Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Wywiad z Andrew Pyperem, autorem "Demonologa"

Dee Hopkins

W "Demonologu" Andrew Pypera profesor David Ullman odkrywa fakt istnienia demonów i dowiaduje się, że są one główną przyczyną zniknięcia jego ukochanej córki. Rozmawiałem ostatnio z Andrew na temat tropów, za którymi musi podążać jego protagnista, oraz świata emocjonalnego horroru, który się przed nim otwiera...


Co sprawiło, że zmieniłeś gatunek literacki na horror?

- Z perspektywy czasu – gdyż wszystko sprowadza się do perspektywy czasu, do analizy minionych faktów, kiedy mowa o „kategorii” książki – podążałem za instynktem w narratorski sposób i docierałem tam, dokąd zabierała mnie opowieść. A dlaczego mnie tam zabrała? Dlatego, że zawsze interesowały mnie sprawy ponadnaturalne. Owszem, pojawiają się one w moich dotychczasowych powieściach, ale tylko przelotnie. Jednak ta historia, która opowiada o możliwości istnienia demonów w naszym prawdziwym świecie, wymagała stworzenia całego świata. W poprzednich książkach konieczne było umieszczenie takiego zakazanego okienka, ale tutaj jest zupełnie inaczej, należało zbudować całą lokalizację, w której wszystkim ludzkim działaniom towarzyszyła ponadnaturalna obecność demonów. Kiedy zdałem sobie z tego sprawę, okazało się to bardzo wyzwalające. Poczułem, że nie ograniczają mnie żadne schematy, choć jednocześnie nie mogłem zapędzić się za daleko, gdyż wówczas powstałaby całkiem inna książka. Nie miałem poczucia istnienia zasad, które mogłyby zostać złamane.

Idea demonów żyjących pośród nas jest interesująca. Przedstawiasz Miltonowską wizję Piekła nie jako fizycznego miejsca, ale jako czegoś, co żyje w nas i tuż obok nas. W przeciwieństwie do na przykład filmu "Constantine", w którym Keanu zostaje przeniesiony do Piekła, w "Demonologu" wszystko rozgrywa się w naszych umysłach i wokół nich. Czy to podążanie za ideą Miltona było zabiegiem celowym? Skąd taka wizja Piekła?

- Po części jest to zasługą Miltona, którego wpływ na powieść trudno przecenić. Korzystałem z jego tekstu zarówno tematycznie, jak i do pewnego stopnia mechanicznie, ale sądzę, że to zaangażowanie w realizm i opowieść tocząca się w rzeczywistym świecie w otoczeniu tych ponadnaturalnych sił, było jednak moim własnym wyborem. Kocham horror i fantasy, ale kiedy przychodzi co do czego, pozostaję zdecydowanie na biegunie: „niech to będzie prawdziwe”. Wiem, że są ludzie, którzy powiedzieliby: „Skoro zamierzasz pisać o Pandemonium, to dlaczego nas tam nie zabierzesz? Pokaż nam plan tego miejsca”. Moje Pandemonium jest bardziej wewnętrzne, bardziej psychologiczne. To właśnie preferuję. Osobiście lubię takie historie jak Dziecko Rosemary, gdzie mowa o szatanie, ale akcja toczy się we współczesnym Nowym Jorku.

Twoją ideą jest zgłębianie emocji będących po części piekłem, a po części wyprawą – w pewnym momencie główny bohater, profesor David Ullman, opowiada o podróżowaniu, czyli głównym motywie Twojej powieści, oraz o tym, że jego emocje po utracie córki są tak silne, że same stają się swoistą podróżą. Dalej mamy bardzo ludzki i realny horror związany z najlepszą przyjaciółką profesora, Elaine O'Brien, u której zdiagnozowano śmiertelnego raka i która musi się z tym pogodzić. Czy można powiedzieć o emocjach jako o narzędziu w horrorze, a w szczególności w "Demonologu"?

- Tak właśnie było na początku. Nie powiem, że było to zalążkiem powieści, ale swego rodzaju motylkami w brzuchu, które mogłyby kogoś przekonać o konieczności zrobienia testu ciążowego. Nie będę jednak dalej podążał za tą metaforą. [śmiech]

Doceniam to, dzięki. [śmiech]

- Sporo czytałem, jak to mi się często zdarza, zapoznając się z opowieściami o duchach. Lubię te antologie zapisane przez prawdziwe osoby, które opowiadają swoje historie o spotkaniach z bytami ponadnaturalnymi. Czytałem sporo takich książek i dość niespodziewanie uzmysłowiłem sobie, jak często tłem tych opowieści jest aspekt wzburzenia emocjonalnego takiego człowieka. Często zatem przybycie demona, ducha czy poltergeista poprzedza utrata kogoś bliskiego, rozwód, konieczność przeprowadzki, utrata pracy czy coś równie stresującego. Uznałem, że coś w tym jest. Coś, czego w horrorze często się nie stosuje, gdyż typowy szablon gatunku opiera się na założeniu, że zwyczajni ludzie są stawiani w nietypowej, strasznej sytuacji, a przerażenie zaczyna budzić w nich obojętność. Jest tam tylko po to, żeby ich wkurzyć. A ludzie muszą uciekać albo rozwiązać jakąś zagadkę, by uciec. Jednak między tym wszystkim pozostaje bardzo słaby związek. Protagonistą jest po prostu niewłaściwe miejsce i niewłaściwy czas. To sprawiło, że pomyślałem sobie: czy można taką opowieść przedstawić w inny sposób, gdzie protagonista jest powiązany z czarnym charakterem emocjonalnie? Żeby razem radzili sobie z cierpieniem?
Zatem w tym przypadku David Ullman stara sobie zracjonalizować dużą część opowieści. Można w nim dostrzec człowieka na skraju obłędu, który znalazł się w takim stanie w związku z żalem po utracie córki. A na dodatek demon, niezależnie od tego, czy odbiorca odbierze go jako realnego czy psychologicznego, znajduje się w podobnym stanie: jest on obecny w opowieści, ponieważ czuje swój związek z tym żalem, z demonami wyrzucanymi z nieba, z sierotami, z którymi ojciec nie chce już dłużej rozmawiać. Pragnie powrócić do światła, choć mu się tego zabrania. To mnie na początku zafascynowało, to emocjonalne powiązanie między człowiekiem a demonem.

Podsuwasz tutaj bardzo interesujące porównania. David zostaje odcięty od ojca, a jego historia jest bardzo podobna do tej związanej z demonem. To wszystko sprowadza się do idei melancholii, która dręczy Davida: czy ta melancholia jest odziedziczona, czy jest wpływem tego samego demona, który dręczy jego rodzinę? Czy w kontekście melancholii postrzegasz Davida i Tess jako osoby naznaczone przez demona, czy cierpiące w związku z sytuacją, która przyciąga do nich demona?

- Chyba bardziej to drugie. To swego rodzaju niedostatecznie zbadany aspekt opowieści ponadnaturalnych, ale byłoby to fascynujące – dla kogoś innego! – taki projekt naukowy dotyczący tego, ile osób mówiących o swoich kontaktach z bytami ponadnaturalnymi lub demonami otwiera im drzwi. Zazwyczaj zdrowe emocjonalnie, szczęśliwe osoby nie mają problemów z takimi zjawiskami. To my oferujemy drogę wejścia lub otwieramy drzwi tamtej stronie. W tym kontekście patrząc na Davida i Tess oraz ojca Davida: nauka powiedziałaby, że owszem, depresja jest chorobą i może zostać przekazana. To jak fragment DNA. Być może. A może są to osoby, które współdzielą określony aspekt charakteru i nieszczęśliwie są powiązane z tamtą stroną.

Pracujesz z bardzo chrześcijańską kosmogonią, na założeniu, że dogmaty biblijne i apokryficzne fakty pobiblijne związane z bytem demonów są całkiem prawdziwe. Czy nie przyszło Ci do głowy, żeby skorzystać na przykład z babilońskiej kosmogonii czy jakiejś całkowicie zmyślonej? Byłeś zdecydowany, żeby oprzeć tę powieść na realiach chrześcijańskich?

- Zamierzałem zaimportować schematy Miltonowskie, ogólnie rzecz biorąc, zasady i charakteryzacje Miltonowskie w ten sam doskonały sposób, w jaki Milton uczłowiecza to, co nieludzkie. Chciałem to przenieść do mojej opowieści, musiałem zatem oprzeć się na świecie chrześcijańskim.
Otoczenie w książce jest zdecydowanie współczesne i prawdziwe, demon w fabule jest bardziej nowoczesny, a ponadto posługuje się językiem i miewa troski bardziej zbliżone do powiedzmy specjalisty od public relations.

Demon sam próbuje nagłośnić swoją obecność w mediach społecznościowych.

- [śmiech] Dokładnie. Tak, ma całkiem nowoczesne plany.

David zaczyna niemal od przeprosin: jestem ateistą, ale praca mojego życia opiera się na badaniu literatury dotyczącej spraw boskich i demonicznych. Czy były jakieś osoby, które czytały wczesne wersje powieści i zaniepokoiły się postacią ateisty, który zarabia na życie, badając Biblię?

- Nie. To było chyba takie założenie: moje własne doświadczenia związane z profesorami nauk humanistycznych, którzy stali na sali, prowadząc wykład o "Raju utraconym" czy Biblii, a nawet mitologii greckiej. Czy ci ludzie, mówiąc do mikrofonu o Zeusie, Bogu czy Jezusie, opierali się na swojej własnej wierze? Zapewne nie. Jestem przekonany, że gdybym porozmawiał z profesorami nauk humanistycznych w Ameryce, nie okazaliby się zagorzałymi wiernymi. Można założyć, że to osoby świeckie. I to mi się przydało, zainteresowało mnie, ponieważ pomyślałem o tym, jak się to obecnie rozwiązuje: „Spójrzmy na to realnie, tylko świry i zagorzali prawicowcy wierzą w te sprawy, nie? Możesz to badać, a nawet napisać na ten temat doktorat, ale tylko z punktu widzenia będącego przydatną metaforą. Nie ma żadnych podstaw w rzeczywistości historycznej czy współczesnej”.

[śmiech] Dopóki nie zacznie do człowieka przemawiać demon.

- Dopóki nie zacznie! Podobało mi się, że David nie wierzy w to, czego uczy. Mamy tam pewne napięcie, nawet hipokryzję, które uznałem za przydatne. Szczególnie gdy zdarzenia w powieści kierują go w podróż z pozycji spokojnego, niesprawdzonego sceptycyzmu w zakresie wiary.

Mówisz o metaforze. Wolałbyś, żeby ta powieść była czytana na poziomie bardzo dosłownym, na poziomie alegorycznym, czy na obu?

- Cóż, teraz nie mam już nad tym kontroli. Próbowałem stworzyć nową mitologię, która znajdzie się tuż obok "Raju utraconego" Miltona, greckiego traktatu o zaświatach czy tysięcy różnych wersji pomiędzy nimi. Starałem się dodać coś do kanonu mitologii demonicznej. I ten nowy tom oczywiście znajdzie się w świecie realnym i współczesnym. To wszystko wydarzy się dziś. Próbowałem stworzyć nową demonologię dla świata, który niekoniecznie wierzy w demony tak, jak do tej pory. A jednocześnie mamy eksplozję telewizyjnych show na temat zjawisk paranormalnych i tego typu spraw, jest to zatem dziwny rodzaj skrzyżowania. Może demonologia pojawiła się w popkulturze w postaci złych filmów, jednak poważne traktowanie mitologii demonicznej zostało być może przeoczone. To przestrzeń, w którą próbowałem się wpisać.

W książce pojawiają się różne rodzaje miłości: ojcowskiej miłości Davida do Tess, która stanowi oś fabuły, ale również rozdzielenie rodziny na skutek rozwodu Davida, jak również głębokiej przyjaźni z O'Brien. Poza tym mamy demoniczne życzenie miłości, jej małpowanie. W jaki sposób różne poziomy i rodzaje miłości działają w obrębie Twojej demonologii?

- Cóż, miłość jest bronią i tarczą w toczącej się wojnie między dobrem i złem. Z chrześcijańskiego punktu widzenia Bóg jest całą miłością, a ogromną karą dla szatana jest to, że nie może kochać, nigdy nie może posiąść miłości i jej nie rozumie. Szatan jest wyjątkowo inteligentny i potrafi recytować wiersze o miłości, ale robi to, w ogóle jej nie odczuwając. I jest to równie dobra definicja Piekła, jak każda inna. Mamy więc mojego protagonistę Davida Ullmana, który nie jest żadnym superbohaterem. Już na wczesnym etapie założyłem, że nie będzie w książce księży, krzyży, wody święconej czy magii. Jedyną bronią, jedynym nadludzkim atrybutem, z którego korzysta David, jest miłość. A jak się z tego korzysta? Cóż, to trudne. Możesz powiedzieć: „????” [śmiech]

Wracając do tematu, jest to odwieczna natura konfliktu między dobrem i złem. Zło ma moc fizyczną, bezwzględność oraz inteligencję, a po dobrej stronie zazwyczaj jest tylko miłość. Na pierwszy rzut oka wygląda to na nierówną walkę. Naprawdę wierzę, że miłość zwycięża, że jest silniejsza niż jakakolwiek broń. Wracam zatem do mojej pierwszej myśli o tematyce tej książki – będzie to horror, w którym tak naprawdę chodzi o emocje. Horror, który opowiada o miłości.

Spodobała mi się twoja identyfikacja żalu jako koloru i tego, jak wpływa on na świat Davida po utracie Tess.

- To prawda. Nie znoszę turkusowego koloru. Kojarzy mi się z kuchnią z dzieciństwa, która nie była wcale szczęśliwym pomieszczeniem. Po prostu nie toleruję turkusu.

A więc w opowieści znalazła się też odrobina samego ciebie?

- Och, zdecydowanie.

Ale jak mówisz, nie ma tam tak naprawdę obecności Kościoła, nie mamy do czynienia z krzyżami czy wodą święconą. Jeśli spojrzeć na ludzi ścigających Davida, nie ma tam również żadnej magii. To bardzo ludzkie postacie. Czy to ma na celu zachowanie pola manewru dla Davida?

- Cóż, myślę, że był to czysto intuicyjny wybór po mojej stronie, jeśli chodzi o historie opowiadane na tym świecie. Kiedy tylko fabuła zmierza w tym kierunku lub „musimy dostać w swoje ręce kielich z Babilonu”, po prostu... tracę ducha. Wypadam z rytmu i czuję się rozczarowany. Była to zatem moja decyzja, by zachować maksymalnie realny i pozbawiony głupoty świat, który nie zmierza ku czemuś magicznemu i niemądremu. Spodobało mi się to.

Być może trochę późno, ale ostatnio wypożyczyłem najnowszy film o Batmanie. Spodobała mi się szczególnie jedna rzecz, kiedy jedna z postaci pyta: „Hej, Batman, dlaczego musisz walczyć wręcz z dwudziestoma pięcioma facetami? Oni mają broń, dlaczego ty nie masz?”. A Batman odpowiedział: „Tak po prostu załatwiam te sprawy”.

„Bo jestem Batmanem!”

- Tak, „Bo jestem Batmanem. Będę się bił z tymi facetami”. Podzielam po prostu stwierdzenie Batmana: „Tak po prostu załatwiam te sprawy”.

To będzie cytat dla tego wywiadu: Andrew Pyper mówi „jestem jak Batman”.

[śmiech]

Jeszcze jedno pytanie do ciebie: Chuda, która rozpoczyna całą opowieść, przychodząc do Davida na początku z tajemniczą prośbą, jest uderzająco podobna do O'Brien, kiedy ta jest w ciężkim stanie chorobowym. David nie wychwytuje tego od samego początku. Czy Chuda jest prawdziwą osobą? Spersonifikowaną zapowiedzią? Obrazem lęków i wątpliwości Davida?

- Myślę, że wszystkim po trochu. Pojawia się w książce w sposób autobiograficzny. Jedynym snem, który pamiętam — a mam oczywiście wiele snów – był koszmar, który przyśnił mi się w wieku 8 czy 9 lat. Byłem ścigany w ciemności i stanąłem twarzą w twarz z wychudzoną kobietą, która wyszeptała: „Pandemonium czeka”.

Och, nieźle.

- Musiałem już wcześniej natrafić na określenie „pandemonium”, choć nie wiem, gdzie. Byłem przestraszony, nawet zapytałem mamę, co oznacza to całe „pandemonium”. To było okropne. Wciąż ją pamiętam, choć na szczęście nie powróciła już więcej w moich snach. Kiedy pisałem książkę, nie wiedziałem tak naprawdę, kim będzie gość w kampusie Davida, do momentu, kiedy nie stanęła przed jego drzwiami. To była ona. Kobieta z mojego koszmaru.

To niesamowicie przerażające.

- To było przerażające. Jestem pewien, że zadziałała tutaj podświadomość, ale odczuwałem ją jako przeświadczenie. Coś na zasadzie „spotkamy się ponownie”. Z metaforycznego punktu widzenia, owszem, ona była śmiercią. Chodzącą śmiercią, ledwie zamaskowaną. Została opisana w ten sam sposób, jak choroba, w tym rak, może przekazać komuś wizję śmierci przed faktycznym zgonem. Każdy, kto musiał trwać przy chorym, zna ten ściskający za serce aspekt związany z obserwowaniem czyjejś śmierci, ze sposobem, w jaki dzieje się to fizycznie, jak wysysa to z kogoś życie. Uwierz mi, to prawdziwy horror. Kiedy O'Brien oznajmia, że jest chora na raka, było to swego rodzaju powiązanie. W ten sam sposób Chuda i O'Brien są powiązane metaforycznie, podobnie jak David i Nienazwany [demon].

Straszne. Ale wracając do spraw nieco zabawniejszych: gratuluję wyboru książki do ekranizacji przez Roberta Zemeckisa. Czy masz jakieś przemyślenia dotyczące castingu na twoich bohaterów?

- Kilka tygodni temu zostałem wciągnięty w tę rozmowę i miałem różne odpowiedzi na pytania w zależności od tego, jaki film widziałem w danym czasie. Póki co moim faworytem jest Denzel Washington. Widziałem go w filmie Lot Roberta Zemeckisa i bardzo mi się podobał. Wcześniej nie widziałem go w roli Davida Ullmana, ale uznałem, że jego gra była niezwykła, a Denzel jest jednym z tych aktorów, którzy potrafią przekazać dużą dozę wewnętrznego cierpienia bez potrzeby używania słów.

Masz jakiś wpływ na wybór?

- Nie.

Jeśli więc dowiesz się, że Davida Ullmana zagra David Hasselhof, będziesz musiał się z tym pogodzić?

- Och, mogę krzyczeć i protestować, a oni pewnie odłożą słuchawkę. [Śmiech]

A co z O'Brien? Jakieś przemyślenia?

- Jest sporo aktorek, które są w odpowiednim wieku. To zależy, kogo wybiorą do roli Davida. Ale wiesz, jeśli Meryl Streep nie będzie zajęta…

Czy chciałbyś coś jeszcze dodać na temat "Demonologa"? Jakaś odpowiedź na niezadane jeszcze pytanie?

- Książka zaczyna wywoływać reakcje czytelników, co jest przecudowne. Niektórzy czytelnicy odnoszą na początku błędne wrażenie, że skorzystanie z "Raju utraconego" nadaje jej charakter powieści Dana Browna. Coś na zasadzie „Och, rozumiem, to ten rodzaj książki, w której istnieje wiele wskazówek, a wskazówki te poprzedzają bohaterów, którzy za nimi podążają, jak u Dana Browna. Ktoś tworzy skomplikowaną zagadkę, a tysiąc lat później ktoś się bierze za jej rozwiązanie”. A tego typu mechanizm w ogóle nie funkcjonuje w "Demonologu".

Owszem, David Ullman odkrywa zagadki, ale są one całkiem intuicyjne i przeznaczone wyłącznie dla niego. Zamiast rozwiązywać skomplikowaną zagadkę, podąża raczej za wskazówkami. Bez sensu, żebym teraz informował wszystkich obecnych i przyszłych czytelników, że nie jest to książka o zagadkach! To książka, w której podąża się za impulsem emocjonalnym.





HO, Wywiady - Wywiad z Andrew Pyperem, autorem
HO, Wywiady - Wywiad z Andrew Pyperem, autorem
HO, Wywiady - Wywiad z Andrew Pyperem, autorem
HO, Wywiady - Wywiad z Andrew Pyperem, autorem
HO, Wywiady - Wywiad z Andrew Pyperem, autorem
HO, Wywiady - Wywiad z Andrew Pyperem, autorem
HO, Wywiady - Wywiad z Andrew Pyperem, autorem
HO, Wywiady - Wywiad z Andrew Pyperem, autorem
HO, Wywiady - Wywiad z Andrew Pyperem, autorem

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -