Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:JOYLAND

JOYLAND

JOYLAND

ocena:5
Autor:Stephen King
Tłumaczenie:Tomasz Wilusz
Wydanie oryginalne:2013
Wydanie polskie:2013
Wydawnictwo:Prószyński i S-ka
Ilość stron:336
Autor recenzji:Mateusz Mnich
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Co jakiś czas w twórczości niemal każdego speca od danego gatunku przytrafia się niewielki ferment, od którego najbezpieczniej jest stronić, by nie spisać niesłusznie literackiej legendy na straty. Takiego grzeszku dopuścił się w wydanej w czerwcu 2013 roku książce „Joyland” ceniony na całym globie Stephen King. Cóż, ten rodzaj literackiego oddechu przypomina raczej czkawkę niż wdech świeżego powietrza.

Lata siedemdziesiąte. Dev Jones, dwudziestojednoletni student, podejmuje wakacyjną pracę w wesołym miasteczku Joyland w Karolinie Północnej. Miejsce jego zatrudnienia okazuje się być jednocześnie miejscem zbrodni sprzed kilku lat, co oczywiście niesłychanie intryguje głównego bohatera. Z pomocą nowej znajomej (również sezonowej pracownicy Joylandu) oraz poszlakowych informacji wyciągniętych od okolicznych mieszkańców Dev próbuje rozgryźć zagadkę morderstwa młodej dziewczyny w tutejszym domu strachu, będącego prawdopodobnie dziełem poszukiwanego w wielu stanach seryjnego mordercy. Zagadki tej zbrodni nie udało się rozgryźć nawet policji, to jednak nie deprymuje chłopaka. Dąży on bowiem do odnalezienia ściganego mężczyzny, nawet kosztem zagrożenia własnego życia.

Brzmi stereotypowo, prawda? To słuszne wrażenie, bo „Joyland” jest cholernie stereotypowym bękartem geniusza grozy, jakim niewątpliwie jest wielki Stephen King. Oczekiwania wobec tej powieści były ze zrozumiałych przyczyn spore, jednak pan King zwyczajnie im nie sprostał. Krótkie recenzje, które wydawnictwo Prószyński i S-ka raczyło zaprezentować nam na tylnej stronie okładki czy na jej skrzydełkach sugerują, iż „Joyland” miałby być przesiąkniętym ciemnością i mrokiem horrorem umiejscowionym wyjątkowo w parku rozrywki, dodatkowo dziełem jakości „Skazanych na Shawshank” czy „Zielonej mili”. Wówczas, na logikę, książka ta dążyłaby najprawdopodobniej do odkrycia lęk,ów, które dla tak radosnego miejsca nie są typowe oraz dla uwidocznienia wartości, które w młodości naprawdę się liczą. Prawda okazuje się jednak zupełnie inna. W „Joyland” horroru praktycznie nie ma. No dobrze, jest tu może legenda o duchu zamieszkującym feralny dom strachu czy dziecko-medium, cóż jednak z tego, jeśli na ponad 300 stron treści prawie sto procent to młodzieżowa powieść fabularna – porównałbym ją do podrasowanej twórczości Richarda Yatesa – a jedynie kilka akapitów zawiera elementy szoku czy minimalnej grozy. Jeśli więc według „Gazety Wyborczej”, cytuję, „najstraszniej jest w wesołym miasteczku”, redaktorom tego dziennika nie chodzi chyba o Joyland, który straszny nie jest w ogóle.

Do kontynuowania lektury zachęca jednak otoczka kolorystyczna i swoboda obracania się w podjętej tematyce. Są tu więc złoty piasek, neonowy kicz karuzel i prymitywnych rollercoasterów, szarości stali i brązy rdzy, a to wszystko zaromatyzowane rześkim morskim powietrzem. Również opisy czynności przygotowujących maszyny do codziennego funkcjonowania prezentują się względnie zachęcająco. Szkoda zatem, że przesadzony język (nazwijmy go branżowym) rozprasza myśli i zapobiega skutecznej koncentracji. Wesołomiasteczkowa gwara brzmi bowiem skrajnie męcząco, jak próbujący „godać” po śląsku Mazowszanin czy symulujący nastoletni slang podstarzały komik kabaretowy. Jest w tym dużo wymuszenia, choć to zapewne zasługa ryzykownego tłumaczenia, jednakże ocenie poddawany jest tu końcowy produkt przeznaczony do użytkowania przez polskiego czytelnika, który językowo nie zachwyca.

Największym zarzutem wobec legendarnego Kinga może być w przypadku tej książki wybitna stereotypowość i irracjonalność wielu zachowań. Bohaterowie idą tam, gdzie nie powinni, w momentach zagrożenia postępują – niczym piersiaste blondynki z amerykańskich slasherów – zupełnie wbrew zdrowemu rozsądkowi, a, co najgorsze, jednocześnie wybitnymi umiejętnościami analitycznymi w kwestii śledztwa biją na głowę chociażby policję, która od lat prowadzi profesjonalne śledztwo. Cóż z tego! Dev Jones spróbuje zawstydzić służby i podejmie własne. Na oklepanych zasadach, na wskroś przewidywalne.

To bolesne,, że pisarz, od którego siłą rzeczy wymaga się dobrych pozycji po tak posągowych dziełach jak „Lśnienie” czy „To”, serwuje swym miłośnikom niemal taśmową powieść młodzieżową bez krztyny polotu i charakterystycznego pazura. Gdyby „Joyland” rozreklamowano jako średniej klasy obyczajówkę, oceniano by ją niewątpliwie w innych, bardziej przychylnych kategoriach, jednak jako powieść grozy spisuje się co najwyżej nie najgorzej. Przyjemnie jest czytać takie książki w słońcu letnich popołudni, natomiast, nie ma co się łudzić, do poduszki się nie sprawdzi. Szkoda, że na krzywej formy literackiej Stephena Kinga książka o parku rozrywki wywołuje zauważalne załamanie w dół. Na szczęście pierwsze od wielu lat.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ klimat i kolorystyka

Minusy:

- stereotypowość,
- brak horroru w horrorze,
- męczący język, dłużące się opisy

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -