Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




PRZEKLĘTY TANIEC

Marek Kausner

Niniejszy tekst to tak naprawdę zbiorek krótszych opowiadań, które objawiły się w mojej głowie na przestrzeni ostatnich miesięcy. Niektóre z nich to eksperymentalne szorty, inne są nieco dłuższe, ale opierają się na podobnej konstrukcji. Traficie tu na dziwaczne science fiction, krwawy horror i erotykę, wszystko wymieszane w jeden upiorny koktajl. Ci z Was, którzy znają moje poprzednie teksty, niech czują się zaproszeni i wzmogą cierpliwość. Pozostali: świat mroku Marka Kausnera otwiera się przed Wami. ;) Oddaję teksty pod Waszą rozwagę, ale ostrzegam: bądźcie czujni!


PIERWSZY TANIEC: NIE PATRZ NA NÓŻ!


Tato, przecież prosiłem.
Tato, odłóż tę butelkę. Nie będzie z tego nic dobrego. Znowu uchlejesz się do nieprzytomności i będę musiał cię wciągnąć na górę, do łóżka.
Mama dłużej nie daje rady.
Powiedziała, że… Chyba nie chcesz tego słyszeć. Dość powiedzieć, że była to groźba. Wiesz sam, co dalej.
A więc…
Jak to wyrazić…
Musimy się zastanowić. Musimy zrobić coś, by było tak jak dawniej, lub aby przynajmniej nie było tak jak teraz. Mam już dosyć tego, że codziennie idę do szkoły i po drodze zastanawiam się, czy będziesz w domu, czy nie.
Musisz odstawić butelkę.
Przecież ja się zmieniłem. Chciałeś, abym przestał się wciąż obijać, a ja przestałem. Na twoją prośbę. Zapytaj mamy. Leży teraz w piwnicy, nogi ma skute łańcuchem i cieszy się. Tak. Cieszy się, że wasz syn nareszcie umie o siebie zadbać. No i to właśnie chcę zrobić. Zmuszę cię do posłuszeństwa.
Widzisz ten nóż? To będzie moja pomoc naukowa. Pomoże ci dokonać właściwej decyzji… Spokojnie.
Spokojnie.
Nie krzycz, tato. Nie krzycz, przecież chcę ci pomóc.
Krycie się po kątach nic nie daje. Nauczyłem się tego, kiedy byłem tak mały, jak ty teraz. I też – taki bezbronny.
Nie czuję wyrzutów. Musiałem to zrobić. Kiedy system jest chory, potrzebny jest przewrót, by go uzdrowić. Dlatego mama jest w piwnicy i płacze że szczęścia. Ze szczęścia, że panuję nad sytuacją i nic już mi nie zrobicie. Nienawidziłem was. I ciebie też nienawidziłem. Ale to się zmieni. Wy się zmienicie.
Chodź, tato.
Daj sobie pomóc. Nie patrz na nóż.
Nie patrz na nóż.


DRUGI TANIEC: GŁODNI


Dziewczyna weszła do pokoju i zamknęła za nim drzwi, ze sztucznym uśmiechem na stałe przyczepionym do twarzy, jakby zapomniała, że nie płaci jej za dobre maniery ani miłe nastawienie, ale możliwość posiadania jej ciała na własność przez tę jedną jedyną noc. Mężczyzna był podniecony, jego oddech poświstywał cicho, a serce biło w piersi jak u małego zwierzątka. Najpewniej nie będzie próbował najpierw z nią porozmawiać, tylko od razu zdejmie spodnie i przejdzie do rzeczy, pozwalając naturze zapanować nad cywilizowanym umysłem.
Znała już takich jak on, na co dzień uporządkowanych i perfekcyjnych, lecz nocą, w ramionach kochanki, przemieniających się w kierowane ślepą żądzą potwory. W pewnym sensie nawet ich lubiła. Część tych mężczyzn była dość przystojna (tak jak ten przed nią, który uroku nie pozazdrościłby hollywoodzkiemu amantowi), zdecydowana większość bardzo bogata i wszyscy bez wątpienia świetnie radzili sobie w łóżku.
Spojrzała na nowego klienta, który wyszedł właśnie z łazienki (poszedł ostatni raz umyć twarz i dłonie, a potem jeszcze przeciągnąć mokrą ręką po włosach – ideał do samego końca). Mężczyzna usiadł na motelowym łóżku, które o dziwo nie zajęczało ani nie zapadło się do środka. Lokum nie było najwyższej klasy, ale dziewczyna nie przeszkadzała sobie. W końcu, spędzi tu tylko jedną noc.
Mężczyzna był teraz w samych bokserkach, a kurtyzana mogła już wyraźnie dostrzec jego żądzę. Zbliżyła się ostrożnie, nadal się uśmiechając. Czekała, aż wyda jej jakieś polecenie, ale póki co nic nie mówił – rozpinał tylko guziki białej koszuli, potem zrzucał ostrożnie marynarkę, by wreszcie zostać w samych bokserkach. Spojrzał na nią krytycznie.
- Rozbieraj się – warknął opryskliwie. – Nie mam całego czasu na tym popieprzonym świecie.
- Cokolwiek każesz – odparła.
Wolno rozpięła sukienkę i zrzuciła na ziemię. Jej ruchy były tak szybkie, że niemal niezauważalne. Mężczyzna powiódł wzrokiem po szczupłej figurze i miękkich, zaokrąglonych liniach ciała, po czym westchnął z czymś na kształt zadowolenia. Wydawał pomruki jak zwierzę, zaś jego oddech stopniowo przyspieszał. Był teraz na krawędzi przyzwoitości i podniecenia, wahając się jeszcze przed przekroczeniem granicy, choć nagły wybuch wydawał się nieuchronny. Ciekawe, czy się na mnie rzuci, pomyślała dziewczyna.
- Zacznij się dotykać – rozkazał mężczyzna.
Wypełniła polecenie. Najpierw przesunęła długimi, pewnymi palcami artystki po płaskim brzuchu, gładząc lekko białą skórę koloru świeżego mleka, potem bardzo powoli dotknęła koniuszków piersi, aż różowe sutki zesztywniały lekko. Przyspieszała ostrożnie, dalsze ruchy stawały się bardziej sprężyste i zmysłowe. Posuwiście, delikatnie masowała się pomiędzy udami, obejmowała dłońmi piersi i kreśliła linie na nagich biodrach.
Klient wyciągnął z bokserek członka i zaczął go masować jedną ręką, uśmiechając się nieprzyjemnie.
Potem pociągnął ją bez skrupułów na łóżko i nakazał stanowczo, aby usiadła na górze i wzięła go do środka. Nabrała powietrza do płuc i rozpoczęła pracę bioder, falując płaszczyzną brzucha oraz wewnętrzną stroną ud, aż wciągnęła go aż do samego końca, fantastycznie wręcz głęboko. Miał orgazm po półgodzinie. Odpoczywali w ciężkim milczeniu przez pewien czas, a potem miał ją znowu. Tym razem kazał jej się położyć na brzuchu i brutalnie wszedł w nią od tyłu. Trwało to parę minut, a potem odwrócił ją i czym prędzej skończył, oblewając odsłonięte piersi spermą.
Musiała czekać prawie pół nocy, zanim w końcu zasnął.
Długo nie miała pewności, czy już odpłynął, czy może tylko odpoczywa parę chwil z zamkniętymi oczami. Nie robiła żadnych ruchów, póki oddech mężczyzny nie stał się miarowy, rytmiczny, a jego organ nie pozostał miękki, obwisły. Po kilku minutach jej cierpliwość została nagrodzona – klient otworzył usta i wydał z siebie bardzo nieprofesjonalne chrapnięcie – co oznaczało, mogła już przejść do działania. Ostrożnie wstała z łóżka i stanęła nagimi stopami na chłodnej posadzce. Czym prędzej przeszła na dywanik, żeby nie złapać przeziębienia bądź, co gorsza, grzybicy stóp (pod żadnym pozorem nie wierzyła w czystość motelu).
Była zadziwiająco, nadnormalnie spokojna. Czasami ta potworna obojętność drażniła ją, a czasami zwyczajnie przerażała. Robiła coś nieludzkiego, godnego kary i najwyższego potępienia. I bała się. Wiedziała, że to nie to samo, co prostytutki okradające swoich klientów podczas snu. Tamto było jedynie zwykłym przestępstwem, zaś ona – podobnych czynów nie mogło usprawiedliwić nic. Jednak w rodzimym mieście kazali jej wypełnić misję. Po to tu się znalazła, po to w ogóle przyleciała na tę planetę. Nie mogła się wycofać.
Podeszła wolno do swojej ofiary, w dłoni trzymając specjalne ostrze, które od dawna (i już na zawsze) nosiła ze sobą pod dnem torebki. Nachyliła się spokojnie, jak dobra wróżka czuwająca nad spokojnymi snami, a potem precyzyjnym, chirurgicznym cięciem rozpłatała brzuch mężczyzny na dwoje. Facet nawet się nie obudził, żadna igła bólu nie przerwała mu spokojnego snu. Operacja nie powodowała cierpienia, choć dla ofiary nie było już szans na przeżycie. Dziewczyna musiała zdążyć, nim serce przestanie bić, zwijała się więc i kręciła przy odpychającej pracy.
Najpierw palcami poszerzyła gładkie rozcięcie, odsłaniające sploty ciemnych, parujących wnętrzności. Szybko rozróżniała poszczególne organy, a następnie starannie wyjmowała i układała na zaplamionym krwią prześcieradle. Musiała rozprostować fragment kiszki, by wyciągnąć te położone najgłębiej, aż koszmarny smród strawionego jedzenia, odsłoniętych flaków i świeżo uformowanego gówna wypełnił jej nozdrza. Grzebała ręką w lepkiej, śluzowatej brei, wymieszanej z niemal czarną krwią, z łatwością odnajdując potrzebne narządy.
Na końcu użyła ostrza jeszcze dwa razy – jednym ruchem odcięła mężczyźnie język, a potem penis. Następnie spakowała świeże zbiory (jej panowie będą uradowani na widok tak okazałej karmy) i wyszła z pokoju. W recepcji nikt nie siedział, a zatem nie kłopotała się zamianą pokrwawionych ubrań.
Musiała teraz udać się na statek.
Tam oczekiwali bracia i siostry, spragnieni krwi i wygłodniali przez długie lata oczekiwania na posiłek. Zasłużyli na dzisiejszy połów, aby potem znów odlecieć do gwiazd i dryfować, dryfować tak długo, aż znajdzie się inna planeta, inny gatunek, no i zupełnie inny rodzaj pożywienia.


TRZECI TANIEC: PAMIĄTKA Z PRZESZŁOŚCI


Zwłoki unosiły się w próżni niczym balon napełniony powietrzem. Naokoło migotały jasne światła miliarda gwiazd, zaś czarne milczenie kosmosu przypominało chwilę ciszy na pogrzebie, kiedy trumna została już opuszczona do grobu.
Czworo członków załogi obserwowało lewitującego nieboszczyka z ponurym niedowierzaniem, w samym środku jego nieskończonej podróży przez galaktykę. Stojący po prawej Alfa Jeden kiwnął smutno w stronę żeglującego ciała i rzekł:
- Biedactwo.
- Tak. Musiał wypaść ze swojego statku. – Kapitan westchnął. – Pewnie dryfuje w tej okolicy od dawna…
- Jak myślicie, który to wiek? – zapytała Beta Dwa, która pochodziła z sektora kobiet w ośrodku szkoleniowym kosmonautów na DV-63N.
- Dwudziesty pierwszy, najwcześniej – zawyrokował Alfa Jeden.
- Kapitanie?
Stojący za nimi dowódca uniósł głowę i potrząsnął nią, jakby właśnie pozbywał się jakiegoś niezbyt przyjemnego wspomnienia. Wiedział, że ludzkie ciało w przestrzeni kosmicznej może przetrwać praktycznie dowolnie długo, a przecież nie mogli zostawić tego nieszczęśnika na pastwę losu.
- Dwudziesty pierwszy wiek – powiedział. – Co za prymitywne czasy. Wtedy moi pradziadowie i ich pradziadowie nadal jeszcze tkwili na tej cholernej, niebieskiej planecie.
- Ziemi?
Alfa Jeden nigdy nie pamiętał dobrze tej nazwy. Była już tak przestarzała, że większość uznawała ją za bezwartościową. Taka zresztą była też sama planeta, do cna wyeksploatowana ze wszystkich złóż i surowców. Miejsce to, oraz otaczające je układ, nazywano od roku 2343 „martwą strefą”. Nie mieściło się tam nic, istniało za to spore prawdopodobieństwo natrafienia na grad meteorów.
- Tak. Dobrze, że już po wszystkim. Ten tutaj – to jak okaz muzealny, wyjątkowo rzadki eksponat. Pewnie nieźle zachowany, ale niewiele mnie to obchodzi. – Po tych słowach spojrzał na Betę Dwa. – I co?
- Nie możemy go tutaj tak zostawić. To jest trasa statków wycieczkowych. Na pewno popsułby komuś humor.
- Słusznie.
Kapitan przypatrzył się uważnie umarłemu, unoszącemu się w ciemnej pustce jak nadmuchana lalka w białym kombinezonie. Gdyby nie blada, zniekształcona gęba przyciśnięta do maski, byłby nawet zabawny. Komiczny.
- Przepuście go przez silnik C – powiedział dumnie kapitan. – Z biedaczyska zostanie tylko krwawy pył. – I roześmiał się serdecznie wraz z załogą.


CZWARTY TANIEC: PRZEKLĘTY TANIEC


Rafał Turner miał przedziwne wrażenie, iż świat wokół niego zniknął, tak po prostu rozpłynął się w tętniącej fali kolorów i rozmazanych plam. Nowa rzeczywistość była o wiele bardziej zmysłowa, jakby podświadoma, emanowała ciepłem roztańczonego tłumu i emocjami wirujących jak w kalejdoskopie par. Cudownie nierealny fresk fizycznych doznań, migoczących świateł i niezwykłych zapachów wypełnił jego ciało i umysł, i jakkolwiek dziwacznie to brzmiało, stał się z nim jednością, całością, pełnią w najwyższym wymiarze. Turner był na haju, nie tylko dlatego, że od paru minut palił jednego skręta za drugim, ale również z powodu atmosfery tego miejsca, przenikliwej, gorącej, omdlewającej. Tańczył w samym środku falującego tłumu, mając uczucie, iż uczestniczy w czymś pozaziemskim i ponadzmysłowym, surrealistycznie wspaniałym i jednocześnie przerażająco obcym. Znajdował się w środku niebezpiecznego wiru, zaś wokoło poruszały się ekstatycznie sylwetki ludzkie, oddane bez woli erotycznej mocy tańca, pogrążone w nieustającym ruchu. Jasny blask wielobarwnych świateł stapiał się z powietrzem.
- Jeszcze nie masz dość? – nagle usłyszał w uchu bezgłośny krzyk Ali, który wydawał się tonąć w bezkresnym morzu muzyki i stóp bębniących w zapamiętaniu na lśniącej podłodze. Chwilę później dał się słyszeć także ulotny śmiech, równie nierealny, co śpiew dzikiego ptaka pośród nocnej ciszy. Turner chciał nań odpowiedzieć, lecz usta nie formowały słów, a jedynie otwierały się bezradnie i zamykały w owym szalonym, tanecznym uniesieniu. Znowu poczuł gorący dotyk jej miękkich warg, najpierw na odsłoniętej szyi, a potem na rozchylonych lekko ustach. Język Ali wniknął do środka z zapałem, sięgając ku podniebieniu i bawiąc się z nim, podczas gdy zgrabna dłoń niczym motyl pieściła pulsujące energią krocze. Dotknęła go tam pierwszy raz; dopiero teraz zdał sobie sprawę z własnego podniecenia. Czując rosnące pożądanie, drgnął lekko i pochylił głowę, chcąc ukryć zarumienioną z zawstydzenia twarz. Ala łagodnie ujęła go za brodę i uniosła ją do góry, by wejrzeć w niego swymi głębokimi, ciemnymi oczami, nie pozwalając nawet na moment wahania. Była wspaniała, chociaż właściwie nie wiedział dlaczego. Nie znali się przedtem, nie byli nawet przyjaciółmi czy – jak to się mówi? – znajomymi z widzenia. Całkowicie obcy, zetknęli się nieoczekiwanie dwa dni temu, zaś ona przygarnęła go niespodziewanie i uczyniła swym… no właśnie, kim? Turner nie potrafił tego rozszyfrować, tak samo jak nie panował już więcej nad własnymi emocjami i odczuciami. Ogarnął go taniec, ekstatyczny i błogi, poruszający do głębi niczym pierwszy stosunek z dziewczyną. W powietrzu czuło się zapach cudzych ciał, rozszalałych żądz i seksu, a myśli ulatywały z głowy jak papierowe aeroplany na silnym wietrze, żeglując ku żółto-purpurowemu horyzontowi podniecenia. Turner bez wahania pozwolił Ali znowu się pocałować, uczuł łagodny dotyk jej warg na odsłoniętej szyi, a ciepły oddech zmierzwił mu włosy. Było w tym pocałunku coś – nie do końca potrafił to zdefiniować – co zmroziło mu krew w żyłach, lecz jednocześnie go podnieciło... W przypływie radości uniósł głowę i zlustrował wzrokiem pogrążoną w mroku salę, rozjaśnianą jedynie przez rzadkie błyski kolorowych świateł pod sufitem. Ludzie tańczący wokoło przypominali kłębowisko wijących się węży.
Nie, wcale nie.
Bynajmniej. To nie może być tak. Turner odrzucił tę nieprzyjemną myśl, odwrócił się do Ali i przywarł do niej w rytmicznych, miarowych podrygach, przypominających drgawki, podczas gdy dziewczyna tak wspaniale ocierała się o jego tors, rozbudzała zmysły, że po chwili całkiem się zatracił.
- Nie jesteś zmęczony? – zapytała, niby przypadkiem przyciskając do siebie jego erekcję, aż pociemniało mu w oczach od pożądania. Był napalony, twardy i rozgrzany jak kawałek stali wyjęty z pieca hutniczego. – Ja ani trochę! – krzyknęła zaraz potem radośnie i odrzuciła głowę w tył, chłoszcząc powietrze burzą brązowych, lśniących włosów. – Mogłabym tak tańczyć do rana, Rafał. Proszę, czy będziesz tu ze mną tańczył do rana?
W tle zabrzmiał jakiś krzyk, był jednak zbyt ulotny by przedrzeć się poprzez burzę żywiołowej muzyki. Wydawać by się mogło, że pobrzmiewał w nim nieokreślony lęk lub cierpienie, ale nic nie było tutaj pewne. Na imprezach ktoś krzyczał prawie cały czas, ale nigdy nic to nie znaczyło.
Ala wciąż patrzyła na Turnera z wyczekiwaniem.
„…Proszę, czy będziesz tu ze mną tańczył do rana?” Te słowa brzmiały trochę jak wyzwanie. Czy miał je przyjąć…? (Jakiś mroczny dźwięk pobrzmiewał w tle. Przez muzykę przebiła się fałszywa nuta, brzęcząc natarczywie i głęboko, ale nikt jej nie usłyszał.) Ala czekała.
- Pewnie! – zawołał, choć nie miał pewności, że usłyszy go pośród szalejącej wrzawy. Był gotów tańczyć z nią do końca świata, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Zapali jeszcze jednego skręta i zapomni o życiu, o obowiązkach, o powinnościach – będzie tu i teraz na zawsze, przytulający jej doskonałe, smukłe ciało, i smakujący raz za razem tych miękkich, wilgotnych warg, pałającego gorącem języka. Ala ze śmiechem rozpięła mu rozporek i sięgnęła po rozpaloną twardość członka, świadomie wywołując silne dreszcze podniecenia. Stał się teraz całkowicie uległy, podporządkowany delikatnym ruchom jej małej dłoni, wolno pieszczącej masyw erekcji, czasami jedynie swobodnie głaszczącej, wywołującej przyjemne łaskotanie, a czasami przechodzącej do mocnego i bezkompromisowego masażu. Jego penis był sztywny i gorący, spurpurowiały, kiedy długie palce przesuwały się wzdłuż pulsującego trzonu, powodując piekące napięcie, nieubłaganie przybliżając spektakularny koniec.
„Czy będziesz tu ze mną tańczył do rana?”
Rafał milczał w pełnym podniecenia napięciu, a wszelkie dźwięki z zewnątrz dobiegały do niego niczym echa na dnie kamiennego szybu, złudne, ciche i zniekształcone. W pewnej chwili usłyszał coś jakby błaganie, ale może to muzyka zawróciła mu w głowie i zaczął słyszeć rzeczy, które nie istnieją.
Proszę, proszę… - zabrzmiało gdzieś w oddali. Ale czy na pewno? Kto mógłby wydawać z siebie ten głos, tak rozpaczliwy, przejęty grozą?
Proszę…
Dziewczyna przywarła mocno do Turnera, objęła jego plecy jedną ręką, i całując go prosto w usta, kontynuowała zabójczą pieszczotę, przygniatając erekcję płaskim brzuchem, falując wyłaniającymi się spod „małej czarnej” udami. Chłopak czuł dotyk jej miękkich, nie za dużych i nie za małych piersi i jak przez mgłę widział wręcz szokująco obszerny dekolt w obcisłej, czarnej sukience. Ala całowała go w szyję, a on odchylił głowę i sapnął w sufit, jednocześnie rozglądając się z niepokojem po otaczającej ich przestrzeni. Tańczący wokół ludzie w ogóle ich nie dostrzegali, poza tym Ala przywarła do niego szczelnie i trudno byłoby domyślić się, jakiego charakteru nabrały ich pieszczoty. Delikatnie dotknął jej pośladków, potem objął dłonią miękki biust, by wreszcie wsunąć palce za rozcięcie w sukience i gładzić wewnętrzną stronę ud. Skórę miała doskonale gładką i przyjemną w dotyku. W miarę jak ją pieścił, poczuł emanujące od niej gorąco. Dotknął cienkiego materiału majtek i zaczął muskać ją przez nie palcami, nie wnikając do środka, lecz jedynie łagodnie masując z zewnątrz. Zataczał łagodne kręgi wokół jej rozgrzanego wnętrza, aż po kilku minutach zaczęła miarowo jęczeć i dyszeć w jego ramię. Potem muzyka lekko przycichła i usłyszał, jak szepcze mu do ucha:
- Zrób to. Błagam cię, zrób mi to.
Chciał, o Boże, jak bardzo pragnął jej to zrobić. Był tak sztywny i gotowy, że mógłby kochać się z nią całymi miesiącami.
Z tłumu dobiegł krzyk:
- To pułapka!
Odpowiedziały mu dziwne śmiechy. Sala bawiła się nieprzerwanie, w powietrzu unosił się zapach spoconych ciał, perfum i owocowych szminek. Panowało gorąco tak dotkliwe, że ludzie zdejmowali koszule, rozbierali się do bielizny i krzyczeli wśród radosnej ekstazy. O parę metrów dalej dwie dziewczyny (zapewne w wieku licealnym) cisnęły w powietrze stanikami, prezentując drobne, młodzieńcze piersi o barwie świeżego mleka, z lekko zaróżowionymi sutkami.
Znów czyjś wrzask, tym razem słów nie sposób było odróżnić pośród ogólnego huku i łoskotu muzyki.
Mimo to zabrzmiał on jakoś… rozpaczliwie.
Turner jednak nic nie słyszał.
Nacisk dłoni na członku zwiększył się, a masaż stał się boleśnie brutalny, lecz tego właśnie potrzebował. Przyjął natężenie tempa z rozkoszą, czując rozchodzące się wolno cudowne pieczenie, zwiastujące zbliżanie się do szczytu. Pocałował ją w usta – nawet na moment nie przestała pomrukiwać z rozkoszy – i palcami odsunął materiał majtek, by móc swobodnie wniknąć w jej wnętrze. Przywitała go okrzykiem, a potem oplotła poruszającą się rytmicznie dłoń udami, aż zdziwiło go jej zaangażowanie i siła narastającego podniecenia. Czuł gorącą wilgoć pod opuszkami palców, więc wsunął je głębiej, i znowu usłyszał okrzyk, a potem przyspieszające sapanie. Penis spuchł i stał się niemal siny, ciemnofioletowy, lecz pomimo tego dziewczyna nie przerywała ani na chwilę. Podniecenie osiągnęło kraniec możliwości.
- Chcę ciebie – powiedziała głośno. – Chcę wziąć cię do ust. Jest taki duży… Och, proszę, pozwól mi to zrobić. – Pocałowała go, odsunęła głowę i westchnęła cicho w przypływie napięcia. – Chcę go poczuć w sobie. Zrobisz mi to?
- Zrobię… - wyjąkał.
Ale było już za późno. Osiągnął orgazm w jej dłoni, sapiąc gwałtownie w łuk nagiego ramienia. Starał się nie drgnąć, nie poruszyć, jednak ciało przeniknęło mimowolne drżenie. Zesztywniał i, oślepiony rozkoszą, spuścił się gwałtownie pomiędzy jej palce. W tym momencie Ala znów pocałowała go w szyję, tym razem jednakże poczuł najpierw jej język, potem miękkość ust, a wreszcie lekki nacisk perłowych zębów.
Jego serce oraz oddech już się uspokoiły, mógł nareszcie odpocząć, jednak ze zdziwieniem spostrzegł, że nacisk na szyję nie słabnie, ale wręcz odwrotnie, nasila się. Chciał zadać jakieś pytanie, tylko nie potrafił odpowiednio go sformułować, udało mu się jedynie ułożyć wargi w pytającą literę O. Teraz wyraźnie już czuł fakturę i kształt dotykających go zębów. Z jednej strony sprawiały mu ból, z drugiej zdawały się działać na niego jak narkotyk. To wyzwanie, pomyślał. Jeszcze jedno wyzwanie Ali. Musi je zdać.
A potem zęby rozdarły mu bok szyi, aż buchnęła fontanna ciemnoczerwonej krwi, oblewając nieskazitelną biel koszuli i zlepiając włosy Ali w ciemne strąki. Rafał wrzasnął z bólu i zatoczył się jak pijany, w panice przyciskając spoconą dłoń do ugryzienia (o Chryste, jak to bolało, jak to kurewsko BOLAŁO!). Zaczął szukać wzrokiem dziewczyny, która go tak urządziła, w sercu czując jednocześnie zawód, strach i bezbrzeżną nienawiść. Ala stała tuż obok, z głową przechyloną na bok i ustami potwornie wykrzywionymi w krwawym grymasie. Jej ciemne oczy pałały żądzą, tak jakby krew wywoływała w niej podniecenie, rodzaj narkotycznego głodu.
- Nie uciekaj, Rafał – powiedziała, zbliżając się powoli jak tygrys okrążający ofiarę.
- Odpierdol się! – zawołał chłopak. – Co do…
W tym momencie, drżąc z nieoczekiwanego zimna i szybkiej utraty krwi, rozejrzał się uważnie dookoła, zaś to co ujrzał zmroziło mu krew w żyłach i spowolniło bicie serca.
Ludzie wokół byli zbryzgani krwią o kolorze mocnego soku wiśniowego, jak lalki pobrudzone ciemną farbą. Niektórzy spośród nich wciąż jeszcze tańczyli, wbijając ostre kły w gardła swych partnerów i chłepcząc tryskające fontanny czerwieni. Ale spora część z nich, w większości półnagich i o upiornie odmienionych twarzach, była teraz na klęczkach i spijała stygnącą krew z podrygujących groteskowo trupów. Lecz to już nie byli ludzie…
Wampiry. Potwory, pomyślał Turner. Więc to była pułapka. Nie na mnie, ale na ludzi w ogóle. Ściągnęli tu przypadkowe osoby, by pić ich krew… Boże… czemu ja tu przyszedłem!
I wtedy usłyszał kroki nadchodzącego przeznaczenia. Odwrócił niespiesznie wzrok, by ujrzeć podchodzącą szybko jak kot Alę, błysk nieludzkiej żądzy w jej oku, złowrogie lśnienie zaostrzonych zębów… A potem poddał się jej, czując upływającą prędko krew, i widział już tylko sufit, a na nim baloniki, konfetti i barwne serpentyny. Świat żegnał się z nim wszystkimi kolorami, gdy wściekłe zwierzęta dookoła łapczywie wysączały ostatnie krople życia z bladego, zimnego ciała.
Zapadł zmrok istnienia.



PODZIĘKOWANIA
Autor chciałby podziękować P. – Za jego przyjaźń, wsparcie i dobre rady.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -