Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Pozory mylą

Krzysztof T. Dąbrowski

1

Pozory mylą. Któż by przypuszczał, że ten sympatyczny starszy pan, który mógłby być twoim dziadkiem, gwałcił nocami swoją kilkuletnią wnuczkę. Albo ten milutki grubasek, z którego wszyscy się śmieją - wczoraj skopał do nieprzytomności kolegę a potem rozłupał mu czaszkę kamieniem. Czy uwierzylibyście w to, że w ogródku pewnej miłej staruszki pogrzebanych jest kilkunastu mężczyzn? Osobiście zadźgała ich nożem. Pozory mylą...

2

Ewa poczuła pulsujący w skroniach tępy ból, jak zapowiedź koszmarnego kaca. Dokuczała jej suchość w ustach i dziwne odrętwienie rąk. W głowie kiełkowało nieprzyjemne poczucie tego, że nie pamięta co się z nią działo i gdzie się znajdowała.
Czy ja się upiłam? - zadziwiła ją ta myśl, bo przecież ostatnio przeholowała z alkoholem wiele lat temu - jeszcze na studiach. A poza tym nigdy nie lubiła tego stanu; uważała, że jest w nim coś upadlającego; niegodnego człowieka.
Wszystko jednak wskazywało na to, że za dużo wypiła.
Świetnie, swietnie, świetnie, po prostu CUDOWNIE!
Miała dziwne wrażenie, że coś jest nie tak, uczucie jakby stała a nie leżała. Zmusiła się do otworzenia oczu. Była w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Nagły przypływ lęku przeszył jej serce lodowatym ukłuciem, jakby ktoś wbił w nie sopel lodu.
Gdzie ja jestem?! Co to za miejsce?
Liche, mdłe światło żarówki, smętnie zwisającej na rachitycznym kabelku, oświetlało betonową podłogę w promieniu kilku metrów, a dalej była tylko...
...c i e m n o ś ć
GDZIE JA JESTEM?!
Poczuła jak panika zaczyna wgryzać się w ciało swymi ostrymi ząbkami. Ewa szarpnęła się gwałtownie, lecz nie mogła wykonać żadnego ruchu, poczuła tylko potworny ból między łopatkami. Ból, który falą skurczów zaczął promieniować w dół, do ramion. Ramion, którymi... ...nie mogła w żaden sposób poruszyć. Poczuła za to, że są mocno wygięte i coś oplatają. A to coś znajdowało się za jej plecami.
KTOŚ MNIE ZWIĄZAŁ!
Ta myśl była jak silne uderzenie w twarz.
Zaczęła szaleńczo machać głową. Próbowała dojrzeć co się za nią znajduje. Bezskutecznie. Próbowała krzyczeć, lecz strach ściskał gardło na tyle mocno, że wydobyła z siebie tylko zduszony skrzek.
A może to tylko sen, koszmar, z którego się za chwilę z krzykiem obudzę?
Nie niemożliwe. Gdyby tak było już by się budziła; samo uświadomienie sobie faktu, że to tylko sen spowodowawałby powrót do rzeczywistości.
TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ!

---

Mężczyzna siedział ukryty w cieniu i obserwował swą ofiarę. Niewątpliwie była urodziwa. Długie, czarne, lekko kręcone włosy opadające kaskadami na krągłe, kształtne piersi. Mimo tego, że ręce miała skrępowane z tyłu, wyglądała jak kobieca wersja ukrzyżowanego Chrystusa. Jestem artystą - pomyślał - boskim artystą!
Powoli zaczynała odzyskiwać przytomność. Uwielbiał ten moment. Te przebudzenia, kiedy jeszcze otumanione nie zdają sobie sprawy z tego co się z nimi dzieje. Każda była wtedy jak wijący się robak nadziany na szpilkę, czuły, że coś jest nie tak, coś je bolało, ale nie zdawały sobie sprawy dlaczego. To cudowne uczucie. Pełna władza i poczucie głębi istnienia.

Każde przebudzenie jest inne. Jedne budzą się gwałtownie, jakby wyrwane z sennego koszmaru, i od razu zaczynają krzyczeć. Inne omdlewają i trzeba je cucić (głupie dziwki, te zawsze go wkurzały - psuły całą zabawę), jednakże zdecydowana większość dochodziła do siebie powoli, leniwie dryfując od mroków słodkiej nieświadomości do brutalnego zderzenia z rzeczywistością. Wyglądało to za każdym razem bardzo podobnie; najpierw ciche jęki i niezrozumiałe mamrotania, jak bełkot człowieka nagle wybudzonego z głębokiego snu, i towarzyszące temu lekkie kiwnięcia głową. Potem sytuacja zaczynała nabierać dynamiki. Czuły dyskomfort, docierało do nich, że coś jest nie tak. W większości przypadków wykrzywiając twarz w grymasie umęczenia, z wysiłkiem, otwierały oczy. Ich zagubienie, poczucie dezorientacji i narastający lęk - dla niego zawsze był to bardzo podniecający widok.

---

Ćma samobójczo rzucała się na żarówkę - była jedynym ruchomym elementem w pomieszczeniu. Ewa usiłowała skupić na niej wzrok. Tak absurdalna w tej sytacji czynność pomagała uporządkować chaotyczny natłok myśli i stępić paraliżujący strach.
Ciekawe kto pierwszy umrze ja czy ta ćma? - Pomyślała przez moment. Świadomość, że może nie wyjść stąd żywa zmroziła jej krew w żyłach. Musi jak najprędzej odpędzić tą nieprzyjemną myśl, natrętną jak mucha, atakującą nieprzerwanie jej umysł. Uznała, że na dobry początek trzeba się uspokoić. Tylko spokój pomoże jej znowu racjonalnie myśleć, a wtedy jest nadzieja, że może uda się znaleźć jakieś wyjście z tej beznadziejnie wyglądającej sytuacji.
Z jednej strony chciałaby dowiedzieć się kto ją uwięził, a z drugiej odwlec ten moment jak najdalej. Zdawała sobie jednak sprawę, że lepiej stanąć twarzą w twarz z tym kimś niż tkwić w niepewności. Mogłaby wtedy realnie oszacować swoje szanse na przeżycie. Wiedziałaby na czym stoi. Jeśli oprawca tu nie przyjdzie, bo coś mu się stało, lub coś jej zrobił gdy była nieprzytomna, a potem postanowił ją tu zostawić na pastwę losu, to nie ma najmniejszych szans - umrze. Zabije ją albo głód, albo wychłodzenie organizmu. Nie miała złudzeń, że ktoś by ją mógł na czas odnaleźć - to się zdarzało tylko w filmach.

---

Patrzył na dziewczynę kiwającą rytmicznie głową. Mamrotała coś pod nosem, zupełnie jakby miała zaraz postradać zmysły. Uśmiechnął się. Będzie niezła zabawa - pomyślał.

---

- Uspokój się, uspokój się - Szeptała do siebie, mając nadzieję, że to pomoże.
(Kto pierwszy umrze ja czy ta ćma?)
Nie pomagało. Zamknęła oczy i zaczęła powoli wciągać powietrze. Bardzo powoli - tak jak na zajęciach z medytacji, na które chodziła w czwartki po pracy. Po kilku minutach mogła już w miarę racjonalnie myśleć. Czuła, że dłonie i stopy ma wygięte do tyłu i czymś spętane. Miała wrażenie, że przywiązano ją też w pasie jakąś liną do słupa. Założyła, że na pewno jest w jakiejś piwnicy na odludziu i...
...być może w pobliżu jest umysłowo chory, który może ją w każdej chwili zabić - dlatego nie może zacząć krzyczeć, nie wolno jej wzywać pomocy. Czuła, że jedynym rozwiązaniem w takiej sytuacji byłoby nawiązanie kontaktu, dialogu. Zdana na łaskę i niełaskę oprawcy tylko tak może zwiększyć swoje szanse na przeżycie.
- Jest tu kto? - Spytała usiłując zachować pozory spokoju i opanowania.

---

Proszę, proszę, co my tu mamy - pomyślał - będzie się chciała bawić w panią psycholog. Nie mógł wyjść z podziwu jak bogata jest jego wyobraźnia.
Wyszedł z cienia; najwyższa pora by go ujrzała.
Jej oczy zrobiły się ogromne jak dwa talerze, niemal wyszły z orbit. W jej spojrzeniu dostrzegł mieszankę przerażenia i niedowierzania.
---

O Boże! O Boże! O Boże! To on! - Teraz przypomniała sobie wczorajszy wieczór... i ostatnie trzy tygodnie.
Widziała Adama - tego samego faceta, którego poznała przez internet, na portalu dla samotnych. Wydał jej się wtedy taki nieśmiały a zarazem elokwentny, rycerski i uroczy. Przez kolejne dwa tygodnie wysyłali do siebie długie maile, rozmawiali godzinami na skypie, dzwonili do siebie na dzień dobry i na dobranoc. Uznała, że spotkała swój ideał; przynajmniej z charakteru. Świetnie się dogadywali, mieli podobne zainteresowania i podejście do życia.
Pamięta chwilę gdy przesłał jej swoje zdjęcie, pomyślała sobie - Boże jakie ciacho! Jak on się mógł uchować przez tyle czasu bez kobiety?
Zakochała się. Wpadła po uszy. Zaczęły sie spotkania na żywo. Na początku obawiała się czy na żywo będzie tak samo jak w internecie. Czy nie okaże się, że ten wysportowany przystojniak to w rzeczywistości lekko łysiejący grubasek liczący, że na tyle ją omotał, iż daruje mu takie drobne kłamstewko.
A WCZORAJ...
Wczoraj zaprosił ją do siebie, nalał wina. Napiła się. Co się działo potem, tego już nie pamięta.

Dlaczego on to robi? Czyżby nie zdawał sobie sprawy, że bez najmniejszego problemu mógł ją mieć, wtedy chciała się z nim kochać. Może... może jak mu to uświadomi, może zrobi swoje i ją wypuści?
- Nie musi tak być. Nie musisz mnie krzywdzić. Przecież pragnęłam cię. Chciałam się z tobą kochać. Jeśli tego chcesz to poprostu zrób to co musisz i mnie wypuść i zapomnijmy o tym wszystkim. Dobrze?
Nie mogła uwierzyć w to co mówiła. Właśnie wyraziła zgodę na to by ten typ ją zgwałcił, ale przecież gdyby tego nie powiedziała to i tak mógłby to zrobić i nic by go nie powstrzymało. Uległość - to mógł być klucz do wolności. To było to światełko nadziei.
- Dobrze - rzucił niedbale, nawet na nią nie patrząc i zaczął się rozbierać.
O Boże, a jak on ma AIDS albo inne draństwo? Za późno! Teraz może mieć tylko nadzieję, że jak ten koszmar się skończy (o ile do tego dojdzie), to okaże się zdrowa.
Gdy zdjął koszulę zauważyła, że na umięśnionym torsie ma wytatuowanego węża.
Prawie jak z okładki czarnego albumu Metallicy - pomyślała - O Jezu! Za chwilę zostanę zgwałcona a ja rozmyślam do czego podobny jest tatuaż zboczeńca. Boże chyba wariuję!
Nie zdawała sobie sprawy ile jeszcze dziś będzie musiała znieść jej psychika...
Tymczasem mężczyzna ściągnął majtki. Ujrzała nabrzmiałego, sterczącego penisa.
Boże nie! Proszę zrób coś! Nie pozwól! O Boże! Proszę! Pro..
Poczuła jak brutalnie w nią wtargnął.
WTARGNĄŁ!
Bezprawnie... Siłą... Zbruka jej ciało, pozbawi godności, upodli. Pierdolony psychol!
Zacisnęła z całej siły powieki i przygryzła wargę do krwi. Pragnęła by jak najmniej z tego co się dzieje docierało do jej umysłu, by jak najmniej zapamiętała.
Myśl o czymś innym! - Nakazała sobie.
(Kto pierwszy umrze ja czy ta ćma?)
Gwałcił ją i coraz głośniej sapał. Otworzyła na chwilę oczy i ujrzała nabrzmiałą żyłę na jego szyi, pulsującą obietnicę wolności. Przez jedną krótką chwilę pomyślała, że mogłaby mu ją przegryźć. Zemścić się! Jednak nie zrobiła tego; wiedziała, że on by ją za to zabił zanim by się wykrwawił. Zresztą nawet jakby przeżyła to potem umierałaby w męczarniach z pragnienia i głodu, przywiązana do tego zimnego słupa.
Nagle poczuła jak wnętrze jej podbrzusza wypełniło gorąco.
SPUŚCIŁ SIĘ WE MNIE!
Gwałciciel dygotał jeszcze przez chwilę po czym wyszedł z niej. Cofnął się dwa kroki i przyglądał się jej z obleśnym uśmieszkiem.
Wzbierała w niej fala mdłości. Starała się powstrzymać wymioty by go nie rozzłościć, lecz gdy poczuła gorącą strużkę spermy spływającą jej po udach nie wytrzymała. Zwymiotowała.
- Proszę, proszę, co się dzieje? Wiem głupia cipo, że jeszcze wczoraj mnie pragnęłaś. Wiem, że bez problemu mogłem cię wyruchać.
Ale bym się nie bała - dopowiedział jej umysł - to cię tak kręci pieprznięty zafajdańcu!
- Jeszcze wczoraj mnie pożądałaś, a dziś się brzydzisz - mówił to z ironicznym uśmieszkiem - Dlaczego? Przecież jestem tym samym kawałkiem mięsa, które cię tak bardzo wczoraj kręciło. W twoim brzuchu jest ta sama sperma, której wtedy byś chciała. Może nawet błagałabyś bym się spuścił na twoją twarz, albo do ust. I co suko? Podobałoby ci się a teraz puszczasz mi tu pawia!
Boże, zabije mnie! Dlaczego nie wytrzymałam? O Boże, proszę ratuj! Proszę! Proszę!
Poszedł w mrok. Zniknął jej z oczu. Z ciemności dobiegł głos.
- Zrobimy mały eksperyment ty tępa piczo.
Nagle z mroku wytrysnął silny strumień wody. Była lodowata. Ewa zaczęła krzyczeć. Po chwili uczucie przenikliwego zimna zniknęło, organizm przestał reagować na zbyt silny bodziec - teraz czuła tylko gorąco.
- No i jesteś czyściutka - powiedział zakręcając kurek.
Podszedł i ukucnął przed nią.
- Zrobimy eksperyment - puścił do niej oczko.
Boże co on robi?! Czy on... - nawet przez myśl jej to nie chciało przejść - odrzuciła to przeczucie, tak jak strząsa się z ubrania obrzydliwego owada.
- Ciekawe czy teraz zrozumiesz?
Napiął się, żyły mu wyszły na czoło, po którym zaczął spływać pot. Po chwili poczuła zapach - bardzo nieprzyjemny.
O Boże on sra! - nie mogła w to uwierzyć i ze zgrozą uświadomiła sobie, że jest w o wiele gorszym położeniu niż jej się zdawało. Ten facet to nie tylko niewyżyty perwers - on ma nierówno pod sufitem! Teraz zaczynała żałować, że jednak nie przegryzła mu wtedy tętnicy. Usiłowała wstrzymać oddech i nie patrzeć na ten okropny widok.
Wstał. Na ziemi leżało duże, brązowe, parujące gówno. Schylił się i zanurzył dłoń w swym kale. Zaczął go rozsmarowywać po klatce piersiowej.
Proszę, Boże zrobię wszystko co zechcesz tylko mnie uwolnij! - błagała w myślach, jednocześnie czując, że dłużej już nie da rady wstrzymywać oddechu. I tak wytrzymała dłużej niż wydawało jej się, że potrafi. Sparaliżowana strachem, wypuściła powietrze i nie mając wyboru zaczerpnęła duży haust ...smrodu. Poczuła jak żołądek momentalnie zamienił się w kamień, po czym z jej ust chlusnęła gorąca struga kleistych rzygowin (resztki wczorajszej romantycznej kolacji przy świecach).
- Przecież to tylko zapach - cmoknął zdegustowany - taki sam jak twoje pieprzone chanel tylko odrobinę inną ma nutkę zapachową - zaczął się śmiać. Gdy skończył ponownie nabrał gówna do rąk i podszedł do niej.
- Czas na małą kinder niespodziankę - wysyczał i złapał ją za włosy, a drugą ręką rozsmarowywał jej po twarzy swoje odchody.
Zacisnęła oczy i usta. Wstrzymała oddech. Wiedziała, że po tym obrzydlistwie do końca życia będzie się czuła brudna. Nawet jak przeżyje i zmyje z siebie ten syf to i tak nie opuści jej wrażenie, że to przeniknęło przez skórę wgłąb ciała. Ponownie zwymiotowała - tym razem gęstym lepkim śluzem. Wprost na niego. Przez moment chciała umrzeć, by nie musieć znosić kolejnych tortur i obrzydlistw, które zrodzą się w głowie tego psychopaty.
- Zabij mnie ty głupi chuju!
Boże! O Boże co ja narobiłam? - pomyślała poniewczasie - Nie chcę umierać! Co ja narobiłam!
Głupi chuj uśmiechnął się tylko rozsmarowując jej wymiociny po swoim ciele.

- Nic nie zrozumiałaś. Szkoda. - Pokręcił głową wyraźnie zdegustowany. - Patrz! Ja się twoich rzygów nie brzydzę. A wiesz dlaczego? - Rozbawił go ten jej tępy wyraz twarzy, ale wytłumaczy jej, w końcu to część zabawy. Ciekawe czy zrozumie? - To wszystko, to gówno, które kilka godzin wcześniej było pysznym wykwintnym daniem, moje ciało, twoje ciało, to wszystko jest tylko zlepkiem różnych atomów. Tylko od ich konfiguracji zależy co powstanie.
Wyglądała jakby to wszystko było jej obojętne ale i tak to powie, skoro już zaczął.
- Tak samo wszystkie planety, gwiazdy, galaktyki - perorował, a oczy miał zamglone, jakby jego umysł był daleko stąd - to wszystko, cały kosmos powstał z pojedyńczych atomów, z kosmicznego pyłu... WSZYSCY JESTEŚMY TYLKO KOSMICZNYM PYŁEM!
Upajał się swą wszechwiedzą i zdolnością do postrzegania spraw w taki sposób, na jaki zwykli śmiertelnicy sobie pozwolić nie mogą. Spojrzał na nią.
- Ja jestem człowiekiem ty zafajdańcu! Sam jesteś pieprzonym kosmicznym pyłem palancie! - Splunęła na niego.
Prosto w twarz! Jak śmiała! Jak ona śmiała głupia dziwka! Nawet nie zdaje sobie sprawy co zrobiła, z kim obcuje!
- Milcz jak do mnie mówisz głupia tępa krowo! Nic nie zrozumiałaś! Ja nie jestem człowiekiem, ja jestem...

3

- Czwórka! znowu czwórka! Co to kurwa ma znaczyć? Co? No pytam się! - Ojciec krzyczał tak, że aż kropla śliny trafiła Adama w policzek, mimo że stał w odległości kilku metrów.
- To ja cholera jasna cały tydzień zapieprzam od rana do wieczora żebyś ty głąbie miał co do gęby włożyć, a ty mi się tak odpłacasz? Ty darmozjadzie jeden! Żeby coś znaczyć w tym świecie trzeba być najlepszym! NAJLEPSZYM głąbie jeden!
- Ale tato - wymsknęło mu się, mimo iż wiedział, że jakiekolwiek tłumaczenie się jest bezcelowe bo spotka się ze ścianą niezrozumienia; może tylko zaszkodzić rozjuszając ojca jeszcze bardziej.
- Milcz jak do mnie mówisz! - Wrzeszczał. Był cały czerwony na twarzy. - Gnoju ty! Już ja cię nauczę szacunku do starszych, już ja cię nauczę moresu!
Adam stał bez ruchu czekając na karę. Ucieczka czy opór nie miały najmniejszego sensu - potem byłoby tylko jeszcze gorzej.
- Kładź się i ściągaj spodnie! - rozkazał ojciec wskazując na krzesło.
Położył się brzuchem na krześle wypinając pupę. Zacisnął tylko usta z postanowieniem, że nie będzie płakał ani krzyczał; nie da staremu tej satysfakcji. Zresztą to nie boli tak strasznie - kwestia przyzwyczajenia. W sumie bywało już gorzej - najwyraźniej stary jest dziś na kacu i nie ma siły.
Błądził myślami gdzieś daleko i ze zdziwieniem w pewnym momencie stwierdził , że nic nie czuje. PRZESTAŁ ODCZUWAĆ BÓL! Słyszał tylko dźwięk; następujące po sobie kolejne pacnięcia i sapanie ojca.

Adam siedział na dachu bloku i podziwiał zachód słońca. To było jego sekretne miejsce, kryjówka z której mógł wszystko i wszystkich obserwować i nikt mu się tu nie narzucał. Ludzie byli tacy maluteńcy, jak mrówki. Czasami myślał sobie, że fajnie by było być kimś tak dużym i rozgniatać wszystkich ogromnym palcem.
Rodzice byli pijani; spali. Zawsze gdy trochę wypili kazali mu iść na dwór. Często zastanawiał się dlaczego. Kiedyś przytknął ucho do drzwi. Usłyszał sapania, zgrzyt sprężyn i jęki. Wiedział co to oznacza - Marek, kumpel z klasy, kiedyś opowiadał co robią faceci z kobietami, i że to się nazywa seks.
To były jedyne chwile kiedy mógł do oporu biegać po dworze i nikt mu nie miał potem tego za złe - przecież gdyby sie uczepili tego, że lata po podwórku to zaprzeczyliby samym sobie; temu, że sami mu pozwolili wyjść z domu.
Niestety nie pili zbyt często i najczęściej po powrocie ze szkoły był zapędzany do biurka i musiał się uczyć do późnej nocy. Zazwyczaj matka siedziała w jego pokoju i czytając książkę miała go pod kontrolą, by nie zajmował się czymś innym niż nauką. A przecież był dobrym uczniem! Nie potrafił zrozumieć czemu ma gorsze oceny niż taki głupi Romek - przecież umiał zawsze tyle co on jak nie WIĘCEJ! Świat był niesprawiedliwy...
W ogóle Romek strasznie go wkurzał - podczas gdy on za piątkę z minusem dostawał manto, Romeczek dostawał za taką samą ocenę, od bogatych rodziców, zestaw klocków lego z pewexu. przyłaził potem, burak jeden, do szkoły i się przechwalał. Z chęcią by mu spuścił manto gdyby nie to, że Romeczek był znacznie silniejszy. A jakby tego wszystkiego było mało lubiły go wszystkie dziewczyny w klasie - nawet Andżelika, w której Adam się skrycie podkochiwał. Świat był bardzo niesprawiedliwy!
Tylko tu na dachu zapominał o gryzącej go od wewnątrz wściekłości. To miejsce wpływało nań jakoś tak kojąco; potrafił spojrzeć na wszystko z dystansem, skłaniało go ono do przemyśleń.
Słońce schowało się za horyzontem. Nastała bezchmurna gwiaździsta noc. Położył się i zaczął podziwiać migoczące gwiazdy. Gdy tak patrzył, na to niezliczone mrowie galaktyk, poczuł się taki malutki i nic nie znaczący wobec tego ogromu. Cała ta Ziemia jest niczym w porównaniu z tym wszystkim. Ogarnęło go poczucie bezsensu. Wydawało się to strasznie nielogiczne, że musi się tak całymi dniami uczyć zamiast korzystać z życia. Przecież nawet jak będzie najlepszym uczniem na całym tym cholernym świecie, to jakie to będzie miało znaczenie wobec ogromu tego uniwersum. Przecież najwybitniejsi nawet ludzie nic nie znaczą wobec potęgi wszechświata - kiedyś gdy Słońce zgaśnie i zamieni się w czarną dziurę, wchłonie tą małą nic nie znaczącą planetkę z całym jej dobrostanem i nic nie pozostanie.
ABSOLUTNIE NIC!
Jaki więc to wszystko ma sens?
Czasami zastanwiał się czy Bóg tak naprawdę istnieje. Skoro jego życie nie ma sensu, a nawet istnienie całej ludzkości na tym marnym świecie, to prawdopodobnie wszystko powstało przez przypadek. Przecież gdyby naprawdę był, gdzieś tam w innym wymiarze, jakiś mądry stwórca, nie byłoby takiego chaosu, bezsensu istnienia czy niesprawiedliwości, której on i wielu innych codziennie doświadcza. Wszechświat byłby uporządkowany. Napewno tętniłby różnymi formami życia. Wszyscy byliby szczęśliwi. Nie byłoby wojen i cierpienia na świecie, a on, Adam miałby tak samo dobrze jak ten durny Romeczek! Nie, Boga napewno nie ma, za duży tu bajzel panuje żeby uwierzył w tą bajeczkę...
Ale skoro to wszystko jest iluzją, a on tą iluzję przeżywa, to znaczy, że musi być prawdziwy! Co więcej potrafi nad nią zapanować! Jakże by inaczej wytłumaczyć to dziesiejsze dziwne zdarzenie, że przestał odczuwać ból gdy ojciec wymierzał mu karę. No jak? Wytłumaczenie jest tylko jedno: potrafi sprawować kontrolę nad otaczajacą go iluzją!
Zaraz, zaraz, jeżeli wszystko jest tylko złudzeniem - dedukował dalej - a ja jestem prawdziwy... A to znaczy, że jestem jedyną naprawdę żyjącą istotą, a to wszystko jest tylko wytworem mojej wyobraźni!
W tej chwili miał wrażenie, że gdyby Bóg istniał to tak właśnie by się czuł, jedyny prawdziwy wsród stworzonej przez siebie iluzji.
Ale skoro tak jest - pomyślał na głos - to znaczy, że JA JESTEM...

4

...JESTEM BOGIEM! - wykrzyczał jej prosto w twarz.
- Jak możesz twierdzić, że nim jesteś?! - Wychrypiała, prawie się dławiąc. Jej ciałem wstrząsały spazmy, chciała wymiotować, ale nie miała czym. Żołądek był pusty.
- Bo jestem stwórcą tego wszystkiego. Bo mam uczucia, bo jestem świadomy, bo myślę!
- Ja też myślę i czuję!
(Kto pierwszy umrze ja czy ta ćma?)
- Tak ci się tylko wydaje. Jesteś jak aktorka w filmie. Niby są uczucia, ale są one tylko projekcją na ekranie. Zrozum dziwko, że nie jesteś prawdziwa. Jesteś tylko interaktywną iluzją w moim filmie. Nie wiem czemu, ale stworzyłem to wszystko. Stworzyłem ten świat, tą iluzję i sam siebie tu zesłałem. Chyba musiało mi się suko kurewsko nudzić i możesz wierzyć lub nie, ale gówno mnie obchodzi czy mi wierzysz, czy nie! Zresztą dlaczego ja się tłumaczę wytworowi mojego umysłu?

O Boże to świr - pomyślała czując jak zgroza wbija się swym cienkim, długim ostrzem, w szaleńczo trzepoczące pod żebrami serce - nie mam szans! O Boże, Anna! Boże nie pozwól by moja córeczka została sama! Proszę ocal mnie dla niej! Nie pozwól by została sierotą. BŁAGAM!

Podszedł do stołu i wziął nóż.
- Prosze nie rób tego. Proszę! Ja mam córkę! Ona ma tylko mnie. Proszę!
Teraz będzie najprzyjemniejszy moment. Uwielbia chwilę gdy z ciała uchodzi iluzoryczne życie, wtedy czuje się jeszcze prawdziwszy, utwierdza się w swej boskości jako pan życia i śmierci. Podszedł do mamroczącej coś pod nosem, szarpiącej się kobiety. Przyłożył zimne ostrze do gładkiej powierzchni jej brzucha. Chyba chciała krzyczeć ale nie była w stanie przez ścisnięte gardło. Zaczął powoli dociskać. Nóż zagłębił się w ciało, jak w tort urodzinowy. Przyjemnie mu się to kojarzy - jak był dzieckiem to tylko w urodziny nie doznawał od żadnej iluzji krzywd.
To było takie fajne. To było takie fajne! TO BYŁO TAKIE FAJNE!
Tylko wtedy traktowano go poważnie i tylko wtedy inni byli dobrzy, a na codzień był dla nich tylko głąbem, nieukiem i przyczyną wszelkich trosk. Jaki był wtedy ograniczony, że nie zdawał sobie sprawy z tego kim jest. Przecież mógł ich ukarać, zabić tych bluźnierców, wszystkich!

Kobieta była martwa. Z jej trzewi wypływały parujące, oślizgłe wnętrzności. Mężczyzna zonanizował się, po czym poprzecinał więzy. Zwłoki z głuchym plaśnięciem upadły na ziemię. Schylił się i złapał kobietę za włosy, po czym zaczął ciągnąć trupa do sąsiedniego pomieszczenia, zostawiając krwawy ślad upstrzony strzępkami wnętrzności. Wrzucił ofiarę do dołu i zalał betonem.
To już dwudziesta - pomyślał - coraz mniej mnie to bawi, zawsze jest tak samo...

5

A jednak będzie go to bawiło jeszcze przez kilka miesięcy. Zabije kolejnych siedem kobiet stosując coraz wymyślniejsze tortury, by wzmocnić doznanie wszechmocy i poczucie, że jest jedyną rzeczywistą istotą - zanim policja wpadnie na jego trop i dokona aresztowania. Odbędzie się proces. Z powodu choroby psychicznej nie zostanie skazany na karę więzienia, lecz skierowany na przymusowe leczenie. Gdy wyprowadzą go z sądu zostanie zastrzelony przez zrozpaczonego ojca jednej z ofiar. Odkryje w tej jednej krótkiej chwili, gdy będzie umierał, że NIE JEST BOGIEM! NIE JEST WSZECHMOCNY! JEST ŚMIERTELNY!
JEST
TYLKO
CZŁOWIEKIEM!
A pozory mylą...



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -