Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Udręczona dusza

Tomek Chromik

Zapachniało starym kościołem. Znów to dziwne uczucie czyjejś obecności.
Daria rozejrzała się wokół wciągając jesienne, chłodne powietrze w nozdrza.
- Cholerny pech! – Kopnęła w rower. Tak dla dodania sobie odwagi. Niebawem będzie zmierzchać, a ona miała jeszcze dziesięć kilometrów do przejechania. Tym razem jednak, zabezpieczyła się, kupując „dętkę w sprayu”. Zdjęła niewielki plecak, rower oparła o najbliższe drzewo i dokonała szybkiej naprawy. Cały czas rozglądała się wokół. Bała się, że ktoś ją obserwuje. Dziwne było jednak, że działo się to tylko i wyłącznie w tym obszarze. Aby było całkiem dziwnie, powietrze z koła uchodziło jej cztery razy w tym miejscu. Ostatnim razem zaznaczyła kredą. I teraz było identycznie. Nie mówiła nikomu o tym, ale gryzła ją ta sprawa niesamowicie. Przez ciało przebiegł znów dreszcz. Każdy inny człowiek po prostu omijałby to miejsce z daleka. Daria, pomimo, że uczucie strachu nie opuszczało jej myśli, powracała jak bumerang.
Szybko uwinęła się, wsiadła na rower. Zanim ruszyła, czujnie rozejrzała się wokół. Przejechał samochód. Cisza. I znów ten dreszcz. W kieszeni kurtki zadzwonił telefon wibrując. Daria prawie spadła na drogę.
„ Dziewczyno, aleś ty głupia” .Pomyślała.
- Nie ma to jak bać się własnego cienia. – Powiedziała na głos. – No cześć Dawid. – A, jadę sobie na rowerku i wyobraź sobie, że znów w tym samym miejscu złapałam gumę…, halo, halo, Dawid, nie słyszę cię, nie sł… - W tym momencie w słuchawce pojawił się jakiś dziwny szum. Nie taki, jak przy zwykłych zakłóceniach. Darię znów przebiegły ciarki po kręgosłupie. Wydawało się jej, że ktoś coś powiedział, lecz nie był to z pewnością Dawid. Jakby kobiecy głos. I znów tez zapach. Impregnowane dechy starego kościoła.
- Eeee, do jasnej cholery, z tymi telefonami to jest jakaś masakra. – Zdenerwowała się głośno. Szum ustał.
- No teraz ciebie słyszę. Nie wiem, nic z tego nie rozumiem, nowiutki aparat. Wiesz co, będę za jakieś trzydzieści minut. Szybki prysznic i możemy śmigać do kina. No pa, ja ciebie też kocham. – Skończyła rozmowę. Nacisnęła mocniej pedały, szybko rozpędzając rower.
Po kinie poszli do Dawida. Daria cały czas myślała o zdarzeniu, ale bała się mówić o tym z obawy, że ją po prostu wyśmieje. Nie miała ochoty na seks, lecz na przytulanie. Kiedy zapytał, czy wszystko w porządku, przytaknęła. Potem dodała tylko, że jakoś jej zimno jest, że chyba się broni przed infekcją. W nocy znów przyszedł ten sen. Tym razem jeszcze bardziej realny. Szła przez mokradła we mgle, tam zaczynała w panice kopać rękoma, ogarnięta paniką. Natrafiła na czerwony materiał sukienki. A potem ta nieludzko wykrzywiona w bólu twarz dziewczyny krzyczącej coś niemymi ustami. Następnie wydawało jej się, że przygląda się z boku, jak jakiś otyły człowiek szarpie się z dziewczyną o jasnych włosach i ślicznej, lecz piekielnie przerażonej twarzy. Dziewczyna miała na sobie czerwoną sukienkę. Mężczyzna rzucił nią o ścianę, a potem opuścił spodnie i półprzytomną gwałcił. Dziewczyna otwarła oczy i spojrzała na Darię stojącą obok. Jej usta mówiły „ pomocy”. Potem próbowała się wyrwać spod sapiącego z żądzy grubasa, który zaczął ogromnymi pięściami bić ją po twarzy by dokończyć swego ohydnego dzieła. Sen się urywał, by chwilę później w szarej ciemności widać było ciało wleczone przez tego samego osobnika. Dźwięk zamykanego bagażnika samochodu i łopaty kopiącej dół kończył koszmar. Daria przebudziła się gwałtownie, mokra i przerażona, łapiąc szybko powietrze do płuc.
Dawid zerknął na nią zaspanym wzrokiem: - Kochanie, co się stało?
Daria zaświeciła nocną lampkę, odgarniając z twarzy wilgotne włosy. Upięła je w kok. – Idę wziąć prysznic i chyba będę musiała wszystko ci opowiedzieć.
Dawid słuchał uważnie, siedząc na łóżku, popijając z kubka kawę zbożową, oparty o ścianę, Daria była tuż obok mówiąc cicho, jakby bała się, że ktoś inny ją usłyszy.
Rysy przystojnej twarzy Dawida tężały z minuty na minutę. Kiedy Daria skończyła, zanurzyła usta w swojej kawie, opuszczając wzrok speszona, czekała na jego reakcję. Dawid w ciszy mierzwił ciemną czuprynę, wpatrując się w oblicze swojej dziewczyny.
- Hmm – Zaczął niepewnie. – O tej porze żadna konkretnie rozbudowana wypowiedź nie przychodzi mi do głowy, jak tylko taka, że ci współczuję, wierzę i, trzeba tam jutro po śniadaniu pojechać. Weźmiemy sztychówkę i poszukamy…- Tu jego głos zadrżał..- czegoś…

Pierwsze pytanie jakie padło z ust Darii, kiedy przyjechali na miejsce było :- Czujesz ten zapach?
Dawid wytężał zmysł powonienia, ale tylko zaprzeczył ruchem głowy.
- Myślałem nad tym, co mi wczoraj mówiłaś i wiesz, że doszedłem do pewnej konkluzji. – Tu przerwał, zatrzymał się i spojrzał Darii w oczy. – Uważam, że twój wypadek w wodzie, kiedy porwał cię wir, dwa lata temu, spowodował, że uruchomił ci się szósty zmysł. Stałaś się wrażliwa na pewne zjawiska i energie.
- Masz na myśli duchy? – Daria skrzywiła się, ponieważ dziwnie ta nazwa brzmiała.
- No, nie chciałem tego mówić wprost, ale tak, to miałem na myśli. To nie jest nic innego jak próba kontaktu ze strony kogoś, kto już nie żyje.
Daria pobladła.
- Matko Święta, ja nie chcę mieć takiego życia, nie życzę sobie, żeby po nocach nawiedzały mnie jakieś dusze! – O boże, muszę iść do psychiatry.
- Daj spokój, to dar, który musisz nauczyć się wykorzystywać odczytując informacje zawarte w snach i przeczuciach.
- To może się zamienimy? – Daria była zdenerwowana i wystraszona.
- Może nie, dziękuję. - Dawid chrząknął, po czym rozejrzał się po okolicy.
- Co teraz czujesz?
- Zakłócenia. - Spojrzała na Dawida wymownie.
- Acha. – Zmieszał się, po czym oddalił się do auta.
Kiedy chwilę postała sama w ciszy, znów poczuła ten zapach. Stary kościół. Dreszcz na ciele i łzy w oczach. Ścisnęła w dłoniach łopatę. Im bardziej oddalała się od drogi, tym wyraźniej czuła ten zapach. Do tego dołączyło jeszcze uczucie przenikliwego zimna, mimo iż poranek był ciepły i słoneczny.
Dostała potężnych zawrotów głowy. Jakaś tajemnicza siła nakazała jej się zatrzymać i wbić ostrze łopaty w wilgotną ziemię. Zaczęła kopać. Dawid bez słowa przyłączył się do niej. Po kilkunastu minutach Daria przestała kopać. Oboje nie mogli uwierzyć własnym oczom. Ledwie widoczny strzęp czerwonego materiału ukazał się na światło dzienne.
Daria gorączkowo zaczęła rękoma rozgrzebywać ziemię. Po chwili w nozdrza uderzył fetor. Daria była w szoku. Zwymiotowała.
Dawid drżącymi rękoma wystukiwał numer 112. Musiał jednak odejść od wykopu, ponieważ przy nim telefon wariował.
Do czterdziestu minut zjechało się kilka radiowozów, ekipa techniczna, ambulans, prokurator i zakład pogrzebowy. Policjanci byli co najmniej zdziwieni całą sprawą. Dwójka ludzi z łopatami, którzy kierowali się przeczuciami i snami. Ale, znaleźli ciało. Pytaniom nie było końca. Darii zależało na tym, aby nie podawać jej danych do prasy. Nie chciała rozgłosu. I bez tego wydawało jej się, że wszyscy uznają ją za wariatkę.
Kolejne noce miała ciężkie. Ten sam sen powtarzał się, powodując gorączkę.
Daria budziła się z krzykiem, a potem płakała. Prosiła w duchu dziewczynę, aby dała jej spokojnie żyć.
W gazecie ukazał się nagłówek : „Odnaleziono ciało zaginionej pięć lat temu Zosi Stromsen. W chwili zaginięcia miała osiemnaście lat. Umorzone śledztwo zostało wznowione. Policja ma nowe ślady i dowody. Z uwagi na dobro śledztwa nie podają szczegółowych informacji. W odnalezieniu ciała pomogła tajemnicza kobieta medium”.
Daria zadzwoniła do detektywa Marka Ławińskiego, który zostawił jej swoją wizytówkę.
Zażądała zgody na obejrzenie ciała dziewczyny.
- Ona została pobita i zgwałcona, a potem uduszona panie detektywie. – Powiedziała Daria smutnym głosem.
- Skąd pani ma takie informacje? – Detektyw był znów zaskoczony.
- Przecież mówiłam już policji, skąd się tam wzięłam. Proszę mnie nie uważać za wariatkę. Nie znalazłam się tam przypadkiem, ale też nie bawi mnie to, że co noc mam koszmary związane z… Zosią. Ona cały czas mi się śni i chce bym jej pomogła. Proszę mi pozwolić ją zobaczyć. Nie wierzę, że nigdy nie korzystaliście z pomocy jasnowidzów, mediów, czy jak tam się nazywają ci ludzie. – Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza. Potem detektyw westchnął.
- Dobrze, proszę przyjechać pod kostnicę sądową. Będę tam na panią czekał.

Ciało Zosi było bardzo zniekształcone. Napuchnięte i sine. Jednak flora bakteryjna, zawarta w błocie zahamowała procesy gnilne w znacznym stopniu. Daria odruchowo podeszła do niej bliżej. Na szyi widoczne były mocne wgłębienia. Daria dotknęła palcami tych miejsc. Twarz Zosi wyrażała ból i cierpienie. Daria zmieniła sposób myślenia o całej tej sytuacji. Poczuła, że ma do spełnienia poważny obowiązek i przysięgła sobie, że zrobi absolutnie wszystko, by dusza dziewczyny zaznała spokoju. Zmówiła modlitwę, podziękowała detektywowi, po czym wsiadła do samochodu i pojechała do Dawida.
Tej nocy znów miała sen. Tym razem jednak, czekała na niego.
Śniło jej się, że była w prosektorium. Podeszła do ciała dziewczyny. Po chwili Zosia otwarła oczy i spojrzała na nią. Uśmiechnęła się.
- Nie bój się. „ Nie bój się” – Powtarzało echo. „Nie bój się, nie bój się”.
Nagle twarz martwej wykrzywiła się w potwornym grymasie wściekłości : „ Ty przeklęta grzesznico!! Nie dam ci rozgrzeszenia suko szatana!! Kara będzie sroga ladacznico!!” Ohydny śmiech wzbił się w powietrze.” O tak! Módlmy się, módlmy się!!!” Słowa przeszły w bełkot i obrzydliwe sapanie.
Daria obudziła się zlana potem. W nozdrzach czuła nadal zapach starego kościoła. Ujęła dłońmi swą twarz.
- Nadal nic nie wiem, pokaż mi więcej, proszę. – Wyszeptała.
Dawid z niedowierzaniem wpatrywał się w Darię. Jej źrenice wywróciły się, ukazując białka. Dawid z przerażenia spadł z łóżka i uderzył głową o szafkę nocną. Zaklął przy tym.
Daria podeszła do biurka i wydobyła miękki ołówek. Chwilę później stała naprzeciw ściany. Jej głowa przechylała się dziwnymi, szarpanymi ruchami to w lewo, to w prawo, a z jej ust wydobywały się szepty przyprawiające Dawida o dreszcze. W pokoju bardzo znacznie spadła temperatura. Oddechy parowały. Dawid sparaliżowany strachem stał nieruchomo, wpatrując się w swoją dziewczynę. Daria uniosła prawą dłoń i zaczęła rysować na białej ścianie szkic. Po pięciu minutach powstał obraz. Daria osunęła się miękko na podłogę. Dawid wpatrywał się w ścianę. Szkic przedstawiał stary, drewniany kościół z XVI wieku, który znajdował się w pobliskiej wsi, z której pochodziła Zosia.
Kiedy Daria ocknęła się, ujrzała stojącego przy ścianie detektywa Ławińskiego, wpatrującego się w szkic. Dawid podawał mu kubek z kawą.
- To ja narysowałam? – Zapytała niepewnie.
Obaj spojrzeli najpierw na siebie, potem na nią.
- Tak, to ty kochanie. Zaczyna mnie to grubo przerażać. – Odpowiedział Dawid.
- Co ci się stało w głowę? – Daria przyglądała się plastrowi, który teraz widniał na jego czuprynie.
- Walnąłem się po tym jak ujrzałem twoje opętańcze białka oczu. Spadłem z łóżka.
- Co? – Daria spojrzała na szafkę nocną. Były tam zużyte, lateksowe rękawice, strzykawka i recepta.
- Wezwałem po tej scenie pogotowie. Ty zemdlałaś, ja rozciąłem sobie głowę.
Daria rozpłakała się. – Boże, co się ze mną dzieje? Chcę, żeby to się skończyło. – Zaczęła się trząść.
Dawid przyniósł jej gorące kakao i pogładził po włosach.
- Już dobrze. Wszystko w porządku. Musimy po prostu nauczyć się to kontrolować i oswoić się z tym.
- Ten osobnik, który zabił Zosię sepleni. Miałam kolejną wizję.
- Chyba wariuję, i, chyba mnie zwolnią, ale zaczynam pani wierzyć. – Odparł detektyw. Spojrzał w kubek z kawą, zamieszał. – Zaczyna mi się to układać w pewną konkretną myśl. Niewystarczającą, aby postawić komukolwiek zarzuty, ale coś mi świta. – Spojrzał Darii w oczy. – Czy te wizje przynoszą jakieś konkretne słowa, zwroty?
- Tak. Kiedy…- Zawahała się… Kiedy on to robi krzyczy, że nie da jej rozgrzeszenia. Wyzywa od suk i ladacznic.
- Bo widzi pani, na ścianie narysowany jest kościół. Łamię teraz tajemnice śledztwa, ale przy zwłokach był telefon. To był Zosi telefon. Ostatnią osobą, która do niej dzwoniła tamtego wieczoru, był proboszcz tamtejszej parafii. Co więcej, proboszcz ją wyklął publicznie, podczas mszy, że żyje ze swym chłopakiem bez ślubu. Rodzice Zofii złożyli pozew do sądu o obrazę i znęcanie psychiczne. Proboszcz do niej wydzwaniał i obrażał, straszył piekłem itd.
Być może poszła do niego porozmawiać, pogodzić się, poprosić o zrozumienie. Kiedy młodzi chcieli się pobrać, proboszcz nie zgodził się na udzielenie im ślubu. Proboszcz miał już na pieńku z wieloma osobami. Był nawet posądzony o przemoc. Cóż, rozejrzę się. Dziękuję za kawę i do zobaczenia jutro na pogrzebie. Detektyw skierował się do wyjścia.
- Bardzo panu dziękuję. Daria potrzebowała takiego wsparcia. – Powiedział do detektywa Dawid.
- Cóż, wkrótce okaże się, czy ja wariuję razem z wami, czy nie. – Uśmiechnął się niepewnie. – Dobranoc.



Na pogrzebie pojawiło się mnóstwo ludzi. Wszyscy czekali na proboszcza, aby rozpoczął wreszcie mszę. Kiedy się pojawił, Daria poczuła zawrót głowy. Podczas przemówienia denerwował się. Sposób mówienia był identyczny, jak podczas snu. Po pogrzebie ksiądz szybko zniknął. Daria i Dawid zostali przy grobie. Zaczął padać deszcz. Grabarz w pośpiechu starał się jak najwięcej zakopać, nim w dole wzbierze woda. Daria była zmęczona i zdezorientowana. Czekała na jakiś znak, na podpowiedź, co ma robić. Nic takiego jednak się nie stało.
W nocy znów miał ten sam sen. Kolejny poranek nie przyniósł odpoczynku.
Zadzwonił detektyw Ławiński z informacją, że był u księdza. Nie zauważył w jego zachowaniu nic nadzwyczajnego, poza zakłopotaniem, że policja przyjechała do kościoła. Nie mają jeszcze podstaw, by go aresztować.
Daria wypiła trochę alkoholu wieczorem. Powodowana impulsem, odnalazła numer telefonu na parafię i zadzwoniła. W aparacie odezwał się głos ze snu.
- Wiem, że ją zabiłeś. – Zasyczała Daria.
- To pomyłka. - Odłożył słuchawkę. Znów zadzwoniła. Nie odebrał. Daria wiedziała jednak, że uruchomiła mechanizm, który być może wprowadzi niepewność w psychikę mordercy.
Tej nocy znów nawiedziła ją Zosia. Miała na szyi wyeksponowany złoty naszyjnik, który mienił się w promieniach słońca. Cała scena miała miejsce na łące pełnej kwiatów. Wiał wiatr, ale trawa stała nieruchomo, tylko włosy Zosi falowały czesane podmuchami. Daria obeszła dziewczynę wokół. Stała nieruchomo. Twarz miała bez wyrazu. Była ubrana w tę czerwoną suknię, w której zginęła. Naszyjnik błyszczał nienaturalnie. Krzyż zawieszony na nim pulsował niebieskim światłem. Zosia spojrzała na Darię. Na jej twarzy malował się głęboki smutek. Po chwili Zosia zmieniła się w popiół, który porwał wiatr. W trawie został tylko naszyjnik.

Detektyw zaparkował samochód niedaleko plebanii. Spojrzał na Darię.
- Nie wierzę, że to robię, ale coś w Tobie sprawia, że Ci wierzę. – Ławiński zamykając drzwi uśmiechnął się i małym palcem stuknął w szybkę. Daria patrzyła, jak odchodzi. Miała dziwne przeczucie, że coś się stanie. Zachodzące słońce było krwistoczerwone, lekki wietrzyk chłodził powietrze, poruszając gałęziami drzew, z których spadały kolorowe liście.
Nagle, przy wyłączonej stacyjce załączyły się wycieraczki na podwójnej prędkości. Darii oddech przyspieszył.
„Co robić? Czy mam detektywa zawrócić? Czy to ostrzeżenie?”
- Zosiu, pomóż, błagam. – Daria była coraz bardziej zdenerwowana.
Detektyw właśnie wchodził do środka zaproszony przez księdza. Ksiądz zerknął przez ramię detektywa, czy ktoś jeszcze jest. Daria odruchowo pochyliła się. Chyba jej nie zauważył.
- Ksiądz wybaczy najście, ale ostatnie wydarzenia sprawiły, że chcielibyśmy sprawdzić najdrobniejsze szczegóły.
- Ależ to zrozumiałe detektywie. – Spasiony ksiądz uśmiechał się sztucznie. – Zdaje się, że odpowiedziałem na wszystkie pytania.
- Hmm, myślę, że tak, jednak śledztwo rozwija się nadzwyczaj dobrze i wie ksiądz, pojawiają się kolejne. – Detektyw obserwował rekcję księdza.
- Oczywiście, pomogę jak będę mógł. – Ksiądz uśmiechnął się nadzwyczaj szczerze. Tak szczerze, że od razu widać było w tym szyderstwo. – Czy napije się pan czegoś?
- Nie dziękuję, zajmę tylko chwilę. – Odpowiedział uprzejmie detektyw.
- Zatem pozwoli pan, że ja ogrzeję się nieco kapką orzechówki. Mamy w remoncie ogrzewanie kościółka i strasznie tam zimno.
Detektyw wzruszył ramionami – Sam bym skosztował, gdybym nie przyjechał autem.
- Nie ma pan partnera? Ksiądz spytał takim tonem, że detektyw od razu wiedział, co powiedzieć.
- Nie, jestem sam, a szkoda.
- Może będzie jeszcze okazja się napić, chyba, że da się pan namówić na jednego, jest pan stróżem prawa, nikt pana do kontroli nie zatrzyma.
Detektyw zrobił zdziwiona minę - Kuszenie z ust księdza brzmi ciekawie, ale dziękuję.
- Cóż, ja sobie naleję. – Ksiądz wzruszył ramionami i przeszedł do drugiego pomieszczenia.
Detektyw rozglądał się po książkach na półce. Kiedy mijał przeszkloną gablotkę, widok naszyjnika, o którym w szczegółach wspominała Daria uderzył go chłodem. Poczuł zawroty głowy. Wszedł ksiądz, popijając wódkę. Jego oczy błyszczały złowieszczo, tak jakby ktoś inny siedział w jego skórze. Detektyw od razu zadał pytanie.
- Czy Otrzymał ksiądz kiedyś podarunek od Zofii Stromsen? – Detektyw wziął do ręki pierwsza książkę z brzegu. Jego wzrok przeszywał księdza na wskroś. Ksiądz spojrzał na książkę i uśmiechnął się. Jego głos zabrzmiał pewnie.
- Nie, nic takiego nie miało miejsca, wszystkie książki kupiłem osobiście. – Wychylił kieliszek do końca.
Detektyw wydobył z kieszeni chusteczkę i chwycił przez nią naszyjnik, który jakby pulsował niebieskawym światłem.
W tym momencie w samochodzie otwarła się skrytka, w której leżał pistolet. Była to beretta. Daria podskoczyła na fotelu. Nie wiedziała, co czynić.

- A ten naszyjnik? – Detektyw uniósł go do góry. Spojrzał na księdza, który wydawał się jakby rosnąć, a jego cień objął połowę obszernego pomieszczenia.
- Ten naszyjnik przywiozłem z pielgrzymki. – Ksiądz panował nad sobą ostatkiem sił. Zbliżył się do detektywa. Z bliska wydawał się jeszcze większy.
- A ja myślę, że ksiądz pociska mi kity, jeśli wolno w tym miejscu użyć takich słów. Ten naszyjnik należał do Zofii Stromsen, wiem to od jej rodziców. – Ksiądz zbliżył się jeszcze o krok. Detektyw wykonał niedbały ruch ręką pokazując przez ułamek sekundy odpiętą kaburę i broń. Ksiądz cofnął się, cień jakby zmalał.
- Gdyby ksiądz powiedział, że dostał go od Zofii, zapewne dałbym temu spokój. Ale że ksiądz bezczelnie skłamał, sprawa przyjmuje zupełnie inny obrót. Zatrzymuję księdza, w celu przesłuchania na komisariacie. Jest ksiądz od tej chwili numer jeden podejrzanym o zamordowanie Zofii Stromsen. Ma ksiądz prawo zachować milczenie, cokolwiek ksiądz powie, może być to uznane za dowód przeciwko księdzu.- Detektyw odpiął kajdanki od pasa.
- Będzie to konieczne, czy wyjdziemy grzecznie nie robiąc szumu?
- Wezmę tylko kurtkę i pozamykam okna. To pomyłka detektywie i drogo za nią pan zapłaci.
- Takimi słowami tylko ksiądz pogarsza swą sytuację. – Odparł niedbale detektyw.
Kiedy przechodzili przez korytarz, za plecami detektywa niepostrzeżenie pojawiła się starsza kobieta. Była to kucharka, pracująca dla księdza od lat. Mocnym uderzeniem kuchennego tłuczka w głowę, powaliła detektywa na ziemię. Policjant próbował uniknąć kolejnego uderzenia, ale kobieta była szybsza. Drugie uderzenie padło na skroń.
Daria spostrzegła, że ksiądz wychodzi z domu. Dziwne. A gdzie detektyw Ławiński? Ksiądz wszedł do samochodu policjanta i przeparkował go pod drzwi plebanii. „ To była dobra decyzja”. Pomyślała. Wzięła głęboki oddech.
Po tym, jak otwarła się skrytka, zabrała pistolet i schowała się w pobliskich krzakach. Po chwili ujrzała ich. Ksiądz i kucharka wynieśli ciało detektywa i ułożyli je w bagażniku. Kucharka zachowywała się dziwnie. Zaczęła księdza obłapiać, próbując go pocałować. Strzelił ją w twarz.
- Nie teraz suko! – Idź do domu się przygotować. Skarcił ją nienaturalnie grubym głosem ksiądz. Wykonała polecenie. Ksiądz bacznie rozglądał się wokół i nasłuchiwał. Jakby węszył. Przeszedł obok krzaków, gdzie schowana była Daria. Miał dziko wykrzywioną twarz. Wyciągnął przez sutannę penisa i oddał mocz na pobliskie krzewy przy tym nieustannie łapiąc w nozdrza jakiś zapach.
Daria była przerażona. Wydawało jej się, że widzi demona.
Ksiądz nie chował przyrodzenia, tylko udał się w stronę plebanii. Kiedy zamknął drzwi, ruszyła za nim. Zatrzymała się przy wejściu. Obejrzała broń. Odsłoniła czerwone pole lizaka zabezpieczenia. Przeciągnęła zamek w tył. Nabój był w komorze. Drzwi były otwarte. Z bijącym ze strachu sercem przestąpiła próg. Znalazła się w oświetlonym korytarzu. Na zakrwawionym dywanie tarzała się naga kucharka. Jej pomarszczone ciało wiło się nienaturalnie. Kucharka lizała krew. Naprzeciw niej stał proboszcz, także nago, ze sterczącym członkiem. Daria omal nie zwymiotowała. Kucharka rozchyliła uda, gotowa na kopulację. Ksiądz obcym, grubym głosem coś powiedział, kucharka zawyła, oczy miała całkiem białe. Daria ruszyła.
- Na ziemię wy demony!! – Stanęła w rozkroku, celując raz w księdza, raz w kucharkę. Ksiądz zawył, przeszedł za kucharkę i coś rozkazał w dziwnym języku. Kobieta w sekundzie była na nogach, powodowana jakąś siłą. Daria nacisnęła spust. Pierwszy pocisk trafił w żyrandol, drugi rozłupał kobiecie ramię, lecz nadal biegła pokracznie, jak jakiś stwór. Próbowała Darii wyłupić palcami oczy. Kolejna kula przeszła przez oczodół, wywalając cały mózg na ścianę. Kucharka opadła na podłogę. Przy Darii był już ksiądz. Twarz miał nieludzką, szczęka wydłużyła mu się odsłaniając pożółkłe ostre zęby. Uderzył ją pięścią w głowę. Daria na szczęście zachowała przytomność, strzeliła na ślepo. Oprawca zawył z bólu, kiedy pocisk przeszył jądra. Upadł na kolana, lecz potem zawarczał jak pies i wybiegł na zewnątrz. Pobiegł do kościoła. Daria puściła się za nim. Była o krok. Ksiądz biegł wzdłuż głównej nawy, w stronę ołtarza. Daria zatrzymała się. Zapachniało starym kościołem. Wymierzyła. Strzał, potem drugi. Ksiądz upadł. W prawym pośladku była druga rana, a w płucach trzecia. Nagle krzyż na ścianie zajaśniał niebieskim blaskiem, powietrze jakby zafalowało. Daria podeszła do księdza, który teraz pluł krwią i charczał.
– Ty łajdaku, myślałeś, że ujdzie ci to na sucho, tak? A ja ci mówię, że zmarli upominają się o zemstę, a ja jestem narzędziem. Wycelowała w jego twarz i opróżniła magazynek. Działała jak w amoku. Przytachała martwą kucharkę, ułożyła ją na księdzu. Przyniosła z szopy kanister z benzyną do kosiarki ogrodnika i zapałki. Polała drewniane ławki. Na chwilę jakby zamieniła się w Zosię. Uśmiechnęła się do siebie. Rzuciła płonącą zapałkę inicjując pożar. Spokojnie wyszła z kościoła. Po chwili płomienie objęły cały budynek. Włączył się alarm pożarowy i zraszacze. Nic to jednak nie dało, ponieważ jakby na zawołanie zawiał silny wiatr podsycając ogień.
Daria otwarła bagażnik samochodu detektywa. Jakoś wytaszczyła Ławińskiego na chodnik. Miał poraniona i opuchniętą głowę. Żył. Daria uśmiechnęła się.
Detektyw otwarł oczy. Ujrzał klęcząca przy nim Zosię Stromsen…



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -