Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk

M@rio

Splatterpunk to nazwa zjawiska drugiej połowy lat 80-tych i początku 90-tych, które zanegowało tradycyjne pisarstwo grozy na rzecz horroru pełnego okrucieństwa, przemocy, pełnego detali i transgresji. Przyświecało mu jedno hasło: „nie ma żadnych granic”. David J. Schow wymyślił termin splatterpunk w 1986 roku w czasie konwentu World Fantasy w hotelu Biltmore, Providence. Określenie to padło w charakterze żartu, jednak szybko zostało podchwycone przez fandom i dziennikarzy, wchodząc do powszechnego obiegu i czyniąc zeń ważny nurt w literaturze grozy.


Termin splatterpunk pod koniec lat 80-tych był szeroko dyskutowany w kręgach literackich związanych z horrorem i był częścią szerszej debaty, dotyczącej horroru „cichego” i „głośnego”. Było kilka przesłanek do podjęcia próby definicji wspomnianego zjawiska. Po pierwsze, w latach 80-tych pojawiła się grupa „ekstremalnych” pisarzy, o których nikt wcześniej nie słyszał i która dość głośno i odważnie krytykowała tradycyjny horror. Mimo różniących ich stylów, łączyło ich to, że w swych utworach sięgali po pełną detali przemoc, seks – często dziwaczny, wynaturzony, połączony z dziką agresją i kulturową wywrotowość – rzucali rękawicę wszystkiemu, co uważane było za bezpieczne, konwencjonalne. Ich książki utrzymane były w iście filmowym tonie rewolty horroru lat 70-tych i 80-tych.

Definicja

Splatterpunk , nazywany również „nowym horror” lub rzadziej „horrorem cielesny” (ten drugi definiuje się częściej w osobnych kategoriach) wyrósł jako przeciwwaga dla bardziej konwencjonalnego horroru literackiego. Z tego punktu widzenia, splatterpunk jawi się niejako jako zaprzeczenie klasycznego horroru literackiego, z wyraźnym podziałem na dobro i zło, z mozolnym budowaniem atmosfery niepokoju, nieznanego, etc. O ile w klasycznym horrorze chodziło o to, by pokazać cień potwora, czyhającego na swoją ofiarę, o tyle esencją splatterpunku było pokazania potwora w pełnej krasie, oddanie w chłodny i precyzyjny sposób tych wszystkich okropieństw, które tradycyjny horror jedynie sugerował. Samo natomiast wyrażenie splatterpunk stanowi zlepek dwóch słów: splat (odgłos rzucania mięsa o ścianę) oraz punk, wskazujący na buntowniczą kontrkulturę lat 70-tych, kojarzoną z nihilizmem, destrukcją, anarchią i wywrotowością. Już sama etymologia słowa „splatter” wskazuje na pewne tropy definicyjne. W języku angielskim, „splatter” oznacza bowiem coś zgniłego, zepsutego, śmiecia. Fundamentalnym pytaniem splatterpunku jest „co to znaczy być istotą ludzką” i czy są granice ludzkiej świadomości. Wiele splatterowych wątków skupia się na odrzuceniu, alienacji i wyobcowaniu, przyjmując punkt widzenia zmarginalizowanej jednostki, zagubionej i szukającej sensu swego istnienia.


Wymyśliłem ten termin do opisania hiperintensywnego horroru – tego, o czym Clive Barker mówił, że nie ma żadnych ograniczeń. Jeśli Stephena Kinga możemy porównać do McDonalda, to splatterpunk - w swoim czasie – można było przyrównać do odjazdowych grzybków, mogących otworzyć nowe drzwi percepcji lub sprawiących, że zwymiotujesz – twierdzi David J. Schow, który jako pierwszy zdefiniował splatterpunk.

Prekursorzy

Uważa się, że literackim prekursorem zjawiska był Clive Barker. Jego „Księgi krwi” (składające się w sumie z 6 tomów), wydane w latach 1984-1986 dosłownie wstrząsnęły amerykańską inteligencją, lubującej się w gatunku grozy. Same zaś „Księgi krwi” były ogromnym sukcesem Liverpoolczyka, który jeszcze rok przed publikacją swojego magnum opus, był postacią szerzej nieznaną. Szybko okrzyknięto go „nowym Mesjaszem” horroru i brytyjską odpowiedzią na fenomen Stephena Kinga.
Dzieciobójstwo, kanibalizm, nekrofilia – tematy poruszane przez Barkera były wręcz nokautujące. Nigdy wcześniej w pisarstwie mainstreemowym nie było tekstów tak ciężkiego kalibru, tak obfitujących w przemoc, dosadnych i krwawych. Barker stał się nowym mistrzem horroru krótkiej formy. Szczególnie duży wpływ odegrały pierwsze trzy „Księgi krwi”, pulsujące świeżością i szkarłatem. Niestety, pozostałe tomy serii miały już znacznie niższy poziom.
Z perspektywy czasu wiemy, że Clive Barker nie do końca okazał się przyszłością horroru, lecz jego teksty dały podwaliny pod horror „splatterpunk”, on sam zaś zaczął łączyć formułę horroru i fantasy, tworząc nowe zjawisko literackie, zwane powszechnie „dark fantasy”.
Drugim ważnym prekursorem splatterpunku był S.P. Somtow, autor s-f, który w swej powieści z 1984 r. „Vampire Junction” wprowadził horror na drogę intensyfikacji przemocy, która wcześniej zarezerwowana była dla filmów. Powieść opowiada historię 12-letniego gwiazdora rocka, który w rzeczywistości jest wampirem, mającym 2000 lat. Autor w sposób zupełnie dosłowny przeniósł sceny filmowe sceny gore na grunt literatury, a narracja powieści, utrzymana w teledyskowym tonie MTV, była czymś zupełnie nowym na gruncie literackiego horroru. Nic więc dziwnego, że Somtow szukał przez kilka lat wydawcy, a jego powieścią pogardziło w sumie kilkanaście oficyn. Amerykańskie Stowarzyszenie Pisarzy Horroru uznało “Vampire Junction” jedną z najlepszych powieści grozy wszechczasów. Wpływ obu autorów, Barkera i Samtowa, na młodych pisarzy, określanych później mianem „splat pack” był olbrzymi. Zwłaszcza Barker odegrał tu rolę nie do przecenienia.
Wraz z nagłośnieniem ruchu literackiego, rozpoczęto próby jego lepszego zdefiniowania, czego owocem były takie antologie, jak „Silver Scream”, „Cutting Edge”, czy „Splatterpunks: Extreme Horror”.

Splat pack

W pierwszym numerze magazynu „Midnight Graffiti” pojawiło się określenie splat pack, definiujące nieliczną frakcję pisarzy grozach, którzy chcieli wstrząsnąć gatunkiem , grając przy tym na nerwach konwencjonalnym pisarzom grozy, jak Charlie Grant, Dennis Etchison, czy Robert Bloch. Przyświecało im hasło „nie ma żadnych granic”, opisujące horror cielesny, wprost z amerykańskich ulic. Jak twierdzi David J. Schow, splatterpunk to subgatunek prawdziwej ulicy, brudny, stroniący od konwenansów. I tak jak, Stephen King wprowadził horror do zacisza rodzinnego ogniska, tak splatterpunk miał go wprowadzić w ciemne alejki i ulice. Wbrew obiegowym opiniom, splatterpunk to nie tylko „krew i flaki”, a jego celem nie było wyłącznie szokowanie. Młodzi pisarze z tzw. splat pack (Craig Spector, Joe Lansdale. Richard Christian Matheson, David J. Schow, Ray Garton, Robert McCammon, John Skipp) chcieli łączyć ekstremalną przemoc z konfrontacyjną społeczną wrażliwością, by dostarczyć kontrkulturowy, uliczny punkt widzenia na zbiorowe lęki końca XX wieku. Esencją splatterpunku nie była wyłącznie krwawa rzeź, ale również wiwisekcja psychiki zagubionych, wyalienowanych jednostek z dużych amerykańskich miast. Nie bez powodu areną powieściowych wydarzeń nierzadko stawały się uliczne kluby, bary, ciemne zaułki, gdzie dudniła muzyka, lał się alkohol i tętniło nocne życie. Nurt ten wyrósł zatem niejako w opozycji do mainstreamowego horroru literackiego, portretującego małomiasteczkową Amerykę i jej zwyczajnych obywateli.

Kontekst społeczno-kulturowy

Nie bez znaczenia jest też fakt, że większość wymienionych wcześniej autorów urodziła się w latach 50-tych, a więc ich dorastanie przypada na okres, w którym w przemyśle rozrywkowym Ameryki dokonała się prawdziwa rewolucja. Późniejsi autorzy splatterpunku mieli po kilkanaście lat, gdy zniesiono kodeks Hayesa w drugiej połowie lat 60-tych (regulował on poziom przemocy w filmach i nakładał wiele ograniczeń na filmowców). Oznaczało to, że byli pierwszym pokoleniem Amerykanów, którzy wchodzili w dorosłość, fascynując się takimi filmami, jak „Noc żywych trupów”, „Egzorcysta”, „Teksańska masakra piłą mechaniczną”, „Wzgórza mają oczy” (1977). Z kolei początek ich pisarskiej przygody przypada na lata 80-te, nazywane „krwawą falą” ze względu na bardzo dużą liczbę horrorów filmowych i niespotykane dotąd natężenie przemocy. W tym samym czasie, również inne sfery kultury masowej dość mocno zaczęły się brutalizować, począwszy od muzyki, a skończywszy na komiksach dla dorosłych. Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że splatterpunkowcy wskoczyli do już jadącego pociągu, a sam nurt był produktem swoich czasów. Oliwy do ognia dodawał również społeczny kontekst lat 80-tych. Polityka Ronalda Reagana, której głównym zadaniem była walka z inflacją i recesją poprzez zwiększanie wydatków publicznych oraz zmniejszaniu podatków w celu pobudzania inwestycji, zaczęła odnosić sukcesy. Amerykańska gospodarka, napędzana m.in. zamówieniami wojskowymi i powstającymi dzięki nim nowym technologiom osiągnęła niespotykane wcześniej tempo rozwoju. Ludzie wyraźnie się bogacili, ale pociągało to za sobą pewne koszty społeczne: osłabienie instytucji rodziny, alienacja, hedonizm, wzrost przestępczości wśród nieletnich, etc. Splatterpunk, jako kontrkulturowy nurt o „społecznej wrażliwości” doskonale to portretował. Widać to również na przykładzie konstrukcji żeńskich bohaterek, które są niejako w opozycji do tego, co przedstawia tradycyjny horror. W splatterpunku kobiety są często silnymi charakterami, a nie jedynie słabymi ofiarami, nie ma tu też mizoginistycznego zadęcia. A jeśli kobiety są tu ofiarami, to w splatterpunkowych utworach podźwigają się ze swej niedoli, zaś ich oprawcy to zwykłe monstra, jak w chociażby w „The Nightrunners” Lansdale’a czy „Film at Eleven” Johna Skippa.

Seks i przemoc

Nowy, nieznany dotąd styl literatury grozy dał niejako zielone światło młodym amerykańskim twórcom do nieskrępowanego przelewania słów na papier, łamiąc przy tym wszelkie tabu. Splatterpunkowcy mogli robić na papierze w zasadzie wszystko, co chcieli. Nie obawiali się żadnych konwenansów. Cechą charakterystyczna utworów splatterpunkowych był seks i przemoc, które często występowały razem. W powieści „Live Girls” Raya Gartona kobiety-wampiry wpijają się w członki mężczyzn podczas seksu oralnego. W „Świetle w tunelu” Johna Skippa i Craiga Spectora wampir pozbawia głowy swoją ofiarę podczas momentu osiągania orgazmu. W utworze „The Scream” Craiga i Spectora, kobieca gwiazda rocka dosłownie dokonuje cesarskiego cięcia na scenie, by z jej brzucha wypłynęły oślizgłe, wijące się robaki. W „The Lost Souls” Poppy z. Brite nastoletni wampir Nothing robi fellatio odrażającemu albinosowi, bo odkrywa, że męskie nasienie może być substytutem świeżej krwi. To pełne detali dosadne obrazowanie rzadko jest celem samym w sobie. Splatterpunkowe teksty mają zazwyczaj dobrze skrojoną fabułę, nie ustępującą niczym tradycyjnej literaturze, nietuzinkowych, wyrazistych bohaterów oraz nieprzewidywalne zwroty akcji. Słowem, literackie „rzucanie mięsem” nie ma wpływu na jakość utworów, a jedynie ma na celu swoistą terapię szokową czytelnika, pokazywanie pod lupą tego, o czym inna literatura jedynie wzmiankuje lub zostawia wyobraźni.

John Skipp&Craig Spector

John Skipp jest jednym z innowatorów współczesnego horroru. W 1986 roku jego powieść „Światło w tunelu”, napisana wspólnie z Craigiem Spectorem trafiła na listę bestsellerów New York Timesa i mocno przyczyniła się do popularyzacji splatterpunku. Co ciekawe, twórcy „Buffy, postrachu wampirów”, inspirowali się wątkami wspomnianej powieści. „Światło w tunelu” to swoista odpowiedź na „Nocny pociąg z mięsem” Clive’a Barkera i ciekawa interpretacja mitu wampira. Akcja utworu zostaje umiejscowiona w Nowym Jorku, który jest portretowany jako siedlisko brudu, przestępstw i wielu patologii. Szczególnie we znaki daje mieszkańcom psychopata, który poluje na swe ofiary w nowojorskim metrze, nie stroniąc od brutalności. Autorzy skupiają się na tzw. momencie przejścia. Momencie, w którym niejaki Rudy Pasco, jeszcze niedawno amant i zarozumialec, staje się wampirem, próbując odnaleźć się w nowej roli. Z jednej strony jego postać bywa groźna i wielce niebezpieczna, ale są momenty, w których widać wyraźne zagubienie na jego twarzy, wynikające z tego, że nie zna od swoich wampirzych możliwości i dopiero uczy się nowego „rzemiosła”, z czego wydają się drwić polujący na niego ludzie. Na drugim planie snuje się wampir-demiurg, istota bardzo potężna, świadoma swojej siły, która uczyniła Rudego wampirem. Patrzy ona na Rudego, niczym dobrotliwy ojciec na dziecko, które poznaje świat. Ma przy tym niezłą zabawę, widząc Pasco, miotającego się w nowej roli. Gdy jednak trzeba, potrafi wkroczyć i pokazać swojemu „dziecku”, kto jest panem, a kto podwładnym, np. poniżając Rudego przez gwałt analny. Ot, taki atrybut władzy. Na gruncie koncepcyjnym, warto także zwrócić uwagę na motyw złego miejsca. O ile zwykle takim miejscami w horrorze są nawiedzone domy, bagniska, kanały i inne miejsca niedostępne i nieprzyjazne człowiekowi, o tyle tutaj takim złym miejscem jest całe miasto Nowy Jork, trawione od wewnątrz zgnilizną moralną i złem.

Ich druga ważna powieść, „The Cleanup” opowiada o Billym, byłym, niemłodym już gitarzyście, który uświadamia sobie, że jego życie to jedna wielka porażka. Mężczyzna jest świadkiem kilku morderstw. W jego życiu pojawia się Christopher, który obdarza go nadzwyczajną mocą. Billy postanawia oczyścić ulice Nowego Jorku z przestępców, gwałcicieli i morderców. Mamy więc do czynienia z podobnym motywem, co przy „Świetle w tunelu” (tam krucjatę wampirowi wypowiadają mieszkańcy miasta).

Inną głośną powieścią duetu Skipp&Spector jest „The Scream”, historia zespołu heavymetalowego, który otacza demony swoim kultem i to nie tylko dla zwykłego show na scenie. Muzycy jeżdżą po całym kraju, zabijając swych fanów, podczas gdy oni sami zamieniają się w heavymetalowych zombiaków na usługach demona.

Skipp&Spector popełnili razem 7 książek, ostatnią w 1992 roku, później ich drogi się rozeszły, a sam Skipp zniknął ze sceny. Do prozy wrócił dopiero niemal 10 lat później, w 2000 roku. Cechą charakterystyczną ich utworów jest to, że są mocno osadzone w miejskiej tkance, łączą w sobie brutalność i śmiałą erotykę z humorem oraz portretują wielkomiejskie życie z całym jego bagażem patologii. Sam Skipp zasłynął również jako scenarzysta, między innymi piątej części „Koszmaru z ulicy Wiązów” oraz „Klasy 1999”. W roku 1989 przyniósł im niemały rozgłos inny projekt literacki, „The Book of the Dead”, antologia opowiadań zombie, której premiera zbiegła się z dyskutowanym tematem splatterpunku. I mimo że sam Romero firmował swoim nazwiskiem tą książkę, to obecny tam motyw zombie niekoniecznie przystaje do interpretacji twórcy „Nocy żywych trupów”. Zombizm trawiony jest bowiem w antologii na niezliczone sposoby: są tańczące zombie, zombie zakładający rodzinę, uprawiające miłość, tańczące w klubach ze striptizem i zombie-roboty. Swoisty miks splatterpunku i bizarro. Co ciekawe, w projekt zaangażowali się najwięksi twórcy grozy w rodzaju Campbella, Laymona, Kinga, McCammona. W „Books of the Dead” znajdziemy wiele analogii do zjawisk społecznych końca lat 80-tych, co w połączeniu z dosadnym obrazowaniem, stanowi esencję splatterpunku. Strzelanie do nauczycieli, egocentryzm, pułapki bogactwa, dzieciobójstwo – wszystko to znalazło swój wyraz na kartach książki. We wstępie do antologii, Skipp i Spector wprost bronili przemocy i zachęcali społeczeństwo do mierzenia się z gatunkiem horroru, bez żadnego wzdrygania się, mając przy tym nadzieję, że czytelnicy odnajdą pewną społeczną analogię, zagłębiając się w świat zombie.

Ray Garton

Ray Garton to pisarz niemal zupełnie anonimowy w Polsce, mimo że napisał ponad 60 utworów grozy. Po polsku możemy przeczytać jego krótki tekst „Obraz zdrowia”, który trafił do antologii „Gorętsza krew” oraz „Inny człowiek” z antologii „Dziedzictwo Lovecrafta”.
Opus magnum jego twórczości stanowi powieść „Live Girls”, łącząca w sobie tradycyjne motywy wampiryczne z obrazową intensyfikacją przemocy, charakterystyczną dla nurtu splatterpunk. Jest to jedna z najgłośniejszych powieści Raya Gartona, który zresztą otrzymał za nią nominację do Nagrody Brama Stockera. Książka jest często wymieniana jako jeden ze sztandarowych przykładów literatury splatterpunk, wprowadzając zupełnie nowy rodzaj intensywności do gatunku literackiego horroru. Mimo upływu paru lat od premiery książki, „Live Girls” nie zestarzały się praktycznie w ogóle. Lektura powieści wciąż wywołuje ciary, momentami niesmak, a przede wszystkim towarzyszą jej ogromne emocje i podświadome trzymanie kciuków za głównych bohaterów historii. Gdy trzeba, autor nie stroni od szokowania (patrz scena wypijania krwi menstruacyjnej lub masakrowania wampirów na krwawą miazgę), lecz proporcje pomiędzy brutalnym obrazowaniem a konstrukcją powieści jako takiej, są na tyle dobrze wyważone, że znajdą tu coś dla siebie zarówno miłośnicy oryginalnych, klimatycznych historii grozy, jak i Ci, którzy szukają w horrorze mocniejszych wrażeń.

Do uniwersum, nakreślonym w „Live girls” Garton powróci później w „Night Life” (2005), lecz kontynuacja ta, zdaniem krytyków i recenzentów, jest utworem o wiele słabszym i mniej wyrazistym niż „Live Girls”. Inną głośną książką Gartona jest „Crucifax”, swoisty portret bogatej klasy średniej, wykrzywiony w zwierciadle horroru. Do San Fernando Valley przybywa niejaki Mace, symbol buntu, niezależności i dobrej rozrywki. Szybko zaskarbia sobie przyjaźń lokalnych nastolatków, oferując im narkotyki, seks i bezwarunkową akceptację. Wszystko to, czego im brakuje w normalnym życiu. Oczywiście prowadzi to do destrukcji, ale splatterpunk po raz kolejny odsłania tu problemy lat 80-tych. Pogoń za pieniądzem, brak więzi rodzinnych, destrukcję rodziny, odrzucenie i wyobcowanie pojedynczych jednostek, które nie mają żadnego wsparcia, ani nie mogą na nikogo liczyć, nawet na swoich najbliższych. Jest to książka zdecydowanie dojrzalsza, z bardziej wyostrzonym socjologicznym zmysłem obserwacji i ponura.

Joe R. Lansdale

Innym, kluczowym przedstawicielem nurtu jest Joe R. Lansdale, niezwykle płodny literacko autor, nieznany szerzej w kraju nad Wisłą. Opublikował ponad 30 powieści i kilka setek opowiadań. Jego proza jest tak różnorodna, że po dziś dzień krytycy mają problem z określeniem łam gatunkowych jego twórczości. Lansdale z powodzeniem sięga bowiem po western, horror, science fiction, thriller i mystery. Jego teksty bywają czasem tak zwariowane, że spokojnie mogłyby również wylądować na półce z napisem „bizarro”. Amerykanin jest także jednym z czołowym postaci ruchu literackiego z przełomu lat 80-tych i 90-tych o nazwie splatterpunk. Robert McCammon twierdzi nawet, że Lansdale był splatterpunkowcem na długo zanim splatterpunk stał się modny .„The Nightrunners” to właśnie jedna z przykładnych splatterpunkowych książek. Jest ona drugą powieścią, napisaną przez Joe R. Lansdale’a. Powstała w 1982 r., pierwotnie jako „Night of the Goblins”, wydana została dopiero pięć lat później, już jako „The Nightrunners”. W odróżnieniu od późniejszych utworów autora, „The Nightrunners” to książka bardzo szorstka, przesycona pesymizmem, złem i degrengoladą. Nie ma tu miejsca ani na odrobinę humoru, czy puszczanie oka do czytelnika. To prawdziwie ponury spektakl okrucieństwa, gwałtu, zemsty, opętania i jednocześnie historia o pokonywaniu tkwiących w ludziach barier. Obrazy w rodzaju wlewania siłą benzyny do ust; odciętych jąder spadających u boku przerażonych Becky i Monthy’ego, czy zmasakrowanego krocza Angeli mówią same za siebie.

Bardzo głośną powieścią autora jest „Drive-in Trilogy”, historia o grupie przyjaciół, która udaje się do kina samochodowego na jakiś tani horror, by cieszyć się jego absurdalnością oraz smakiem alkoholu i popcornu. Pech chce, że właśnie tam spada kometa i wszystko biorą diabli. Odtąd zaczyna się prawdziwy horror, a młodzi Amerykanie będą musieli walczyć o przetrwanie z hordą zombie. Książka doczekała się również ekranizacji komiksowej. Mnóstwo tu B-klasowych klisz i specyficznego humoru, ale pod tym wszystkim kryje się współczesna opowieść na miarę „Władcy much”. Opowieść o tym, jak łatwo w niecodziennych, ekstremalnych sytuacjach, biorą górę instynkty, Morderstwo, kanibalizm, spożywanie niemowląt… tak, Lansdale pod pretekstem zombie obnaża ludzką ciemną stronę ludzkiej natury w popkulturowym wydaniu.
Lansdale dał się także poznać jako splatterpunkowiec przez pryzmat swoich opowiadań i pojedynczych powieści. W swej twórczości niejednokrotnie potępia seksizm, rasizm i groźbę nuklearnej zagłady, często umieszczając akcję swoich utworów w scenerii postapokaliptycznej, zaludnionej przez zombie czy odrażających rednecków. Późniejsza kariera pisarza poszła jednak w zupełnie inną stronę. Ostatnio Lansdale lubuje się w pisaniu thrillerów i historii z suspensem. Jego najnowsze tytuły porównywane są często z prozą Stephena Kinga. Ciekawostką jest to, że Lansdale jest autorem noweli „Bubba Ho-Tep”, która zekranizował Don Coscarelli (twórca serii „Phantasm”).
Sam Lansdale nie lubi etykiety „splatterpunkowca” i odcina się od niej, twierdząc że nie jest i nie był częścią tego ruchu. Wielu innych pisarzy, m.in. Poppy Z. Brite czy Richard Laymon, też stanowczo odrzuciło ten termin, mimo że ich prace przynajmniej częściowo wpisywały się w konwencję.

Inni

We wszelkich materiałach poświęconych splatterpunkowi pojawia się nazwisko Richarda Christiana Mathesona, syna słynnego autora „Jestem legendą”. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że wsparcie Mathesona juniora dla ruchu splatterpunk nie znajduje odzwierciedlenia w jego twórczości, na którą składają się niemal wyłącznie opowiadania z tamtego okresu. Większość tych ekstremalnie krótkich tekstów znajduje się w zbiorze „Scars and other disgusting marks”. Sam zbiorek nie jest jednak w 100% splatterpunkowy. Matheson lepiej niż w literaturze odnalazł się w roli filmowca, m.in. przy projektach „Masters of Horror” czy „Marzenia i koszmary”.
Dla wielu osób może to być zaskoczeniem, ale jako splatterpunkowca uznaje się, przynajmniej częściowo, Roberta McCammona, autora m.in. „Magicznych lat”, „Godziny wilka”, „Stingera”, czy „Pragnienia”. Najbardziej reprezentatywne dzieła autora dla tego nurtu to „The Nightcrawlers” (ukazały się w antologii „Masques”) oraz „Bests Friends” (zbiór „Night Vision 4”).

David J. Show, twórca terminu „splatterpunk” otrzymał wiele wyrazów najwyższego uznania dla swojej pierwszej powieści, „Kill Riff”, która opowiada historię mężczyzny, którego córka ginie podczas zamieszek na rockowym koncercie. On, nie mogąc się z tym pogodzić, prześladuje członków zespołu, którzy mieli wtedy koncert i po kolei ich zabija. Jego druga splatterpunkowa powieść „Shaft” to historia handlarza narkotyków, który uciekając osiedla się w obskurnej kamienicy, która wydaje się być nawiedzona i w której na dodatku gnieździ się potwór. Splatterpunkowe tropy znajdziemy również w jego zbiorach opowiadań „Seeing Red”, „Lost angels”.

Nawiązania do splatterpunku można również odnaleźć w utworach takich autorów i autorek, jak Poppy Z. Brite, Beth Massie, Nancy Collins, Wayne Allen Sallee, czy David Bruce, choć ich nazwiska nigdy nie definiowały tego nurtu.

Splatterpunk jest passe?

Autorzy literatury splatterpunk, przerażeni tym, że mogą zostać zaszufladkowani jako splatterpunkowcy poczęli z całych sił wypierać się szerszych z nim związków. Sam splatterpunk jako nurt nie odniósł spektakularnego sukcesu, ale z pewnością był zjawiskiem zauważalnym. Tylko pojedynczy autorzy splatterpunkowi wspięli się na listy bestsellerów (Clive Barker, Spector&Skipp). Większość splatterpunkowych rzeczy publikowana była jako tzw. paperback’i, tanie, groszowe wydania. Część z utworów splatterpunkowych nawet nie weszła do powszechnej dystrybucji i sprzedawana była w specjalnych, tematycznych sklepach i komiksiarniach. Z perspektywy czasu, splatterpunk wydaje się nieco bardziej doceniany, choć jego interpretacji towarzyszy nuta niepewności i egzotyki. Niektóre z klasycznych dzieł splatterpunkowych doczekały się wznowień i wersji elektronicznych, ale spora część literatury z tamtego okresu jest dziś dostępna jedynie w antykwariatach i na aukcjach internetowych.

Splatterpunk jako zjawisko wypalił się w sposób zupełnie naturalny. Pisarze, uważani za trzon nurtu albo przestali pisać, albo ich proza ewaluowała w zupełnie inną stronę. Splatterpunk jako zjawisko kulturowe, mimo wszystko, odegrał istotną rolę we współczesnej literaturze grozy. Dał bowiem solidne podstawy do dalszego rozwoju horroru ekstremalnego, praktykowanego chociażby przez takich pisarzy jak Edward Lee, Wrath James White, Bryan Smith, czy J.F. Gonzalez oraz literatury eksperymentalnej spod znaku bizarro czy Kathy Koji.


Źródła:

„American >>Grand Guignol<<: Splatterpunk Gore, Sadean Morality and Socially Redemptive Violence” Louis J. Kern
„The Splatterpunk Trend, And Welcome to It” Ken Tucker [w: The New York Times]
„Words Matter: Conversations With Asian American Writers” King-Kok Cheung
„Book of the Dead” (introduction), John Skipp, Craig Spector
http://www.robertmccammon.com
http://monsterlibrarian.com
http://www.tabula-rasa.info




HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk
HO, Publicystyka - Brutalność bez granic. Narodziny i zmierzch literatury splatterpunk

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -