Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




DZIECI GRYZĄ

Aleksander Daukszewicz

SPECJALNE WYRÓŻNIENIE W KONKURSIE DO ANTOLOGII "ZOMBIEFILIA"


Marek patrzył na ponury budynek z wyrazem bezgranicznego zdziwienia na twarzy. Spodziewał się czegoś innego; obskurna kamienica w zapomnianej przez Boga i administrację części miasta nie wyglądała zachęcająco. Stała na uboczu, pośrodku zaniedbanej, porośniętej wysokimi chwastami działki, na której rosło samotne – ewidentnie schorowane – drzewo. Niemal oparty o pień odpoczywał zardzewiały szkielet starego poloneza. Większość okien w budynku była zabita deskami, wyjątek stanowiły mieszkania z drugiego piętra, chyba używane, bo w jednym z nich paliła się słaba żarówka.
– Co za koszmarna nora – wymamrotał pod nosem.
Jednak adres się zgadzał. W wątłym świetle – zbyt odległej jak na jego gust – latarni Marek dostrzegał bohomazy pokrywające przedwojenne ściany. Uroczo. Przez moment wahał się, czy wejść do środka.
Może zaszła jakaś pomyłka? Albo facet celowo zrobił mnie w wała? – zastanawiał się, stojąc wśród zielska. Nawet jeśli trafił we właściwe miejsce, tutejsza atmosfera była daleka od przyjemnej. – Sporo sobie liczą, mógłbym oczekiwać w zamian odrobiny komfortu – starał się zniechęcić samego siebie. Pragnienie było jednak zbyt silne, by teraz się wycofać. Niechętnie podszedł do drzwi wejściowych.
– Domofon? – zauważył zaskoczony. Nie spodziewał się, że w takim miejscu ktoś pomyśli o zabezpieczeniu budynku. Miało to jednak sens. Zmniejszało ryzyko pojawienia się nieproszonych gości. Mężczyzna nacisnął jedyny przycisk i czekał na odpowiedź.

*****

Starzec o aparycji lumpa siedział na pleśniejącym fotelu i lustrował wzrokiem przybysza. Znajdowali się w jednym z pustych mieszkań. Pozbawioną parkietu czy choćby wykładziny podłogę zdobiły płaty farby oraz tynku z sufitu i ścian. Pomieszczenie cuchnęło wilgocią i grzybem.
– Mówisz, że przysłał cię Paweł? – zapytał gospodarz z nutą podejrzliwości w głosie.
– Tak. Poznałem go na takim prywatnym forum…
– Nie znam żadnego Pawła – uciął staruch.
– Jak to nie? – Marek został zbity z tropu do tego stopnia, że prawie stracił ostrożność. – Mówił, że tutaj znajdę rozwiązanie moich problemów. Dostanę to czego szukam, z minimalnym ryzykiem. Że gliny nawet nie szukają tych…
– Dobrze już – po raz kolejny przerwał tamten. – Nie znam „Pawła” i nie chcę znać. Pośrednicy są dla mnie anonimowi. Klienci zresztą też. Masz forsę?
– Mam – powiedział, wkładając rękę do kieszeni i nerwowo wyciągając wypchany portfel. – Trzy tysiące, taka była umowa.
Gospodarz podniósł się z fotela i zabrał plik banknotów. Liczył długo i uważnie, dwukrotnie sprawdzając, czy suma się zgadza. Gdy skończył, wyszczerzył się do Marka uśmiechem zarezerwowanym dla starych, bezzębnych lubieżników.
– W porządku. Zgadza się. Chodź, obejrzysz, co dla ciebie mamy.

*****

Pawła poznał na dobrze ukrytym forum dla „przyjaciół dzieci z problemami”. Facet wydawał się sensowny. Rozmawiali oczywiście bardzo ostrożnie i dopiero po miesiącu wymienili się pierwszymi zdjęciami. Marek był jednak coraz bardziej zdesperowany. Do tej pory powstrzymywał się od dotykania Eli – swojej sześcioletniej córki – czuł jednak, że stopniowo przegrywał walkę z własnymi popędami. W myślach raz po raz spuszczał się na jej uśmiechniętą buzię. Oczyma wyobraźni widział gęste nasienie sklejające blond loki, spływające po czole i rumianych policzkach, wypełniające drobne usteczka… Musiał znaleźć sobie dziewczynkę, i to szybko. Nie pracował jednak w szkole, młodzieżowym domu kultury ani na plebanii. Jako miejski urzędnik miał ograniczony dostęp do dzieci. Nie posiadał zbyt wielu przyjaciół ani dalszej rodziny, z których pociechami mógłby od czasu do czasu zostać sam na sam – co byłoby zresztą bardzo ryzykowne. Śmiertelnie bał się więzienia, wiedział, co robili tam takim jak on. Wyobrażał sobie, że po miesiącu nie miałby zwieraczy i srałby pod siebie płynnym kałem wymieszanym z krwią. No, chyba że by go wcześniej zabili. Był jednak tak zdesperowany, że musiał zaryzykować, nawet jeśli wydawało się, że jest skazany na przegraną. Wtedy właśnie Paweł zaproponował mu rozwiązanie. Wiązało się z pewnymi kosztami, ale miało być bezpieczne i – co wydawało się wręcz nieprawdopodobne – permanentne. Nie wahał się długo. Po tygodniu pobrał pieniądze z banku i udał się pod wskazany adres.

*****

Zejście do piwnicy prezentowało się równie odpychająco jak reszta domu. Na schodach walały się stare gazety i butelki po jabolach. W zatęchłym od wilgoci powietrzu dało się wyczuć słodkawą woń rozkładu. Marek wzdrygnął się na widok martwego szczura, którego początkowo zidentyfikował jako źródło zapachu. Chwilę później dostrzegł jednak solidną kałużę rzygowin pod ścianą…Coraz mniej mu się tutaj podobało.
Starzec zszedł pewnie na dół, zatrzymując się w oświetlonym pojedynczą, nieosłoniętą żarówką korytarzu. Podszedł do niewyróżniających się niczym, piwnicznych drzwi i przez moment zmagał się z pękiem kluczy. Znalazłszy właściwy, obleśnie uśmiechnął się do Marka.
– Towar znajduje się w tym pomieszczeniu. Oglądasz, wybierasz i idziemy do innego, w którym będziesz mieć trochę prywatności. Jest kilka zasad, ale o tym później – gadał, walcząc z zamkiem.
Drzwi zgrzytnęły przeraźliwie i oczom Marka ukazała się spora, pogrążona w ciemności piwnica. Uderzył go niezwykle intensywny zapach, tanie kadzidełka wymieszane z perfumami z supermarketu i jeszcze inne, gorsze odory - te pierwsze miały je zapewne maskować, robiły to jednak z marnym skutkiem. Starzec włączył światło. Blask na moment oślepił Marka. Po chwili jego oczom ukazały się dzieci. Było ich sześcioro, wszystkie przykute do przeciwległej ściany łańcuchami.
Jakie one są grzeczne – ucieszył się w myślach na ich widok.
Rzeczywiście. Stały nieruchomo, ładnie ubrane, żadne nie płakało w kącie ani nie brudziło się, siedząc na zakurzonej podłodze.
Ciekawe, jak je wytresowali. Pewnie są czymś naszprycowane… – zastanawiał się, zbliżając się powoli z budzącym zaufanie uśmiechem na krągłej twarzy. Zaufanie było podstawą. Zdziwił się, gdy zauważył, że ich twarzyczki zostały zaklejone grubą taśmą klejącą. Z bliska dostrzegł też, że dziewczynki miały na sobie wyzywający makijaż, a nawet chłopców mocno upudrowano.
To niesmaczne – pomyślał.
– Są zasady – przypomniał starzec, który nadal stał w drzwiach. – Możesz robić co chcesz, ale nie wolno ci zdejmować taśmy.
– Słucham? – odparł zdzwiony Marek.
– Dobrze słyszałeś. Taśma zostaje tam, gdzie jest, inaczej narazisz nas obu na kłopoty. Dzieci hałasują, a czasem gryzą.
– Tutaj raczej nikt ich nie usłyszy… – zaczął oponować.
– Taśma zostaje, albo zwracam ci teraz kasę i wypierdalasz – warknął stary.
– Zgoda. Twoje zasady. – Marek szybko pokiwał głową.
– Dobrze. Teraz wybierz sobie któreś. Może być chłopiec, nie musisz się wstydzić, dla mnie twoje upodobania są bez różnicy.
Marek, przyglądał się przez chwilę dziecięcym twarzyczkom. Jego uwagę przykuła, na oko siedmioletnia, blondyneczka w różowej sukience.
Gdyby nie makijaż, byłaby idealna – pomyślał, zbliżając dłoń do jej twarzy.
– Za te pieniądze masz godzinę. Starczy ci? – przerwał mu stary.
– Powinno – powiedział, kiwając kolejny raz głową.
– No to chodźmy. Czas to pieniądz – zarechotał gospodarz.

*****

– Nareszcie sami – powiedział do małej, gdy staruch zamknął za sobą drzwi do niewielkiego pomieszczenia. Właściwie klitki, w której nie znajdowało się nic poza materacem i pojedynczą żarówką. Podszedł do dziecka, zastanawiając się, od czego zacząć. Zauważył już, że dziewczynka raczej opornie reagowała na polecenia.
Mała była przeraźliwie zimna i Marek przez moment wzdrygnął się pod wpływem dotyku jej skóry. Był jednak tak podniecony, że wszelkie obawy zostały momentalnie zepchnięte w odległe miejsce w jego mózgu, z którego nie były w stanie przesyłać sygnałów ostrzegawczych. Teraz myślał kutasem a ten podpowiadał mu, że ma ochotę znaleźć się wewnątrz tej słodkiej buzi. Ostrożnie zerwał taśmę klejącą z ust dziewczynki. W słabym świetle nie zauważył płata skóry, który odszedł przy okazji z jej twarzy.
Nawet stary nie powinien usłyszeć płaczu – pomyślał zadowolony. Dziecko nie wydało z siebie żadnego dźwięku.
– Jak masz na imię? Będziesz miła i nie ugryziesz wujka. Prawda, kochanie? – zapytał.
Odpowiedziała mu nieartykułowanym jękiem.
Nie dość, że przemarznięta i upudrowana jak prostytutka, to jeszcze opóźniona umysłowo – westchnął. Postanowił jednak wziąć to za dobrą monetę i wyciągnął członka.
– Mam dla ciebie lizaka…
Ruszyła w stronę prącia z otwartymi ustami, jakby nie marzyła o niczym innym. Tak jak powinno być w jego idealnym świecie. Przez moment Marek delektował się dotykiem jej zimnych warg na swym nabrzmiałym penisie. Przeszedł go dreszcz trudnej do opisania rozkoszy. Chwilę później poczuł, że jednak coś jest nie tak. Jej zęby zdecydowanie zbyt mocno zacisnęły się na kutasie.
– Nie tak mocno, kochanie – powiedział, starając się odsunąć ją od siebie. – Zrobisz wujkowi…
Nacisk i połączony z nim ból wzrosły. Zaczął ją odpychać, a gdy nie przyniosło to rezultatu, szarpnął za kucyk. Wrzasnął, gdy włosy z ohydnym mlaśnięciem odeszły razem ze skórą, odsłaniając pokrytą resztkami gnijącego mięsa czaszkę. Spanikował. Próbował wyciągnąć małego wpychając palce w usta dziecka. Szarpnął i rozerwał jej policzek – jakaś część jego mózgu zarejestrowała, że z rany praktycznie nie płynęła krew – z powstałej wyrwy wypadło kilka larw much, tego jednak nie zauważył. Nieoczekiwanie udało mu się uwolnić. Dziewczynka oderwała się od niego z odgłosem podobnym do darcia płótna, sprawiając mu potworny ból.
– Ty mała dziw… – warknął na nią.
Przerwał w połowie słowa, gdy zauważył, że pozbawione części twarzy dziecko spokojnie coś żuje, zupełnie obojętne na rany. Chciał schować kutasa, lecz nie mógł go znaleźć, jego palce dotknęły tylko czegoś, co wziął początkowo za skrawki rozerwanych spodni. Spojrzał w dół i poczuł zawroty głowy. Zawsze robiło mu się słabo na widok własnej krwi – kiedyś zemdlał z powodu zerknięcia na pełną strzykawkę, w trakcie rutynowych badań lekarskich. Teraz w miejscu swojego członka dostrzegał zaledwie krwawe strzępy skóry i mięsa.
– O kurwa! O kurwa! O kurw… – zaczął bełkotać, czując równocześnie jak, krew błyskawicznie odpływa mu z twarzy.
Dziecko przełknęło i z głuchym pomrukiem ruszyło w jego stronę. Próbował się cofnąć, lecz nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Przed oczyma tańczyły fioletowe plamy. Gdy przewrócił się na ziemię, zobaczył nad sobą umorusaną krwią twarz dziewczynki.

*****

Wrzaski Marka ściągnęły starca do piwnicy. Wszedł do środka akurat na czas, by zobaczyć resztki penisa znikające w ustach dziecka.
– Przynajmniej tej nie będzie trzeba dziś karmić – mruknął pod nosem. Zauważył, że facet był w takim szoku, że niespecjalnie się już bronił, choć w jednej dłoni ściskał skalp koloru blond zerwany z czaszki dziewczynki.
– Ty tępy chuju. Będę to musiał przyklejać. Wiesz, ile to roboty? – zapytał z mieszaniną gniewu i rozbawienia, patrząc, jak mała z powrotem wgryza się w krocze tamtego.
– Raaaa… – wyjęczał ranny.
– I co ja mam teraz z tobą zrobić? – mówił tak jakby zwracał się do dziecka. – Zaraz umrzesz z upływu krwi. – Ocenił po szybko rozprzestrzeniającej się plamie. – Na pogotowie cię nie zabiorę, bo gliny nie są mi potrzebne do szczęścia.
Marek przestał się szarpać, słowa starca dopływały do niego z oddali. Nadal jednak jęczał na tyle głośno, by przebijać się przez odgłosy mlaskania. Na własne szczęście nie mógł zobaczyć, że jego mała oprawczyni właśnie rozerwała mu brzuch i wsuwała do buzi jelito z zapałem charakterystycznym dla dziecka, które dobrało się do łakoci.
– Najzabawniejsze jest to, że mówiliśmy ci, kurwa, prawdę. Te dzieci są bezpieczne. Nikt ich nie szuka, bo dawno zostały pochowane. Szansa na to, że ktoś zarządzi ekshumację, jest minimalna. Mógłbyś tu przyłazić i ruchać je wszystkie po kolei, ale musiałeś wepchnąć kutasa tam, gdzie nie trzeba.
Ranny chciał coś powiedzieć, ale z ust popłynęła mu tylko krew.
– Trudno. Stało się. Trzeba będzie rozwinąć interes. Od dawna planowałem powiększyć klientelę o nekropederastów. Kutasa nie masz, ale jak wstaniesz i cię pozszywam, twoja dupa powinna się do czegoś nadawać. Myślisz, że będą skłonni zapłacić więcej, za trupa, który się rusza?
Marek nie odpowiedział na pytanie.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -