Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Wywiad z Adamem Zalewskim

M@rio

Rozmowa z Adamem Zalewskim* o pisarstwie, Stanach Zjednoczonych, polskiej grozie i strachu.


* Adam Zalewski (ur. w 1951 roku w Kwidzynie) – pisarz. Autor powieści „Biała wiedźma”, „Rowerzysta”, „Cień znad jeziora” oraz zbioru opowiadań „Sześć razy śmierć”.
W swoim rodzinnym mieście spędził większą część życia. W 2000 roku przeniósł się do Karpin, maleńkiej miejscowości nieopodal Kwidzynia, gdzie wraz z żoną Ireną zamieszkują posiadłość na skraju lasów.

HO: Pojawił się Pan na rynku literackim w 2008 roku, dosłownie z dnia na dzień. Pisarzem można się stać, czy trzeba się nim urodzić?

Adam Zalewski: - Myślę, że zaraz posypią się gromy, lecz nie chcę posługiwać się kłamstwem - nie jestem politykiem. Pisarz, jak każdy twórca, to jednostka nieprzeciętna. Tego nie da się nauczyć. Można osiągnąć doskonały warsztat literacki, ale zostaje to „coś” - jakiś szczególny znak, dzięki któremu rozpoznajemy autora niczym jednego z nielicznych mistrzów gitary. To „coś” nazwałem „gift” – „dar”. U nas mówimy o tym: „iskra boża”. Jak zwał, tak zwał...
Próbowałem sił w pisarstwie od dziecka. Później jeszcze wiele razy. Jedyną przeszkodą był brak wytrwałości. Po przebytym zawale pomyślałem, że albo to zrobię, albo już nie zdążę.

HO: W Pana książkach widać wyraźną fascynację Stanami Zjednoczonymi, o której zresztą mówi Pan otwarcie. Co takiego wyjątkowego jest w tym kraju, że przenosi Pan tam akcję swoich utworów?

- Fascynuje mnie egzotyka, która doskonale współgra z nastrojem napięcia. Nie ma nic wyjątkowego w USA. To normalny kraj. Dlatego o nim piszę. To nam, Polakom przyszło żyć w „nadzwyczajnym” kraju. Poczynając od polityki, poprzez edukację, służbę zdrowia, religię – żyjemy w nadzwyczajnym kraju. Spory odsetek naszego społeczeństwa uważa siebie za część „narodu wybranego”, niczym nasi starsi bracia w wierze, których często traktujemy, niczym obywateli drugiej kategorii. W kraju, o którym piszę istnieją wszystkie rodzaje naszych przywar, lecz są one marginalne, potwierdzając zasadę wyjątku od reguły.

HO: Przylgnęła do Pana etykietka "polskiego Stephena Kinga". Nie boi się Pan zaszufladkowania?

- Nie mam żadnych obaw. Nigdy nie ukrywałem, że Stephen King, a raczej jego twórczość, stała się dla mnie zachętą do sięgnięcia po pióro. Jest to widoczne w mojej debiutanckiej powieści, jednak bardzo szybko odnalazłem własną drogę. Z osobą Kinga łączy mnie obecnie jedynie sceneria, klimat powieści oraz ich estetyka. Nie sądzę, że można mi przylepić etykietkę, choć niektórzy próbowali. Myślę, że mój najnowszy zbiór opowiadań „Sześć razy śmierć” udowadnia, jak bardzo moja proza jest zindywidualizowana. Wszystkie opowiadania kosztowały mnie wiele pracy.

HO: Do kogo adresuje Pan swoje książki?

- Do Czytelników. Tak po prostu. Pomijam dzieci, które należy chronić przed moją prozą. Innych podziałów nie ma.

HO: W Pana najnowszym zbiorze opowiadań, tematem przewodnim jest śmierć. Skąd ten wybór?

- To proste. „Sześć razy śmierć” to w zasadzie opowiadania obyczajowe. Zaliczam się do twórców, którzy – jak „nieśmiertelny Bułhakow” – uważają, że książka obyczajowa nie musi być nudna. Co prawda nigdy nie słyszałem, żeby Bułhakow powiedział coś w tym stylu, ale „Mistrz i Małgorzata” są tego najlepszym dowodem Ta maksyma przyświeca mi cały czas i wiem, że wielu Czytelników zwróciło uwagę na ten fakt.

HO: Jak wygląda Pana proces twórczy? Skąd Pan czerpie inspiracje do swoich utworów?

- Z wyobraźni. Nigdy mi jej nie brakowało. To chyba jeden ze składników tego „czegoś” – tego daru. Czytając książki, poszerzamy naszą wyobraźnię. Film nie daje takiej możliwości. Tylko książki i może też muzyka. W moim przypadku rola tej ostatniej jest niebagatelna, ale to nie wszystko. Nadal pozostaje „to coś”.

HO: Jak ocenia Pan kondycję polskiej grozy literackiej?

- Bardzo cenię polską grozę, choć przyznam się, że ostatnio nie czytam niczego poza materiałami źródłowymi. Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym powiedział, iż nie zwróciłem uwagi na czołowych przedstawicieli polskiego nurtu grozy. Wymienię choćby Grzędowicza – pamiętam „Księgę jesiennych demonów”, Moździocha i jego „Maskę Luny”, Siedlara – autora „Opowieści okrutnych”. Piekarę – „Alicja” robi wrażenie.

Słyszałem też o Dawidzie Kornadze. W przyszłości zamierzam sięgnąć po jego „Gangrenę”.

HO: Pamięta Pan swoją pierwszą przeczytaną powieść grozy?

- Jasne. Przedwojenne wydanie „Frankensteina”, które podarowała mi moja pierwsza dziewczyna. Książka okazała się rodzajem studium psychiki i częściej niż drżenie strachu, odczuwałem litość dla nieszczęśnika. Potem było gotyckie opowiadanie „Zamczysko w Otranto” i słynna „Carmilla”. Nigdy nie zapomnę także przeżyć, które towarzyszyły mi podczas lektury „Miasteczka Salem” Kinga.

HO: Jacy są Pana ulubieni autorzy grozy?

- Poe, King, Wilson, Herbert. Uwielbiam także Harrisa, choć to pozornie inna przestrzeń.

HO: Ma Pan jakieś ulubione horrory filmowe?

- Kilka. „Blair Witch Project”, „Po zmroku”, „30 dni mroku”, „Koszmar z ulicy wiązów” - część pierwsza, „Halloween”, „Mgła” z J. Lee Curtis, wreszcie „Zdjęcia Ginger – początek”. No i oczywiście „Jeździec bez głowy” z Johnny Deppem oraz arcydzieło Coppoli – „Dracula” – niesamowita rola Garry’ego Oldmana. Pewnie znalazłoby się jeszcze kilka, jak choćby „Srebrna kula” – jedyny, moim zdaniem film, który przewyższa literacką wersję Kinga.

HO: Czego się Pan najbardziej boi?

- Ludzi. Proszę pamiętać, że moim ulubionym gatunkiem nie jest horror, lecz thriller. Nie lękam się duchów. Lękam się człowieka z brzytwą.

HO: Poza pisaniem, starcza Panu czasu na coś jeszcze?

- Dotknął Pan czułego punktu. Mam rozliczne obowiązki, ale jest mi coraz trudniej. Cóż, mówi się „coś za coś”.

HO: Jakie są Pana najbliższe plany? Możemy się spodziewać jakiejś nowej książki?

- Na przełomie sierpnia i września powinna okazać się w księgarniach powieść „Grizzly”. Pierwsza część "Grizzly" toczy się na ranczo. Jest bydło, są konie, kowboje i nieco więcej, hm - sporo więcej. To naprawdę cała masa egzotyki. Część druga to już inny świat - ponury i mroczny. Pełen dramatu i śmierci.

Pracuję teraz nad kolejnym projektem. To będzie wyjątkowa pozycja w mojej bibliografii. Ma szanse trafić do Czytelników wiosną przyszłego roku. Mam oczywiście dalsze plany, ale chyba jeszcze nie pora o nich mówić.
HO: Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia

Rozmawiał: Mariusz Juszczyk (M@rio)
09.07.10



HO, Wywiady - Wywiad z Adamem Zalewskim
HO, Wywiady - Wywiad z Adamem Zalewskim
HO, Wywiady - Wywiad z Adamem Zalewskim
HO, Wywiady - Wywiad z Adamem Zalewskim
HO, Wywiady - Wywiad z Adamem Zalewskim

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -