Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Akumu

Łukasz Radecki

-Krzysiek! Zgaś ten komputer i kładź się spać! – usłyszałem głos mojej żony. Czasem tak bywa, że jak pogrążę się w pracy, to świat wokół przestaje dla mnie istnieć.
-Jeszcze dziesięć minut, kochanie – odparłem nie odrywając wzroku od monitora. Uwielbiam te półprawdy. Musiałem jeszcze dokończyć recenzję, a jakoś tak się dziwnie składa, że jak już zacznę, to nie mogę skończyć pisać. Zawsze pojawia się kolejna myśl, którą chcę podzielić się z czytelnikami, zawsze coś wydaje mi się nie dość perfekcyjne. Wiedziałem, że nie skończę w ciągu najbliższych trzydziestu minut i byłem pewien, że żona za wspomniane dziesięć minut zaśnie. Rano nie będzie miało znaczenia ile godzin z nocki zarwałem.
Gdy wreszcie recenzja przypominała tekst, pod którym mogłem podpisać się imieniem i nazwiskiem, wystawiłem ocenę, sprawdziłem czy nie ma literówek (zawsze jakieś się trafiają gdy piszę w pośpiechu lub uniesieniu) i zapisałem plik na dysku. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła dwunasta trzydzieści. Późno, ale nie zamierzałem rezygnować z możliwości pisania. Chociaż robiłem się senny, nie chciałem przespać weny, która aż kipiała, prosząc by zrobić z niej użytek. Ziewnąłem, zakrywając usta dłonią i z radością otworzyłem folder Moje Dokumenty. Tu znajdował się mój mały sekret. Moja książka. Obiecałem sobie, że nie będę pisał dłużej niż godzinę, by nie dorobić się porannych sińców pod oczami. Ochoczo zabrałem się do pracy.
Oczywiście poniosło mnie. Nie wiem ile pisałem. Do rzeczywistości przywołał mnie dźwięk wiolonczeli. Zamarłem zaskoczony. Lubię pracować przy muzyce, ale czasem się zapomnę, płyta dobiegnie końca, a ja tonę w potoku zdań, głuchy na tony świata realnego, zasłuchany jedynie w stukot klawiatury. Teraz jednak do mej świadomości wdarły się ponure, wolne dźwięk wiolonczeli. Spojrzałem zaskoczony na mój odtwarzacz. Przed pracą nastawiłem „Spiritchaser” Dead Can Dance. Znam tę płytę na pamięć i jestem pewien, że nie ma na niej ukrytych ścieżek, Lisa Gerrard i Brendan Perry nie używali w swym instrumentarium, na tym krążku przynajmniej, wiolonczeli. Tymczasem dziwne dźwięki stawały się coraz bardziej złowróżbne, a ja poczułem się jak bohater jakiegoś horroru, z, trzeba przyznać, całkiem niezłą oprawą muzyczną.
Nagle na kolana wskoczył mi czarny kot. Serce podeszło mi do gardła. Skąd kot w moim mieszkaniu? Podskoczyłem nerwowo i runąłem jak długi na podłogę. Nie zdołałem się podnieść, bowiem z moimi nogami zaczęły się dziać przerażające rzeczy. Stopy ze chrzęstem pękających kości zawinęły się niczym ślimaki, tak, że palce dotknęły goleni. Ból był przerażający, ale nie mogłem z siebie wydobyć głosu. Coś blokowało mi krtań. Miotałem się po podłodze niczym kukła, strąciłem ze stolika wazon, który nie omal nie rozbił mi głowy, roztrzaskując się obok niej na podłodze. Tymczasem moje nogi zaczęły się skręcać niczym warkocz, ignorując wszelki prawa fizyki i logiki, zwijały się od dołu niczym… wir. Otępiały ze strachu i bólu, przez łzy patrzyłem jak sploty skręcają moje kolana, które pękają niczym orzechy, jak wyginają się kości udowe, jak trzaska miednica.
I nagle wszystko ustało. Leżałem na podłodze z poskręcanymi nogami niczym jakaś koszmarna parodia bączka dla dzieci. Muzyka ucichła. Spocony, trzęsąc się jak galareta podniosłem się na rękach. Odkaszlnąłem, próbując pozbyć się ucisku na gardle. Wraz z beknięciem, którego nie powstydziłaby się Kayako, z moich ust wypadła mała, pomarańczowa kulka, która potoczyła się po podłodze. Nie. Dostrzegłem po chwili, że to nie była kulka. To… cukierek.
Mój umysł przestawił się momentalnie i zaczął przyjmować rzeczy, zdawać by się mogło, nierzeczywiste. Usłyszałem dobiegający z sypialni płacz dziecka, który komponował się z przelewającą wodą w łazience. W korytarzu zauważyłem małego, czarnowłosego chłopca o niezwykle bladej cerze. Był niemal nagi. Jedynie na nogach miał czerwone pantofelki. Z głośników rozległ się straszliwy szum. Na monitorze pojawiły się zakłócenia obrazu, mignęły jakieś białe kręgi. Mój odkurzacz wjechał do pokoju transformując się w międzyczasie w dziwaczną hybrydę człowieka i żelastwa.
-Odbierz telefon – szczeknął żelazny człowiek. Formalnie powinienem spytać jaki telefon, ale byłem tak pewien, że to wszystko to tylko koszmarny sen, że po prostu poszukałem wzrokiem komórki i ruszyłem w jej kierunku. Przyzwyczaiłem się do poruszania na rękach, ale odczuwałem dziwny ciężar na ramionach. Niemal jakby ktoś siedział mi na karku. Nie zdziwiłem się, gdy telefon odezwał się obcym dzwonkiem. Była to ładna, choć złowieszcza melodyjka. Odebrałem. Odezwała się poczta głosowa. Przekazała mi wiadomość ode mnie.
-To mi się tylko śni.
Pokrzepiony tą myślą przerwałem połączenie i odłożyłem aparat. Nade mną stała Eihi Shiina. Wszędzie poznałbym tą cudowną twarz. Niemniej i tak resztę dopowiadał ten niezwykły strój - połączenie fartucha rzeźnickiego i kombinezonu do zabaw sado-maso. Wzniosła wielką strzykawkę i wbiła ją w moją szyję. Nie oponowałem W końcu sen stawał się coraz ciekawszy. Poczułem jak drętwieją mi mięśnie. Zawiodłem się gdy zobaczyłem, że dziewczyna odkłada strunę od fortepianu i wychodzi z pokoju. Opadłem bezradnie na podłogę. Z nikąd pojawiły się nagie, azjatyckie dziewczęta i zaczęły wprawnie pozbawiać mnie ubrania. Gorzej, że przy tym wbijały mi w skórę haki przymocowane do sterczących ze ścian łańcuchów. Zdążyłem tylko pomyśleć, czy może wyrosną mi skrzydła, gdy łańcuchy napięły się i zaczęły rozrywać mnie na strzępy.
Oderwałem głowę od klawiatury. No ładnie. Chyba na czole odcisnął mi się każdy klawisz. Zresztą, patrząc na kilka stron bełkotu w Wordzie mogłem określić na jakich literach spałem. Przeciągnąłem się i wtedy usłyszałem głosy.
-Obudził się!
-Co?
-Facet się obudził!
-To ucisz go nim się rozedrze!
Popatrzyłem z niedowierzaniem na zegar. Czwarta nad ranem. Czekając aż z mego zaspanego umysłu znikną resztki koszmarnego snu, pomyślałem, co ktoś może robić o tej porze w moim mieszkaniu? Wtedy, jakby na zawołanie w drzwiach do pokoju stanął jakiś mężczyzna. Ciemne spodnie, skórzana kurtka, kominiarka, pistolet w dłoni.
-To mi się tylko śni – mruknąłem.
Padł strzał.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -