Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Wywiad z Ksenią Olkusz

M@rio

O książce „Współczesność w zwierciadle horroru: o najnowszej polskiej fantastyce grozy”, postrzeganiu zjawiska horroru w kręgach akademickich i rodzimej grozie rozmawiamy z Ksenią Olkusz, doktorem nauk humanistycznych, historykiem literatury.


HO: Skąd u Pani zainteresowanie gatunkiem horroru?

– Horror to bardziej zjawisko, niż gatunek… A moja fascynacja była dość późna, początkowo incydentalna. Kiedy zbierałam materiały do pierwszej monografii, poświęconej wiedzy tajemnej w drugiej połowie XIX wieku, natrafiłam na kilka tekstów literackich, które można zakwalifikować do fantastyki grozy. Potem okazało się, że temat jest tyleż wdzięczny, co niezbyt chętnie poruszany przez rodzimych badaczy.

HO: Co Panią skłoniło do napisania książki „Współczesność w zwierciadle horroru: o najnowszej polskiej fantastyce grozy”?

– Po pierwsze, potrzeba ogarnięcia tak obszernego materiału badawczego, jaki się wówczas w Polsce pojawił. Zaczęło mnie fascynować, jak wiele utworów tego typu wydaje się rocznie, jaki poziom artystyczny reprezentują. Jakie pomysły realizują autorzy tekstów, jakie są główne motywy, jaki element dominuje w tej literaturze. W istocie udało mi się dokonać mniej więcej jednolitej klasyfikacji w odniesieniu do przywoływanych motywów i metod ich twórczej realizacji.

HO: Może Pani powiedzieć coś więcej o książce?

– Pierwszy rozdział dotyczy problematyki przestrzennej, przede wszystkim wyjaśniam w nim potrzebę posługiwania się motywem „złego miejsca”, domu, blokowiska, itd. jako istotnym elementem nastrojotwórczym. Tytułowa współczesność to jest po prostu cywilizacja zagrożeń, często o charakterze ogólnym, społecznym. Demoniczna rzeczywistość ukryta pod pozorami zwyczajności, nudy, szarzyzny, jest jednym z najbardziej niepokojących motywów, jakie istnieją w tego typu literaturze. Wśród zjawisk-motywów, chętnie przez autorów przywoływanych, wymieniam także globalizację (jako narzędzie szatańskiej dominacji), konsumpcyjny styl życia, a nawet samotność z wyboru (podrozdział o signielkach w horrorze). Jest też o dzieciach-potworach, bo nader często ten motyw pojawia się w polskiej fantastyce grozy. Jest część poświęcona seryjnym mordercom. W osobnym rozdziale zamieściłam współczesne polskie realizacje takich motywów, jak wampiry, zombie, duchy, rozmaitego autoramentu monstra. Tutaj również znalazł się akapit poświęcony dendro-potworom i zwierzętom.

HO: W polskich kręgach akademickich naukowe rozprawy o horrorze nie cieszą się zbytnią popularnością, co dobrze ilustruje ich śladowa obecność. Dlaczego tak się dzieje?

– To też jest poniekąd problem związany z możliwościami wydawniczymi uczelni. Nie są one specjalnie duże, a potencjalny autor jest z reguły zachwycony, że w ogóle chcą go publikować. Nic to, że w niskim nakładzie – ważne, że w ogóle. Stąd problem z „dostępnością” tego typu rozpraw. Chciałabym, żeby w tej materii choć kilka spraw uległo zmianie, opracowuję w tej chwili pomysł dzielenia się z szerszą publicznością właśnie osiągnięciami akademickich oficyn wydawniczych. Mam nadzieję, że uda się przeprowadzić bez przeszkód ten pomysł. Zwłaszcza, że ja bardzo wierzę w to, że czytelnicy horrorów chcieliby zapoznać się również z aspektem teoretycznym czy historycznoliterackim problemu. Po to, by zgłębić wiedzę na ten temat, nabyć kompetencji do świadomego odczytywania tekstów tego typu. Bardzo często także zdarza się, że intrygujące, nowatorskie artykuły naukowe dotyczące omawianej przez nas problematyki, publikowane są w czasopismach, w których niełatwo będzie odnaleźć poszukiwany tekst. W tym pomaga albo bardzo drobiazgowa kwerenda bibliograficzna, albo tzw. „poczta pantoflowa”, czyli wzajemne podsuwanie sobie interesujących czy wartościowych naukowo tekstów. Ale życie naukowca polega na bezustannym poszukiwaniu i doskonaleniu się, zatem cierpliwość powinna być elementem wpisanym już na stałe w nasze istnienie badawcze.

HO: Często można spotkać się ze stwierdzeniem, że horror to gorszy rodzaj literatury, a nawet rzecz niegodna „prawdziwego” badacza. Czy podczas swojej pracy, spotkała się Pani z podobnymi opiniami?

– Może nie tak radykalnymi, choć zdarzyło się kilka incydentów. Na przykład kiedy mówiłam na jednej z konferencji o metodach ukazywania artysty i sztuki w horrorze (czyli czegoś, co nawiązuje choćby do body artu, ale oczywiście w bardziej ekstremalnej, bo morderczej formie; odwoływałam się też, pamiętam, do plastynatów von Hagensa, wspomnianych aluzyjnie w jednym z opowiadań), jeden z dyskutantów zarzucił mi, że trzeba mieć chory umysł, żeby pisać takie rzeczy i równie chory, aby je czytać. Po pierwsze, tym samym umarła dyskusja merytoryczna, bo obnażona została niewiedza na temat tego, jak trzeba postrzegać świat przedstawiony – jako fikcję, ewentualnie wariację na temat tej bliskiej rzeczywistości, lecz wciąż nie jako „fantazje”, jakie ewentualnie mógłby twórca tekstu doświadczać podczas jego pisania/konstruowania. Po drugie wchodzenie w obszar intymny badacza – jego chory, bądź nie-chory umysł, nie ma nic wspólnego z zasadniczą dyskusją o referacie, a jest jedynie prezentacją niechętnej wobec horroru postawy osobistej, a tego robić rzetelny badacz nie może. Zresztą „wycieczki osobiste” to często jeden z istotniejszych w oczach tego rodzaju dyskutantów argument, co wprost już oznacza ich niemożność i bezsilność, brak dostępu do argumentacji poświadczającej tezę, że np. „horror jest pozbawiony wartości”

Oczywiście zdarzają się takie stanowiska w wersji, powiedzmy to „light”, kiedy ktoś wspomni jedynie, że piszę „michałki”, zamiast zajmować się „poważną literaturą”. A ja wychodzę z założenia, że każdy utwór literacki, jaki powstał, zasługuje na zainteresowanie. Niezależnie od tego, jak kiepski, bądź przeciwnie – dobry – jest. Jako przejaw artystycznej działalności zasługuje na uwagę badawczą, powinien podlegać pewnej naukowej refleksji, weryfikacji.

Rozpatrując rzecz z szerszej perspektywy dotyczy to także literatury i kultury popularnej, do której taka krytyka pseudo-naukowa bezustannie się odnosi. To pragnienie zdefiniowania wszystkiego na planie wartościowe/bezwartościowe, wysokie/niskie, dobre/szmatławe, jest archaiczne; otóż podział ten dawno uległ przeobrażeniu, bowiem twór żywy, jakim jest literatura, wymaga metod badawczych, które dostosują się do celów i działań współczesnej literatury i kultury, zaspokoją też wymogi stale ewoluujących konwencji czy gatunków, które hybrydyzują się po prostu niekiedy. A konsekwencja splatania się rozmaitych konwencji jest zjawiskiem doprawdy fascynującym.

HO: Czy na uczelni prowadzi Pani zajęcia poświęcone horrorowi?

– Oczywiście, takich zajęć zabraknąć tam nie może. Zarówno w ramach literatury powszechnej, jak i wstępu do literaturoznawstwa. Od tego roku prowadzę wykład fakultatywny; tutaj tematyka zajęć zostanie poszerzona, troszkę lepiej pokażę historię tego zjawiska, nakreślę cechy dystynktywne i mechanizmy, które umożliwiają kreację takiego utworu literackiego czy filmowego.

Także w ramach działalności Koła Literaturoznawców, którego jestem opiekunką, planuję wykład poświęcony właśnie tej problematyce. Chcemy przedyskutować właśnie ten dylemat – warto czy nie warto czytać horrory? Wstyd to, czy nobilitacja?

Planuję także – jako gość – wystąpić z referatami o horrorze podczas wykładów pozauczelnianych, na które zostałam zaproszona.

HO: Obecnie zdobycie „Współczesności w zwierciadle horroru: o najnowszej polskiej fantastyce grozy” graniczy niemal z cudem. Czy jest szansa na dodruk książki?

– Ujmę to delikatnie, acz wprost. Szansa by była, gdybym osobiście zainwestowała w dodruk. A ponieważ obawiam się „utopienia” pieniędzy w książce, której nikt nie zechce jej kupić, nie zdecydowałam się na ten krok.

¬HO: Jak Pani ocenia współczesną kondycję polskiej grozy?

– Bywało lepiej, bo różnorodniej. W latach, kiedy zbierałam materiały do książki, publikowano znacznie więcej zbiorów opowiadań poświęconych tej konkretnej tematyce, wydawano też więcej powieści. W którymś momencie, dość niedawno, ta tendencja nagle uległa wyhamowaniu. Owszem, pojawiają się teksty utrzymane w konwencji horroru, głównie jednak w czasopismach.
A przecież w polskich autorach rzeczywiście tkwił i tkwi nadal ogromny potencjał. Nie można nie zauważyć bardzo interesującej moim zdaniem, predylekcji do opisywania otaczającej nas rzeczywistości w sposób niezwykle detaliczny, poruszająco dokładny, a przy tym celny i niekiedy nawet lekko ironiczny. Do tego stopnia, że kiedy oglądam blokowisko, w którym mieszkam, budzi się we mnie niepokój związany z podobieństwem do miejsc, o których czytałam w utworach polskich autorów. Zresztą jest takie opowiadanie, które swego czasu zburzyło mój spokój, ponieważ sytuacja życiowa bohaterki była identyczna z moją. To z kolei oznacza, że nasi autorzy mają całkiem niezły zmysł obserwacyjny, a to w horrorze jest ważne. Bo im bardziej coś jest tożsame ze znaną rzeczywistością, im jest nam – czytelnikom – bliższe, tym większą traumę wywołuje wkroczenie tego elementu „nadnaturalnego”, owego niedookreślonej niekiedy grozy. I dlatego, wbrew opinii wielu osób, uważam, że istnieje wśród polskich autorów potencjał i są umiejętności. Oczywiście zdarzają się teksty nieopisanie wtórne, irytujące kalki bardzo znanych motywów, całych utworów nawet. Ale, umówmy się, wśród zalewu artystycznej tandety można natrafić na wartościową rzecz. I dlatego nie przestanę czytać tego, co piszą polscy autorzy. Czekam na literackie perełki.

HO: Ma Pani swoich ulubionych autorów horrorów?

– Tak, oczywiście. Staram się jednak nie faworyzować nikogo w obszarze literatury, którą zajmuję się jako badacz. To zaburza optykę, a ja chcę patrzeć na te teksty tak obiektywnie, jak to tylko możliwe. Dlatego, owszem, pozwalam sobie na słabość w stosunku do niektórych polskich autorów, ale prawdziwą miłością darzę wyłącznie Kojiego Suzukiego, autora Ringu. To jest powieść, w której mogłabym się zaczytywać bez końca. Intensywność wrażeń czytelniczych jest tutaj niesamowita. To jest tak wielowarstwowy tekst, że pomimo napisania kilku artykułów na jego temat, wciąż mam pomysły na nowe. Ostatnio też wpadła mi w ręce powieść Pamiętam cię, Yrsy Sigurđardóttir. Ta islandzka pisarka, określana jako jedna z królowych współczesnego kryminału, wyraźnie od jakiegoś czasu podążała w stronę literatury grozy. W 2010 napisała właśnie tę powieść. Na pierwszy rzut oka nie ma tu niczego oryginalnego (motyw odosobnienia, „wykruszający się” bohaterowie, pokutujące dusze, nawiedzony dom), ale nastrój jest tak subtelne konstruowany i narasta z taką zadziwiającą nieuchronnością, że grzechem byłoby nie zauważyć tej powieści.

HO: Może Pani wymienić swoje trzy ulubione filmy grozy i uzasadnić, dlaczego akurat one zajmują u Pani zaszczytne miejsce?

– I tutaj Pana rozczaruję, ponieważ do tej pory żaden film grozy nie znalazł się na liście moich ulubionych.

HO: Dziękuję za rozmowę!


*Ksenia Olkusz, doktor nauk humanistycznych, historyk literatury, pracownik Instytutu Neofilologii PWSZ w Raciborzu. Publikowała m.in. w „Orbis Linguarum”, „Literaturze i Kulturze Popularnej”, „Przeglądzie Orientalistycznym”, „Studia Slavica”, „Literaturze Ludowej”. Autorka książki „Współczesność w zwierciadle horroru: o najnowszej polskiej fantastyce grozy” (2010) oraz „Materializm kontra ezoteryka. Drugie pokolenie pozytywistów wobec >>spraw nie z tego świata<<” (2007).

Rozmawiał: Mariusz Juszczyk
20.09.12



HO, Wywiady - Wywiad z Ksenią Olkusz

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -