Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:Wolfenstein

WOLFENSTEIN

Wolfenstein

ocena:5
Producent:Raven Software
Wydawca:Licomp Empik Multimedia
Gatunek:FPS
Tryb gry:Single
Autor recenzji:Shadock
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Nikt nie zaprzeczy, że Wolfenstein to absolutny klasyk gatunku, bez którego nie było takich dzieł ja „Doom”, „Quake” czy „Duke Nukem”, które ostatecznie zrewolucjonizowały rynek gier komputerowych, a przede wszystkim gatunek FPS-ów i FPP-ów. Zastanawiające, że zasadniczo właśnie te najbardziej klasyczne tytuły doczekały się stosunkowo niewielu kontynuacji. Warto jednak wspomnieć, że Wolfenstein nie mógł narzekać na sequele, które zawsze trzymały wysoki poziom. Nie będę oczywiście udawał, że z pasją powracam do pierwszej odsłony czy do „Spear of destiny”, jednak jeśli chodzi o „Return to the Castle Wolfenstein” zdarza mi się jeszcze czasem (nomen omen) powrócić do tamtego świata. Tym bardziej oczekiwałem kolejnej odsłony i tym bardziej się zawiodłem.

Akcja gdy toczy się oczywiście w bliżej nieokreślonym roku II wojny światowej w miasteczku Isenstadt, gdzie mają miejsce tajne wykopaliska. Tu naziści mają odnajdują tajemniczy medalion i przejście do innego wymiaru zwanego Woalem. Do akcji wkracza oczywiście nieśmiertelny B.J. Blazkowicz, który z typową dla siebie gracją i werwą zaczyna eliminować wroga z tego i tamtego świata, przy okazji współpracując z miejscowym ruchem oporu.

Początek wydał mi się obiecujący. Całkiem niezłe intro, choć o nieco zbyt spektakularnym wydźwięku, potem nie mający z nim wiele wspólnego wstęp do gry. Spora odmiana w odniesieniu do poprzednich części, bo oto Blazkowicz by wykonać jakieś zadanie nie tylko musi dotrzeć we właściwe miejsce w Isenstadt (na przykład nawiedzony szpital), ale wcześniej uzyskać informacje, które skierują go w tamto miejsce. W praktyce wygląda więc to tak, że najpierw musimy przedrzeć się przez miasto (po cichu lub siłą, nasza sprawa) i dotrzeć do siedziby Ruchu Oporu, lub innej kryjówki naszych sprzymierzeńców, tam znaleźć osobę, która zleci nam konkretne zadanie i wówczas musimy znów przedostać się przez miasto we właściwe miejsce i tam dokonać stosownych eliminacji i zniszczeń. Prawdopodobnie miało to urozmaicić rozgrywkę i nie powiem, na pierwszy rzut oka wygląda to całkiem interesująco. Gorzej, gdy powtarza się to za każdym razem i przed wykonaniem jakiejkolwiek misji musimy się nabiegać po plątaninie ulic. Sztucznie wydłuża to grę i naprawdę nie służy dobrze ani rozgrywce, ani dynamice.
A dynamikę tytuł potrafi czasem osiągnąć całkiem niezłą. Do walki przeciwko nam stają oczywiście całe zastępy reprezentantów faszystowskich Niemiec i tu mamy do czynienia z klasyczną strzelanką „idę do przodu, bo oni są tam!”. Nie ma potrzeby zabawy w systemy osłon, jest staroszkolnie i klasycznie. Do dyspozycji mamy sporo historycznej broni, więc jest więc całkiem wesoło, tym bardziej, że twórcy postarali się, by przeciwnicy umierali odpowiednio krwawo i widowiskowo. Widać, że jest to wojna i nikt się nie patyczkuje. Osobną sprawą są nadprzyrodzone zjawiska i przeciwnicy, które zawsze wyróżniały serię na tle innych tytułów. Mamy więc czarnoksiężników, zombie, demoniczne bestie, roboty (którym jednak daleko do Ubersoldatów z „Return to the Castle Wolfenstein”). Przeciw nim zaś arsenał wymyślnej, fantastycznej broni, która skutecznie i efektownie eliminuje agresorów. Zasadniczo, odpowiednio dysponując zdobywanymi w misjach pieniędzmi, za które wykupujemy na czarnym rynku (tak, znów trzeba się nachodzić) usprawnienia i wzmocnienia do broni, nie ma problemu z walką, bowiem przeciwnicy ani do szczególnie silnych, ani inteligentnych nie należą. Fakt, czasem atakują sporymi grupami i wtedy robi się naprawdę gorąco, niemniej gra do trudnych nie należy i chwała jej za to.
Najważniejszym aspektem i ciekawostką jest jednak wspomniany wcześniej Woal. Jest to jakby inny wymiar, do którego możemy się przedostać, po aktywowaniu zdobytego uprzednio medalionu. Dzięki temu znajdujemy się w świecie alternatywnym, gdzie widzimy wszystkie nadprzyrodzone moce i duchy (przypomina się „Undying”), co więcej zyskujemy możliwość używania takich czarów jak spowolnienie czasu czy specjalna osłona.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie nuda, jaka się wkrada po kilku pierwszych godzinach rozgrywki. Same misje sprawdzają się znakomicie, ale przyznam, że jak kolejny raz miałem się przebijać przez miasto (oczywiście jak najbardziej okrężną drogą, program dba by wydłużyć czas gry), to po prostu traciłem ochotę. Dodatkowo gra nie poraża fabułą, co więcej okazuje się straszliwie krótka, bo napisy końcowe zobaczyłem po niecałych siedmiu godzinach rozgrywki, a w wielu momentach naprawdę się ślimaczyłem. Do tego grafika, która już w momencie premiery nie rzucała na kolana, bez dwóch zdań za kilka lata zestarzeje się z o wiele mniejszą godnością niż wspominany wielokrotnie „Return to the Castle Wolfenstein”. I to jest ostatni gwóźdź do trumny tego tytułu. Zasadniczo, gdybym miał do oceny inną grę, pewnie spojrzałbym na nią przychylniej. Tu jednak mamy do czynienia ze spadkobiercą klasycznej serii, co więcej, bezczelnie noszącej tytuł sugerujący remake i nowy początek. A w takim wypadku, gdy gra pretendująca do miana wybitnej okazuje się jedynie przeciętną, pozostaje jedynie kopać. Co też czynię.

Screeny

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na grę.
Plusy:

+Woal
+pomysł na rozbudowę rozgrywki
+dynamika podczas misji
+to jednak Wolfenstein

Minusy:

-krótka
-bardzo szybko zaczyna nudzić
-niewykorzystany potencjał
-żerowanie na klasyku gatunku
-sztuczne przedłużanie rozgrywki
-wielokrotne wędrówki po mieście

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -