko, trzeba mu pomóc.
-Ma siostra rację, trzeba uratować to niewinne dzieciątko. – Mimo strachu i ryzyka zakonnica otworzyła drzwi. Za nimi stała siedmioletnia dziewczynka trzymająca w rączkach pluszowego misia.
-Jezu dziecko chodź to do środka, bo tam jest niebezpiecznie. Skąd się tu wzięłaś dziecino ?
-Jakiś duży pan wszedł do mojego domu i uderzył moich rodziców, a oni nie chcieli potem wstać. To ja zabrałam misia i uciekłam kuchennymi drzwiami. – odpowiedziała drżącym głosem dziewczynka.
-Całe szczęście, że jesteś cała i zdrowa. My musimy tu cichutko siedzieć, rozumiesz ? – Tak rozumiem. – odparło dziecko.
Cała trójka kucnęła w rogu piwnicy nasłuchując odgłosów zamętu, płaczu i krzyków dochodzących z zewnątrz. Nagle oczy maskotki zaświeciły czerwonym kolorem. Dziecko odrzuciło misia pod drzwi piwnicy. Wówczas okazało się, że w zabawce ukryty był demon. Ukazując swą prawdziwą postać zaryczał i rozerwał pluszaka na strzępy.
Bestia stanęła naprzeciwko przerażonych zakonnic tulących w ramionach dziewczynkę. Mimo to chwycił on malca za rączkę i pociągnął w swoją stronę, a następnie szponami drugiej ręki wyrywał kolejne kończyny z ciała. Przeraźliwy krzyk i tryskająca krew z lewego barku, w którym znajdowało się ramię. Trzask łamanych kości gdy demon pożerał lewe ramię. Potem przyszła kolej na prawe ramię a później nóżki. Mimo pozbawienia wszystkich członków dziecko nadal żyło wykrwawiając się w męczarniach. Potwór uniósł szpon w górę i sprawnym szybkim ruchem rozpołowił główkę wyciągając mózg.
Chwilę później połknął go razem z resztą ciałka dziecka. Siostry zakonne blade ze strachu płakały i modliły się do boga o zbawienie ich dusz. Diabeł łypnął złowieszczo okiem, pochwycił siostrę Klarę robiąc z nią to samo co z dzieckiem. Trzask łamanych kości, pękających ścięgien i mięśni przy tym nieznośny odór wydobywający się z paszczy. Pozostała tylko jedna zakonnica.
-Boże mój nie pozwól pożreć mnie tej piekielnej bestii. – Modliła się cichutko z nadzieją ocalenia życia. Diabeł nie pochwycił jej w szpony tylko odszedł w stronę drzwi. Po paru krokach stanął, obrócił głowę w stronę siostry i zionął ogniem. Pozostało tylko zwęglone ciało. W ferworze walki ludzie tratowali się wzajemnie uciekając przed ohydnymi stworami.
Przed rezydencją papieża ustawiona została straż papieska, policja oraz wszyscy ci którzy chcieli bronić ojca świętego. Generał zatrzymał piekielne wojsko, zrobił kilka kroków przed szereg.
-Ekscelencjo proszę opuścić swoje schronienie i oddać się w moje ręce. Obiecuję, że do końca swoich dni będziesz żył na wolności. Z dala od innych, mimo to wolny. –Obietnica brzmiała rozsądnie mimo wielkiego niebezpieczeństwa. Strażnicy papieża zostali zaatakowani bez ostrzeżenia.
-Daremne bohaterstwo marnych kreatur. – Stwierdził generał wskazując na jedną z bestii.
Na znak potwór skoczył w stronę nadbiegających ludzi i zaczął ich rozrywać na strzępy.
Nie dostając żadnej odpowiedzi Belzebub nakazał wejść do środka dowódcy i dziesiątce potworów. Wnętrze budynku było okazałe w swoim przepychu. Papieskie dystynkcje wisiały na każdej ścianie. Tuż przed pokojem w którym znajdował się Ojciec święty stali strażnicy.
Wystarczyło jedno machnięcie szponami, aby głowa pierwszego z nich poleciała w głąb korytarza.
-No to co z tobą zrobić zastraszona, biedna duszyczko ? – Generał pogładził swą brodę a potem nakazał przybić nieszczęśnika do drzwi. Ujął w dłoń halabardę następnie wbił jej ostry koniec ofierze w kolano prawe, a następnie lewe. Strażnik wył z bólu niczym wilk do księżyca podczas pełni. Następny cios został wymierzony w jądra a potem brzuch ofiary. Na końcu nakazał wyrwać serce ofierze, po czym wsadził je do ust truposza.
Generał wraz z potworami wszedł do salonu gdzie siedział papież spożywający posiłek.
-Wejdź, oczekiwałem cię. – Przywitał gościa Ojciec Święty. –Nie mogłem wyjść, ponieważ jestem zbyt słaby.
-Rozumiem. Więc ja przyszedłem do ciebie, a ty wiesz, w jakim celu tu przybyłem.
-Oczywiście. Zastanawiam się tylko jak taka osoba została zwerbowana przez niego ? Cóż takiego obiecał tobie, czym zaimponował ?
Zapadła cisza mimo hałasu dobiegającego zza okna.
-A wie ojciec, że się nad tym nie zastanawiałem. Od kiedy opowiedział mi historię mojego poprzedniego życia, zapałałem chęcią zemsty. Żądza krwi przysłoniła mi prawdę, po co tu właściwie jestem ?. – Nagle pojawił się cesarz pod postacią młodzieńca ubranego w czarny habit. Chwycił papieża za gardło i cisnął nim o ścianę.
-Dość tych bredni zniedołężniały starcze !! Nie będziesz więcej wykorzystywał moich ludzi, ani ich ogłupiał bredniami o raju !! – Starzec ostatkiem się podniósł się i oparł o stół.
-Takie zachowanie nie przystoi samemu władcy piekła. – Rzekł papież ciężko przy tym oddychając.
-Ja będę decydował co mi pasuje, a co nie !! – Belzebub uderzył papieża z dużą siłą.
Podszedł do niego ,pochwycił za szyję aby mocnym szarpnięciem oddzielić głowę i kręgosłup od reszty ciała. Leżące ciało rzucił przez okno swoim bestiom na pożarcie. Po czym wyszedł na balkon i przemówił.
-A teraz posłuchajcie mnie bracia ! Nastała nowa władza i nowe rządy pod moim dowództwem ! Teraz wszyscy będziecie rządzić prawem silniejszego ! A waszym bogiem od teraz jestem ja i wychwalać będziecie BELZEBUBA!!
Cesarz uniósł ręce w triumfalnym geście zwycięstwa. Natomiast Simon, który kiedyś był dobrym człowiekiem stał obok z powiewającą czarną peleryną.
Spoglądał na płonący Watykan oraz setki tysięcy zwłok, morza krwi i niewolników pozostałych przy życiu. Bowiem działanie jednostki może mieć wpływ na dzieje milionów.
Jego nagrodą zgodnie z obietnicą było objęcie władzy nad miastem. Więc generał udał się do Londynu, aby rozpocząć swoje rządy. Czas mijał a jego niewolnicy służyli mu. Któregoś dnia jeden z niewolników zaczął się modlić do Boga. Generał to usłyszał i nakazał go przyprowadzić.
-Powiedz mi co robisz śmiertelniku ? – Modlę się – odpowiedział.
-W takim razie gdzie jest wasz Bóg kiedy go potrzebujecie ? Dlaczego nie przybył ze swoją armią, którą powinien dowodzić jego syn, aby nas powstrzymać ? Na to pytanie odpowiedz sobie sam niewolniku. Nasz pan Belzebub wymaga od nas tego abyśmy byli silni i sami sobie radzili. A wy tylko tracicie czas na modlitwę do kogoś, kto w tak krytycznej sytuacji nie stanął w obronie swoich wyznawców i sług.
Wypowiedziawszy te słowa generał odszedł, a więźnia odprowadzono z powrotem do innych ludzi. Po drodze zastanawiał się nad słowami swego pana.
-Wiecie co bracia i siostry. Po tym co mi powiedział władca sądzę, iż nadszedł czas abyśmy przestali wierzyć w mrzonki o ocaleniu i zaczęli dbać o siebie. – Po tych słowach cała grupa spaliła swoje krzyże i wróciła do pracy.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -