Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Wilkołak cz.2

Krzysztof Żmuda

ROZDZIAŁ 3: „Metamorfoza”

Przyłożyłem dłoń do klatki piersiowej. Serce biło tak szybko, że nie byłem w stanie zliczyć jego uderzeń. Nagle nogi się pode mną ugięły. Upadłem. Chciałem się podnieść, ale bezwładne mięśnie odmówiły posłuszeństwa. Straciłem przytomność…

***

Gdy się ocknąłem i uniosłem powieki z przerażeniem stwierdziłem, iż widzę wszystko w mocnym, czerwonym odcieniu. Stałem tak jak posąg jeszcze przez parę minut. Spostrzegłem, że wszystkie leśne żyjątka wyglądały tak samo; były fosforyzującymi, jasnozielonymi konturami. Spojrzałem na niebo. Oślepiający blask księżyca w pełni kazał przypuszczać, że noc się jeszcze wcale nie skończyła. Dopiero teraz zacząłem zastanawiać się nad tym, co stało się z moim wzrokiem. W gruncie rzeczy widziałem teraz wszystko co się tylko poruszyło i odpowiadało mi to, nawet bardzo, ale nie miałem pojęcia co było przyczyną tej nagłej zmiany. Co gorsza, to nie była jedyna taka zmiana. Odkąd odzyskałem przytomność słyszałem wszystko, nawet pełznącego kilka metrów ode mnie niewielkiego węża, co więcej… ja go czułem, jego zapach, zapach jego krwi.
Spojrzałem na siebie. To co ujrzałem wprawiło mnie w osłupienie. Chciałem zacząć krzyczeć, ale udało mi się jedynie zawyć. Ogarnęła mnie rozpacz. Byłem teraz znacznie większy i masywniejszy od swojej pierwotnej postaci. Całe moje ciało pokrywało sztywne futro. Podniosłem rękę, a tak właściwie łapę i zacząłem się jej przyglądać. Była długa, mocno umięśniona i zakończona niebezpiecznie wyglądającymi pazurami. Zrozumiałem, że byłem jednym z nich, że byłem… wilkołakiem.
Tajemnicą jednak wciąż pozostawała przyczyna tej nagłej metamorfozy, nie potrafiłem sobie także odpowiedzieć na pytanie dlaczego wciąż zachowywałem pełną świadomość, normalnie rozumowałem. Położyłem się na ściółce i zacząłem myśleć.
Nie byłem w stanie określić co pozwalało mi nadal pozostawać przy zdrowym rozsądku, być może mocne wrażenia, albo chęć odwetu na winnych śmierci mojej rodziny, ale przypomniał mi się pewien istotny szczegół. Dotknąłem łba i wyczułem pod łapą pięć szpecących ran z których w dalszym ciągu sączyła się krew. Już wiedziałem dlaczego, ale co dalej miałem robić?

W głowie kłębiło mi się mnóstwo myśli, wszystkie jednak sprowadzały się do jednego. Coś mi mówiło, żeby tam nie wracać, ale chęć zemsty była silniejsza ode mnie…

***

Przyjąłem pionową postawę i jeszcze raz spojrzałem na swoje nowe ciało. Rozejrzałem się wokół. Wiedziałem, że ten spokój już za chwilę zostanie trwale zmącony, przeze mnie, że zabiję tylu ilu tylko podołam. Po chwili zrezygnowałem z dalszego utrzymywania pionowej postawy. Moje przednie łapy zetknęły się z chłodną, wilgotną wyściółką. Chwilę się jeszcze zawahałem, po czym susem rzuciłem się w gęstwinę drzew. Oczywiście mogłem stąd uciec, ale do końca życia prześladowałaby mnie myśl, że te bestie dalej stąpają po ziemi, że one gdzieś tam są, a to, że uciekłem było jedynie szczęśliwym trafem. Tym czasem to, iż nadal zachowywałem świadomość musiało coś znaczyć. Nie potrafiłem jednak powiedzieć co…

Wiedziałem jednak co oznacza unoszący się w powietrzu zapach krwi. Byłem gotowy na śmierć, ale coś mi mówiło, że to nie ja ją poniosę. Ktoś jednak musiał umrzeć, a opcje były tylko dwie: ja, albo oni…

ROZDZIAŁ 4: „Pojedynek”

W końcu zobaczyłem jednego z nich, nie zastanawiając się dłużej podbiegłem do niego i zamarłem w bezruchu. Nagle odwrócił łeb w moją stronę i zaczął mi się bacznie przyglądać. Nagły impuls spowodował, że moja łapa wysunęła się do przodu, a pazury wbiły w szyję zwierzęcia. Stworzenie zaczęło się dusić. Ścisnąłem jego przełyk, razem z szyjnym odcinkiem kręgosłupa. Czułem jak pod naporem moich mięśni pękają kolejne kręgi. Nie mógł nic zrobić, nawet ostrzec swoich pobratymców. Spojrzałem mu w ślepia, tym razem wyraźnie jednak coś się w nich malowało i nawet wiem co to było, to strach…
Opuścił łeb i spróbował oderwać się ode mnie. Na próżno. Przebity na wylot kark upuszczał ogromne ilości krwi. W pewnej chwili moja łapa zacisnęła się jeszcze mocniej, doszczętnie miażdżąc krtań bestii, a następnie cofnęła się do tyłu, wyrywając fragment przełyku i całkowicie otwierając ranę na szyi.

Stałem tak trzymając w ręku jego przełyk i z szeroko rozwartymi źrenicami oglądałem jak dusi się. Napawałem się tym widokiem. Wyzwoliło się we mnie coś dzikiego, fascynującego, ale zarazem coś, czego się panicznie bałem. Furia. Wiedziałem, że stwór i tak zdechnie w przeciągu najbliższych dwóch minut, ale rzuciłem się na niego. Moje pazury rozrywały jego skórę, szarpały mięśnie, ocierały się o kości. Cierpiał. W końcu właśnie to chciałem osiągnąć, żeby cierpieli, ale w tym konkretnym momencie nie myślałem o tym w ten sposób. Szczerze mówiąc to w ogóle nie myślałem, po prostu napawałem się widokiem krwi. Po pewnym czasie ogarnęło mnie zmęczenie, ale nie byłem w stanie przestać. Chwyciłem w łapy zwłoki bestii, a tak właściwie to to co z nich zostało i zacząłem tym uderzać o rosnące wokół drzewa. Mięso uderzało o nie z taką siłą, że odrywało kawałki kory. Trwało to kilka minut. W pewnym momencie coś mnie tknęło, siła woli sprawiła, że oderwałem się od zakrwawionych strzępów i z całego impetu wbiegłem w najbliższe drzewo. Teraz to do mnie dotarło, że jeśli stracę panowanie stanę się taki sam jak oni, a przecież była to ostatnia rzecz jaką chciałem osiągnąć. Spojrzałem na zwłoki i postanowiłem, że już nigdy więcej nie dopuszczę się czegoś takiego. Nie chciałem żeby ciemna strona mojej natury wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem, żebym przeistoczył się w przebiegłą, rządną krwi bestię, ale wiedziałem, że tej jednej nocy muszę dokończyć to co zacząłem. Musiałem wybić wszystkie bestie, co do jednej…

***

Moim oczom ukazała się reszta stada. Poruszały się tak szybko, że nie byłem w stanie ich zliczyć. Z wcześniejszych doświadczeń wynikało jednak, że nie mniej jak dziesięć sztuk. Bez najmniejszego problemu wspiąłem się na drzewo. Nadal nie mogłem uwierzyć, że mogę o wiele więcej niż dotychczas.

Mijał czas, a ja obserwowałem zachowanie i obyczaje tych istot, chciałem być pewny jak zareagują na nagły atak. W końcu przestały się przemieszczać i osiadły na jednej z leśnych polan, na szczycie jednego z pagórków. Mogłem je teraz bez problemu zliczyć. Dwadzieścia sześć osobników… o wiele więcej niż się spodziewałem. Po chwili z gęstwiny drzew wybiegł samotny osobnik. Wszystkie zwierzęta, jak na komendę, przestały się zajmować tym co do tej pory robiły i zwróciły się ku niemu. Chwilę potem zaczęły nerwowo rozglądać się wokół. Zrozumiałem co się dzieje. Dowiedziały się. Nie było czasu na myślenie. Teraz, albo nigdy…

To był odpowiedni moment na to, aby dać ujście całemu gniewowi jaki we mnie tkwił, nareszcie przyszedł czas na użycie siły jaką posiadłem z chwilą, gdy jeden z nich rozorał mi twarz. Nie mógł przypuszczać, że ze mną będzie inaczej niż z innymi. Odbiłem się od gałęzi z której ich obserwowałem i z rozpędem uderzyłem w jednego z nich. Potoczyłem się razem z przeciwnikiem w głąb lasu, po jednym z bardziej stromych stoków. Chciałem się zatrzymać, wiedziałem, że upadek będzie bolesny, ale nie mogłem oderwać od niego swoich łap. Jedną zacisnąłem wokół jego klatki piersiowej, drugą zadawałem bolesne ciosy na jego grzbiecie…

***

Wilkołaki spoglądały na miejsce, gdzie tuż przed chwilą po raz ostatni widziały jak staczając się w dół porwałem razem ze sobą jednego z nich. W końcu zobaczyły… bestię z pozoru taką samą jak one, a jednak wyalienowaną… inną, nie należącą do stada.

Trzymałem w łapie łeb wilkołaka i stałem tak przed nimi. Rzuciłem głowę zabitego w ich stronę. Gdy jeden z nich skoczył w moją stronę zamknąłem ślepia, cofnąłem się i uderzyłem. Spojrzałem na niego. Leżał na podłożu, nie ruszał się. Wskoczyłem w stado i zacząłem zabijać. Czułem ich uderzenia i ból, ale nie nic nie było mnie w stanie zatrzymać. Po krótkiej chwili wszędzie wokół walały się poodrywane kończyny, głowy, na ziemi spoczywały okaleczone ciała poległych… porozrywane gardła, głębokie cięcia, wokół pełno krwi. Chlapała mi w oczy. W końcu na tyle ograniczyła moje pole widzenia, że zacząłem uderzać na oślep. Usłyszałem skowyt inny niż wszystkie… wysoki, gardłowy. Poczułem, że moje ciosy przestają trafiać do celu. Przestałem też odczuwać ich pazury i kły szarpiące moje ciało. Zamarłem w bezruchu. Ta cisza… niczym nie zmącony spokój. Otarłem ślepia. Bestie rozpierzchły się, uciekły. Stałem tak z łapami opuszczonymi prawie do ziemi i dyszałem.
Leśna polanka wyglądała teraz jak pobojowisko. Nagle dostrzegłem, że wcale nie jestem tutaj sam. Jeden ze stworów nadal czekał aż zaatakuję. Nie wiedziałem dlaczego nie uciekał jak reszta, ale byłem pewien, że zaraz tego gorzko pożałuje. Podbiegłem do niego i zamachnąłem się łapą. Rozpłatałem mu klatkę piersiową, upadł na ziemię. Ku mojemu przerażeniu spostrzegłem, że z rany wyłoniła się ludzka ręka, cała pokryta śluzem i krwią. Potem druga. Ktoś kto był w środku wsparł się na nich i wystawił na zewnątrz głowę. To makabryczne widowisko trwało zaledwie kilka sekund. Wszystko jakby przyspieszone, to nienaturalnie wyginające się ciało i pobłyskujące na czerwono oczy. Mężczyzna przypatrzył mi się i szyderczo się uśmiechnął. Rozłożył ręce po czym wymamrotał pod nosem jakąś inkantację. Ciało wilkołaka w jednej chwili obsiadły tysiące much. Ten dźwięk owadów. Po chwili wszystkie odleciały. Został sam szkielet, biały, w całości obrany z resztek mięsa. Mężczyzna wydobył nogę z pomiędzy żeber. Oślepił mnie blask zielonej poświaty. Zasłoniłem łapą oczy.
-Wiem nad czym się zastanawiasz - odparł szatańskim głosem.
Nie wiedziałem co robić, skąd mógł wiedzieć o czym myślę. Chciałem wiedzieć co tutaj robi i kim jest.
-Mogę czytać w twoich myślach. Mówią na mnie Eon, jestem nekromantą. Spójrz na mnie.
Odsłoniłem ślepia, zielona poświata nie biła już od niego z taką siłą jak przed chwilą. Ujrzałem nagiego mężczyznę, pokrytego w całości krwią, jego długie paznokcie zawijały się przy swoich końcach, zaś siwa, również umazana posoką broda sięgała prawie do pasa. I te czerwone oczy…
-To nic osobistego, poluję na ludzi odkąd pamiętam. To doskonała zabawa.
Nie wytrzymałem. Rzuciłem się na niego. Poczułem jak jakaś niewidzialna siła rozbija się moje ciało. Po paru sekundach uderzyłem w drzewo znajdujące się kilkanaście metrów ode mnie. Był pewny, że ze mną wygrał, ale nie wiedział, że jestem inny niż wszystkie zamienione… Podbiegłem do niego i zamachnąłem się. Złapał w dłoń moją łapę. Nie mogłem nią poruszyć, chociaż napiąłem wszystkie mięśnie.
-Rzeczywiście, jesteś inny, ale na nic ci to, mnie i tak nie pokonasz. Twoja siostra dostarczyła mi dużo emocji, broniła się… strach w oczach dzieci jest pierwotny, ukazują one całą gamę emocji, ale przerażenie… wyraz ich oczu…
Nie miałem pojęcia o czym on mówi, ale rozjuszył mnie do granic możliwości. Wgryzłem się w jedna z jego rąk. Poczułem uderzenie w klatkę piersiową. Po paru sekundach ocknąłem się kilkanaście metrów dalej. Spróbowałem się podnieść. Nie dałem rady. Usłyszałem kolejną dziwną inkantację wymawianą przez nekromantę. Resztki ciał zabitych uniosły się z podłoża i zaczęły wirować w powietrzu. Pomiędzy nimi pojawiła się ciemna, bezkresna przestrzeń. Zrozumiałem co się dzieje. Zebrałem resztki sił i począłem biec w tamtą stronę. Morderca mojej rodziny zdążył zniknąć w mrocznych odmętach, a przejście zaczęło się zamykać. Skoczyłem. Uderzyłem w opadające na ziemię kikuty. Przeraźliwie zawyłem.

Ta noc dobiegła końca. Leżałem pośród ciał poległych i wiedziałem, że już nic więcej nie mogę zdziałać. Wiedziałem również, że z tą chwilą mój los został zdeterminowany. Celem mojego życia stała się zemsta...

EPILOG

Z biegiem lat wspomnienia blakną, pozostaje jednak garść pytań…

Dlaczego to spotkało właśnie mnie?

Dlaczego nekromanta pozostawił mnie przy życiu?

Czy jeszcze kiedyś się spotkamy?

… i wreszcie co oznacza to, że przy przemianie mogę się kontrolować?

Prawdopodobnie nigdy nie poznam odpowiedzi na te i inne pytania. W końcu światem rządzą przypadki, dlatego wiem, że już nigdy nie spotkam tamtego człowieka, a moje przeznaczenie się nie dopełni. Nadal trwam jednak w złudnej nadziei, że może jednak… nadzieja to cecha ludzka, a w końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi…



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -