Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Pułapka wyobraźni

Kamil Janowski

Od autora

Drogi czytelniku, życie obfituje w różne, dziwaczne sytuacje. Chociaż wszystko, co teraz przeczytasz, jest wyłącznie wytworem wyobraźni, Twoim wyłącznie interesem jest, czy w to uwierzysz, czy też nie. Opowiadanie to w prosty sposób ukazuje jak w sposób „łańcuchowy”można powiązać składnie wielowątkową akcję, nie gubiąc przy tym głównego wątku. To jest normalne. Ja jedynie podaję ci na „srebrnej tacy, intensywny przekaz myślowy” jakim nazwałem to krótkie opowiadanie. Jeżeli zrozumiesz ten zlepek słów, będzie to jedynie oznaczało iż dałeś się złapać w „Pułapkę wyobraźni”. Czy uwierzysz w zawarte na tych stronach słowa? Z całej, tej opowieści i wszystkich innych morał jest następujący, -„Wszystko to jest tylko intensywnym przekazem słownym, płynącym z wyobraźni człowieka, który to wymyślił.” –Bądź, co bądź pułapka wyobraźni zadziałała prawidłowo. Jednak czy dałeś się w nią złapać, wiesz tylko Ty. Ja jestem tylko „marionetką w rękach niewidzialnego Boga. Zabawką, która dzia³a poœród pewnego programu. Twoj¹, osobistą sprawą jest czy dasz się wciągnąć w wir niesamowitych wydarzeń. Czy uwierzysz w mój świat, to, co z góry Ci narzucam. Jak w świat z góry ustawiony przez Boga.


Wyobraź sobie, że siedzisz teraz na głębokim, skurzanym fotelu. Twój spokój wydaje się być niczym niezmącony. Zamykasz swe, zmęczone oczy. Twoje, umęczone ciało w końcu odpocznie. Sen nadchodzi po krótkiej chwili.-„ Nadal siedzisz na swym, skurzanym, miękkim fotelu. Ale co się dzieje? Nagle czujesz, że jego stuktura rozchodzi się na dwie strony a ty wpadasz do jego środka. Jak się później okazuje, jest to inny swiat. Świat twojej, chorej na wskroś wyobraźni. Czeluść piekielna ogarnia twoją duszę. Przechodzisz tam niewyobrażalne męki. Nie jest to już męka cielesna lecz duchowa. O wiele większa i bardziej bolesna. Twój Umysł teraz przeżywa męki innych. Tych, wszystkich, którym wyrządziłeś krzywdę.
Twój umysł przenika jego miękką strefę. Z ciemności wchodzisz teraźniejsze czasy. Znajdujesz się teraz przezroczystej kuli. Nie ma ona żadnych otworów, za to rozmiary są wystarczające aby pomieścić twoje ciało. Najdziwniejszy, a może wcale nie, jest fakt iż wisisz bez jakichkolwiek lin. Patrzysz wokół siebie. Za jej przezroczystą materią, widzisz jakieś lasy, nic więcej Nie wiesz na jakiej części kuli ziemskiej się znajdujesz. Woda zaś to jakieś wielkie jezioro a może nawet morze. Pomimo iż z góry dostrzegasz całą panoramę, owej okolicy, nie dostrzegasz tam nic prócz lasów. Na każdym niemal centymetrze. Nagle z zawrotną prędkością, zaczynasz spadać w dół. Kręcisz się nerwowo, nie pojmując, co się dzieje. Wpadasz do wody, ciężar kuli rozchlapuje ją na boki, burząc przez to jej nienaruszoną wcześniej strukturę. Najważniejszy jest fakt iż pozostało ci jakieś trzydzieści procent powietrza. Łapczywie łapiesz kolejne oddechy. Zachłystujesz się nim, tylko po to aby jak najdłużej utrzymać się przy życiu. Kula opada coraz głębiej, na dno. Widmo niechybnie zbliżającej się śmierci, wisi nad twoją głową. Z sekundy na sekundę, jest ci coraz duszniej. Kulisz swe, chude ciało. Momentalnie zapada ciemność.”- Nagle budzisz się. Cieszysz się, że nadal żyjesz, ale czy na pewno to jest ten sam fotel, na którym spałeś?-„ Nie, znajdujesz się teraz krześle elektrycznym. Przypięty skórzanymi pasami, nie możesz się nawet poruszyć. Zaciskasz pięści z ogarniającego cię przerażenia. Na twoich rękach zaczynają pojawiać się grube żyły. Ból, umiejscowiony, na środku twej głowy, pulsuje w rytmie pracy serca. Czujesz, że miarowo rozchodzi się on na oba płaty czaszki. Strach i napięcie wciąż królujące w umyśle, sprawia, że twoje zwieracze powoli puszczają. Majtki w jednej chwili stają się mokre od nadmiaru moczu. Łzy również dają znać o swym istnieniu. Ich duże krople wraz z potęgującym się zapachem potu, ściekają na twe kolana. Nagle czyjaś ręka łapie za włącznik prądu. Źrenice w jednej chwili rozszerzają się. Z twoich niemych dotychczas ust wydobywa się ryk, słowo zaś które wypowiadasz brzmi- „nie”. –Ręka powoli opada na dół. Twoje ciało jest teraz wstrząsane tysiącem śmiertelnych wolt. Coraz szybciej. Prąd jest tak silny, że pali twą skórę. Wstrząsy sprawiają iż przegryzasz sobie język. Z twoich ust wychlapuje krew. Słyszysz obijający się pomiędzy uszami śmiech. Wyjesz z ogarniającego cię bólu. To już koniec. Bynajmniej tak ci się wydaje.”- Budzisz się, znowu na swym fotelu. Chcesz otworzyć oczy, jednak okazuje się to bardzo trudne. Powieki są ciężkie niczym dwa odważniki. Męczysz się coraz bardziej. Najdziwniejszy w tym, wszystkim jest fakt iż w żaden sposób nie możesz się ruszyć z miejsca. Palce i oczy są to jedyne części ciała jakimi możesz poruszać. Twoje serce bije coraz szybciej. W twojej głowie przepływają tysiące myśli.-„ Jedną nich jest ta, która mówi ci, że odpływasz w inne realia ziemskiego świata. Twój oddech jest bardzo szybki. To jest jeden, wielki szok. Leżysz w karetce pogotowia. Jedzie ona bardzo szybko. Zemdlałeś, ktoś próbuje ci pomóc, bynajmniej tak ci się zdaje. Ktoś do ciebie podchodzi Ma jednak złe zamiary. Twoje oczy widzą wszystko przez grubą warstwę mgły. Widzisz, że bierze do ręki jakieś szczypce. Nerwowo kręcisz głową. Twoje oczy, zdradzają czychające pod powiekami przerażenie. Kręcisz się na noszach tak bardzo,że spadasz na dół. To jednak nie zniechęca napastnika. Ciężkim butem, na twarzy, zatrzymuje twe ruchy. Próbujesz się uwolnić, ale wiesz, że to jest niemożliwe. Z szyderczym uśmiechem na ustach łapie za twoje jelita. Ściska je i wyrywa, jedno po drugim. Ból sprawia, że tracisz przytomność. Twoje wnętrzności pływają we krwi. Otwierasz oczy i leżysz teraz na łóżku przypięty skórzanymi pasami bezpieczeństwa. Jesteś umysłowo chory. Zdradzasz oznaki obłąkania. To jest jakiś rodzaj psychozy maniakalnej. Wierzysz w jakiegoś niewidzialnego boga, skoro wszyscy na kuli ziemskiej wiedzą, że aby przeżyć wystarczy zabić kolejnego mieszkańca kuli ziemskiej, którą zamieszkują. Na około twego łóżka stoją teraz lekarze w białych fartuchach. W pomieszczeniu czujesz znieanawidzony przez ciebie zapach lizolu. Kręcisz się nerwowo, chcąc się wydostać. Wszelkie próby spełzają na niczym. Niczym w narkotycznym transie, wypowiadasz następujące słowa.- „Jestem śmieciem ludzkim. Zwykłą szmatą, stworzoną tylko po to aby ktoś mnie dobił.”- Wyjesz, bardzo głośno. Jak każesz tak się też staje. Lekarze spełniają twe żądanie. Wyjmują ze swych kieszeni pistolety kaliber czterdzieści cztery. Każdy strzał jest jak, nie tego nie można chyba z niczym porównać. Twoje, nagie ciało rozpruwają kolejne kule. Leżysz teraz napełniony ołowiem, na stole w kostnicy. Jeszcze jeden człowiek wypałniający swój obowiązek. Wyjął już wszystkie. Trzydzieści kul, jak trzydzieści dni miesiąca”. –Budzisz się ponownie aby zaraz ponownie zasnąć. Nie panujesz nad tym. To jest silniejsze od ciebie.- Leżysz teraz w na łóżku. Twoja postać, wcieliła się w tym momencie w postać kobiety. Młodej, dwudziestoletniej blondynki. Twój umysł jednak pozostaje na swoim miejscu. Leżysz na łóżku, przywiązany sznurami. Twoje ręce nerwowo poruszają się. Do pokoju wchodzi jakiś męszczyzna. Zbliża się do ciebie. Zdejmuje z siebie spodnie i bieliznę, obnażając się tym samym. Nie podoba ci się ten widok. Kładzie swe ciało na tobie. Liże każdy najmniejszy nawet kawałek twego ciała. Wzdrygasz się, ale nic oprócz tego. Nagle zaczyna w ciebie wnikać. Czujesz go w sobie. Odraza opanowuje twe ciało. Krzyczysz aby przestał, ponieważ sprawi ci ból. On jednak cię nie słucha. Ból staje się coraz większy. Plujesz na niego, aby tylko wyrazić to, co do niego czujesz. On jednak się tym nie zraża. Śmieje ci się w twarz, ryczy. Gdy już jego żądze są zaspokojone, odchodzi z nie gasnącym uśmiechem na ustach. Dziwny w tym, wszystkim był fakt iż nie odstręczał go twój widok. A jest on napradę brzydki. Na twej twarzy, znajdują się czrwone krosty, wielkości gałki ocznej. Są bardzo swędzące. Gdy odważasz się aby podrapać jedną z nich, ta pęka, wylewając na zewnątrz białą maź. Czujesz chwilową ulgę. Ale inne krosty również swędzą. Maź, spływa, po ranie, na szyję, tworząc w tym samym następną krostę. To jest straszne. Drapiesz się po następnych, te pękają. Maź wypływa, przy okazji wypalając twą skórę, niczym kwas solny. Skóra odchodzi płatami od kości. Wyjesz z ogarniającego twe ciało bólu. Kolejne, nowo powstałe krosty, również swędzą. Drapiesz się, wiedząc, że już niewiele pozostało na tobie wolnego ciała. Odruchowo drapiesz się po kroście, na prawej piersi. Maź dostaje się do twego serca.”- Twoje usta i oczy zamierają w niemym krzyku i tak właśnie umierasz po raz kolejny. Niestety, a może nareszcie, okazuje się iż twoje ciało leży w lodówce kostnicy. Czy to już koniec? –„ Twój dotychczas uśpiony umysł budzi się. Odczuwasz w tym momencie przenikliwe zimno. Ogarnia ono twoje ciało. Nie wiesz po pierwsze w jaki sposób jeszcze żyjesz, a po drugie jak wydostać się z tego koszmarnego pomieszczenia. Kopiesz w drzwi lodówki. Nikt jednak ich nie otwiera. Czujesz, że powoli zamarzasz. Temperatura twego ciała spada do niebezpieczengo stanu. Dwadzieścia stopni. Funkcje życiowe twego ciała ustają.” –Gdy już jesteś przekonany niemal, na sto procent o pewności swej śmierci, twoja, chora psychika płata ci kolejnego figla.- „Leżysz teraz w wąskim pudełku. Tam gdzie się znajdujesz, jest bardzo ciemno. Już wiesz, to jest trumna. Jedyne czym możesz jeszcze poruszać, jest to głowa jak również palce rąk i nóg. W środku jest bardzo duszno. Twój oddech jest bardzo ciężki, zresztą jak zawsze w takich chwilach. Nagle czuje, że coś pełza ci po nodze. Posuwa się wolno, ale miarowo do przodu. Również na ręku wyczuwasz, że nie jesteś sam w tym pudełku. Gdy trzeci, nie znany ci osobnik wpełza na twoje, spocone czoło, już wiesz, że są to jakieś robaki. Po szybkości ich poruszania, wnioskujesz iż są niewielkich rozmiarów. Potem następny, na brzuchu, jest ich coraz więcej. Wchodzą ci na twarz. Po kilkunastu sekudach jest ich cały rój. Rój obślizgłych robali, pełzających po twym, nagim ciele. Wchodzą wszędzie: do nosa, co w znaczący sposób utrudnia mu swobodne oddychanie. Gdy na powrót zaczyna oddychać ustami, tam również się wślizgują. Nie oszczędzają żadnej, najmniejszej nawet szpary. Uszy, tam jest najgorzej, wnikają do nich wświdrowując się. Ból jest niesłychanie wielki. Sprawia, że bębenki pękają, wyjewając z siebie pusującą krew. To oznacza gotowość do ataku. Robaki niczym w szaleńczym amoku rzucają się w kierunku krwi. Piją ją, stając się od tego grubsze. Niczym komary, albo muchy. Jest ci coraz trudniej oddychać. Wyjesz z bólu, co sprawia,że twoje, spierzchnięte dotychczas usta pękają. Krew drobną strużką wypływa z ich kancików. Czujesz jak oszalałe robaki, z bardzo dużą szybkościa przesuwają się po swój pokarm. Wgryzają się głębiej w ciało aby tylko wyssać więcej krwi. Ich malutkie, zdawałoby się nic nie znaczące ząbki, niczym tarka zdzierają naskórek i w bardzo powolnym tępie drążą maleńkie dziurki, w poszukiwaniu twojej krwi. Przez uszy dostają się do twojego mózgu. To naprawdę już koniec. Umierasz, robaki wgryzają się w jeden z najważniejszych organów u człowieka. Krew wylewa się na twoją twarz, a robaków z minuty na minutę jest coraz więcej i więcej.
Odpływasz całkowicie. Co prawda nie wiesz jeszcze gdzie ale święcie wierzysz, że tam dokąd podąż twoja, duchowa opoka, będzie o wiele lepiej niż w śnie, który nieubłaganie zmierzał do nieskończoności.






Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -