Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Puk-Puk

Błażej Tomaszewski

Obudził mnie dzwonek do drzwi. Mógł to być każdy. Czyżby sąsiadka z dołu? Znowu coś jej nie pasuje? Czyżby znowu coś ją wkurzyło? Może to pani Grażynka z gazowni? Mógł to być każdy. Dzwonek rozległ się po moim domu koło godziny 8 rano.
- Kurwa… Co tak wcześnie… - Bardzo rzadko o tej porze ktoś mnie odwiedza. Prawdę mówiąc, to w ogóle bardzo rzadko jestem odwiedzany. Nie chodzi o to, że nie mam przyjaciół, bo mam. Przynajmniej tak mi się wydaję.

Największym wysiłkiem nie jest w cale podniesienie się z łóżka. Najtrudniejszą czynnością jest otworzenie oczu. Przynajmniej dla mnie. Prawie słyszę hałas rozrywanych powiek. Po chwili znowu rozbrzmiewa dzwonek.
- Już idę! Spokojnie! Mam czas! – Stojąc przy łóżku przeciągam się i odsłaniam rolety. Słońce zdążyło już rozświetlić zakamarki brudnych ulic, które muszę oglądać co rano. Wkładam do ust gumę miętową, żeby nie powalić sprawcy mojego niewyspania oddechem. Udałem się w kierunku drzwi, ale kiedy łapałem za klamkę poczułem coś, co spowodowało gęsią skórkę na moim ciele. Otworzyłem drzwi. Przede mną nie stała ani sąsiadka z dołu, ani pani Grażynka. Nie był to Janek – mój znajomy. Mężczyzna ubrany w czarny prochowiec patrzył na mnie spode łba. Miał wyjątkowo podkrążone oczy, mało tego… Jego oczy były nienaturalnie przekrwione. Na jego głowie widniał kapelusz
- Sęk w tym, że nie ma pan czasu. Jestem tu po to, żeby zaprowadzić pana w pewne miejsce. – Mężczyzna powiedział to bez żadnego poruszenia się. Jego popękane usta lekko zamykały się i otwierały.
- Pan wybaczy, ale nie dosłyszałem nazwiska? – Starałem się być miły. Nie znałem typa, nie wiedziałem, czego mogę się po nim spodziewać.
- Moje nazwisko nie jest panu potrzebne, panie Rolski. – W tym momencie zacząłem się bać.
- Skąd… Skąd zna pan moje… Nazwisko? – Zadałem to pytanie zupełnie nie myśląc. Jego odpowiedź wydała mi się tak oczywista… Jednak nie takiej się spodziewałem.
- Nazwisko widnieje na pańskich drzwiach. – Odetchnąłem z ulgą. Stwierdziłem, że nie mam ochoty na dalszą rozmowę z tym gościem, więc postanowiłem przejść do sedna.
- Panie, jest ósma rano. Co pana sprowadza o tak nieludzkiej porze do mnie? Niech się pan przedstawi jak człowiek i powie o co chodzi. Ja naprawdę nie mam czasu. Jestem bardzo zapracowanym człowiekiem, więc niech pan mi wyświetla sprawę i, za przeproszeniem, spada. – Oczywiście nagiąłem prawdę do granic możliwości. Nie jestem w ogóle zapracowany. Pisarze, którzy nie piszą są zajęci wyłącznie piciem, a to nie jest zbyt zajmujące zajęcie. Nagle mój rozmówca się ożywił.
- Mam się przedstawić jak człowiek? Tego pan oczekuje? Żąda pan, żebym powiedział o co mi chodzi? Oburza się pan, że obudziłem? Dobrze. Więc co pan powie na to… - Mężczyzna zaczął mówić kim jest i jaka sprawa go do mnie przygnała. Słyszałem już wiele podobnych opowieści. Zwykle od meneli na dworcu, którzy chcieli wysępić ode mnie kilka złotych na piwo, ale w odpowiedzi tego człowieka było coś innego. Wyrażał się dosyć składnie, nie bełkotał, mówił wolno i starannie dobierał słowa. W prawdzie nie wyglądał na menela, bardziej na narkomana. Tylko tego mi brakowało, żeby ćpuny się zlatywały do mojego mieszkania.
- Rozumiem, że chciałby pan dokończyć swoje sprawy. Dam panu na to dzień. Wrócę jutro. – Po tych słowach gość odwrócił się i po prostu sobie poszedł. Ja zamknąłem za nim drzwi, parsknąłem i wróciłem do spania. Później tego dnia zastanawiałem się, czy to nie był sen.

Dopijałem właśnie drugą szklankę Jacka Danielsa. Pusty arkusz migał na ekranie mojego monitora. Masowałem nerwowo skronie, żeby tylko coś wymyślić. Cokolwiek. Opowiadanie… Nowela… Wierszyk… Bajka… Opowiadanie erotyczne… Nic. Zero pomysłów. Wydawca, z którym miałem kontrakt na pięć książek wciąż do mnie wydzwaniał. Nie odbierałem. Co miałem powiedzieć? „Hej szefie, daj mi jeszcze pół roku, bo nie mam pomysłu nawet na pierdoloną bajkę”? Byłoby to bardzo nieprofesjonalne, a tak się składa, że lubię uważać się (i być uważanym) za profesjonalistę.
- Napisz coś. Nie myśl nawet o tym, pozwól palcom tańczyć na klawiszach. - Więc tak zrobiłem. Włączyłem Sonatę Księżycową Beethovena i zacząłem pisać. Historia zaczęła tworzyć się sama. Nagle już miałem postać. Stworzyłem już jego przeszłość. Już czułem, że dam radę skrobnąć chociaż opowiadanie. Trudno, najwyżej złamię swoją zasadę i wydam zbiór opowiadań. Trzeba jakoś żyć.

Przeczytałem całe opowiadanie jeszcze raz. Było dobre. Nic ponad standard, ale było dobre. Teraz tylko musiałem dać znać wydawcy. Reszta to jego działka. Przy odrobinie szczęścia opowiadanie ukaże się w kolejnym numerze „Widzących więcej”. Chciałem dolać sobie whisky, ale karafka była pusta. Dużo dzisiaj wypiłem. W zasadzie, codziennie dużo piję. W momencie, w którym wstałem skonstatowałem, że kręci mi się w głowie. Byłem pijany. Znowu. Opadłem bez sił na łóżko. Poddałem się nieustającej potrzebie snu.

Obudził mnie dzwonek do drzwi. Mógł to być każdy. Spodziewałem się sąsiadki z dołu, która wciąż ma do mnie pretensje. O wszystko. Całkiem możliwe, że to pani Grażynka z gazowni. Często nachodziła lokatorów. Nie pomyślałem o tym, że przecież miał do mnie przyjść ten dziwny mężczyzna. A może po prostu zapomniałem o nim? Może nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to nie był sen? Wstałem i bez żadnego wzdrygnięcia otworzyłem drzwi. Spojrzałem w te brutalnie, przekrwione oczy, które wpatrywały się we mnie z takim współczuciem. W tym jedynym momencie poczułem, że ten człowiek jest mi bliższy niż ktokolwiek na świecie. Poczułem, że ten gość mnie zna. Nagle, bez żadnego słowa, mężczyzna przekroczył próg mojego mieszkania, a ja zszedłem mu z drogi. W tym momencie już wiedziałem, że ta osoba jest tym, za kogo się podawała. Po prostu uwierzyłem. Nie miałem siły walczyć z tą wiarą. Przez pół życia nie wierzyłem w nic. Przez pół życia byłem nihilistą, który za nic miał wszelką wiarę. Zawsze śmiałem z ludzi, którzy mówili mi o tym, jak wspaniale jest wierzyć w Boga, w miłość, w ludzi… A w końcu , jak wspaniale jest wierzyć w siebie. Obaj usiedliśmy w salonie. Po przeciwnych stronach stołu.
- Opowiedz mi coś o sobie, Marcinie. – Tak po prostu poprosił mnie o historię mojego życia. Poprosił. Nie rozkazywał, nie krzyczał. Po prostu poprosił. Więc opowiedziałem mu. Wszystko, co miało jakiekolwiek znaczenie.

Nie pamiętam matki. Wiem tylko tyle, że popełniła samobójstwo kilka dni po urodzeniu mnie. Wszyscy tłumaczyli to depresją poporodową. Możliwe. Mój ojciec był szanowanym neurochirurgiem, którego prawie nigdy nie było w domu. Wciąż jakieś delegacje, operacje, dyżury. Widywałem go tylko kilka razy w tygodniu. Czy byłem sam? Nie, skądże znowu. Ojciec ponownie się ożenił z jakąś tępą laską, która poleciała na jego kasę. W sumie, moja macocha była dosyć intrygującą osobą. Na pierwszym miejscu jej listy zainteresowań widniało niszczenie mnie psychicznie. Fizycznie też się zdarzało. Nie raz rzucała we mnie przedmiotami. Nie to było najgorsze. Najciężej wspominam chwile, w których macocha wracała do domu nawalona jak szpak z jakimiś obcymi facetami. Zdarzało się, że całą noc nie mogłem zasnąć, bo słyszałem ich zabawy w pokoju mojego ojca. On oczywiście pracował. Ojciec był idiotą. Był zapatrzonym w tę głupią babę idiotą! Nie wiem, co on w niej widział! Pewnie poleciał na wielkie cycki! W szkole nie było lepiej. Zawsze byłem wyalienowanym wyrzutkiem. Nie rozumieli mnie, więc byłem poniżany. Wtedy pomogła mi religia. Chodziłem do kościoła prawie codziennie. Pomagało mi to. Naprawdę. W końcu przyszły pierwsze zawody miłosne. Nigdy nie byłem zbyt przystojny, więc moje podboje miłosne kończyły się tak, jak skończyło się powstanie warszawskie. Wiele razy byłem wyśmiewany przez dziewczyny. W liceum pokochałem taką jedną. Ona uważała mnie za dziwaka i psychola. Z resztą, słusznie. Byłem dziwny. Dużo się uczyłem. Chciałem uciec z domu. Od ludzi. Wyprowadziłem się do Warszawy i rozpocząłem studia dziennikarskie. To właśnie wtedy wydałem pierwszą książkę. Wtedy zacząłem uprawiać przygodny seks i wtedy straciłem wszelką wiarę. Bóg dla mnie umarł. Miłość nigdy nie wykiełkowała. Straciłem wszelkie wartości. Byłem niczym embrion otoczony skorupą nienawiści. Embrion, który toczył się w niewiadomym kierunku. Nie pokochałem nikogo więcej. Studiów nie skończyłem. Zbyt dużo piłem. Nie byłem w stanie się uczyć. Wciąż tylko piłem i obracałem w dziewczynach. Okazało się, że na gadkę można załatwić wszystko. Po prostu podchodziłem, rzucałem sprytny tekst i dziewczyna była moja. Ale nie czułem spełnienia. Potrzebowałem miłości. Z czasem zastąpił mi ją Jack Daniels. Później wydałem kolejną książkę. I kolejną. I jeszcze jedną. W końcu wydałem siedem książek. Zainteresowało się mną pewne szanowane wydawnictwo. Podpisałem z nimi kontrakt na pięć powieści. Jak na razie nie wywiązałem się z umowy, bo sprzedałem im tylko dwie. Życie mi się nie udało. Po prostu spieprzyło się wszystko. Nie miałem nawet uczciwego startu. Po prostu na wstępie dostałem w ryj od życia. W mojej egzystencji nie ma żadnego celu. Jestem pusty. Pusty… Po prostu wrak…

Przez cały mój monolog postać się nie poruszyła. Mężczyzna patrzył na mnie spod tego swojego kapelusza i przebijał mnie tymi przekrwionymi oczami. Nie wiem, jakiej reakcji się spodziewałem, ale powiedział najlepszą rzecz, jaką mógł powiedzieć.
- Marcinie, powinniśmy już iść. – Więc poszliśmy. Tak po prostu poszliśmy.

Epilog
Starszy, doświadczony lekarz wszedł do kostnicy. Spojrzał na swojego kolegę. Młodego i wciąż przerażonego swoją pracą patologa.
- A więc co my tutaj mamy? – Zapytał tego młodego.
- To przecież Marcin Rolski…
- Znasz go?
- Tak… Czytywałem jego książki. Bardzo mi się podobały.
- I co możesz mi o nim powiedzieć?
- Koleś zachlał się na śmierć. Leżał w swoim mieszkaniu pośród pustych butelek po whisky.
- Śmierć godna pisarza. – Zadrwił ten starszy.
- Co za głupota. Taki pisarz pewno miał zajebiste życie. Pomyśl tylko. Sława, dziewczyny, imprezy. Żyć nie umierać. – Młody pokiwał głową z niedowierzaniem.
- Tak to już jest, że kiedy zbyt wiele się ma, to człowiekowi woda sodowa odbija do głowy. Za dobrze miał pisarzyna. Po prostu miał za dobrze…

KONIEC



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -