Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Wywiad z Dawidem Gryzą

Shadock

Dawid Gryza to twórca kina niezależnego, wraz z Pawłem Kaczmarkiem animator festiwalu „Kocham Dziwne Kino”. Ten sam duet odpowiedzialny jest także za znakomity niskobudżetowy film "Pecador El Enmascarado De Negro contra El Profesor Loco Y La Invasion De Otra Galaxia", rzecz dla miłośników filmów science-fiction z lat 50-tych i 60-tych, gdzie azteckie mumie walczyły z robotami z kosmosu. O tej niezwykłej produkcji, o festiwalu i kinie w ogóle miałem okazję porozmawiać z reżyserem.


HO: Witam serdecznie! Przede wszystkim chciałem pogratulować znakomitego filmu „Pecador”, nim jednak o nim porozmawiamy, zapytam – skąd w ogóle wzięła się u Pana miłość do kina. Czy wiąże się to z jakimś konkretnym tytułem, gatunkiem, czy jest po prostu naturalną koleją wrażliwego postrzegania świata?

- Witam! Bardzo dziękuję za słowa uznania pod kątem filmu "Pecador", który nakręciłem wespół z Pawłem Kaczmarkiem, moim serdecznym przyjacielem. Skąd u mnie miłość do kina? Cofając się pamięcią do najmłodszych lata mojego jestestwa to chyba zawdzięczam tę miłość swoim rodzicom. Tata zabierał mnie co niedzielę do kina na tzw. poranki, a mama dała mi taki gruby zeszyt A4, w który - jako nastolatka - wklejała zdjęcia aktorów (Alain Delon, Jean Paul Belmondo, Marcello Mastroianni, Zbigniew Cybulski) i aktorek (Brigitte Bardot, Claudia Cardinale, Sophia Loren). Zeszyt oczywiście namiętnie wertowałem i tak się na to "kino" napatrzyłem, że stało się w naturalny sposób moją wielką miłością. Żaden gatunek nie jest obcy, ale nie da się ukryć, iż w ciągu ostatnich siedmiu lat większy nacisk położyłem na szeroko pojęte "dziwne kino", w szczególności horrory i science-fiction.

HO: Wróćmy więc do „Pecadora”. To znakomity pastisz filmów science-fiction nawiązujący do klasyków z połowy ubiegłego wieku, co jednak ważne, raczej tych kuriozalnych i kultowych, niż ikon gatunku. Skąd pomysł?

- W przypadku science fiction z połowy ubiegłego wieku to nawet ikony gatunku okazują się być zarówno kuriozalne i kultowe, ale to prawda, że im film bardziej kuriozalny tym łatwiej mu zdobyć moje serce.

HO: Przede wszystkim w oczy rzuca się meksykański klimat. Domyślam się, że zamaskowany zapaśnik to nawiązanie do Santo. Mógłby zdradzić Pan inne inspiracje? Skąd się wzięło u Pana takie zainteresowanie kinem meksykańskim?

- Wszystko zaczęło się od przeglądu meksykańskich retro sci-fi "Mexico Fantastico", który w 2005 roku odwiedził 6 polskich miast. Na początku dotarł do Łodzi i tam właśnie, w Kinie Charlie, wraz z Pawłem Kaczmarkiem zobaczyliśmy sześć tytułów, które odmieniły nasze życie. Jednym z nich był "Santo kontra inwazja Marsjan", o zamaskowanym zapaśniku, który stawia czoła najeźdźcom z kosmosu. Przez kolejne dwa lata pogłębialiśmy naszą wiedzę na temat kina meksykańskiego, a także starych science-fiction i horrorów w ogóle. W marcu 2007 zacząłem prowadzić stronę www.kochamdziwnekino.com, na której do dziś opisuję różnego rodzaju dziwne filmy, a gdzieś koło czerwca zdecydowaliśmy się na nakręcenie własnego.

HO: Zakładam, że na fakt iż zdecydowaliście się na kino niezależne wpłynął budżet. Jednak z obrazu bije wprost uwielbienie do old schoolowego kręcenia filmów. Rozumiem, że współczesne kino grozy i s-f nie jest tym co interesuje Pana najbardziej?

- Zdecydowaliśmy się na kino niezależne bo żaden z nas nie miał doświadczenia w kręceniu filmów. Paweł miał kamerę i nakręcił wcześniej kilka animacji poklatkowych, ja kamerę kupiłem sobie właśnie w czerwcu po to żeby nakręcić film. Mieliśmy jednak konkretną wizję, którą chcieliśmy zrealizować, a był nią hołd dla kina meksykańskiego z lat 60. ubiegłego wieku, głównie obrazów z luchadorami.

HO: Wspomniany budżet zamknął się podobno w tysiącu złotych, a zdjęcia trwały blisko dwa lata. Zechce Pan zdradzić jeszcze jakieś sekrety odnośnie realizacji filmu?

- Poprzez fakt, że nasza wiedza o kręceniu filmów była na początku równa zeru to siłą rzeczy zdjęcia musiały trwać długo, ale w najczarniejszych obawach nie sądziliśmy, że potrwa to aż tak długo. Po "Pecadorze" nakręciliśmy dokument "Pecador zdemaskowany", który odsłania kulisy realizacji fabuły i otwiera go scena z pierwszego dnia zdjęciowego, w której Paweł zwraca się do odtwórcy roli Pecadora, że jak mielibyśmy się przejmować takimi pierdołami jak hiszpański akcent to byśmy ten film kręcili przez dwa lata. No i wykrakał. Zdjęcia zaczęły się 4 lipca 2007, a premiera polskiej wersji językowej odbyła 19 kwietnia 2009, a hiszpańskiej 22 listopada 2009. W produkcji wzięli udział nasi znajomi, z którymi wtedy akurat mieliśmy najbliższy kontakt. Większość zdjęć została nakręcona w jednym pokoju, który raz udawał mieszkanie Pecadora, raz Dobrego Profesora, raz gabinet Profesora Loco, raz wnętrze małego UFO, a raz wielkiego statku kosmicznego, który to znów udawał odkurzacz.

HO: Przyznam, że ujęła mnie oprawa „Pecadora”, czarno-biały, niewyraźny czasem obraz jeszcze mocniej przypomina klasyki z lat 50-tych i 60-tych ubiegłego stulecia. Słyszałem jednak, że sequel ma już być w kolorze i nienaganny technicznie. Dlaczego?

- Założenie było takie, żeby się do tych starych filmów jak najbardziej upodobnić. Kręciliśmy więc w czerni i bieli. Niewyraźny obraz - choć w stylistykę się wpisuje - był jednak głównie wynikiem średniej jakości sprzętu, głównie tego do obróbki. Słabe komputery, na których film był montowany nie były w stanie podołać wysokim parametrom technicznym. Teraz jesteśmy już w posiadaniu dobrej kamery i porządnego komputera. Będzie panorama 16:9, będzie kolor, ale będzie też stylizacja na lata 70-te.

HO: Kiedy możemy spodziewać się „Pecadora 2-D”? Mógłby Pan uchylić nieco rąbka tajemnicy i powiedzieć co nieco o tym projekcie?

- "Pecador 2-D" nie będzie kontynuacją "Pecador El Enmascarado De Negro contra El Profesor Loco Y La Invasion De Otra Galaxia", bo tak brzmi pełny tytuł "jedynki". To tak jak z filmami o Bondzie. Mamy tego samego bohatera, ale historia traktuje już o czymś innym. W tym przypadku zmieni się nawet gatunek. Nawiązywać chcemy do filmów o zemście z lat 70. z dużą ilością akcentów japońskich. Nauczony doświadczeniem wolałbym nie podawać jeszcze żadnych konkretnych terminów. Z jednej strony o kręceniu wiemy już co nieco, więc powinno to przyspieszyć realizację, ale z drugiej mamy też większe wymagania względem samych siebie. Chcielibyśmy wyżej zawiesić poprzeczkę.

HO: Równie ważny jak obraz jest dla mnie zawsze dźwięk. Ścieżka dźwiękowa „Pecadora” na początku filmu, choć dobra, czasem gryzie się według mnie ze stylistyką. Jakby wyprzedzała epokę. To celowy zabieg?

- Zaczynając zdjęcia do filmu starałem się za pośrednictwem internetu dotrzeć do różnych niezależnych młodych twórców, którzy zechcą podzielić się z nami swoimi osiągnięciami. Nie bez znaczenia był oczywiście fakt, że zrobili to za darmo. Dysponując kilkudziesięcioma utworami wybraliśmy te, które według nas najlepiej ilustrowały konkretne sceny. Zabieg ten był więc nie tyle celowy co świadomy.

HO: W naszym kraju coraz popularniejsze staje się kręcenie niezależnych filmów krótkometrażowych. Wy zdecydowaliście się na oryginalne i odważne posunięcie prezentując film ponad osiem-dziesięciominutowy. Dlaczego?

- Pierwszym pomysłem, który przemknął przez nasze głowy było nakręcenie fake-trailera meksykańskiego filmu animując poklatkowo klocki lego. Serio! Szybko jednak zamieniliśmy go na pełnometrażowy film aktorski. Dlaczego pełny metraż? - bo takimi kategoriami myślimy. Krótki metraż w ogóle nie wchodził w grę. Miała to być duża historia, a nie jedna rozbudowana scena. Ale rozumiem ludzi, którzy zaczynają od krótkiego metrażu. Tak jest łatwiej. Jak się spieprzy taki film, to można się zrehabilitować następnym i trwa to najwyżej 2-3 miesiące. Pełny metraż - jak pokazuje nasz przypadek - zajmuje 1,5-2 lata życia, ale warto, bo satysfakcja jest nieporównywalnie większa.

HO: Zachwyciło mnie to, że „Pecador” został zrealizowany w dwóch językach, wedle starej szkoły. A więc bez dubbingu, z dwukrotnie odgrywanymi scenami. Mógłby Pan opowiedzieć o tym nieco więcej?

- No tak, to kolejny szalony zabieg z naszej strony, zważywszy na fakt iż tylko jedna osoba z ekipy mówiła po hiszpańsku. Początkowo film miał być tylko w języku hiszpańskim plus ewentualnie polskie napisy. Odtwórca roli Profesora Loco namawiał nas żebyśmy w ogóle odpuścili sobie wersję hiszpańską i nakręcili to tylko po polsku. Zgodziłem się na wersję polską pod warunkiem, że będziemy kręcili jednocześnie sceny po polsku i po hiszpańsku. Miałem tu w pamięci zarówno "Draculę" z lat 30. XX wieku, ale też "Chopina. Pragnienie miłości" z 2002. Mamy też wersję hiszpańską z angielskimi i niemieckimi napisami.

HO: Porozmawiajmy nieco o kinie niezależnym, a konkretnie o festiwalu „Kocham Dziwne Kino”. Jest Pan jednym z organizatorów przedsięwzięcia.

- Drugim jest Paweł Kaczmarek, trzecim Kino Tomi w Pabianicach. Pomysł powołania do życia tego festiwalu wziął się stąd, że większość festiwali już na wstępie eliminuje filmy pełnometrażowe, preferując krótsze formy. Inne festiwale nakładają kolejne wymagania: twórcy nie mogą być po 30., muszą być z danego regionu Polski, ich filmy muszą mieć konkretną tematykę. My postanowiliśmy znieść te wszystkie reguły i dać równe szanse wszystkim zainteresowanym.

HO: Według jakich zasad odbywa się dobór filmów?

- Jako że kochamy dziwne kino to najmilej widziane są filmy dziwne, a że jest to termin szeroko pojęty tym większy zakres dopuszczanych prac. Będziemy chcieli zaprezentować wszystkie nadesłane filmy, ale zastrzegliśmy sobie selekcję w przypadku filmów konkursowych. W zależności od ilości zgłoszonych obrazów będzie ustalony konkretny program imprezy, ale więcej na ten temat będę mógł powiedzieć dopiero na początku lipca.

HO: W Polsce odbywa się coraz więcej tego typu festiwali, co wyróżnia Wasz z grona pozostałych?

- Jak już wspomniałem wcześniej, zdjęliśmy wszelkiego rodzaju ograniczenia. Charakter imprezy będzie czysto rozrywkowy. Mam nadzieję, że nie będzie to rywalizacja tylko dobra zabawa. Chcielibyśmy dać szansę wszystkim twórcom, którzy tak jak my kochają kino i ich obrazy są podyktowane wewnętrznymi potrzebami, a nie realizują filmy pod dyktando czyiś wymogów. Plany są takie aby festiwal był imprezą cykliczną. Nie będę jednak ukrywał, że jeśli chodzi o organizację tego typu eventu jesteśmy absolutnymi dziewicami. Aczkolwiek ambitnie podchodzimy do tematu, o czym świadczyć mogą nasze dokonania na polu filmowym i dołożymy wszelkich starań aby impreza była udana. Myślę, że o jej wyjątkowości będziemy mogli porozmawiać dopiero po jej zakończeniu.

HO: Czy śledzi Pan poczynania innych twórców filmów niskobudżetowych, a jeśli tak, kogo prace by Pan polecił?

- Poczynania innych twórców filmów niskobudżetowych – bo domyślam się, że chodzi tutaj o twórców rodzimych - zacząłem śledzić dopiero, gdy postanowiłem zorganizować festiwal. To było zresztą też jednym z jego założeń - zorientowanie się w tym temacie. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem, ale o swoich faworytach niestety mówić nie mogę. Po prostu nie wypada mi tego robić jako organizatorowi festiwalu.

HO: A co sądzi Pan o współczesnym kinie grozy? Czy znajduje Pan obecnie obrazy równie poruszające jak uwielbiane przez Pana „Texas Chainsaw Massacre” i „Evil Dead”?

- Współczesne kino grozy, według mnie, za bardzo skupia się na szokowaniu. Ofiarą tego jest brak klimatu. Twórcy już nie flirtują z widzem, oni po prostu gwałcą go w oczodoły Z najnowszych filmów chyba najbardziej cenię "The House Of The Devil" z 2009, który jest stylizowany na horrory z przełomu lat 70. / 80. oraz obrazy nakręcone przez Roba Zombie, z których aż bije szacunek do klasyków gatunku. Bardzo lubię też "Cabin Fever" Eli Rotha i "Wrong Turn" Roba Schmidta.

HO:Dziękuję serdecznie za wywiad.

- I ja bardzo dziękuję

10.05.12


HO, Wywiady - Wywiad z Dawidem Gryzą
HO, Wywiady - Wywiad z Dawidem Gryzą
HO, Wywiady - Wywiad z Dawidem Gryzą
HO, Wywiady - Wywiad z Dawidem Gryzą
HO, Wywiady - Wywiad z Dawidem Gryzą
HO, Wywiady - Wywiad z Dawidem Gryzą
HO, Wywiady - Wywiad z Dawidem Gryzą
HO, Wywiady - Wywiad z Dawidem Gryzą
HO, Wywiady - Wywiad z Dawidem Gryzą
HO, Wywiady - Wywiad z Dawidem Gryzą
HO, Wywiady - Wywiad z Dawidem Gryzą

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -