Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Panna Meduza

Michał Galczak

- Tato, tato! Morze! Zobacz, tato! Morze! Wodaaaaaaaaaaa! Tatusiu! Plaaaażaaaaaa!
Uśmiechnięta od ucha do ucha dziewczynka biegła przed siebie, łapiąc olbrzymie hausty powietrza.
- Nie tak szybko! Przewrócisz się! – Zawołał za nią ojciec.
Dziecko przebiegło jeszcze kilka kroków, po czym stanęło w miejscu, zafascynowane widokiem morza. Olbrzymie fale majestatycznie sunęły ku lądowi, a następnie z pluskiem rozbijały się o piaszczysto-kamienisty brzeg. Kilkoro plażowiczów przetrząsało nabrzeże w poszukiwaniu skarbów w postaci bursztynów i fantastycznie wyglądających kamieni.
- Poczekaj na mnie Mimi! - Rzekł z uśmiechem mężczyzna.
- Dobrze, tatusiu! - Wyszczerzyła się w szczerbatym uśmiechu dziewczynka.
Nie przestając wpatrywać się w falujące morze, zerkała co chwilę z oczekiwaniem na idącego za nią Franka. Mężczyzna szedł wolno, objuczony parawanem, kocami, koszem piknikowym i całą masą innych plażowych utensyliów. "Połowa z nich nie będzie dziś chyba potrzebna..." - pomyślał zerkając na wzburzone grzbiety fal.
- Nici z kąpieli, moja panno! - Stwierdził smutnym głosem, wpatrując się w horyzont.
Mimi spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Dlaczego?
- Spójrz, jakie wielkie są dzisiaj fale. - Mężczyzna wskazał brodą na morze. - Nie dasz sobie z nimi rady...
- Obiecałeś... - Zachmurzyła się dziewczynka. - Poza tym mam bonton i nie utopię się!
Założyła ręce na piersi i wydęła dolną wargę.
- Ponton, kochanie, nie bonton... - uśmiechnął się Frank. - "Bon ton" to... Zresztą nieważne... - Pokręcił głową. - Morze jest zbyt burzliwe, Mimi i nie poradzisz sobie, nawet na pontonie.
Dziewczynka zrobiła obrażoną minkę.
- Nawet ja nie dałbym sobie rady z takimi falami - stwierdził mężczyzna kiwając z uznaniem głową.
Mimi podążyła wzrokiem za spojrzeniem ojca. Kiedy podeszli jeszcze bliżej zobaczyła, że fale rzeczywiście są olbrzymie. Wyższe od niej, a niektóre sięgały nawet ponad głowę jej taty.
- Tato, usiądziemy tam? - Wskazała rączką miejsce obok wyrzuconego przez wodę pnia drzewa.
- Dobrze, kochanie.
Frank zaczął rozbijać ich mały obóz plażowy. Starannie rozłożył kraciasty koc. Od nawietrznej strony ustawił kolorowy parawan. Podniósł głowę do góry i głęboko wciągnął powietrze nosem. Wypuścił je z błogim wyrazem twarzy.
- Ach, co za zapach! - Zawołał i złapał Mimi za boki, przewracając ją na piasek.
Dziewczynka roześmiała się wesoło. Słońce zamigotało na jej złotych włosach i musnęło zaróżowione policzki. Wesołe oczy wesoło błyszczały każdym spojrzeniem. Mężczyzna zapatrzył się na nią i myślami uciekł w przeszłość. Mimi była tak bardzo podobna do swojej matki...
- Tatusiu! Tato! - Usłyszał po chwili jej głos.
Otrząsnął się z zamyślenia i spojrzał na rozpromienioną córkę. Grzebała w koszyku, szukając czegoś z uwagą. Zdążyła już pozbyć się sukienki i klęczała teraz w samych majteczkach.
- Tatku, wziąłeś Pannę Meduzę? Nie mogę jej znaleźć...
Frank pochylił się nad dziewczynką.
- Wziąłem ją na pewno. Musi gdzieś tu być. Pokaż, ja poszukam...
Mimi odsunęła się na bok i zaczęła zawiązywać sobie na głowie chustkę. Mężczyzna przez chwilę szperał w koszu. Był pewien, że zapakował lalkę córki. Nie rozstawała się z nią ostatnio. Wśród koleżanek w jej klasie zapanowała jakiś czas temu moda na tą zabawkę. Wszystkie miały swoje "panny". Mimi nazwała swoją "Panna Meduza". Plastikowa panienka miała jasnoróżową sukienkę i biżuterię z muszelek.
Znalazł ją wciśniętą między kanapki, które miały być ich dzisiejszym obiadem.
- Oto i nasza zguba! - Zawołał triumfalnie, trzymając w dłoni znalezioną lalkę. - Panna Meduza!
Zlustrował zabawkę wzrokiem i zaczął ją czyścić z majonezu.
- Właściwie to Panna Majonezowa Meduza, niechcący zawędrowała do naszych kanapek.
Mimi zachichotała.
- Hahahahaha! Majonezowa Meduzaaaaaaaaaaa! - Zaśmiała się głośno, wyrzucając przed siebie garście złocistego piasku. Na policzkach dziewczynki wykwitły zdrowe rumieńce. Mężczyzna wyjął papierowy ręcznik i zaczął wycierać ubrudzoną lalkę.
- Panna Majonezooooooowaaaaaaa! - Wołała Mimi.
- Trzymaj, jest już czysta - stwierdził Frank, podając córce zabawkę.
Dziewczynka odebrała swoją własność i wyciągając ją przed siebie, zaczęła tańczyć.
- Panna Meduza Majonezooowaaaaaaa! Jest zupełnie jak nooooowaaaa! - Śpiewała radośnie. Pląsała w rytmie walca, zataczając na piasku szerokie łuki swoimi małymi nóżkami.
Mężczyzna poklepał się po udzie i roześmiał, oglądając występ córki.
- Tatusiu, mogę iść nad wodę? - Spytała po chwili, przerywając swój występ. - Proszę... Obiecuję, że nie wejdę do morza!
Frank zmierzył wzrokiem spienioną wodę. Fale były zdecydowanie zbyt duże na kąpiel, ale poza tym pogoda nie budziła większych zastrzeżeń. Wyciągnął ręce do córeczki, a ona chętnie wskoczyła mu na kolana. Przytulił ją mocno i pocałował w policzek.
- Oczywiście, że możesz. Możesz nawet zamoczyć nóżki!
Mimi roześmiała się. Objęła rączkami szyję ojca i ścisnęła mocno.
- A czy mogę zabrać ze sobą Pannę Meduzę? - Spytała radośnie.
Mężczyzna przyjrzał się lalce, udając głębokie zastanowienie. Zmarszczył brwi i przymrużył oczy.
- Wydaje mi się, że nic nie stoi na przeszkodzie, byście razem poszły się pobawić - stwierdził po chwili - Ale musisz mi obiecać, że będziecie na siebie uważały.
- O-bie-cu-je-myyyyy!!! - Wysylabizowała chętnie dziewczynka, potrząsając przy tym lalką. Wyswobodziła się z uścisku ojca i zaczęła zbierać zabawki, wrzucając je do plastikowego wiaderka. Podśpiewywała przy tym, co pewien czas rozmawiając z Panną Meduzą.
- Zabierzemy jeszcze foremki, zgoda? Pomożesz mi lepić z piasku zwierzątka? I pamiętaj, Panno Meduzo, że nie wolno nam wchodzić do wody! - Ostatnie zdanie powiedziała głośniej, zerkając przy tym kątem oka na ojca. Frank uśmiechnął się i przytaknął.
- Mimi, jeśli będziesz głodna, to pamiętaj, że mamy w koszyku kanapki. - Przypomniał.
Dziewczynka kiwnęła głową i podreptała w stronę morza, z lalką pod pachą i plastikowym kubełkiem w dłoni. Frank ułożył się na kocu. Przymknął oczy i zaczął „pracować” nad opalenizną. Cień przelatującej chmury przesłonił promienie słońca. Mężczyzna otworzył oczy i powiódł wzrokiem po plaży w poszukiwaniu Mimi. Dziewczynka rozłożyła zabawki na piasku, opodal wody. Obejrzała się na ojca i pomachała mu rączką. Frank odmachnął jej w odpowiedzi. Dopiero teraz zauważył, że na plaży nie było wcale tak dużo ludzi. Prawdę mówiąc było ich bardzo mało. W okolicy doliczył się zaledwie czterech koców, na których siedziało kilkoro plażowiczów. Co jakiś czas ktoś przechodził brzegiem morza, pogrążony w zamyśleniu, lub przebiegał z słuchawkami na uszach, odbywając zapewne codzienną porcję joggingu. Mężczyzna sięgnął do koszyka i wyciągnął książkę, którą zamierzał dokończyć tego dnia. Przekartkował ją od końca, zatrzymując się na fragmencie, na którym ostatnio skończył. Zerknął raz jeszcze na bawiącą się Mimi, po czym zagłębił się w lekturze.
Dziewczynka kończyła właśnie budować wysoką wieżę piaskowego pałacu Panny Meduzy. Uśmiechnięta lalka stała obok, wbita nogami w lekko wilgotny piasek. Dzielnie asystowała Mimi, która napełniała kolejne foremki i odwracała je do góry dnem, dobudowując tym samym następne fragmenty. Po pewnym czasie złapała lalkę i odsunęła się od swojego dzieła. Otrzepała nogi z piasku i przyjrzała się przyszłej siedzibie Panny Meduzy.
- Podoba ci się twój nowy pałac? - Spytała lalkę, przechylając na bok głowę.
Panna Meduza pochyliła się do przodu w ręce dziewczynki i pokiwała się na boki.
- Cieszę się, że jesteś zachwycona! - Roześmiała się Mimi. - Ja też jestem!
Za jej plecami coś głośno chlupnęło. Odwróciła się i z zaciekawieniem spojrzała na to, co przed chwilą wyrzuciło morze. Kolejne fale uderzały o brzeg, rozlewając się na mokrym piasku i przetaczając mniejsze kamyki i kawałki drewna. Mimi kątem oka zerknęła na ojca i upewniwszy się, że na nią nie patrzy, podeszła do wody. Bose stópki zapadły się nieznacznie w miękkim piasku. Po chwili kolejna fala wypłynęła na brzeg, mocząc nogi dziewczynki. Mimi pisnęła cieniutko i odskoczyła do tyłu. Przybliżyła się do rzeczy, która leżała na brzegu. Zafascynowana wpatrywała się w ogromy kształt. Różowo-błękitne kolory falowały na niemal przezroczystym ciele stworzenia. Galaretowate ciało trzęsło się delikatnie, ruszane podmuchami wiatru i przybojami fal. Srebrzysty refleks promieni słonecznych przemknął po grzbiecie meduzy, wesoło rzucając świetliste iskierki w stronę Mimi.
- Łaaaaaaaaa! - Z zachwytem skwitowała dziewczynka.
Usiadła na piasku, obok stworzenia i z zaciekawieniem zaczęła mu się przyglądać. Przytuliła lalkę, dla pewności, by jej nie zgubić. Ciało leżącej przed nią meduzy było olbrzymie. Kilkukrotnie większe od niej. Większe od dorosłego człowieka. Poruszało się i drgało niczym galaretka w poobiednim deserze. Mimi zaśmiała się cichutko. Zapragnęła dotknąć substancji, z której zbudowana była meduza. Niepewnie wyciągnęła małą rączkę, lecz za chwilę ją cofnęła. Potężna fala uderzyła o brzeg i przetoczyła zwierzę głębiej w stronę plaży. Mimi podskoczyła i uciekła. Po chwili podeszła znowu. Wesołe kolory ciała morskiego stworzenia zafascynowały ją. Do tego co chwilę po śliskiej powierzchni zwierzęcia przemykały różnobarwne światełka, które bawiły dziewczynkę. W środku stworzenia Mimi zobaczyła jasne prążki, układające się w duży parasol. W zachwycie otworzyła usta i westchnęła głęboko. Jeszcze nigdy do tej pory nie widziała tak pięknej rzeczy! Podeszła jeszcze bliżej i przykucnęła przy meduzie. Złapała w rączkę odrobinę piasku i delikatnie rzuciła nim w ciało zwierzęcia. Kilka ziarenek odbiło się od sprężystej substancji, reszta zaś utkwiła, przyklejając się do niej. Zafascynowana dziewczynka szeroko otworzyła usta.
- Wiesz co to jest, Panno Meduzo? - Spytała konspiracyjnym szeptem. - Pamiętam z zajęć z przyrody z panną Rice. To coś to ryba-galaretka!
Lalka przytaknęła, poruszana dłonią Mimi. Kolory na ciele meduzy zagrały tęczą barw. Wesołe iskierki zdawały się zalotnie uśmiechać do dziewczynki. Postanowiła dotknąć tego, co mieniło się setkami kolorów. Na próbę przytknęła do gęstej galarety nogi Panny Meduzy. Różowa substancja oblepiła plastik, tworząc na nim półprzezroczystą powłokę. Mimi spodobało się to, więc wepchnęła lalkę głębiej. Galareta z łatwością ustąpiła i już po chwili całe nogi zabawki były oblepione różową substancją. Dziewczynka zakręciła lalką, a na ciele zwierzęcia pojawiły się dookoła tego miejsca białe smugi. Wzdłuż nich rozbłysły niebieskie iskierki, przeskakując po powierzchni galarety. Różowe kolory znikły, a w ich miejsce pojawiły się inne, ciemniejsze. Przez ciało meduzy przemknęły fale granatu i ciemnej czerwieni. Te barwy nie spodobały się Mimi. Postanowiła zostawić stworzenie w spokoju, ale najpierw musiała odebrać swoją zabawkę. Spróbowała wyjąć Pannę Meduzę, ale ta tkwiła mocno w miejscu. Twarz Mimi zachmurzyła się.
- Oddaj! - Stanowczo rozkazała układając usta w lejek.
Meduza radośnie uśmiechnęła się do niej kolorowymi błyskami i zatrzęsła się. Dziewczynka ponownie szarpnęła lalką. Również i tym razem jej wysiłek spełzł na niczym. Co gorsza, Panna Meduza jeszcze bardziej zapadła się w galaretę. Z głośnym chlupnięciem zniknęła we wnętrzu prawdziwej meduzy.
- Oddaj, to moja lalka! - Jęknęła Mimi.
Wysunęła rączkę w kierunku zabawki. Opuszki palców dziecka dotknęły galaretowatego ciała zwierzęcia. W miejscu kontaktu dłoni z powierzchnią stworzenia zatańczyły niebieskie iskierki i Mimi z syknięciem zabrała rękę.
- Auć! To parzy! - W oczach dziewczynki pojawiły się łzy.
Uniosła dłoń do oczu i przyjrzała się śladom po oparzeniu. Na tle różowej skóry pulsowały czerwone plamki.
- Ta-toooo! - Mimi krzyknęła przez łzy. - Taaa-toooo! Ona zabrała moją laaalkęę!
Frank podniósł głowę znad książki i przez chwilę nie mógł uwierzyć temu, co zobaczył. Jego córeczka stała na brzegu, a przy niej spoczywała gigantyczna meduza. Nigdy nie słyszał, by te stworzenia mogły przyjmować aż takie rozmiary! Mężczyzna zerwał się z koca i ruszył w stronę Mimi.
- Kochanie odsuń się od niej! - Krzyczał, brnąc w rozgrzanym piasku. - Nie dotykaj tego! Odsuń się!
Dziewczynka spojrzała na Franka, a potem jeszcze raz na meduzę. Pod skórą zwierzęcia pojawiła się na moment jej zabawka. Muszelki na stroju lalki i plastik, z którego była wykonana roztopiły się i Panna Meduza nie wyglądała już tak okazale.
- Głupia galareta! - Krzyknęła w złości Mimi i z całej siły wymierzyła meduzie solidne uderzenie. Dłoń dziewczynki powędrowała z góry na dół i opadła na ciało zwierzęcia.
- Mimi, nie! - Frankowi brakowało jeszcze kilkunastu metrów, by dotrzeć do córeczki.
Meduza ponownie rozbłysła kolorami tęczy w urzekającym uśmiechu. Galaretowata substancja łakomie pochwyciła dłoń dziecka i zassała ją do wewnątrz ciała stworzenia. Mimi zapiszczała z bólu. Gęsta materia wciągała w siebie dziewczynkę. Oblepiła ramię swej ofiary. Dziewczynka z całej siły szarpnęła się do tyłu. Skóra na jej ręce pękła i zaczęła oddzielać się od ciała. Bolesny krzyk przebił się przez szum morza.
- Mimi! - Frank krzyknął z przerażeniem.
Wydarzenia przybrały niesamowitą prędkość. Parząca substancja, z której zbudowana była meduza, zatrzęsła się i przysunęła do Mimi. Zawładnęła całym ramieniem dziewczynki. Z łatwością pokonała jej opór. Kolejne porcje impulsów elektrycznych odebrały dziecku świadomość. Zwierzę wessało bezwładną ofiarę do środka i natychmiast zaczęło ją trawić. Ojciec dziewczynki nie zdążył dobiec na czas. Gdy znalazł się przy meduzie, jego córeczka spoczywała już głęboko we wnętrzu stworzenia. Frank stanął osłupiały kilka kroków od zwierzęcia.
- Mimi? - Krzyknął łamiącym się głosem.
Przez ciało meduzy przemknęły wesołe, różnokolorowe iskierki. Stworzenie poruszyło się i wypluło lalkę dziewczynki. Nadtopiona Panna Meduza poturlała się po piasku i utknęła w niewielkim zagłębieniu.
Uwięziona wewnątrz stworzenia Mimi poruszyła się i jęknęła boleśnie.
- Kochanie! - Frank doskoczył do meduzy i położył na niej ręce. Natychmiast musiał je zabrać, gdy poczuł piekący ból na wewnętrznej powierzchni dłoni. Obiegł zwierzę dookoła, szukając możliwości wydostania córeczki z niewoli. Potężna fala uderzyła o brzeg i najpierw popchnęła meduzę głębiej w stronę lądu, a następnie zabrała ją wraz z powracającymi wodami. Ogromna galareta potoczyła się z powrotem w stronę morza.
- Nie! Zostań! - Frank z rozłożonymi rękami rzucił się na meduzę, która odpływała, zabierając ze sobą Mimi.

Panna Meduza leżała na plaży, do połowy przysypana złocistym piaskiem. Plastikowym okiem przyglądała się, jak Frank dopada do dryfującej meduzy i zagłębia ręce w galaretowatym ciele, próbując wydostać z niego swoją córkę. Widziała, jak zwierzę pęcznieje i wsysa siłującego się z nim mężczyznę. Plastikowymi uszami słyszała bolesny wrzask Franka, a po nim odgłos łapczywego siorbania, po którym krzyki mężczyzny ucichły.
Panna Meduza spokojnie obserwowała różowy kształt unoszący się na wodzie i odpływający na środek morza, którego fale połyskiwały srebrzyście w promieniach słońca.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -