Zaloguj się (dla użytkowników forum)JAMES BRYAN - WYWIAD SPECJALNIE DLA HORROR-ONLINE
MajsterSylwetka Jamesa Bryan'a stała się kultowa po ukazaniu się jego dwóch filmów, które w kanonie kina klasy B (C?) zajęły stałą i nienaruszalną pozycję. Chodzi o "Hellraiders" (1984) i przede wszystkim "Don't Go In the Woods" (1982). Drugi z nich dał krytykom mocno popalić, ponieważ błędów i niedoróbek wręcz nie dało się zliczyć. Aczkolwiek jednocześnie stał się w pewien niewytłuamczalny sposób filmem kultowym i to pod wieloma względami. Niezwykle cierpkim, ironicznym i surowym klimatem James Bryan obdarował swą produkcję. Postać mordercy, słynnego Wood-mana kreowała nowy rodzaj slasherowego oprawcy. Z perspektywy czasu "Don't Go In The Woods" nie może być brany na poważnie, ale też taki był zamysł reżysera. Bryan lubił kręcić filmy pełne kiczu, niedoróbek, w których nie ma żadnych ukrytych przesłań, a szorstka fabuła i dialogi po prostu tam pasowały.
Idea przeprowadzenia wywiadu z Jamesem Bryan'em zrodziła się dość niespodziewanie. Zupełnie przypadkiem (choć nie wierzę w przypadki) znalazłem na pewnej amerykańskiej liście dyskusyjnej temat o "Don't Go In The Woods". Wśród wielu negatywnych komentarzy uwagę mą przykuł człowiek, który szczerze kultywował dzieło Bryana. Po krótkiej wymianie zdań otrzymałem maila do "mistrza ironicznego kina klasy B" ;). Po kilku tygodniach oczekiwania dostałem odpowiedź i dzięki temu macie okazje przeczytać ten krótki wywiad z zapomnianym reżyserem.
- Majster: Witam bardzo serdecznie w imieniu redakcji Horror On-line. Wraz z kilkoma kolegami z serwisu mamy szczególny sentyment do pańskiej wizytówki jaką stał się "Don't Go In The Woods". Jak powstał ten film, skąd pomysł na backwood slashera ?
James Bryan: Również witam. Zaskoczyłeś mnie tym, nie sądziłem, iż ktoś poza ekipą filmową ma jakikolwiek sentyment do tego filmu. Bardzo się oczywiście cieszę, że doceniliście naszą pracę. Mam świadomość, że większość ludzi odebrała "Don't Go In The Woods" bardzo krytycznie, ale to od początku wcale nie miał być twór ambitny. Osobiście bardzo lubię horrory, pasjonuje się nimi od dawna. Pewnego dnia z grupką przyjaciół pomyśleliśmy o zrobieniu prostego horroru, o ironicznym charakterze. Wówczas slashery były na topie, więc film był swoistym nawiązaniem, a nawet po trochu wyśmianiem konwencji tego typu filmów.
- Majster: Takie też miałem wrażenie po projekcji. Przyznam, iż za pierwszym razem tego nie dostrzegłem, jednak po ostatnim seansie rzeczywiście zauważyłem ironię i dawkę czarnego humoru. Powiedz czy umieszczenie dziewcząt nie grzeszących urodą i typowych macho-osiłków próbujących im zaimponować było celowym zagraniem ?
James Bryan: Cieszę się, że to zauważyłeś. Tak, zdecydowanie tak. Z garstki ładnych dziewcząt, które przyszły na lokalny casting wybrałem właśnie te, ponieważ całość miała być jak wspomniałeś ironią, a także dobrą zabawą. Tak też było.
- Majster: Ironii i czarnego humoru było jednak więcej. W każdej postaci pojawiającej się w filmie można się doszukać takich elementów: Gruby szeryf, śmieszna para, turysta, a przede wszystkim scena z człowiekiem na wózku inwalidzkim, który w środku lasu wspina się pod stromą górę, by po osiągnięciu upragnionego celu, zostać brutalnie pozbawiony głowy. Rzeczywiście patrząc na twój film pod tym kątem, niedbała kamera, wszędobylski kicz i śmieszne postacie wydają się być doskonałym wyśmianiem horroru lat 80-tych, a także wyśmianiem kreacji aktorskich tego gatunku.
James Bryan: Z tymże mało osób patrzyło na "Don't Go In The Woods" pod tym kątem. W latach 80-tych w Stanach Zjednoczonych ludzie wytworzyli sobie taki fajny, mały, kolorowy i beztroski świat. Wówczas miało się wrażenie totalnej wolności. Nakręcić film mógł każdy, ale by film ten pozostał w pamięci na długie lata musiał "coś" w sobie mieć. Paradoksalnie tak zbesztany i wyśmiany przez krytyków wywołał niemałe zamieszanie wśród fanów grozy. Taki był jego cel. Nie miałem zamiaru nakręcić kolejnego pseudo-ambitnego filmu, jakich było wówczas mnóstwo. Zabawne, że przypomniałeś mi scenę z wózkiem inwalidzkim. Przy jej kręceniu mieliśmy sporo śmiechu. Na zrobienie tej sceny wpadł Gerry Klein. Była to nasza bardzo prosta i bardzo ironiczna wersja mitu o Syzyfie (no tak, bo Wood-man zawsze obetnie Ci na końcu drogi głowę ;) - dop. Majster).
- Majster: Po obejrzeniu "Hellraiders" miałem podobne odczucia. Ironia i kicz były w nim chyba jeszcze bardziej dosadniejsze. Ktoś nazwał go: "Najgorszy film z motywem motocyklistycznym w historii kina".
James Bryan: Tak. Mamy tutaj podobną sytuację. Nie ma potrzeby rozpisywania się na temat filmu, ponieważ o jego konstrukcji można przeczytać wyżej.
- Majster: Powracając do głównego tematu wywiadu, czyli do "Don't Go In The Woods", chciałbym podkreślić jeszcze jeden element, który przykuł moją uwagę. Razem z ironią i kiczem doskonale współgrał cierpki klimat pogłębiany paranoiczną i dziwną muzyką Gerrego Kleina. Z pozoru dwa kompletnie nie pasujące do siebie elementy zostały ze sobą pomieszane.
James Bryan: To o czym mówisz zostało zestawione ze sobą celowo. Chcieliśmy w ten sposób pogłębić efekt kiczu, ale widać, że komuś nawet te wymieszanie środków dobrze współgrało. Efekty dźwiękowe autorstwa Gerrego cholernie mi się podobały. Właśnie o takie dziwactwa mi chodziło. Do dziś trzymam to gdzieś w domu na płycie winylowej.
- Majster: Na zakończenie wywiadu chciałem spytać jeszcze o kilka kwestii. Czemu odszedłeś od reżyserii, przed i po "Don't Go In The Woods" i "Hellraiders" powstało kilka mało znaczących produkcji, by przez kolejne 21 lat słuch po Tobie zaginął. W ostatnim mailu napisałeś mi coś o drugiej części. Czy rzeczywiście realne jest jej ukazanie. Pamiętam, że w ostatniej scenie dziecko, które porwał Wood-Man (nasza pieszczotliwa nazwa mordercy) zostało porzucone z siekierą w ręku w lesie. Jakoby to zostawiało otwartą furtkę na sequel.
James Bryan: Jestem już na to za stary. Ponadto nie widziałem już sensu robienia filmów. Miałem zbyt niską reputację by zrobić ambitny i prawdziwy film, a z kolei ironię i maksimum kiczu wyczerpałem przy omawianych wyżej dwóch filmach. Wiadomość o drugiej części "Don't Go In The Woods" było oczywiście żartem z mojej strony. Może, gdybym był młodszy... Chociaż, jak sobie wyobrażasz tego typu film we współczesnej ignoranckiej i ogołoconej kulturowo rzeczywistości.
- Majster: Dziękuje bardzo za wywiad. Było bardzo miło.
James Bryan: Ja również dziękuje. Pozdrawiam polskich czytelników Waszej strony.



Horror Online 2007 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody
twórców strony ZABRONIONE!!!
