Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



WYWIAD Z ŁUKASZEM ORBITOWSKIM

Molly

"Łukasz Orbitowski to polski pisarz, piszący głównie opowiadania grozy. Absolwent filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jego debiutem w fantastyce było opowiadanie Diabeł na Jabol Hill, opublikowane w pierwszym numerze miesięcznika "Science Fiction". Publikował opowiadania w czasopismach "Science Fiction", "Nowa Fantastyka", "Sfera", "Ubik". Jego opowiadanie Władca Deszczu znalazło się w antologii PL+50 pod redakcją Jacka Dukaja. Do tej pory zostały wydane trzy książki opatrzone jego nazwiskem - Złe Wybrzeża (1999), Szeroki, głęboki, wymalować wszystko (2002) oraz Wigiljne Psy (2005). W przygotowaniu jest trzecia - Horror show. Jest również współautorem gry fabularnej Bakemono. "


<b> - Molly: Po tej wstępnej notce w encyklopedii internetowej Wikipedia, można wnioskować, że jesteś bardzo zapracowaną osobą, ale zapewne nie osiadasz na laurach, tylko podążasz dalej wytyczoną przez siebie twórczą drogą. Czy pisanie jest dla Ciebie wszystkim? </b>

Łukasz Orbitowski: Przeczytałem właśnie tę notkę z Wikipedii i, cholera, nie wiem teraz nawet ile mam tych książeczek J. W sensie zawodowym, dłubanie w słowie jest rzeczywiście dla mnie wszystkim, bo nie mam żadnego innego zajęcia, a inna sprawa, że wikipedyści tylko nadgryźli tę moją aktywność - bo jeszcze jest publicystyka w Nowej Fantastyce, szczególny rodzaj działalności w ramach linii fantastycznej Wydawnictwa Dolnośląskiego, gdzie z twórcy zmieniłem się w kogoś kto twórcom pomaga, dwa projekty, oprócz Bakemono, z Jarkiem Urbaniukiem. Tu się nałożył mój charakter na warunki ekonomiczne. Bo ja kocham próbować nowe rzeczy, sprawdzać się na nowych polach, a życie w Polsce właśnie takich aktywności wymaga. Nie umiałbym pisać trzech książek rocznie bo emocjonalnie bym się z nimi nie związał, no a siedzieć na czterech literach nie potrafiłbym tym bardziej.

<b> - Molly: Czy pisanie jest dla Ciebie pracą czy raczej zabawą? Czy robisz to, bo traktujesz to jako swój zawód, czy też czerpiesz z tego ogromną przyjemność i daje Ci to zadowolenie? </b>

ŁO: A nie można czerpać przyjemności ze swojego zawodu? Pisanie prozy nie jest jedynym źródłem mojego utrzymania, ale przynosi dochód. Jestem człowiekiem w pełni samodzielnym finansowo. Jakiś czas temu stwierdziłem, że nie ma sensu robić w życiu czegoś, czego się nie lubi, więc robię to co lubię, to mój zawód. A że lubię pracować przy książkach, pisać publicystykę, to mam co chcę.

<b> - Molly: Jak znajomi reagują na Twoje pisanie?</b>

ŁO: Raczej pozytywnie, jak uda mi się coś fajnego lubię postawić wódeczkę. A raczej obchodzi ich to o tyle, że życzą mi dobrze, więc cieszą się, że teraz idzie mi lepiej niż jakiś czas temu. Przecież nie śledzą mojej kariery na bieżąco, nikt w moim najbliższym otoczeniu nie czyta fantastyki. Jak dam książkę, czasem przeczytają. Podobno to co pisze nie pasuje do mnie, do tego, jaki jestem na co dzień. Tyle usłyszałem. Czasem jest zabawnie, gdy usiłuję kogoś namówić do współpracy przy jakimś pomyśle. Tak było z dwoma Jarkami, Orządałą i Urbaniukiem

<b> - Molly: Czy żona wspiera Cię w Twojej pisarskiej pasji i fascynuje Ją to tak jak Ciebie? Pozwalasz jej zaglądać w kartki? ; - ) </b>

ŁO: Wspiera, ale raczej nie jako czytelnik, bo nie lubi mojej prozy. Lubi publicystykę, te bardziej softowe rzeczy. Ale w pewien sposób zmusiła mnie do pisania w momencie, gdy nie byłem pewny co do wyboru swojej drogi życiowej. W tym sensie, że sytuacja bieżąca przesłaniała trochę pracę twórczą i zależało jej, by to zjawisko zmienić. Nie zagląda w kartki, bo nie chce.

<b> - Molly: Studiowałeś filozofię. Czy ma się to jakoś do Twojego pisania? </b>

ŁO: Nie jestem filozofem z zamiłowania i pasji, studia skończyłem po iluś tam perturbacjach. Nie byłem zainteresowany filozofią jako nauką służąca opisowi świata, ja szukałem zrozumienia dla siebie, próbowałem nabyć pewnej ogłady semantycznej. Trochę się udało, bo myślę chyba odważniej niż kilka lat temu. Może to kwestia studiów, może doświadczeń życiowych. Nie umiałbym powiedzieć zbyt wiele o filozofii i chyba każdy mój tekst broni się bez jej rozumienia. Ktoś mógłby próbować odnaleźć w moim pisaniu jakieś filozoficzne wątki, wydaje mi się, że prędzej by się zmęczył szukaniem niż znalezieniem nacieszył.

<b> - Molly: Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z pisarstwem? </b>

ŁO: Chyba jak u każdego piszącego, bardzo wcześnie. Długo się obijałem w różnych literackich środowiskach nie związanych z fantastyką. Najpierw to były jakieś kółka i kółeczka na wodzie, potem, frakcje młodych skupione przy awangardowych pismach. Jakoś tam realizowałem formułę ogólnie nakierowaną na horror, potem zadziałał przypadek. Bo stary kumpel wysłał moje teksty do Gena Dębskiego, a on pchnął je dalej, do nowego pisma o nazwie Scence Fiction. Parę miesięcy później pojawiłem się w Nowej Fantastyce i dalej jakoś się toczyło. Przeszkadzałem sam sobie bo nie słałem nigdzie opowiadań i po tych oficjalnych debiutach zamilkłem na kawał czasu. Cały czas pisanie było obecne na marginesie mojego życia, bo zajmowałem się innymi rzeczami. I w końcu, nie tak znowu dawno postanowiłem zająć się właśnie tym, a jak myślę o początkach to się rumienię, jak widzę, że na aukcjach moje pierwsze tomiki biegają w cenie litra dobrej wódy. Ktoś stoi przed taką alternatywą i czyni zły wybór.

<b> - Molly: Twoje najnowsze dzieło "Wigilijne psy" już zdobyło rzesze fanów, ale są i tacy, którzy nic o nim nie słyszeli. Czy możesz je nam przybliżyć? </b>

ŁO: To zbiór opowiadań. Część jest znana, część powstała specjalnie z myślą o tej książce. Rzeczy w miarę nowe. Rzecz wydało wydawnictwo Editio, będące mutacją Helion, połączoną kręgosłupem finansowym i kadrowym. Moja intencją przy dobieraniu opowiadań było zachowanie spójności klimatu przy różnorodności tematycznej. Bo jest i próba ze zmierzenia się z horrorem satanicznym, ze dwie niemal klasyczne opowieści o duchach, wyróżniające się polską scenografią, co jeszcze - na przykład próba przełożenia na język literacki motywów legendy miejskiej, niby rzecz mało odkrywcza a w Polsce nie bardzo to ludziom wychodzi. Trochę humoru, nie zawsze czarnego, trochę elementów obyczajowych, groteski. Przemoc.

<b> - Molly: Czy w trakcie pisania czymś się inspirujesz? Mają na to jakiś wpływ ulubieni autorzy, muzyka lub wydarzenia z Twojego życia? </b>

ŁO: Przecież nie wymyślam wszystkiego, nikt tak nie robi. Większość twórców wychodzi, wydaje mi się, od pomysłu, ujętego skrótowo, jak w "Christine" Kinga: "napiszę teraz o nawiedzonym samochodzie". I powstaje czasem fajna książka. Ja tak nie umiem pracować, najpierw chodzi za mną sam nastrój, klimat, który chciałbym w tekście zawrzeć. I o ten klimat zaczepiam konkretne skojarzenia, sytuacje i jedna z tych sytuacji zyskuje rolę osiową. Potem pozostaje rozpisanie tego na fabułę, co czasem dokonuje się zupełnie spontanicznie, wydarzenia same się układają. Czasem trzeba się pomęczyć i je poustawiać, dodać nowe, coś wykreślić. Próbuję nie przenosić wydarzeń wprost z życia, ale raczej odnosić się do nich. Potwierdzam też banalną prawdę: inspiracją może być wszystko. Wczoraj skończyłem dość długie opowiadanie, gdzie tytuł wzięty jest z Rammstein, a jeden z wątków podprowadziłem z tekstu Ghost pf Vincent Price grupy Wednesday 13.

<b> - Molly: Czym kierujesz się przy wyborze danych opowiadań do antologii? Czy liczy się dla Ciebie przede wszystkim sukces (pieniężny), czy może zwracasz uwagę głównie na przekaz? </b>

ŁO: Na antologiach to bym się nie dorobił. Nie licząc Tekstyliów gdzie redakcja sama tekst wybrała (za moją zgodą), to napisałem do dwóch antologii. W PL+50 sytuacja była jasna, chodziło o mniej lub bardziej poważną wizję Polski za pół wieku. Z kolei tytuł drugiej, Wizje alternatywne, potraktowałem dosłownie i walnąłem opowiadanko o śmierci Stanisława Przybyszewskiego, alternatywnej co do przebiegu, a nie miejsca i czasu. Różnica jest prosta - piszę tekst z myślą o konkretnej antologii i raczej nie mógłbym go wydać nigdzie indziej. Z czasopismami nie mam tego problemu.

<b> - Molly: Jak wygląda Twoja praca z tekstem? Czy od razu masz obmyśloną całą fabułę, czy raczej preferujesz spontaniczność? </b>

ŁO: Częściowo odpowiedziałem na to w poprzednim pytaniu. Przeważnie, teksty dłuższe powstają w oparciu o konspekt. Jeśli nie, to w pracach redakcyjnych wyrównuję wątki, tnę postacie, po prostu, z reguły piszę za dużo, nie za mało.

<b> - Molly: W przygotowaniu jest Twoja trzecia książka "Horror show" - czy tytuł sugeruje, że schodzisz na ścieżkę horroru? </b>

ŁO: Nie wiem kto pisał tę notkę na Wiki. Jeśli "Horror show!" jest moją trzecią książką, to "Wigilijne psy" którą, może dwa pierwsze tomiki ludzie traktują jako jeden, a jeśli tak, to czemu nie żaden - tak byłoby uczciwie. Znów zamieszanie. Odnośnie "Horror show!" jest to tekst z 2003 roku, który ukazał się w magazynie Scence Fiction w zeszłym roku. Teraz finiszujemy z Piotrkiem Mareckim (Korporacja Haart) jego edycję książkową. Pojawił się pomysł, żeby ten typ literatury, który uprawiam skierować do trochę innego czytelnika, zainteresowanego raczej prozą eksperymentalną, awangardową, silnie nakierowaną na problemy społeczne. Mi się to zaraz spodobało, bo tekst znany, przez sprofilowanie do konkretnego odbiorcy, zyskał nowe znaczenie. W innym wypadku raczej bym się nie powtarzał. A żeby nie powtarzać się całkiem, to przerobiłem tę książkę w taki sposób, by odwrócić jej wymowę o 180 stopni. Zakończenie znane z magazynu, punkt dojścia, stało się punktem wyjścia. Stara wersja mówiła o rozpadzie jednostki, ta opowiada o próbie zachowania, czy tez odzyskania tożsamości. A technicznie rzecz biorąc, to tytuł nie jest mylący, mamy do czynienia z rasowym horrorem, pełnym obrzydliwych scen, treścią jest zmaganie się sił nadprzyrodzonych w naszym świecie. Natomiast nową książką, nad którą kończę prace redakcyjne jest obszerna powieść, łącząca horror z fantastyką religijną: "Tracę ciepło".

<b> - Molly: Czy myślałeś o ekranizacji swoich opowiadań? </b>

ŁO: Myślałem również o willi w Kaliforni, a o drinkach z palemka wprost nie umiem przestać myśleć. Ale życie w Polsce jest jakie jest i nie widzę warunków Polsce na nakręcenie filmu grozy, czy to w oparciu o prozę moją czy kogoś innego. Próba wejścia polskiej kinematografii na teren horroru dokonała się w butach pana Pujszo i przyniosła skutki opłakane. I analogicznie jak w przypadku Wiedźmina szansa na polski horror, jak i polską fantasty została pogrzebana. Parę propozycji miałem. Byli scenarzyści, którzy chcieli pisać i reżyserzy, którzy chcieli kręcić. Ale zong leży w pieniądzach, raczej w człowieku, który takowe posiada i chciałby na taki projekt poświęcić. Chłopak od "Domofonu" sprzedał prawa do ekranizacji, ale nie wiadomo, kiedy się ona pojawi. Przecież Sapkowski czekał na film chyba dziesięć lat i nie wiem, czy chciałbym doczekać tego, co on.

<b> - Molly: Czy uważasz, że literatura fantasy cieszy się większym powodzeniem w Polsce niż groza? Która z nich jest Ci bliższa? </b>

ŁO: Nie przepadam za fantasy, szczególnie w wersji ze smokami i elfami, ale to już wersja tak stara aż zgniła. Chociaż jeszcze u nas pokutuje. Trochę czytam, głównie ze względów zawodowych, literatury anglojęzycznej i niestety, nasze szczyty w rodzaju Sapka tam są stanem średnim, by nie rzec normalnym. Oczywiście, fantasy, czy to źródłowa, czy kontestująca siebie samą jest w polskiej fantastyce gatunkiem dominującym. Niedługo, jak mi się wydaje. Groza raczkuje.

<b> - Molly: Jak oceniasz współczesną fantastykę? </b>

ŁO: Zależy jaką. Z polską nigdy chyba nie było gorzej. Pracuję w wydawnictwie W wydawnictwie trudem pozyskujemy autorów. Ich po prostu nie ma, co może wydawać się dziwne w kontekście mocy przerobowych Fabryki Słów czy Runy. Jest mnóstwo ludzi piszących, ale świadomych tego, co robią - pod względem języka, tematyki, kontekstu pozaliterackiego - bardzo niewielu. Oczywiście są wyjątki. Mamy Jarka Grzędowicza, który otarł się nawet o horror, jest przecież Dukaj, dla wielu niezrozumiały, ale ten facet napisał jedno z najważniejszych opowiadań ostatnich piętnastu lat. Mam na myśli Cruxa. Ostatnio pracowałem nad Głosem Boga Jacka Soboty, niezwykła, piękna książka. I mógłbym dodać jeszcze parę nazwisk. Ale tylko parę. A fantastyka na świecie? Są dobrzy autorzy, źli autorzy, różni autorzy. Ale poziom jest wyższy niż u nas.

<b> - Molly: A co sądzisz o współczesnej literaturze grozy? </b>

ŁO: Znów trudno powiedzieć. A co to jest współczesna literatura grozy? Przecież nie znam jej całej, trudno wyrobić sobie opinię. Nie podoba mi się kierunek zainicjowany przez panią Anne Rice, ta wizja wampira zupełnie do mnie nie przemawia i chyba dobrze, że pisarka pisze teraz o Jezusie. Może to wyjdzie jej lepiej niż w horrorach. Coś dziwnego stało się Stephenowi Kingowi, którego nazwisko nie było przypadkowe, a teraz pisze jakieś koszmarne, rozmydlone rzeczy w rodzaju Mrocznej wieży. O czym to cholera ma być? Inni autorzy trzymają się nieźle, jak na przykład niedoceniany u nas James Herbert. Barkerowi trochę oklapło J.

<b> - Molly: Można zauważyć, że zwiększa się liczba stron poświęconych literaturze w Internecie. Czy uważasz, że przyjdzie czas, gdy pisma komputerowe zdominują te wydawane na papierze? </b>

ŁO: Nie sądzę, a to z przyczyn praktycznych. Czasopismo sieciowe najczęściej jest za darmo, bo ludzie do tego, że w necie wszystko jest za free, po prostu przywykli. Innymi słowy, trudniej na nim zarobić, przecież nawet duże portale ciągną za półdarmo. Poza tym czasopismo tradycyjne, papierowe, można czytać w miejscach, gdzie nie mamy komputera - w kiblu albo tramwaju. Niektórzy znów, jak ja, nie lubią czytać na komputerze.

<b> - Molly: Jeśli miałbyś wymienić pięć negatywnych cech Twojego charakteru, byłyby to.. </b>

ŁO: pieniactwo, nieróbstwo, nałogi, co jeszcze? Niechęć do higieny, tak psychicznej jak i fizycznej, więc leci za dwa.

<b> - Molly: Twórczość których pisarzy zrobiła na Tobie największe wrażenie? </b>

ŁO: Więc tak: Mark Twain, za późny, mistyczny okres i nie tylko, bo "Przygody Tomka Sawyera" są absolutnym arcydziełem i to chyba dla każdego - pamiętam jeszcze, jak ojciec czytał mi na głos fragmenty, a po dwudziestu latach mogę do powieści wrócić i odkrywać ją na nowo. Znakomity był Hemingway, zwłaszcza krótkie formy. "Rogi byka" to opowiadanie, którego nie sposób zapomnieć. Najlepsze studium mordercy było w "Z zimną krwią" Capote. Pięknie piszą Romain Gary, Wieniedikt Jerofiejew i Robert Nye. Z Polaków: Iwaszkiewicz, wczesny Redliński, Siemion, także Jerzy Pilch.

<b> - Molly: A jeśli chodzi o świat grozy, to jakich autorów najbardziej doceniasz? </b>

ŁO: Trudno tu być oryginalnym. Z Polaków wskazałbym na Grabińskiego i Jarka Grzędowicza. "Księga jesiennych demonów" to przepiękny kawał prozy. Zagraniczni - mistrzem horroru jest dla mnie James Herbert. Horroru właśnie a nie horroru zmieszanego z powieścią obyczajową (King), czy mistyką (Barker). Mało kto pisze tak prosto i ładnie jak James, niewielu też tak doskonale czuje gatunek, uprawiając go w czystej formie. Ze Stephenem Kingiem stało się coś strasznego, tak od połowy lat osiemdziesiątych. Przecież "Mroczna wieża" to jakieś nieposkładane nieporozumienie. No i mamy zjawisko specyficznie polskie, Grahama Mastertona, czyli faceta, który zafundował czytelnikom całą górę kichy, zarazem popełnił kilka dobrych powieści: Wyklętego, Rytuał, Zwierciadło Piekieł, Czarnego Anioła.

<b> - Molly: Jeśli spotkałbyś złotą rybkę, to jakie byłyby Twoje trzy życzenia? </b>

ŁO: Nie wiem w jakiej to bajce było, ale czarownica ofiarowała bohaterowi flaszkę niedopijkę, lufkę niedopałkę, bułkę - niedojadkę, same dary rzadkie. Sam się na to piszę.

<b> - Molly: "Człowiek chory myśli, człowiek zdrowy działa" - to Twoje motto życiowe. Czy według tego uważasz, że ten, kto nie wykorzystuje swego talentu jest gorszy? </b>

ŁO: Ja nie oceniam takich rzeczy. W ogóle nie oceniam ludzi. Sam nie wykorzystuję swoich talentów, na przykład plastycznego, który podobno mam sporawy. A ta myśl, która wygłosił cokolwiek nieprzytomny kompan imprezy dotyczy raczej mojej sympatii do ludzkiej aktywności. Nie tylko twórczej. Chodzi o przeciwstawienie postawy aktywnej postawie kontemplacyjnej. Mnie przerażają ludzie, którzy gniotą swoje myśli, rozważają, roztrząsają, mocują się z ta biedną swoją głową, zamiast ruszyć dupę, by zmienić swoje życie, albo i nic nie zmieniać - pójść do kina, na basen, do knajpy.

<b> - Molly: Jak stwierdzenie, iż "pracowałeś jako murzyn i striptiser" ma się do tego, czym się aktualnie zajmujesz? </b>

ŁO: Z tym murzynem może trochę nakłamałem, bo jak pracowałem w Stanach, to brałem roboty, nad którymi żaden czarny kark by się nie pochylił. Odnośnie striptisera to kłamstwa żadnego nie ma, choć w sensie fizycznym, wykonuję - rzadko - taniec ze skarpetami, skromnie odziany, ale jednak. Kto widział ten wie. A przecież striptiser, pisarz, czy inny artysta mają ze sobą wiele wspólnego. Różnią ich kwestie techniczne. Nie potrafiłbym się obnażyć bardziej, niż robię to w swojej prozie, nie dlatego, że się wstydzę. Ale nie wiedziałbym jak to zrobić.

<b> - Molly: Jesteś jednym z twórców systemu RPG - Bakemono. Skąd taki pomysł? </b>

ŁO: Z chęci ciągłego próbowania rzeczy nowych. Ja chętnie pracowałbym przy grach - planszowych, komputerowych, rpg - komiksach, filmach, słuchowiskach. Właśnie próba wejścia na nowy teren wydała mi się interesująca, tym bardziej, że z grami tego typu nie miałem wcześniej żadnego doświadczenia. I okazało się, że z chłopakami stanowimy dość zgraną drużynę, a irytujący jest tylko ślimaczy progres w naszych pracach. Tworzenie systemu RPG to jednak nie skok przez płot a każdy z nas ma mnóstwo innych zajęć, więc skupiamy się twórczo raz na jakiś czas.

<b> - Molly: Czy poza pisaniem i tworzeniem gier masz jakieś inne hobby? </b>

ŁO: Pisanie to nie hobby tylko zawód. Przecież dostaję za to pieniądze i z głodu nie umarłem. Mam tez dach nad głową. Bakemono to także inwestycja przygotowywana przez profesjonalistów, a nie hobbystów. Odnośnie hobby, to mój dzień jest dość gęsty i nie zawsze starczy miejsca, żeby poupychać przyjemności. Moją największą pasją jest kino, filmy mogę oglądać od rana do wieczora, zresztą planuje książkę poświęcona filmowemu horrorowi. Lubię sport - narty, rower, basen, ciężary. Miłe wieczory w miłym gronie.

<b> - Molly: Jakie są Twoje plany na przyszłość? </b>

ŁO: Bogate. Niedługo ukaże się książkowa wersja mojej pierwszej powieści "Horror show", niektórzy być może znają ja z łamów magazynu Science Fiction, ale tekst uległ baredzo poważnym przeobrażeniom. Zmienione zostało zakończenie, przeredagowano całe partie, tak, aby wymowa tej książeczki została odwrócona o 180 procent. Tekst z czasopisma i książki to jakby lustrzane odbicia. Kończę redakcje drugiej, długiej powieści, mikstury horroru i fantastyki religijnej w kostiumie czegoś w rodzaju sagi. Z Jarkiem Urbaniukiem zainicjowaliśmy jeszcze dwa projekty, w ścisłej współpracy z magazynem Science Fiction Fantasty and Horror. Jeden to dość szczególne szkice historyczne, a drugi, to cykl opowiadań o milicjancie i księdzu, rozwiązujących niesamowite zagadki w scenerii zmierzchu PRL. Będę więc zajęty.

<b> - Molly: Serdecznie dziękuję za udzielenie wywiadu. </b>


HO, Wywiady - WYWIAD Z ŁUKASZEM ORBITOWSKIM
HO, Wywiady - WYWIAD Z ŁUKASZEM ORBITOWSKIM
HO, Wywiady - WYWIAD Z ŁUKASZEM ORBITOWSKIM
HO, Wywiady - WYWIAD Z ŁUKASZEM ORBITOWSKIM
HO, Wywiady - WYWIAD Z ŁUKASZEM ORBITOWSKIM

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -