Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




WAMPIRY W POLSKIEJ RZECZYWISTOŚCI. PRZYPADEK WIKTORA K.

Julita Strzebecka

Wiktora K. przywiózł do szpitala psychiatrycznego wóz policyjny. Przyszły pacjent został wyciągnięty z samochodu i doprowadzony do szpitalnego wejścia przez dwóch bardzo oficjalnie wyglądających policjantów. Tam Wiktora K. przejął pielęgniarz, który poprowadził go przez jasno oświetlony korytarz. Mężczyźni zmierzali do gabinetu doskonałego psychiatry – doktora Iwana Czarnego. Wiktor K. rozglądał się dokoła. Jego oczy wyrażały wstręt do tych wymalowanych na zielono murów. Przyczyną tego wstrętu nie była brzydota czy niechlujstwo doskonale utrzymanej kliniki lecz fakt, że za ujawnienie prawdy został uznany za człowieka upośledzonego umysłowo. ‘No cóż... – pomyślał – Zawsze to lepsze niż więzienie o zaostrzonym rygorze’. Uwierały go kajdanki, które pielęgniarz powinien był zdjąć zanim wkroczyli w szpitalne mury lecz zaniechał tego obowiązku. Drobny mężczyzna po prostu obawiał się przyszłego pacjenta i traktował go z dużą rezerwą. Nie był przecież lekarzem i nie miał dostępu do jego akt więc skąd miał wiedzieć, że Wiktor K. jest całkowicie niegroźny?
Pielęgniarz wprowadził chwilowo powierzonego jego opiece człowieka do gabinetu doktora Iwana i posadził go na krześle.
- Jakże się cieszę! Zwą mnie doktor Gwoździk. Sam nie wiem dlaczego. – zaśmiał się lekarz.
Wiktor K. popatrzył na niego z politowaniem.
- Bardzo mi przykro. – powiedział.
- Czemu, Wiktorze? Pan pozwoli, że od razu przejdziemy na ty. Będzie łatwiej.
- Jeśli pan tak woli doktorze Gwoździk... Mnie jest wszystko jedno. Mogę być nawet Śrubką czy Pinezką. – zaproponował.
Pielęgniarz natychmiast przybliżył się do niego.
- Czy ktoś tu sobie kpi czy mi się wydaje?
- Tylko spokojnie, panowie. Tylko spokojnie. Jesteśmy w oazie spokoju.
Lekarz wstał i podszedł do siedzącego Wiktora K.
Przyszły pacjent zmierzył go wzrokiem.
- Raczej w zagłębiu obłąkańców i psychotropów.
- Czemu tak twierdzisz?
- Czemu? – Wiktora szczerze zdziwiło to pytanie. – Niech się pan rozejrzy, doktorze. Nawet ten tu – skinął na drobnego pielęgniarza – wygląda jak połamane mydełko. A z panem też coś nie halo.
- No, no. – pielęgniarz zaprotestował nieśmiało.
- Proszę zostawić nas samych. –lekarz powiedział do pielęgniarza po czym zwrócił się do Wiktora K. – Chciałem być tylko zabawny, no ale jak wolisz.
Lekarz usiadł za stołem. Wiktor patrzył na niego z pewnego rodzaju ciekawością lecz udawał, że w gruncie rzeczy ma wszystko gdzieś. Doktor Iwan cały czas pisał i nie zwracał na niego uwagi. W połowie pacjent a w połowie więzień potrząsnął kajdankami.
Lekarz przestał pisać i spojrzał w jego kierunku.
- Co za niedopatrzenie. – powiedział wstając – Zaraz pozbędziemy się kłopotliwej stali.
Wyjrzał na korytarz i zawołał pielęgniarza. Szepnął mu coś na ucho i wskazał na Wiktora K.
- Jest pan zdenerwowany, zaniepokojony, wzburzony? – zapytał.
- Nie wiem, o co panu chodzi, doktorze, ale z pewnością nie potrzebuję żadnego zastrzyku ani kaftana. Panuję nad sobą. Jestem normalny.
Pielęgniarz zdjął mu kajdanki i szybko wyszedł.
- Normalnych tu nie przywożą.
- To pan orzekł, że jestem wariatem.
- Ależ skąd, nie jesteś wariatem Wiktorze. Ciekawym przypadkiem – to pewne ale nie wariatem. O nie.
- Więc czemu tu jestem?
- A wolisz więzienie? – zapytał lekarz.
- Nie.
- No właśnie.
Wiktor K. westchnął.
- Zajmiesz pokój numer 5. Artur zaprowadzi cię a po drodze opowie o zasadach jakie tu panują. Zobaczymy się jutro. Dziś odpocznij i ciesz się wolnością. Nie wiadomo co przyniesie jutrzejszy dzień.

Pokój nie miał drzwi, klamki w oknie ale poza tym podobał się Wiktorowi K. Artur powiedział mu w sekrecie, że to pokój dla tych którzy nie wiedzą, że są wariatami. Fakt ten całkowicie nie obchodził nowego pacjenta, który postanowił, że nie da sobie wmówić, że jest wariatem. Ani teraz ani później.
Leżąc w łóżku rozmyślał o wydarzeniach, które go tu doprowadziły. Właśnie wspominał ojca kiedy niespodziewanie zasnął. Gdy pił herbatę przed pójściem do łóżka to zupełnie nie przyszło mu do głowy, że sprytny pielęgniarz mógł coś tam wsypać. Teraz spał kamiennym snem i nie śnił o niczym...

- I jak się dziś czujemy?
Usłyszał damski głos. Otworzył oczy i jak przez mgłę zobaczył ciemnowłosą twarz. Wszelkie szczegóły pozostały dla niego niewiadomą.
Kobieta ponowiła pytanie. Wiktor K. czuł się idiotycznie z tą mgłą przed oczami. Potarł oczy rękoma ale nic to nie dało.
- Źle widzę. – powiedział.
- Hmm. Zaburzenia widzenia wróżą nieciekawie.
- Nie miałbym żadnych zaburzeń gdyby nie to wczorajsze świństwo w herbacie!
- Hmm. Pacjent jest rozchwiany emocjonalnie i być może agresywny…
- Tylko nie agresywny.
Wiktor K. zerwał się z łóżka.
- Co pani tam notuje? A w ogóle to kim pani jest? – zapytał lekko poirytowany.
- Doktor Zapałka. – przedstawiła się kobieta.
- Zapałka? Czyście wszyscy powariowali?
- Tak się nazywam. Malwina Zapałka.
Wiktorowi wypadła szklanka z ręki i rozbiła się na drobne kawałeczki.
- Przykro mi.
Wiktor chciał opuścić pokój ale drogę zagrodził mu rosły pielęgniarz. Pacjent cofnął się do pokoju. Milczał. Opuścił głowę i wpatrywał się w rozbite szkło. Po kilku minutach jakaś kobieta uprzątnęła szkło a pielęgniarz przyniósł mu plastikowy kubek. Wiktor poczuł, że traktują go jak chorego na umyśle. Poczuł się osaczony. Do tej pory miał nadzieję...

- A więc jak to naprawdę było, Wiktorze? – zapytał go doktor Iwan.
- Opowiadałem dziesiątki razy, doktorze. Ma pan moje akta. Niech pan sobie przeczyta.
- Tak. Mam. Ale to, co tam jest to suche fakty pozbawione nuty szczerości. Mam rację?
- Myli się pan!
Wiktor zrobił się czerwony na twarzy. Pielęgniarz zmierzył mu ciśnienie i mimo protestów zrobił zastrzyk.
- I po co było się denerwować? – zapytał lekarz.
Wiktor zbył milczeniem to pytanie. Obrażony usiadł tyłem do lekarza.
Doktor Iwan zaczął spacerować w kółko dokoła niego.
- Jeżeli przekonasz mnie, że to co przeżyłeś jest prawdą to osobiście pomogę ci uciec.
Wiktorowi to zdanie zabrzmiało w uszach tysiącem głosów. Ta obietnica mogła okazać się przepustką do wolnego świata. Wolnego świata gdzie...
- Słowo? – zapytał.
- Słowo. – odpowiedział doktor.
- Tylko, że nie wszystko co przeżyłem da się racjonalnie wytłumaczyć...
- Nauka na wszystko znajdzie sposób. Wystarczy w nią uwierzyć!
- Sam pan wie doktorze, że istnieją rzeczy niewytłumaczalne. Czytał pan.
- Bzdury!
Doktor obruszył się i usiadł na brzegu biurka.
- No więc jak będzie?
- Opowiem to po raz ostatni. Ale niech mi pan coś obieca, doktorze.
- Co?
- Żadnych psychotropów, elektrowstrząsów, kaftaników czy temu podobnych rzeczy jeśli pan mi nie uwierzy. Czysta prawda za obietnicę. Niech pan obieca.
- Zakładasz najgorszą wersję. – pokiwał głową – Tego nie mogę obiecać ale obiecuję, że pomogę ci uciec jeśli mnie przekonasz.
- To za mało doktorze.
Wiktor podszedł do drzwi i położył dłoń na klamce.
- Poczekaj. – poprosił doktor Iwan.
- Na co?
- Chyba rozumiesz, że jeśli uznam cię za wariata to leczenie jest niezbędne...
- Przemyślę to.
Wiktor K. opuścił gabinet psychiatry i w asyście pielęgniarza udał się do swojego pokoju. Pół nocy rozmyślał o propozycji lekarza i postanowił dać sobie szansę. Jeśli nie wyjdzie to i tak będzie mu wszystko jedno...

- Wszystko sięga zamierzchłych czasów. Ale skupmy się na okresie bliżej mi znanym – na okresie drugiej wojny światowej. Nikt nie zdaje sobie sprawy ile istnień ludzkich ocaliły wampiry.
- Wampiry?
- Tak. Właśnie one.
- Jak wampiry mogą kogoś ocalić? – zapytał doktor.
- Wydaje się panu, że to krwiożercze bestie, które potrafią wyłącznie mordować? Jeśli tak to jest pan w błędzie. One mają własny rozum i własne zasady.
- Zasady? I ty w to wierzysz, Wiktorze?
Wiktor K. nie poruszył się ani o milimetr. Lekarz wyjął chusteczkę i wytarł pot z czoła.
- A więc wierzysz … – powiedział poruszony.
- Pozwoli mi pan kontynuować?
Lekarz nalał sobie wody. Wypił ją w mgnieniu oka, wyrzucił plastikowy kubek do kosza po czym zasiadł w fotelu. Wiercił się nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji. Wiktor K. patrzył na niego wyczekująco. Lekarz znów przetarł czoło chusteczką. Czy tak reaguje na rewelacje każdego wariata? – myśl ta przepłynęła Wiktorowi przez głowę.
- Jestem gotów. – powiedział wreszcie – Jestem gotów cię wysłuchać. Mów. Nie będę więcej przerywać.
Wiktor K. milczał przez chwilę. Zbierał myśli. Wkrótce zaczął.
- Mój dziadek i jego syn a mój ojciec należeli do ocalonych.
Doktor Iwan pocił się coraz bardziej. Mokre plamy pokazały się na nieskazitelnie białym fartuchu. Przemoczoną chusteczkę zastąpiła inna. Wiktor K. postanowił nie zwracać uwagi na jego dziwne zachowanie. Kontynuował.
- Po wojnie wampiry potrzebowały odpoczynku...

Po wojnie wampiry potrzebowały odpoczynku, snu, bezpiecznego schronienia. Zwróciły się do mojego dziadka, którego ochraniały najdłużej. Bez ich pomocy nie przeżyłby tej wojny. Nie byłoby mojego ojca ani mnie... – tu Wiktor K. zamilkł na chwilę. Ukrył twarz w dłoniach. Gdy ją podniósł i odsłonił, miał wilgotne oczy. Pomimo to kontynuował.
Dziadek nie potrafił im odmówić. Zresztą nie czuł takiej potrzeby. Gościł ich w swojej kamienicy, pod numerem piętnastym. W międzyczasie urodził się mój ojciec. Rósł, zadawał pytania, przyjaźnił się z wampirami. Doglądał te, które pogrążyły się we śnie.
Czasy były coraz bardziej niespokojne. Dziadek obwołany wrogiem panującej klasy robotniczej, stracił wszystko, co miał – doskonale usytuowaną kamienicę w mieście. Wcześniej zdążył znaleźć nową, najbezpieczniejszą z możliwych kryjówkę pod samym nosem socjalistycznej władzy – w nieużywanych piwnicach budynku KC. Przez jakiś czas najbardziej znienawidzeni przez lud samozwańczy reprezentanci ludu po prostu znikali. Wampiry pożywiały się ich krwią. Miała specyficzny smak, przyciągała je. Wampiry skutecznie zacierały ślady. Każde wszczęte naprędce śledztwo w końcu umarzano. Nie było dowodów ani świadków.
Dziadek zmarł. Wampiry opłakiwały go na swój własny sposób. Pogrążały się we śnie jeden po drugim. Ich strażnikiem został mój ojciec. Ufały mu a on był w stanie kontrolować ich zachowanie. W wąskim zakresie ale jednak.
Wampiry przespały stan wojenny, zmianę ustroju. Zanim zdążyły przebudzić się, zmarł mój ojciec. Od tego momentu ja musiałem kontynuować to, co zaczął mój dziadek – współpracę z wampirami. Bałem się, że nie podołam temu zadaniu. Przeczucie mnie nie myliło – nie podołałem, pomimo, że ojciec zabierał mnie do nich. Już we wczesnej młodości poznałem ich obyczaje i zachowania. Zabrakło mi tej wewnętrznej siły, którą mieli moi przodkowie. Tak. Zabrakło mi odwagi. Zawiodłem!
Wiktor K. zwalił się na podłogę i głośno łkał. Pielęgniarze zanieśli go do łóżka. Zmuszeni byli przywiązać jego nadgarstki pasami do stalowych ram. Uspokoił go dopiero zastrzyk. Zasnął lecz we śnie zmagał się ze stadem rozwścieczonych wampirów.
Rano blady i słaby stał się obiektem szczególnego zainteresowania. Wszyscy koło niego skakali – pielęgniarze, pielęgniarki, a nawet lekarz, który tym razem sam przyszedł do Wiktora.
- Zostawcie nas samych.
Gdy wszyscy opuścili salę lekarz zasłonił drzwi dźwiękoszczelnym przepierzeniem. Usiadł na łóżku pacjenta i nachylił się nad nim.
- Możesz kontynuować swoją opowieść? – zapytał.
Wiktor K. popatrzył na niego niewidzącymi oczami.
- Mogę ale po co?
- Po co?
Lekarz poprawił poduszkę pod głową pacjenta.
- Umarł twój ojciec i co dalej?
- Dalej? Dalej umrę ja.
- Nie umrzesz. – zapewnił go lekarz.
- Nie jest pan w stanie tego zagwarantować, doktorze.
- Wampirów nie ma!
Wiktor dźwignął się na łokciach i wyszeptał mu prosto do ucha.
- Czyżby? A więc kto mnie zabija? Kto mści się na mnie?
- Sam się zabijasz. – wysyczał. – A ja cię wyleczę. Wyleczę twoją chorą psychikę. Zobaczysz.
Wiktor K. zaśmiał się tylko i naciągnął kołdrę na ramiona.
- Wyleczę cię ale najpierw muszę usłyszeć tę historię z wszelkimi szczegółami wprost z twoich ust.
- Nie wyleczysz mnie bo to niemożliwe…
- Wszystko jest możliwe.
- Po co pan to mówi skoro sam pan w to nie wierzy, doktorze?
Doktor Iwan zbył pytanie milczeniem. Co miał powiedzieć? Przyznać, że pacjent ma rację?
- A więc dobrze. Opowiem. – zdecydował Wiktor K. - Na czym zakończyłem poprzednio?
- Zmarł twój ojciec a tobie brakowało odwagi.
- Nie tylko brakowało ale i brakuje. Jestem skończony.
Lekarz chciał zaoponować ale Wiktor uciszył go gestem dłoni.

Wampiry zaczynały przebudzać się po śmierci mojego ojca. Wpadłem w panikę a one to wyczuły. Zamiast wrogów ludu zaczęli ginąć niewinni obywatele. Choć nadal pozostawały w ukryciu, czułem ich obecność na każdym kroku. Nie mogłem tego znieść. Zacząłem pić a po pijaku opowiadałem to i owo moim kumplom od kieliszka. Żaden nie uwierzył. Zaczęto wytykać mnie palcami. Przez to piłem coraz więcej. Wampiry ostrzegały mnie abym milczał lecz nie planowały ani mojej śmierci ani przemiany. Wszystko przez wzgląd na moich przodków. Jednak musiały w jakiś sposób zmusić mnie do milczenia. Teraz to rozumiem!
Wiktor K. odepchnął doktora i pomimo słabości wyszedł z łóżka. Przecenił swoje siły i opadł na kolana. Doktor Iwan ukląkł tuż przy nim. Pacjent spojrzał na niego. Momentalnie oprzytomniał i wrócił do swojej opowieści.
Najpierw przeniosły się z byłego budynku KC do podziemi Sejmu. Krew polityków nie smakowała im, za to rozsmakowali się w posiadaniu władzy i pieniądza. Ja nadal piłem na umór. Mruczałem coś po pijaku pomimo ostrzeżeń. Pewnej nocy wampiry porwały mnie wprost z łóżka do jednego z pokoi mieszczącego się w budynku sejmu. Jakiś poseł zabawiał się z ekskluzywna prostytutką. Gapiłem się na nich nic nie rozumiejąc. Nie chciałem nic rozumieć.
Jeden z wampirów rzucił się na nagą kobietę i wpił się w jej szyję. Kobieta najpierw usiłowała odpychać go rękoma lecz szybko opadła z sił. W tym czasie inny wampir zatykał posłowi usta. Niepotrzebnie. Myślę, że mężczyzna z przerażenia postradał zmysły. Osiwiał w ciągu kilku sekund. A ja tam stałem i nie zrobiłem nic żeby go ratować. Chociaż dopiero trzeźwiałem, coraz mocniej odczuwałem swoją bezsilność wobec wampirów. Jeden z nich złapał mnie za kark i wepchnął twarz w zakrwawioną poduszkę. Dusiłem się. Szkoda, że wtedy nie umarłem. Nie musiałbym...
Wiktor K. przerwał na moment i zrobił kilka głębokich wdechów.
W końcu oderwano mnie od poduszki. Palcami starłem krew z powiek. Pierwszą rzeczą, którą zobaczyłem był nóż. Podawał mi go jeden z wampirów wskazując na posła. Wziąłem go do ręki lecz natychmiast upuściłem na podłogę. Ten sam wampir złapał go w locie, ostrzem drasnął mój policzek i cisnął nóż w posła. Trafił w samo serce, trysnęła krew. Więcej nic nie pamiętam. Zemdlałem.
Doktor Iwan podał pacjentowi szklankę wody i pomógł mu usiąść na łóżku. Nie odezwał się ani słowem. Zamarł w bezruchu dając tym samym znać, że czeka na ciąg dalszy opowieści.
Wiktor K. kontynuował drżącym głosem.
Ocknąłem się na podłodze we własnym mieszkaniu. Obok mnie leżały zdjęcia. Zerknąłem na nie i odepchnąłem ze wstrętem. Zdążyłem je schować i wziąć prysznic zanim obudziła się moja żona. Nigdy więcej nie wziąłem alkoholu do ust.
Od tej pamiętnej nocy media coraz częściej donosiły o dziwnych morderstwach. Podejrzewano, że sprawca zabija swoje ofiary jakimś długim tępym narzędziem, prawdopodobnie nożem. Milczałem dopóki mogłem ale w końcu nie wytrzymałem i zwierzyłem się mojej żonie. Śmiała się ze mnie. Mówiła, tak jak pan, że wampiry nie istnieją. Wysyłała mnie do psychiatry, gdzie się w końcu znalazłem.
Rano leżała obok mnie – martwa. Czułem się wtedy... a z resztą...- machnął ręką.
Nigdzie nie było śladów krwi ani żadnych znaków na ciele. Lekarz z pogotowia orzekł, że to najprawdopodobniej wylew lub zawał ale ja wiedziałem... To było morderstwo. Próbowałem przekonać policję ale uznano mnie za wariata. Wtedy trafiłem do szpitala po raz pierwszy. Lekarz orzekł głęboką depresję, zapisał jakieś psychotropy ale najważniejsze, że pozwolił mi uczestniczyć w pogrzebie żony. Biedaczka spoczęła w ziemi ale nie była martwa. Po tygodniu zaczęła mnie odwiedzać w wiejskiej chacie, w której zamieszkałem po jej śmierci. Była martwa ale w pewien sposób żyła. Spędzała za mną noce a nad ranem gdzieś znikała. Oto straszliwa zemsta wampirów. A ona? Czy była wampirem? Nie chciałem w to uwierzyć. Odsuwałem tę myśl jak najdalej, do czasu. Pewnego dnia odwiedziłem jej grób na wiejskim cmentarzyku. Nie było mnie stać na pomnik więc trumnę pokrywała wyłącznie ziemia, która była świeżo zruszona jakby pogrzeb odbył się rano! Ona zawsze milczała i gdy zadałem jej pytanie dotyczące jej własnego grobu również nie dowiedziałem się niczego. Zażądałem ekshumacji ale tylko ponownie trafiłem do szpitala.
Nigdy więcej jej nie widziałem, przestałem mówić o wampirach lecz pewnego dnia do moich drzwi zapukał prokurator. Oczywiście nie osobiście. Przysłał policję żeby mnie aresztowała. W końcu wylądowałem w sądzie. Resztę już pan zna.
Doktor opuścił pokój pacjenta, któremu właśnie aplikowano silny środek nasenny. Skierował się wprost do niezagospodarowanej części piwnicy...

Wreszcie Wiktor K. uniósł ciężkie powieki. Co wieczór dawali mu jakieś świństwo, zresztą za dnia również. Wiedział dlaczego - lekarz nie uwierzył w jego opowieść.
Wiktor K. snuł się za dnia po szpitalnych korytarzach ale większość czasu i tak spędzał w łóżku. Doktora Iwana widywał tylko czasami i to zaledwie przez moment. Miał wrażenie, że lekarz go unika . Zastanawiał się czemu? Czyżby czuł się winny?
Pacjent uczepił się kurczowo tej myśli. Nie chciał jeść. Żądał kontaktu z lekarzem. Zaczęto karmić go dożylnie. To znaczy podejmowano takie próby ale Wiktor wyszarpywał wszelkie rurki, przewracał stojaki , na których umieszczano woreczki. Protestował.
Doktor Iwan nadal nie pojawiał się w jego bezdrzwiowym pokoju. Pewnego dnia jeden z pielęgniarzy przyniósł Wiktorowi K. telewizor. Według regulaminu posiadanie telewizorów w pokojach było surowo zabronione a więc kto na to pozwolił? Bez wątpienia doktor!
Wiktor K. śledził wszelakie programy dostarczające mu świeżych wiadomości z kraju. Był spokojny. Nie dostarczył też pielęgniarzom najmniejszego powodu do interwencji gdy w jednym z programów dostrzegł swoją żonę. Występowała z ramienia pewnej partii, której poglądów Wiktor K. nie podzielał. Spokojnie podszedł do telewizora i wyłączył go.
‘A więc wampiry przeniknęły pomiędzy ludzi. Można było się tego spodziewać – prędzej lub później. – rozmyślał – I nikt o tym nie wie! Nikt oprócz mnie!’.
Podskoczyło mu ciśnienie gdy zdał sobie sprawę, że lekarz też o tym wie. Nie tylko o tym wie ale też w to wierzy choć udaje, że nie wierzy.
- Gdzie jesteś, ty draniu! Wypuść mnie! Wypuść!
Wiktor K. demolował pokój począwszy od telewizora. Gdy pielęgniarze dotarli do niego z kaftanem bezpieczeństwa, pacjent właśnie rozwalił własne łóżko. Mężczyźni w białych kitlach w końcu go obezwładnili i ubrali w kaftan. Na koniec dostał kilka zastrzyków.
Obudził się w izolatce o miękkich ścianach. Krzyczał ale nikt go nie słyszał. Postanowił jakimś sposobem rozbić okno. Zmęczył się bardzo ale jego plan powiódł się. Teraz na pewno ktoś tutaj przyjdzie – pomyślał. Długo czekał ale nic się nie działo. Usiadł na miękkiej podłodze przodem do drzwi. Obserwował je. W końcu drgnęły. Do izolatki wszedł doktor Iwan. Pacjent na jego widok podniósł się powoli.
- A więc jednak...
- Jednak co? – zapytał lekarz.
- Uwierzył pan.
- Uwierzyłem.
- Miło to usłyszeć kiedy jeszcze jest się w stanie pojąć treść tego słowa.
- Nie pytasz po co tu przyszedłem?
- Po co pan tu przyszedł, doktorze?
Lekarz wszedł do izolatki i zamknął za sobą drzwi.
- Kiedyś obiecałem pomóc ci w ucieczce. Na pewno pamiętasz.
- Owszem. – odpowiedział Wiktor – Czyżby zamierzał pan dotrzymać słowa?
- W pewnym sensie. – lekarz wymamrotał ledwie dosłyszalnie.
- Proszę głośniej. Nie dosłyszałem.
- Chodźmy zanim będzie za późno. Dyżurny pielęgniarz... jest zajęty. Korytarz jest czysty. Chodźmy.
Wiktor K. poszedł za lekarzem. Nie znalazł powodu żeby mu nie wierzyć nawet jak zjeżdżali windą do piwnicy.
- Tędy.
W piwnicy było ciemno ale doktor Iwan przynajmniej miał zapalniczkę. Wiktor K niecierpliwie podążał za nim wypatrując w słabym świetle jakichkolwiek drzwi. Nagle usłyszał za sobą niepokojący szmer. Odwrócił się i wpatrywał w ciemność. Ktoś zapalił światło i uciekający zobaczył przed sobą szpaler wampirów. Za sobą miał lekarza, w którego dobre zamiary właśnie zwątpił.
- I to ma być pomoc w ucieczce? – zadał pytanie retoryczne padając na kolana.
- Widzisz… - nieoczekiwanie usłyszał głos Gwoździka – Odkąd stałem się jednym z nich muszę być bardziej dyskretny a ty stanowisz zagrożenie więc sam rozumiesz...
Doktor Iwan dołączył do szpaleru wampirów.
- Co zamierzacie ze mną zrobić? Stanę się jednym z was? - zapytał pogodzony z losem Wiktor K.
- Nie, to niemożliwe. – powiedział doktor-wampir wyjmując strzykawkę z kieszeni. – Nie możemy kąsać kogo popadnie. Musimy dbać o reputację.
Podszedł do klęczącego Wiktora K.
- No i dyskrecja. Dyskrecja jest najważniejsza.
Wbił strzykawkę w ramię pacjenta.
- Będziesz miał halucynacje i powoli odpłyniesz.
Po wykonanym zastrzyku schylił się i szepnął wprost do ucha Wiktora K.
- Umowa dotrzymana – pomogłem ci w ucieczce.
Wiktor popatrzył na niego zamglonymi oczami i ostatkiem sił wycharczał zanim padł martwy na podłogę:
- Ja, w przeciwieństwie do ciebie jestem wreszcie wolny...
- Tylko, że nic z tego nie wynika. – odpowiedział wampir o imieniu Iwan i razem z innymi opuścił piwnicę.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -