Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




My Dear Diary

Joanna Piwowar

17 Lipca, Sobota
Mój drogi pamiętniczku, chciałabym byś wiedział, że byłam dzisiaj bardzo grzeczna, tak jak obiecałam. Mama poprosiła mnie, bym posprzątała piwnicę. W odzewie na mój pytający wzrok wyjaśniła, że planuje zrobić przetwory na zimę i potrzebuje wiele miejsca na słoiki. Tata poprosił mnie, bym odniosła to dziwne narzędzie, które należy do pana Elisa. Pożyczył je tydzień temu żeby naprawić nasze wideo, które jak dla mnie i tak już jest zupełnie zużyte. To narzędzie było długie i ostre na obu końcach, nie mam pojęcia, czym było. Byłam więc bardzo ostrożna. Nie mogłam sobie pozwolić na żaden uraz, sam dobrze wiesz, jak nierozważna potrafię być. I tak łatwo się siniaczę... Tylko sobie wyobraź, jak wyglądałabym po konfrontacji z czymś takim. Och, właśnie, no i zabiłam psa.
Ale nie martw się. To był tylko Barker, przerażający buldog pani Dikon, bestia z innego świata, jak lubiliśmy ją nazywać. Tease zawsze mówi, że to coś musiało przybyć z innego wymiaru, ponieważ niemożliwe, by stworzenie tego pokroju mogło się urodzić w normalnym świecie. A może pani Dikon stworzyła go, by mieć swojego idealnego potwora...To są tylko teorie Tease’a. Nie wiem, czy on się go boi, ale wiem, że w innych ludziach zawsze budził grozę. Jest bardzo duży jak na psa tej rasy, ma te swoje dzikie, zezowate oczy i zepsute, krzywe zęby. Wkłada swoją głowę między spróchniałe deski starego płotu i stara się chwycić twoją nogę, gdy przechodzisz obok. Wszyscy wciąż ostrzegają panią Dikon, że zadzwonią po policję, jeśli w końcu nie przywiąże go do budy, ale ona ma ich wszystkich w tylnej części ciała, jak mówi Tease. Można więc powiedzieć, że wina leży jedynie po jej stronie, bo pies wciąż biegał swobodnie, co doprowadzało mnie do kompletnego obłędu. Tak na dobrą sprawę, to zrobiłam dobry uczynek dla całej wioski. Powinnam dostać medal za odwagę. Zwłaszcza dlatego, że kilka dni temu zaatakował małego Alexa Kinsleya. Jego ojciec jak burza wpadł na ten teren, z wiadomych powodów nie wchodząc jednak na podwórko, i zaczął wydzierać się tak głośno, że pojawiła się niemal cała okolica. Wiedział, co robi, bo tym sposobem przynajmniej zapracował sobie na wielu świadków, co wycisnęło z pani Dikon obietnicę, że uwięzi swojego psa. Muszę przyznać, że osobiście byłam dumna z pana Kinsleya. Ale również sama dziabnęłabym małego Alexa, gdyby ktoś mi na to pozwolił i pożyczył parę dobrych, sztucznych zębów. Nienawidzę tego gościa! Byłam nawet nieco zawiedziona, gdy okazało się, że wyszedł z całej sytuacji właściwie bez szwanku. Bo to jeden z tych dzieciaków, które zawsze mają same najlepsze rzeczy, ale nigdy się nie dzielą. Który jeździ do miasta kilka razy w tygodniu i zawsze przywozi coś nowego, co najwyraźniej daje mu prawo, by się tak bardzo sobą chwalić. Który zachowuje się, jak mały król – chyba żab; a my jesteśmy jedynie jego wiernymi służącymi. Tease również go nie lubi. W każdym razie, liliputek Alex przechodził obok podwórka pani Dikon. Szedł oczywiście wzdłuż płotu bezczelnie śmiejąc się z psa. Bo ten szczurek żył w przekonaniu, że jest zbyt wielki i cudowny, by taka prymitywna bestia odważyła się go zaatakować. I wtedy pojawiła się głowa. Wyskoczyła do przodu ledwo mieszcząc się w wygryzionej dziurze i gdyby mały Alex nie odskoczyłby dostatecznie szybko, pies chwyciłby jego cienką nogę swoimi ostrymi zębami. Dzieciak pobiegł do domu najszybciej, jak tylko były w stanie poruszać się jego łamliwe nogi i przewrócił się o stos drewna, które rąbał jego ojciec. Tyle szczęścia.
I czy myślisz, że pani Dikon dotrzymała swojej obietnicy? Nie w tym życiu. I to ja miałam się o tym przekonać. To było zaraz po tym, jak tata wysłał mnie do pana Elisa, bym oddała mu to dziwne narzędzie. Błagałam, by mi nie kazał, żeby poszedł Tease! Ale on tylko powiedział, że dzisiaj Tease jest w sklepie, pomagając mamie, bo ruch jest straszny, poza tym, i tak nie robiłam nic, zanim mnie poprosił. Ale to nie była do końca prawda. Miałam właśnie podkasać rękawy i zejść do piwnicy, by ją wysprzątać, ponieważ musiałam zrobić to do siódmej, kiedy to mama zazwyczaj wraca z pracy. „Zajmie ci to nie więcej, niż dziesięć minut.” Powiedział, nie zdając sobie najwyraźniej sprawy, że najbliższa droga przebiega obok podwórka pani Dikon. Jeśli chciałabym dojść do pana Elisa omijając tę starą wariatkę, musiałabym poświęcić drodze dwadzieścia minut w tę i z powrotem. Nie zostało mi nic innego, jak przyznać się tacie, że śmiertelnie boję się Barkera. Nazwał mnie „kochaniem” i wyjaśnił, że nie ma się czego bać, bo pies jest już uwiązany. Przekonał mnie. Poszłam. I spotkałam na swojej drodze tę bestię. Tylko, że teraz nie wyglądała już przez dziurę w płocie, gdybyś się zastanawiał. Nie! Leżała sobie wygodnie na ziemi. A żadnej dziury nie było. Teraz widniała jedynie duża przerwa w ogrodzeniu! Więc gdy tylko Barker mnie zobaczył podniósł głowę; nie zareagował jednak od razu. Dopiero w momencie, gdy wykonałam ten nieprzemyślany ruch, wiesz, by się wycofać, powstał ukazując mi swoje obrzydliwe, żółte zębiska, jak gdybym była jakimś dentystą, który byłby nimi bardzo zainteresowany. Usłyszałam głośne warczenie. O Boże, możesz sobie jedynie wyobrazić ten terror! Nie miałam żadnego wyboru. Mój umysł był zamglony, wszystkie racjonalne myśli uleciały gdzieś. I wtedy poczułam to coś, co wciąż trzymałam w prawej dłoni. Ostre i niebezpieczne narzędzie pana Elisa. Nikogo nie było, nikt nie mógł mnie zobaczyć. Pani Dikon musiała być w środku, a może nawet poza domem, skoro Barkerowi udało się w ogóle uwolnić niezauważenie. Ludzie byli na polach, na wakacjach. To było takie proste. Sprowokowałam go, co nie było zbyt trudne. Zatupałam dwa razy i przeklęłam, z czym oczywiście pójdę do spowiedzi w następnym tygodniu. Jestem pewna, że ojciec John wybaczy mi ten mały, nieciężki grzech. W końcu Tease przeklina cały czas, a nic złego mu się za to nie dzieje. Jeśli jednak chodzi o moje spotkanie z Barkerem nie sądzę, bym była zmuszona mu to wyznawać. Ogólnie, to ja po prostu stałam sobie niewinnie, a to pies ruszył na mnie! Na szczęście miałam ze sobą narzędzie pana Elisa i po prostu znalazłam się w sytuacji, gdy to zwierzę samo nadziało się na nie, gdy przypadkowo wyciągnęłam rękę przed siebie. Muszę powiedzieć... Jestem z siebie bardzo dumna.

19 Lipca, Poniedziałek
Mój drogi pamiętniczku, ktoś mnie widział. Dostałam małą karteczkę jakąś godzinę temu. Była cała popisana, a słowa układały się w to, co zrobiłam. Dajcie spokój ludzie! Bądźcie ze mnie dumni! Uwolniłam was od tego diabła, nie będzie już gryzł lub przerażał! I co niby mam teraz zrobić? Może to tylko żart... Oczywiście niezwykle nie na miejscu, musze powiedzieć.

20 Lipca, Wtorek
Mój drogi pamiętniczku. To był Alex Kinsley. Sam się do tego przyznał. Przyszedł do mnie dzisiejszego ranka jakby nigdy nic, mówiąc mojej mamie, że przyszedł w odwiedziny, bo przecież nie widzieliśmy się tak długo. Właściwie to mnie nie zaskoczył. Spodziewałam się podobnej sytuacji w najbliższej przyszłości. Może nie od takiego robala, ale wciąż. Wyjaśnił, że właśnie wychodził zza rogu, gdy usłyszał warczenie. Zatrzymał się i wyjrzał zza rogu nie chcą wleźć prosto na psa. Przyszedł tylko po to, by upewnić się, że na pewno jest uwiązany. A ja zwyczajnie dotarłam tam zaledwie kilka minut wcześniej. Zamknęłam drzwi swojego pokoju, stanęłam opierając się o nie plecami i zapytałam go grzecznie, czy zamierza o tym komuś powiedzieć. Bezczelnie odpowiedział, że jeszcze nie wie! Mały, śmierdzący łajdak! Skoro jest taki mądry, to dlaczego sam tego nie zrobił i nie dał mi powodu do szantażowania go! Nie w tym życiu najwyraźniej. Szczeniak rozsiadł się wygodnie na moim łóżku i czekał, aż zainteresuje się, co takiego chce w zamian. Zmrużyłam oczy, pamiętam to dokładnie i kiwnęłam głową na znak, żeby wyłożył mi swoje żądania. Moje kieszonkowe! Nie wiem, skąd wiedział, że tatuś wręcza mi i Tease’owi mniej więcej jedną monetę każdego tygodnia, zależnie od tego, kto wykonał więcej prac domowych w danych siedmiu dniach. Do tej pory chomikowałam to w małej, różowej skarbonce, którą mama dała mi na ostatnie urodziny. Od kilku miesięcy leżała sobie spokojnie pod moim łóżkiem, czego na szczęście Alex Kinsley nie widział, bo w innym wypadku na pewno zażądałby i tych pieniędzy, a tak zażyczył sobie jedynie tych, które dopiero dostane. Już ja ci pokażę moje oszczędności ty mały psychopato! Oczywiście zgodziłam się. Przynajmniej na swoją korzyść. A potem obmyśliłam każdy najmniejszy szczegół.
Powiedziałam tej małej karykaturze, tak jawnie zadowolonej ze swojego postępku, że najprawdopodobniej dzisiaj tatuś rozdzieli między nas pieniądze, więc jeśli chce, to możemy spotkać się nieco później na drugim końcu stawu, zaraz przy lesie. Ta część jest wyjątkowo bagnista, ale najwyraźniej Alex nie zdawał sobie z tego zbyt dobrze sprawy. Kilka godzin nie minęło, jak czekałam tam na niego z wyrazem twarzy, który miał sugerować moje ogromne cierpienie. Jak na dziesięciolatka był nieźle ograniczony i chyba naprawdę sądził, że zapłacę mu za milczenie. Szkoda tylko, że nie wiedział o małym scyzoryku Tease’a, który wręczył mi zamiast karty basebolowej, którą wyłudziłam od opóźnionego Elliota. Gdy Alex zbliżył się na tyle, że moje małe dłonie były w stanie go sięgnąć wyciągnęłam jedną i pogłaskałam go po tych puszystych, kręconych kłakach. Tak, by dodać mu otuchy. Ale mały chciwiec musiał pokazać mi swoją czekającą na to, co moje, rączkę, więc nie zastanawiając się dłużej przebiłam mu ją moim srebrnym ostrzem. To niespotykane, że tak się wydarł! By go uciszyć musiałam aż wzbić scyzoryk w blady policzek i potem poprawić jeszcze kilka razy. Kiedy zaczął się odsuwać zareagowałam szybko, bo przecież nie mogłam pozwolić na to, by mi uciekł. Złapałam go za ramię i poharatałam brzuch, by zamknął się raz na zawsze. Ale nie, on wciąż się ze mną droczył, dokuczał mi, kpił! Przez niego musiałam wyrzucić mój scyzoryk, by uwolnić swe ręce, które następnie mogły go zacząć dusić. Przywarłam je do jego jabłka Adama i ścisnęłam najmocniej, jak potrafiłam. Dopiero wtedy zamilkł. Patrzył na mnie. Dogłębne spojrzenie tych jego zielonych oczu zamierzało mnie zniszczyć. Nie mogłam już dłużej patrzeć ani na nie, ani na rany, które mu zadałam. Niemal zwymiotowałam na jego firmową koszulkę, więc by już nie musieć znosić tego widoku popchnęłam go delikatnie i pozwoliłam jego ciału zanurzyć się w błotnistej wodzie. Mówiłam Ci już, że kocham zapach błota? Jest taki świeży i swobodny, i choć stary, jak przeterminowany produkt zawsze dociera tak głęboko, czuje go wszędzie, zwłaszcza, jak zamykam oczy. Zupełnie, jak zapach piwnicy, stęchły i wilgotny, a dobrze wiesz, że mogłabym siedzieć tam godzinami. Mama zbytnio mi na to nie pozwala. Mówi, że łatwo mogę się przeziębić albo później znaleźć pająka we włosach. Wielka mi rzecz, już kiedyś trzymałam jednego z rękach. Dość nieprzyjemne uczucie. Ciągle się ruszał, łaskotał mnie swoimi długimi, cienkimi nóżkami. Wyrzuciłam go bardzo szybko, ale na trawę, więc można powiedzieć, że uratowałam mu życie. Jak jakiś tajemniczy bohater, mówię Ci. Szkoda, że już teraz i przesiadywanie przy błocie stanie się raczej niemożliwe. Bo kto chciałaby wpatrywać się w coś, w czym zostało pochowane ciało. No i mój scyzoryk, bo później okazało się, że kiedy go upuściłam wpadł właśnie do stawu. Szkoda, już go nie odzyskam i nie wiem, co powiem Tease’owi, jeśli mnie o niego zapyta. Może, że ukradł mi go Alex Kinsley... Na kilka dni przed swoją śmiercią, oczywiście.

21 Lipca, Środa
Mój drogi pamiętniczku. Mam chyba coś, co potocznie nazywa się wyrzutami sumienia. Nie jest mi szkoda tego małego szczura, o nie, ale był u nas dzisiaj jego tata pytając o niego, co sprawiło, że zrobiło mi się żal tego człowieka. On był zawsze bardzo miły dla mnie i Tease’a, dawał nam cukierki, kiedy byliśmy młodsi. Tata powiedział, że nie widział Alexa. Jakie szczęście, że mamy nie było w domu, bo inaczej by mnie wydała. W końcu to ja rozmawiałam z nim jako ostatnia. Kto wie, o co by mnie oskarżyli. Jest mi trochę źle. Ręce mi się trzęsą. Tease nie pyta o scyzoryk.

23 Lipca, Piątek
Mój drogi pamiętniczku, wydarzyło się coś okropnego. Przed godziną znaleziono ciało małego Alexa Kinsleya. Tata mówi, że wypłynęło gdzieś na środku stawu. Jak się tam znalazło, nie mam pojęcia. Przeraża mnie jednak myśl, że mogli znaleźć i scyzoryk. Może nieszczęsna rzecz zaczepiła się o ubranie Alexa i dryfowała razem z nim. Tata od razu rozpozna scyzoryk, jeśli go zobaczy. I odciski palców! Rany, przecież nie mam żadnych szans! Myślałam już nawet o tym, by się spakować i uciec, ale poczekam, aż sprawa ze scyzorykiem się wyjaśni. Na razie jedyne, co mi zostaje to zachowywać się tak, jak cała wioska. Być w ogromnym szoku, płakać i lamentować. Całkiem fajna gra.
***
A jednak nie jest tak zabawnie, jak się spodziewałam, że będzie. Przed chwilą Tease opuścił mój pokój. Powiedział, że doskonale wie, że Alex był u mnie kilka dni temu, kiedy ostatni raz widziano go żywego. Zapytał, czy coś wiem. Jestem pewna, że zachowałam równowagę i nie dałam mu po sobie poznać, że mam z tym coś wspólnego, ale później „wielki detektyw” poprosił mnie, bym mu pokazała scyzoryk, który od niego dostałam. Zaśmiałam się, mam nadzieję spokojnie i wyjaśniłam mu, że zgubiłam go nie wiem nawet, kiedy dokładnie. Chyba mi nie uwierzył, ponieważ spojrzał się na mnie tym swoim dziwnym, przenikliwym wzrokiem i powiedział, że lepiej, by nie znaleziono go tam, gdzie on myśli, że mogłam go „zgubić”. Nie wiem, co mam robić! Kompletnie oszalałam. Myślałam tylko o tym, że wiem, iż Tease nie da mi spokoju, że będzie mnie dręczył, że może nawet pójdzie nad staw, zanurkuje, czy zrobi coś równie w swoim stylu i wyłowi z niego narzędzie zbrodni. I wyda mnie! Jestem tego pewna. Wyda mnie tylko po to, by samemu dostać moją część tygodniówki! Bo wtedy tata na pewno go pochwali i będzie chciał mu pogratulować w jakiś specjalny sposób. A Tease nie chce niczego, prócz pieniędzy. Jest zupełnie taki sam, jak ten mały szczur Alex. Mały szczur Tease. Nie spodziewałabym się, że mój własny brat byłby w stanie zachowywać się ja mój największy wróg. Powinien mnie chronić... Myśląc o tym wszystkim wyszłam za nim z domu. Spodziewałam się, dokąd pójdzie. Ukradkiem zaglądałam przed siebie, by na niego nie wpaść i tym sprytnym sposobem dotarłam za nim nad staw. Wszystko było takie spokojne, nawet drzewa nie szumiały. Nie tak jak zawsze. Tease stał na brzegu i wpatrywał się w krystaliczną taflę. Nie minęło pięć minut, kiedy wyciągnął z plecaka maskę do nurkowania, ściągnął z siebie nieco za duży podkoszulek i wskoczył do wody. Poczułam, jak dreszcze przebiegają mi po karku. Nie mogłam mu na to pozwolić! Jeśli znajdzie nóż, wtedy wszyscy się dowiedzą... Rozejrzałam się po okolicy w poszukiwaniu czegoś, co by go powstrzymało. Pierwsze, co wpadło mi w oczy, to właśnie ta ogromna kłoda, która leżała nieopodal. Podniosłam ją z niezłym trudem i na palcach zaczęłam zbliżać się do miejsca, w którym Tease zostawił swoje rzeczy. Potem poczekałam. Niedługo. Wynurzył się dość szybko. Zobaczył mnie, ale nie zwrócił uwagi na mojego przyjaciela, na którym usiadłam. Gdy zaczął wychodzić na brzeg, w moją stronę, ściągnął z chudej twarzy maskę, przeczesał gęste, ciemne włosy długimi palcami i uśmiechnął się tak tragicznie! Dopiero po chwili wyciągnął w górę swoją kościstą rękę i pokazał mi to, co znalazł na dnie. Mój scyzoryk. Nie dał mi żadnego wyboru. Wstałam i odwzajemniłam mu uśmiech, a potem gwałtownie podniosłam leżącą na piasku kłodę i zamachnęłam się trafiając go w głowę. Przewrócił się nie mówiąc nic. Oczy miałam zamknięte. Nie sądziłam, że znajdę w sobie aż tyle siły! Robię się w tym coraz lepsza, muszę powiedzieć... Zachowując jednak swoją ostrożność, pamiętając wciąż, jak trudno było mi pokonać tamtego szczura, dotknęłam go nogą kopiąc go w bok. Nie zareagował, więc wepchnęłam go dalej i dalej, aż zaczął się zatapiać i swobodnie dryfować po dość głębokim dnie. Zapłakałam. W końcu był moim bratem. Mam tylko nadzieję, że tego ciała nie znajdą...

24 Lipca, Sobota
Mój drogi pamiętniczku. Wydarzyło się coś dziwnego. Gdy wróciłam dzisiaj do domu, cała roztrzęsiona, jak to się działo od kilku ostatnich dni i weszłam do swojego pokoju pozbawiona jakichkolwiek sił, zobaczyłam Ciebie rozłożonego na moim biurku. Nie tak Cię zostawiłam! Kartki były pogięte, ale już je naprostowałam, nie martw się. Zbulwersowana zbiegłam na dół, ale przed wtargnięciem do salonu powstrzymały mnie głosy rodziców. Mama mówiła coś o leczeniu, czemu tata gwałtownie się sprzeciwiał. Mówił, że „nasze dziecko” zwyczajnie lubi koloryzować i ma dziecięcą, bardzo bujną wyobraźnię. Mama stwierdziła, że ta wyobraźnia nie jest najwyraźniej zbyt zdrowa, skoro wymyśla sobie takie rzeczy. Jakie rzeczy? Wtedy do pokoju wszedł uśmiechnięty od ucha do ucha Tease pytając rodziców, co się tu dzieje. Nie widział mnie, bo gdyby to się stało, przeraziłaby go moja zdziwiona mina. Bo przecież Tease... „Pani Dikon już wróciła.” Powiedział i zwalił się na kanapę obok tatusia. „Kupiła sobie jakąś dziwną mieszankę i powiedziała, że skoro społeczność wiejska zmusiła ją do uśpienia Barkera, to tego wychowa jeszcze gorzej, a wtedy on pozagryza nas wszystkich.” Zaśmiał się i przybił piątkę ojcu. Mama jednak nie była tak zadowolona. Przygryzła wargi i powiedziała, że temat jeszcze nie jest skończony i muszą go dokładniej przedyskutować. Ale tata tylko zbył ją spojrzeniem, powiedział, że nie ma się o co martwić, że to tylko dziecko i że przejdzie jej w końcu wymyślanie bajeczek. Mój drogi pamiętniczku, komu „jej”? Nie wiem, co im wszystkim odbiło, ale jeśli tak dalej pójdzie, to chyba doprowadzą do tego, że będę musiała się ich pozbyć... Jedno po drugim... I nikt się nigdy nie dowie...

THE END



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -