Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




DROGA CIAŁA

Jakub Zieliński

Mięso, mięso, mięso.
Tylko tym dla nich byliśmy. Pozbawieni resztek ludzkiej godności, pragnący wszystkich uczuć, których nie mogły nam przekazać zimne ściany i ponure kominy Obozu.
I pragnęliśmy jeszcze jednego. Zobaczenia ponownie tego, co za siatką.
Wielu spośród nas uważało, że jesteśmy ciągle oszukiwani. Że tam- na zewnątrz- jest już cicho i spokojnie. Że nie trzeba żyć w ciągłym strachu i oczekiwaniu.
Niektórzy uciekali. Ich występom na obozowej scenie towarzyszyło zawsze wycie syren alarmowych i szczekanie psów, zaś sam naczelnik niekiedy brał udział w puencie takiego przedstawienia. Ubrany w cylinder i frak, dawał dłonią znak do zaprzestania pościgu.
Psy zawsze robiły swoje, nawet po obfitej kolacji.
Mięso, mięso, mięso.
Poznałam go wówczas, gdy sama byłam już niemal weteranką zmagań o uwolnienie. Większość moich towarzyszek już dawno przepadła lub zamieniła swoją cielesność, zaś żadna nie chciała kochać nikogo z wewnątrz obozu. Spotkania były zbyt krótkie, a rozstania nadmiernie bolesne. Jeśli umierało któreś z kochanków, także jakaś część drugiego przestawała funkcjonować. Po prostu tak ułożona była od wieków miłość. On jednak był dla mnie wyznacznikiem nowego życia; światłem, do którego lgnęłam niczym zahipnotyzowana ćma. Nawet nie próbowałam myśleć o jakichkolwiek konsekwencjach....
Trzeci miesiąc mięsa.
Dziś odszedł mój brat. Zawsze pogodny i uśmiechnięty. Dobrze pamiętam jego pomoc dla naszych sąsiadów, którzy pewnej nocy utracili znaczną cześć swego majątku. On wtedy nie zastanawiał się, jak ma ich klasyfikować, dla niego po prostu byli ludźmi w potrzebie.
Teraz nie miał już nawet czasu, aby o tym wspominać. Jego karę wyznaczało pomieszczenie z krzesłem, do którego jednak nawet nie chciano go przywiązać. Po prostu kolejny “lek” doktora zaczął działać bardzo szybko i skutecznie.
Kiedy nie miał już sił odrywać kolejnych płatów skóry z klatki piersiowej, połknął język. Rzęził jeszcze przez chwilę, a potem wskazał palcem na rurę sterczącą ze ściany.
Jeszcze w tej samej godzinie przemielono jego kości, a resztę ciała zniszczono w zbiorniku z kwasem. Gdybym cokolwiek zjadł przez ostatnie dwa dni, pewnie rzygałbym teraz jak kot.
Mięso, mięso...Coraz ciemniej.
Wczoraj odeszła Rena. Była z nami od okresu dzieciństwa, kiedy razem bawiliśmy się w piaskownicy, pod czujnym okiem naszych rodziców. Nigdy nie myślałam o niej w kategorii gorszej, dopiero tutaj wyjaśnili mi nasze rozróżnienie. Trzymała się świetnie, biorąc pod uwagę to, że niemal zawsze płakała, gdy ktoś szydził z jej marchewkowo rudych włosów. Teraz to wydawało się jedynie cichym echem dziecięcego przekomarzania w sytuacji, gdy codziennie płonęło tutaj ponad pół tysiąca osób. Ona to wszystko przyjmowała ze stoickim spokojem, kierując swe ukojenie do Boga. Właśnie to ją zgubiło.
Strażnik znalazł ją leżącą w kącie pokoju, podrapaną i wyjącą z bólu. Bełkotała coś ponoć o Jezusie, który miał się ukazać w misce nieświeżej wody. Znaleziono tam jedynie trup niemowlęcia, wykradzionego przez nią kilka godzin wcześniej z sali laboratoryjnej.
Część z niego zdołała już nawlec na przemyślnie poskręcany drut kolczasty, udający aureolę.
Następnego dnia nadziała się na jeden z pali, wystających z budowy kolejnego baraku.
Wrzucono ją do rowu razem z innymi, wcześniej obwiązując ręce czarnym różańcem.
Nie uroniłam nawet łzy.
Kolejny dzień w obozie. Dziś od rana strasznie pada i nie ma kogokolwiek z iskrą nadziei na twarzy. Nikt nie wie, jak długo może to jeszcze trwać.
Znowu ją widziałem, choć teraz nasze spotkania stają się już o wiele bardziej lakoniczne i powierzchowne. Oboje wiemy, że jesteśmy jedynie mięsem, które niebawem straci swoją rację bytu w tej rzeczywistości. Cieszę się każdą chwilą darowaną mi przez Boga, ale jednocześnie wiem, że prędzej czy później stanę się po prostu kolejnym obłokiem odchodzącym w kosmos z pokoju numer 8.
Albo trafię do rowu razem z setką innych ludzi pełnych „złej krwi”. Zależy, co oni zadecydują.
Miałem kolejny sen. Widziałem dworzec i odjeżdżający pociąg z napisem WOLNOŚĆ. Próbowałem go gonić, ale nieustannie uciekał i nie byłem w stanie uchwycić się choćby ostatniego stopnia ostatniego wagonu...Po prostu nie mogłem.
Zaraz po przebudzeniu spojrzałem w stronę nieba. Było szare, nawet nie miało szans błysnąć czerwienią.
Tego dnia straciłem resztkę nadziei.
Mięso, mięso, mięso.
Dziś zaświeciło słońce. Chyba nadchodzi wiosna, chociaż z pewnością uciekłaby przed tym koszmarem, gdyby wiedziała, co zobaczy. W obozie krążą plotki i pogłoski, równie bolesne i kłujące uszy, co zwykle. Ponoć ma przyjść wyzwolenie, zjednoczone armie ruszają już na agresora i szykują okrutną zemstę. Ale to wszystko może jest tylko snem. W końcu tutaj wszyscy marzą tylko o ucieczce...
Nie widziałam go jeszcze dzisiaj, ale może to lepiej. Usłyszałam wieści, na jakie byłam przygotowana od dłuższego czasu, choć i tak zdołały rozedrgać wszystkie moje mięśnie i nerwy.
W obozie dla starców nie ma już moich rodziców. Zostali przeniesieni, a tutaj oznacza to tylko jedno. Mam tylko nadzieję, że trafili do rowu, inaczej przestanę się myć.
Ostatnio podobno brakuje mydła i tłuszczu do smażenia.
Nie chcę nawet więcej myśleć. Po prostu pragnę, żeby mój umysł umarł natychmiast, natychmiast... żeby ucichł raz na zawsze!
Mięso.......
Ona coś wspominała o plotkach. Jakoby moglibyśmy stąd odejść nieodarci, niechciani przez nikogo. I wolni, nareszcie wolni od tego zła.
Ale póki co, jeszcze tu tkwimy. Wczoraj jeden z szefów złapał Leszka, byłego inżyniera w wielkiej fabryce, i zaciągnął go do swojej przyczepy. Wyszedł stamtąd po dwóch godzinach, cały umazany we krwi. W ręku trzymał jakiś pakunek, nikt jednak nie kwapił się aby sprawdzić, co zawiera. Tutaj rzadko kto zadaje pytania w takich sprawach. Kilka dni wcześniej, kiedy deszcze już przestały padać, lekarz chyba z roztargnienia nie zamknął drzwi do swojego laboratorium. Znalazło się natychmiast kilku ciekawskich, którzy zajrzeli do środka. Wnętrze ponoć wypełniał potworny smród, a wszędzie emanował niebieski odblask kwasu.
I oczywiście były tam ciała. Dla nich nie stanowiło to większego zaskoczenia, gdyż wszyscy wiedzieli o lampach i dywanach w salonie szefa obozu. Jednak ciała dzieci, połączone za sprawą chorej medycznej praktyki były czymś zupełnie odrażającym. Tematem, którego nikt nie chciał poruszać. Poza samymi naocznymi świadkami. Ponoć te ciała nie były martwe, a jeden z chłopców wyciągał w kierunku drzwi rękę, jakby chcąc uratować swą świadomość tym jednym rozpaczliwym gestem.
Kiedy jednak drugie z dzieci poruszyło się gwałtownie, głowa pierwszego z nich rozpadła się na dwie połówki, ukazując w głębi pomieszczenia kadź z pływającymi na powierzchni skórami. Usłyszawszy kroki obaj więźniowie uciekli, ale ich opowieść ciągle powoduje u mnie dreszcze.
Idę spać, jutro przychodzi nowy dzień.
Czuję, że jestem coraz bliżej spotkania z krzesłem.
Mięso, mięso, mięso.
Gnije coraz bardziej, pozostawiając niezbyt sympatyczny odór w całej hali. Tutaj zdołałam już odróżnić odory sympatyczne od tych ohydnych – nie wszystkie ciała tak emanują. Ale dziś mamy zrobić coś nieopisywalnego. Chcę już stąd odejść.
Nie! Oni zjawiają się i ciągną mnie na zewnątrz, na dziedziniec. Tam znajduje się już setka, może dwie setki ludzi. Wszyscy krzyczą i wskazują palcami na środek, w którym jest jeszcze więcej ciał, kłębiących się i walczących o coś. Tak, teraz to widzę. Oni walczą o mydła. Nie wiem, skąd je wzięli. (to ten magazyn w drugim końcu obozu ...tam było pełno kadzi i pojemników)
Widzę, jak wszyscy plują i ślinią się, a potem wcierają w ręce kawałki jasnego tłuszczu. Pokrywają nim swe ciała, odsłonięte i zakryte, mieszając mydliny z błotem i brudem...
To już chyba koniec. Na twarzy jednej z kobiet pojawił się wyraz całkowitej obojętności, ale chwilę potem jej towarzyszka z niesamowitą zaciekłością znów wcierała resztki współtowarzyszy niedoli w ciała. Całe to misterium trwało może dwie, trzy minuty, aż w końcu...
...byliśmy tam oboje
Od niedawna, nareszcie szczęśliwi. Zobaczywszy jego wątłe ramiona, natychmiast zapragnęłam -
...znaleźć jakieś miejsce na ziemi, ukryć się
Żyć. Żyć po to, aby móc innym opowiedzieć o tym wszystkim. I znowu poczuć zapach codzienności, przemieszanej z odrobiną humoru i nonszalancji. Rozkoszować się zimną wodą i otulającym ciepłem słońca. Smakiem brzoskwiń i rozpalonej namiętnym seksem skóry.
...Kiedy pierwszych wsadzali już do cel, inni wciąż jeszcze czekali na swoją kolej, otumanieni i bezradni. W jednej chwili schwycili nas oboje.
Zdołałam jeszcze zobaczyć, jak Ryfka traci oczy, a jej siostra wbija sobie palce w krtań i zaczyna z niej wypruwać resztki mięsa.
Nad obozem przetoczyły się pierwsze grzmoty, nie wiedziałam jednak - wystrzałów czy burzy.
Cokolwiek teraz się zdarzy, będziemy razem.
Nie wierzę już w nic, co niegdyś chciano mi wpoić.
……………………………………………………………………………………………..
Mięso, mięso. I mnóstwo wody. To pomieszczenie jest cholernie mokre. Zamknięto nas tutaj, mnie bliżej wyjścia, ją w głębi sali. Jesteśmy razem, ale jak długo jeszcze?
Widziałam ostatnie chwile naszych znajomych. Trafili do tej sali kilka godzin wcześniej, ale nam pozwolono patrzeć...
(ja nie chciałem) Obserwowałam, jak oni wyrywają im paznokcie, tratują kciuki oraz dłonie i uśmiechają się (ja nie widziałem).Patrzyłam, gdy wyrywali im żebra za pomocą łańcuchów, a mięso polewali wrzątkiem, aż całkiem nie odeszło od kości. Oni nie mieli twarzy, jedynie maski... nie wiem, czy słyszeli wszystkie te okrzyki (dopiero na końcu usuwali ich zęby). Ale teraz to już nieistotne. Nieważne. Słyszę kroki (tak, to oni). Przyszli chyba po nas (otwierają drzwi). O Boże, spraw, żebym oślepła i ogłuchła, straciła czucie...
( ja już jestem gotowy, podzielony na części)
Teraz podchodzę do tej dziwnej rury. Robi się gorąco. Strasznie dużo mięsa (to tutaj nas połączą). Nasze resztki zbliżają się i zwierają w uścisku. Nie mam już skóry (ona nie świeci tak, jak sądzili). Nie zobaczymy już słońca ani krat obozu (moja czaszka jest już pusta). Wyrwali kość z mojego uda, teraz tną skórę na plecach (myślę o wszystkich kwiatach świata, gdziekolwiek ich nie ma). Jeszcze widzę szarość tej sali (wchodzi lekarz, odsuwa krzesło).
Znowu czuję się wolna ( jestem z tobą, teraz i na zawsze). Szkoda mi trochę moich włosów – płoną już w piecu.
(zapomnieli zabrać mojego oka... widzę ich nerwowość... barykadują się w sali... kula trafia w szybę... czyżby wyzwolenie?)
Nie dla nas. Nie takie. My wciąż tkwimy w rurze, pośród innych ciał.
(widzę światło...Czy to już On?)
Musimy czekać. Chyba jest jakieś Niebo i Zbawienie.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -