Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Michele Soavi

gościnnie: Cabal

Uważam, że każdy posiada jakiś talent. Choć wielu z nas próbuje temu zaprzeczyć, skrywa go czy marnotrawi, fakt pozostaje faktem i wypada się z takim pogodzić. Istnieje grono twórców, którzy swe powołanie odkryli dość wcześnie, jednak - z cierpliwością i wytrwałością godną największych mistrzów - długo czekali na chwilę, w której z mało wyrazistych larw przeistoczą się w przepiękne, bogato zdobione motyle. Równocześnie jednak nie siedzieli tylko i wyłącznie z założonymi rękoma, postanawiając pomóc swemu losowi - chociażby przez obserwowanie, pobieranie nauk i wyciąganie wniosków. W świecie filmu, okazją dla przyszłych wizjonerów bywa niekiedy funkcja pomocnika reżysera: jeśli tylko trafi się na dobrego mistrza i protektora, można uznać się za szczęśliwca. Nawet, gdy na przekór swemu nazwisku (oznaczającemu w języku włoskim osobę łagodną), decyduje się na zagłębienie w świat mrocznego i przepełnionego krwawą przemocą horroru. Takiego wyboru niegdyś dokonał najbardziej chyba niedoceniany wizjoner włoskiego kina grozy, Michele Soavi.


Urodzony w 1957 roku w Mediolanie twórca od małego interesował się szeroko pojętą sztuką, w szczególności zaś malarstwem, praktykowanym przez swego ojczyma (po rozwodzie matka Soaviego poślubiła bowiem właśnie malarza). Już w szkole młody Michele zdecydował, że w przyszłości pragnie samemu tworzyć „inne” światy, zamieniając jednak pędzle i płótna swego ojczyma na możliwości płynące z wykorzystania taśmy celuloidowej ;). Mniej więcej w połowie lat 70tych, po skończeniu szkoły średniej, zapisał się do mediolańskiej szkoły aktorstwa w Studio Fersen. Szybko jednak stwierdził, że samo aktorstwo nie zaspokaja jego twórczych potrzeb i zapędów - jego zdanie podzielił także reżyser pierwszego aktorskiego filmu Soaviego, powierzając żółtodziobowi rolę asystenta. Niebawem z jego usług zaczął korzystać także niejaki Aristide Massaccesi, fanom włoskiego kina klasy „B” lepiej znany pod pseudonimem Joe D'Amato. Na planach kilku kolejnych filmów tego twórcy Soavi spełniał szereg ról - od scenarzysty do sekretarza włącznie, ucząc się w tych latach głównie sposobów pracy z niewielkim budżetem, nie mając natomiast raczej kontaktu z sztuką godną zapisania przez duże S - chyba że ktoś za takową uzna filmy rodzaju Niezwyciężonego Atora, Alien 2 (oczywisty włoski plagiat filmów Scotta) czy sławetnego Anthropophagusa 2. Zdolności aktorskie Soaviego dostrzegł także wielki mistrz włoskiego kina grozy, Lucio Fulci, powierzając mu niewielkie role w swych klasycznych obrazach - Miasto żywych trupów (gdzie biednemu Michele jeden z „umarłych inaczej” przewierca głowę na wylot) oraz w skrajnie mizoginicznym Rozpruwaczu z Nowego Jorku.

Właśnie... wielcy mistrzowie. Bohater mojego dzisiejszego tekstu zdecydowanie miał do nich szczęście, dzięki ich przychylności otrzymując wręcz niepowtarzalne szanse dla rozwoju swej twórczej kariery. Niewiele później po swym debiucie, Soavi spotkał bowiem innego włoskiego maestro niesamowitości - Dario Argento. Świeżo opromieniony sławą Suspirii i Inferna , odnalazł w swym rodaku pokrewną pod względem pojmowania estetyki obrazu filmowego duszę, powierzając mu funkcję drugiego asystenta reżysera na planie kolejnego arcydzieła mizoginicznej grozy, krwawej Tenebry. „Prawą ręką” Argento w tym przypadku był Lambeto Bava, syn kolejnego klasyka horroru, Mario. Poproszony przez niego o wsparcie, Soavi ponownie asystował reżyserowi (odgrywając także jedną ze swych dłuższych aktorskich ról) na planie Ostrza w ciemności, odpowiedzi Bavy na popularność stylu giallo. W 1985 roku Mediolańczyk zdecydował się jednak na dokonanie przełomu w swojej twórczości, uznając najwyraźniej, że samo tylko statystowanie kolegom po fachu nie jest wystarczającym bodźcem dla jego wizji (w końcu, ileż to można być tylko uczniem, choćby i najlepszym?). Zaczął z małego pułapu, reżyserując teledysk Billa Wymana oraz film dokumentalny o obrazach Argento (niejako chyba w podzięce za zaufanie, jakim ten go obdarzył). Ten sam rok naznaczony jest w przypadku Soaviego także pracą na planach argentowskiej Phenomeny ( Dario powierzył mu znów funkcję pierwszego asystenta) oraz włoskiej koprodukcji grozy w nader silnym twórczym składzie, mianowicie Demonów (gdzie oczywiście znów współpracował z Bavą i Argento). Dwa lata później, przełom zostaje dokonany definitywnie: światło dzienne ujrzała bowiem Deliria (znana także pod tytułami Stagefright i Aquarius). Ten zrealizowany za mniej niż milion dolarów i wyprodukowany przed D'Amato obraz jest nie tylko sprawnym i trzymającym w napięciu filmem grozy na pograniczu giallo i amerykańskiego thrillera. To przede wszystkim pokaz zdolności twórczych Soaviego, jego umiejętności gry obrazem, interesujących pomysłów i ujęć, oraz znakomitej gry kolorami (jakże charakterystycznej dla Argento). Plastycyzm i interesujące wykonanie tego filmu docenili również i krytycy festiwalu w Avoiraz oraz widzowie w USA (choć w rodzimych Włoszech nie odniósł sukcesu) - wśród nich znajdował się także ex-Python, Terry Gilliam, proszący Michele o pomoc reżyserską w swej superprodukcji, Przygody barona Munchausena. Włoch po raz kolejny nie odmówił wybitnemu twórcy, i choć film okazał się komercyjną katastrofą, Soavi odszedł z jego planu posiadając doświadczenia w tworzeniu nieco bardziej epickich obrazów - które zresztą, jak niebawem ma się okazać, będą mu przydatnymi...

Po realizacji następnego technicznie-wizualnego arcydzieła Argento, mianowicie Opery (i, moim skromnym zdaniem, do dnia dzisiejszego jego ostatniego naprawdę wybitnego filmu), obaj powrócili na plan kolejnej włoskiej superprodukcji grozy, mianowicie Kościoła. Soavi ponownie zajął stanowisko reżysera, nadzorując działania aktorów i niezwykle zapracowanych speców od efektów wizualnych. Bava dość szybko wycofał się z tej produkcji, podobnie jak i Umberto Lenzi (kolejny weteran spaghetti-horroru), co w znacznym stopniu odbiło się na składności gotowego filmu. Przesycony on jest niezwykłą atmosferą, pełen plastycznych kadrów i ujęć (często będących wizualizacją klasycznych obrazów mistrzów pędzla, w tym Boscha i Vallejo), do tego jeszcze wspomagany przez zapadającą w pamięć oprawę muzyczną - efekt gwiazdorskiej współpracy Phillipa Glassa, Keitha Emersona i grupy The Goblin. Nie brakuje też i kolejnego charakterystycznego dla Michelle motywu, mianowicie motocyklistów - sam widocznie będąc miłośnikiem szybkiej jazdy nie tylko na planie filmowym ;). Następne dwa lata przyniosły współpracę z Bavą na planach Czarnego kota i Czarnej niedzieli (nieudanych próbach Lamberto, mających na celu nawiązanie do świetności dzieł jego ojca), po czym Soavi po raz trzeci decyduje się na reżyserię filmu grozy. Po raz trzeci otrzymujemy też masę niezwykłych, hipnotycznych ujęć; przepełnionych wizyjnością obrazów (jak chociażby scena snu z wielkim pelikanem...) i niezbyt wyrafinowaną fabułę (łączącą opowieści Dziecka Rosemary z makabrą rzezi sekty Mansona). W Sekcie brakuje jedynie bardziej wyrazistej oprawy muzycznej (tym razem Emerson i Simonetti nie pojawili się na planie), znajduje się z kolei sekwencja nad wyraz godna uwagi: udomowiony królik przerzuca za pomocą pilota kanały TV (!!!), natrafiając na obraz magika z kapeluszem - w tym epizodzie pojawia się właśnie Soavi... Trzy lata później, uznany już niemal za następcę Argento (przeżywającego podówczas spory kryzys autorski), realizuje swe najwybitniejsze po dzień dzisiejszy dzieło: Dellamore Dellamorte. Pozbawiony już ostatecznie powiązań argentowsko-bavowskich, na tapetę wziął tekst Tiziano Sclaviego, twórcy kultowego cyklu komiksów o Dylanie Dogu. Realizuje film o zombie zupełnie inny od gore serwowanego przez Fulciego: filozoficzny, skłaniający do myślenia, a jednocześnie nie pozbawiony akcji i specyficznego czarnego humoru. Do tego jeszcze, po raz wtóry, Soavi w niezwykły sposób korespondował z tekstami Clive'a Barkera, wypełniającymi Księgi krwi - dość powiedzieć, że koncept barkerowskiego Mistrza magii silnie nawiązuje do Sekty, choć teoretycznie winno być inaczej... Ponownie nie zabrakło motocyklistów oraz niezwykłych scen - po raz kolejny zatem talent Mediolańczyka docenili krytycy i widzowie, choć Dellamore... długo nie mógł doczekać się dystrybucji w Stanach Zjednoczonych. Zaś po zrealizowaniu swego opus magnum, Soavi zaskoczył wszystkich - ze względu na trudną sytuację rodzinną i chorobę dziecka, na 5 lat odszedł w twórczy cień, tląc resztki nadziei na odrodzenie świetności włoskiego kina grozy.

Jakiekolwiek nie były jego pobudki dotyczące powrotu, w 1999 roku rozpoczyna realizację cyklu filmów kryminalnych dla włoskiej telewizji, m.in. znany także i w Polsce Ultimo. Co najciekawsze, dołącza tym samym do odkrywających na nowo telewizyjne formuły Bavy i Argento - jakby nie mogąc uwolnić się od ich cienia ;]. Dopiero w roku 2006 realizuje kinowy film fabularny, mroczny kryminał The Goodbye Kiss, rok wcześniej powracając do hollywoodzkiej współpracy z Gilliamem, wspomagając reżysersko jego najnowszą wówczas fantazję, Nieustraszonych braci Grimm. Trudno powiedzieć, czy Soavi kiedykolwiek jeszcze uraczy nas kolejnym filmem grozy (sam w wywiadach nie wypowiada się jednoznacznie na ten temat), niemniej jednak i tak ten pracowity Włoch zasłużył na pełnię uznania i docenienia.

Dodatkowe:
FILMOGRAFIA

1980 - City of the living dead (aktor)
1981 - Absurd (aktor)
1982 - Tenebrae (drugi asystent reżysera, aktor), New York Ripper (aktor)
1983 - A blade in the dark (aktor, asystent reżysera)
1985 - Phenomena (aktor, pierwszy asystent reżysera), Dario Argento's World
of Horror (reżyser), Demons (asystent reżysera, aktor)
1987 - Deliria (reżyser, aktor), Opera (pierwszy asystent reżysera, aktor)
1988 - The Adventures of Baron Munchausen (asystent reżysera)
1989 - The Church (reżyser, scenarzysta, aktor), Black Sunday i Black Cat (aktor)
1991 - Dario Argento: Master of Horror (reżyser), The Sect (reżyser, scenarzysta, aktor)
1994 - Dellamorte Dellamore (reżyser, scenarzysta, aktor, producent)
2005 - Brothers Grimm (asystent reżysera)


HO, Publicystyka - Michele Soavi
HO, Publicystyka - Michele Soavi
HO, Publicystyka - Michele Soavi
HO, Publicystyka - Michele Soavi
HO, Publicystyka - Michele Soavi
HO, Publicystyka - Michele Soavi
HO, Publicystyka - Michele Soavi

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -