Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




W przedszkolu

Anita Weremczuk

Mama budzi Kamilkę o siódmej rano. Dziewczynka otwiera oczy pod przymusem; serduszko bije jej mocno i nieprzyjemnie. Przeciąga się nerwowo, bosymi nóżkami staje na miękkim dywanie i podchodzi do okna. Spogląda na ulicę – samochody jadą jeden za drugim niczym w korowodzie. Niebieskie, czerwone, czarne, zielone… Dziewczynka szepce dla uspokojenia oglądane kolory aut, ale i tak robi jej się niedobrze. Pierwszy dzień w przedszkolu jest stresujący: nowe koleżanki i nowi koledzy, nowa pani wychowawczyni, nowe lalki, klocki, plac zabaw, podwórko… Wszystko zdaje się być takie obce, nieznane i przerażające. Dla małej pięcioletniej Kamilki świat ograniczał się do tej pory do znanych jej osób – mamy, taty, siostrzyczki, dziadków i dzieci z podwórka. Teraz wejdzie w otoczenie, którego nie zna zupełnie, w którym jest sama samiuteńka.
- Ubieraj się szybko, strój masz przygotowany na krześle – woła mama z kuchni.
Dziewczynka jest samodzielna. Zakłada różową sukieneczkę w różyczki oraz białe rajstopki. Nie ma problemów z ubieraniem się. Szczupłość i zwinność to jej charakterystyczne cechy. Dziś jednak nie ma ochoty na pospiech. Boi się. „Czy oni mnie polubią?” „Czy znajdę jakąś fajną koleżankę do zabawy?” „Czy pani będzie miła?” „Czy się nie rozpłaczę”? – setki wątpliwości przelatuje przez główkę Kamilki. „Ty Puszku też byś się bał, co?” – pyta się swego chomika i głaszcze go drżącymi rączkami.
- No, moja córuchna wygląda prześlicznie! – mama uśmiecha się na widok wystrojonej córki – Zjedz śniadanie i ruszamy do przedszkola. Nie możemy się spóźnić na rozpoczęcie roku szkolnego.
W samochodzie jest duszno. Kamilka macha rączką wokół twarzy, by zrobiło się trochę chłodniej. W gardle czuje ścisk. Przez szybę zauważa, jak przed budynkiem zbierają się grupki rodziców z dziećmi.
- Jesteśmy na miejscu – mówi zadowolona mama – zobaczysz, jak będzie ci tu dobrze. Na pewno poznasz wielu nowych przyjaciół.
Wychodzą z auta. Kierują się w stronę drzwi wejściowych. Korytarz przepełniony jest rozbieganymi dziećmi w galowych odświętnych strojach. Niektóre trzymają w rączkach kwiatki dla swoich pań. Kamilka też niesie śliczną czerwoną różę.
- Auuu… – kolec wpija się w palec u lewej ręki, która zaczyna mocno krwawić. – Mamo, daj mi chusteczkę – prosi Kamilka, a w jej oczach pojawiają się dwie duże łzy.
- Nic się nie stało, ostrożniej trzymaj ten kwiatek, a wszystko będzie dobrze – pociesza mama i głaszcze dziewczynkę po ramieniu. Jasne włoski zdają się niesfornie układać na małej główce.
Podchodzą do sali numer trzynaście. Wchodzą do środka. Już tylko kilka miejsc zostało wolnych.
- O tam, tam przy ścianie są puste krzesła… – mówi na ucho Kamilka, by nikt prócz mamy jej nie dosłyszał.
Przeciskają się obie przez rząd machających się małych nóżek i siadają w kąciku przy parapecie. Chłodny wrześniowy podmuch wiatru przymyka okno delikatnie przesuwając doniczkę z kwiatkiem.
- Witam drogie dzieci i szanownych rodziców! – młoda pani w eleganckiej szarej marynarce i spódnicy do kolan wita zgromadzonych gości. – Bardzo mi miło powitać wszystkich w tym nowym roku szkolnym, zwłaszcza was, maluchy… Większość jest tu po raz pierwszy… Niektóre buzie już znam… Tak, tak, Karolinko, widzę cię, widzę… Tomka też… I Kasię, o! A ty Piotruś zaczynasz mi rozrabiać na samym początku, w dniu rozpoczęcia roku szkolnego – pani uśmiecha się dobrotliwie, po sali roznosi się miły szept rozluźniający atmosferę.
Naraz słychać stuk zamykającego się samoistnie okna.
- Dzisiaj jest duży wiatr – szepce Kamilka do mamy.
Mama nie słyszy uwagi córki. Rozgląda się po klasie i obserwuje wszystko dookoła. Sala jest nieduża, ale nowoczesna i ładnie pomalowana. Boczne ściany mają różowy kolor, dwie pozostałe – żółty. Sufit jest biały, przyozdobiony w uśmiechnięte słoneczko i chmurki. Na ścianach wiszą tablice korkowe, na nich zaś rysunki stworzone przez dzieci, wyklejanki, powycinane ludziki i zwierzątka.
- Mamo! – skarży się głośniej Kamilka – Mnie jest zimno…
Kolejne okno trzaska. Wiatr uderza z potężną siłą.
Mama wpatruje się teraz w panią wychowawczynię. Zaczyna notować wytyczne, co do rzeczy, jakie należy kupić przedszkolakowi: blok rysunkowy, kredki, mazaki, plastelinę, farby.
- Mamo, ja się nudzę – Kamilka kręci się niespokojnie i wpatruje w plecy chłopczyka siedzącego z przodu.
- Hej – szturcha go – Hej! – chłopiec odwraca twarz w stronę dziewczynki i patrzy jej prosto w oczy.
- Czego chcesz?
- Nie nudzisz się? – pyta się cicho; reakcja chłopca nie jest miła.
- Nudzę się, a bo co?
- Bo ja też.
- Nie obchodzi mnie to.
- Chciałeś iść do przedszkola?
- Nie. Bo tu jest złe miejsce.
- Jakie złe miejsce?
- Kamila, bądź cicho – mama daje reprymendę córce, karcąc ją dodatkowo ostrym spojrzeniem. – Nie ładnie jest przeszkadzać, gdy pani mówi do wszystkich. Zachowuj się grzecznie, tak jak cię uczyłam.
Kamilka błądzi wzrokiem po innych dzieciach. Wiercą się i kręcą niespokojnie tak jak i ona. Ciężko jest słuchać gadania dorosłych – myśli dziewczynka i przygląda się bacznie słoneczku na suficie. Nie jest pewna, czy jego uśmiech jest szczery; wydaje jej się, że słońce wyszczerza zęby nieco złowieszczo i z jakimś ukrytym gniewem. „Uciekaj stąd, uciekaj!” – nagle słyszy głuchy krzyk w swojej główce. „Ucieeekaj!” – słońce piszczy przeraźliwe i tubalnie. Dziewczynce serduszko bije jak oszalałe; nie może ruszyć ani ręką, ani nogą.
Po chwili jednak nastaje zupełna cisza. Kamilka widzi, jak piękny serdeczny uśmiech ponownie jaśnieje na ustach promieniejącego słonka.
- Słyszałeś? – pyta strwożonym głosem chłopca z przodu.
- Co miałem słyszeć?
- No… krzyk.
- Jaki krzyk?
- Nieważne…
Dziewczynka spogląda na mamę. Ta nadal słucha skupiona panią wychowawczynię.
- Mamo, chodźmy już stąd. Jestem zmęczona i głodna. Zimno mi – prosi Kamilka i ciągnie mamę za rękę.
- Uspokój się – niedługo koniec. – Wytrzymaj jeszcze chwilę.
Dziewczynka wierci się w prawo i w lewo. Chce jej się siku. Wreszcie nie wytrzymuje. Żółta stróżka płynie po białych rajstopkach i skapuje na podłogę. „Ale wstyd! Ale WSTYD! Uciekaj stąd! UCIEEEKAJ!” – słońce wyszczerza zęby z nienawiścią. Przymruża oczy, razi bolesnymi promieniami dziecięce ciałko.
- To boli, przestań!!!
Kamilka płacze na cały głos. Wszyscy na sali milkną. Spoglądają na nią w oczekiwaniu na wyjaśnienia.
- Wiedziałam, że tak to się skończy – mówi mama – zawsze byłaś niesfornym dzieckiem. Przestań płakać, spójrz na inne dzieci, są takie grzeczne… Inni rodzice nie mają z nimi żadnych problemów. Masz już pięć lat. Siadaj, wytrzyj buzię – wyjmuje z torby chusteczkę higieniczną – i wytrzymaj jeszcze trochę.
Dziewczynka nie spogląda już na sufit, ale coś korci ją, by to zrobić. Główka sama podnosi się do góry; Kamilka walczy z pokusą, lecz nie może powstrzymać siły, która ciągnie ją z powrotem w stronę namalowanego słońca. „Ty mała brzydulo, uciekaj stąd, UCIEKAJ!” – słońce przygarnia do siebie chmurę swymi długimi promieniami i rzuca nią prosto w twarz Kamilki. Niebieska piana rozchlapuje się po całej postaci dziewczynki. Ubranie jest mokre i upaćkane kawałkami chmury.
- Co ty wyprawiasz?! – mama podnosi głos i z przerażaniem spogląda na sukienkę córki – Wylałaś picie, czy co? A prosiłam cię, byś nie zabierała ze sobą żadnych soczków. Widzi pani – zwraca się do kobiety siedzącej obok – jak to jest z tymi dziećmi, człowiek da im czyste ubranie, umyje, uprasuje, chwila nieuwagi i cały trud idzie na marne.
- Mamo, ale to nie ja…
- Dobrze już, dobrze, wyjdziemy wcześniej.
- Ale ja się wstydzę… – łzy czyste jak rosa spływają po policzkach Kamilki i kapią na podłogę – zaczekajmy do końca i pójdźmy ostatnie.
- Nie, córeczko – upiera się mama. – Idziemy teraz. Jeszcze mi się przeziębisz. Niezdrowo jest siedzieć w takiej mokrej sukience.
- Ale ja nie pójdę przy wszystkich mokra od głowy do nóg! – Kamilka tupie stopami ze złości i rozpaczy.
- A właśnie, że pójdziesz – mama chwyta dziewczynkę za rękę i siłą podnosi do góry.
Ciągnie ją między rzędami krzeseł; Kamilka idzie z oporem, przytrzymuje się za oparcia krzeseł, ale z mamą nie ma szans wygrać. Próbuje się wyrwać, wreszcie kopie ją w kostkę, kobieta pozostaje jednak niewzruszona.
Podchodzą do drzwi. Kamilka ma wrażenie, iż wszystkie spojrzenia skierowane są na jej mokrą sukienkę. Chce uciec stąd jak najszybciej. Mama chwyta za klamkę. Naciska ją i ciągnie do siebie. Drzwi nie chcą się otworzyć.
- Widzisz córeczko, musimy poczekać pod drzwiami – mówi kobieta i uśmiecha się dobrotliwie.
- Mamo, proszę, usiądźmy z powrotem – dziewczynka zalewa się łzami, twarz oblewa jej purpura, oczki opuchnięte od płaczu opuszcza do dołu i chowa się za maminą spódnicę.
- No, nie bądź tchórzem. Ucz się odwagi – kobieta popycha córkę do przodu, staje z nią na środku klasy tuż obok pani wychowawczyni i głośnym, donośnym głosem oznajmia: drogie dzieci! Oto moja córka Kamila! Oblała się sokiem, dlatego jej sukienka jest cała mokra. Zawsze była sprytna, ale dziś wyjątkowo zachowuje się niesfornie. Proszę ją odpowiednio ukarać, pani wychowawczynio. Kamila zasłużyła na reprymendę. Nie można pozwolić, by taka sytuacja więcej się powtórzyła.
- Moje drogie dzieci i rodzice! – pani wychowawczyni zwraca się do wszystkich zebranych; jej głos z miłego i ciepłego zmienia się w gruby i nieprzyjazny – ku waszej przestrodze wymierzymy karę tej małej pięciolatce, aby na przyszłość wiedziała, że życie w społeczeństwie to nie przelewki. Rozumiesz, co się do ciebie mówi, Kamilo? – pani patrzy ostrym spojrzeniem w oczy dziewczynki aż ta czuje, jak nogi robią jej się jak z waty, końcówki palców u rąk stają się zimne niczym lód.
Kobieta chwyta w mgnieniu oka dziewczynkę za prawą rękę, mama za lewą i obie ciągną ją do tablicy.
- Co robicie?! – krzyczy Kamilka – Puśćcie mnie! Ja chcę do domu!
- UCIEKAJ STĄD, Ucieeekaj! – woła słońce z sufitu, aż dźwięk jego głosu rozsadza głowę dziewczynki.
- Nie mogę, pomóż mi, co one chcą ze mną zrobić?! Mamo, przestań! Idźmy stąd! Słońce, pomóż mi…
Kobiety obwiązują nadgarstki Kamilki grubymi sznurami. Przywiązują je do dwóch rogów tablicy. Pani wychowawczyni wyjmuje z teczki tarczę pierwszoklasisty z orzełkiem.
- A teraz odbędziemy ślubowanie – uśmiecha się uroczyście. – Co prawda nie masz jeszcze siedmiu lat, ale im wcześniej, tym lepiej. Dobrze jest rozpocząć edukacją życiową od jak najmłodszych lat. Pójście do przedszkola nauczy was życia z innymi dziećmi, a także życia z ludźmi dorosłymi. Zobaczycie, jak to jest przebywać w wielkim świecie osób dorosłych.
Wychowawczyni wyjmuje z biurka pudełko z pinezkami. Jedną z nich wbija do tarczy z orzełkiem.
- Co pani chce z tym zrobić?! – woła rozpłakana Kamilka?
- Jak to, CO? – odpowiada zdumiona wychowawczyni – będziesz mieć na piersi piękną odznakę. Możesz być z niej dumna. – Nim dziewczynka zdąża się zorientować, kobieta wbija z całej siły pinezkę w pierś dziewczynki.
- BOLI! Boli! Boli! Boli… – Kamilka płacze na cały głos, ale nikt nie przychodzi jej z pomocą. Cała sala obserwuje ją w milczeniu.
- Spokojnie córeczko, spokojnie – mówi mama łagodnym już głosem – pokaż, że potrafisz być dzielna. W życiu czekają cię jeszcze gorsze krzywdy i… – nie kończy zdania, bo pani wychowawczyni wyjmuje z szuflady żyletkę i zaczyna ciąć; pierwszego cięcia dziewczynka nie czuje, odnosi jedynie wrażenie, jakby chłodny metal dotykał jej twarzy. Po chwili czuć już ból. Krew ścieka strugą na ubranie. Buzia Kamilki jest zakrwawiona. Kobieta tnie jej policzki, czoło i nos; matce łzy spływają po twarzy, ale przygląda się temu w milczeniu. „To wszystko, byś się zahartowała, kochanie, to wszystko dla twego dobra” – powtarza w myślach.
Dziewczynka krzyczy na cały głos, szamocze się, próbuje kopać, ale obie kobiety są silniejsze – przytrzymują ją za nogi i biodra, unieruchamiają głowę.
- Teraz wasza kolej, drodzy rodzice – zachęca wychowawczyni i w mgnieniu oka wyjmuje całe pudło z pinezkami, tarczami i żyletkami, do których matki i ojcowie podchodzą z początku powoli i nieśmiało. Po chwili jednak, gdy w klasie zaczyna robić się hałas, dzieci zaczynają krzyczeć, uciekać i płakać, wówczas rodzice jednym susem sięgają po żyletki i zabierają się do dzieła. Akcja przebiega dość sprawnie: dorośli chwytają swoje pociechy za nadgarstki jedną ręką, drugą zaś zamaszystym ruchem robią nacięcia na buziach i szyjach, pinezki z kolei wbijają do piersi lub ramion.
Krzyk jest nie do zniesienia. Sala zdaje się dudnić, ściany drżą, postacie z rysunków na tablicach korkowych zatykają sobie uszy i chowają się po kątach w obawie, by nie spotkał ich podobny los.
- Mamo, dlaczego? – pyta Kamilka ostatkiem sił i zamyka z wycieńczenia zakrwawione oczy.
Kobieta przytrzymuje głowę córki, by nie opadła omdlała na piersi. Żal jej dziecka, wie jednak, iż przejściowy ból jest niczym w porównaniu z cierpieniem, jakie zazna na rozpoczynającej się niedługo drodze życiowej.
- Wyścig szczurów, kochanie. Wyścig szczurów… – tłumaczy – musisz nauczyć się przeć do przodu, Kamilko.
- Mamo, ale ja mam chomika… Szczury mają brzydkie ogony. Nie lubię szczurów. Mamo… Boli… – dziewczynka mdleje. Główka opada jej bezwładnie na klatkę piersiową.
- Proszę się nie przejmować – mówi pani wychowawczyni – dzieci z początku mdleją, są wycieńczone, ale potem takie zahartowane na przyszłość, że aż miło popatrzeć. Głowa do góry! Córka za chwilę się ocknie, nabierze sił i nic nie będzie w stanie stanąć jej na przeszkodzie ku sukcesowi. Tego typu terapie żyletkowo-pinezkowe prowadzimy w naszym przedszkolu już od wielu lat z bardzo pozytywnym skutkiem. Dzieci dzięki nim wyrastają na ludzi bardzo odpornych psychicznie. Żadne depresje, czy inne choroby psychiczne nie mają do nich dostępu. A jakimi imponującymi efektami w nauce mogą się poszczycić! Może być pani spokojna o przyszłość swojej córki – jest w dobrych rękach…
- Kamilko, słyszałaś? – zadowolona mama spogląda w twarz dziewczynki i próbuje ją ocucić. – Kamilko… Kamilko! – podenerwowana już potrząsa dziewczynką, ale ta ani drgnie.
Wreszcie klepie córeczkę po twarzy, całuje ją, błaga o obudzenie się. Bezskutecznie. Kamilka nie oddycha. Wyścigu szczurów nie zdążyła nawet zacząć.












Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -